Выбрать главу

Był to luksus tylko w porównaniu z małymi, ciemnymi celami, w których siostry zazwyczaj oczekiwały na proces; dawano im wtedy wiązkę słomy na posłanie, a jeśli miały szczęście... również koc. Niemniej urządzenie celi Leane naprawdę sprawiało wrażenie wygody. Mieściło się w niej małe łóżko, na pierwszy rzut oka bardziej miękkie niż łóżka w kwaterach nowicjuszek, krzesło z drabinkowym oparciem oraz niebieską poduszką z frędzlami, wreszcie stół, na którym leżały trzy książki i stała taca z resztkami kolacji. Była nawet umywalnia. Co z tego, że biały dzban i misę znaczyły szczerby, a na powierzchni lustra utworzyły się pęcherzyki powietrza, nocnik zaś skrywał się za parawanem do higieny intymnej, który do takiego stopnia nie przepuszczał światła, że przykucnięta Leane jawiła się tylko jako cień postaci.

Leane zawtórowała śmiechem.

— Och, wszystkie mnie tu bardzo lubią — oznajmiła energicznie. Nawet stojąc bez ruchu, zdawała się omdlewać i mimo niewyszukanej odzieży z ciemnej wełny stanowiła kwintesencję wizerunku ponętnej Domani. Energiczny ton pochodził jednak z okresu, zanim podjęła decyzję, by przeistoczyć się w te., którą chciała być. — Miałam dziś przez cały dzień nieprzerwany strumień gości, same Ajah, prócz Czerwonych. Nawet Zielone usiłują nakłonić mnie, bym nauczyła je Podróżowania i w ogóle chcą dostać mnie w swoje ręce, przede wszystkim dlatego, że twierdzę, iż teraz jestem Zielona. — Zadrżały zbyt ostentacyjnie, by mogło to ujść za naturalny odruch. — Byłoby to równie okropne, jak powrót do Melare i Desali. Desala to przerażająca kobieta. — Uśmiech jej rozpłynął się jak mgiełka w promieniach słońca w południe. — Zapowiedziały, że obleką mnie w biel. Lepsze to, jak przypuszczam, niż inne możliwości. Podają ci widłokorzeń? Mnie też.

Egwene, zdumiona, popatrzyła w kierunku siostry, która dzierżyła tarczę. Leane parsknęła:

— Zwyczaj. Gdybym nie była pod oddzieloną tarczą zapewne nie potrafiłabym zrobić krzywdy. Zwyczaj jednak każe, by kobiety w otwartych celach były zawsze osłonięte tarczą. Tobie pozwalają się włóczyć?

— Nie do końca — odparła sucho Egwene. — Na zewnątrz czekają dwie Czerwone, które odprowadzą mnie do mojej sypialni i osłonią na czas snu.

— Tak to jest. Ja siedzę w celi, ty zaś jesteś pod obserwacją i obie szklankami pijemy napar z widłokorzenia — westchnęła Leane. Rzuciła długie spojrzenie z ukosa na dwie Brązowe, Felaana nadal pochłonięta była pisaniem. Dalevien przewracała strony obu leżących na jej kolanach książek równocześnie i mruczała coś pod nosem. Strażnik ostrzył sztylet z takim zapałem, iż zanosiło się na to, że będzie się nim golił. Ale z pozoru głównie interesowały go drzwi wejściowe.

— Kiedy uciekamy? — zapytała Leane przyciszonym głosem.

— Nie uciekamy — odparła Egwene i wyłuszczyła swoje racje oraz plan, równocześnie nieprzerwanie obserwując siostry kątem oka. Opowiedziała Leane o wszystkim, co zobaczyła. I zrobiła. Prawie nie mogła się doliczyć, ile razy tego dnia została wychłostana i jak znosiła cięgi, musiała wszak o tym opowiedzieć, by przekonać kobietę, że się nie załamie.

— Rozumiem, że żadna ekspedycja ratunkowa nie wchodzi w grę. Miałam jednak nadzieję... — Strażnik poruszył się i Leane urwała w pół zdania. On jednak chował tylko sztylet do pochwy. Splótł ramiona na piersiach, wyciągnął nogi przed siebie i oparł się o ścianę, ze spojrzeniem utkwionym w drzwi.

Wyglądało, jakby potrafił w okamgnieniu zerwać się na równe nogi.

— Laras pomogła mi raz uciec — powiedziała Leane spokojnym tonem. — Nie jestem wszak pewna, czy zgodzi się pomóc po raz drugi. — Zadygotała, tym razem autentycznie. Zanim Laras pomogła uciec jej i Siuan, została ujarzmiona. — Zrobiła to przede wszystkim dla Min, dopiero w dalszej kolejności miała na uwadze Siuan czy mnie. Jesteś pewna? Silviana Brehon to twarda kobieta. Przyzwoita, z tego, co słyszałam, jednak tak silna, że mogłaby łamać w ręku podkowy. Czy jesteś absolutnie pewna, Matko?

Kiedy Egwene przytaknęła, Leane westchnęła po raz kolejny.

— Wtedy zostaną z nas dwa robaki wgryzione w korzeń, czyż nie? — To nie było pytanie.

Widywała się z Leane każdego wieczora, gdy tylko wyczerpanie nie wiodło jej prosto po kolacji do łóżka, i za każdym razem zastawała ją w zdumiewająco dobrym nastroju, jak na więźnia zamkniętego w celi. Strumień sióstr odwiedzających Leane nie malał, ona zaś do każdej rozmowy przemycała informacje, zgodne z sugestiami Egwene. Odwiedzające siostry nie mogły nakazać wychłostania Aes Sedai, nawet, jeśli ta przebywała w celi, choć kilka rozgniewało się do tego stopnia, że z pewnością tego żałowały. Poza tym, kiedy jedna z sióstr mówiła o tych sprawach, wyglądało to na sprawę znacznie poważniejszą, niż gdyby usłyszały o nich od nowicjuszki. Leane mogła się nawet kłócić, przynajmniej dopóki nie wypłoszyła odwiedzających. Jak donosiła, wiele zostawało. Kilka nawet przyznało jej rację. Nieśmiało i z ociąganiem, z rozmaitymi zastrzeżeniami, niemniej przyznały rację. Poza tym, co było równie ważne — przynajmniej dla Leane — niektóre Zielone orzekły, iż skoro została ujarzmiona i tym samym wykluczona na pewien czas ze społeczności Aes Sedai, miała prawo ubiegać się o przyjęcie do każdych Ajah, gdy już znów zostanie siostrą, Więc nie wszystkie, ale „kilka” brzmiało lepiej niż „żadna”. Egwene zaczęła podejrzewać, że Leane w swojej celi sprawia się. znacznie lepiej niż ona na wolności. Cóż, wolności ograniczonej. Nie była zazdrosna. Zajmowały się dobrą robotą. I w rzeczywistości nie miało znaczenia, która z nich lepszą, dopóki praca szła do przodu. Czasami tylko cięższa zdawała się wędrówka do gabinetu Silviany. Mimo to Egwene mogła poszczycić się sukcesami. Swego rodzaju sukcesami.

Po południu tego pierwszego dnia w pękającym w szwach salonie Bennae Nalsad — wszędzie na posadzce piętrzyły się w nierównych stosach książki, półki zaś uginały się pod ciężarem zakonserwowanych czaszek ssaków, ptaków oraz węży, a także wypchanych okazów przedstawicieli pomniejszych gatunków; na olbrzymiej niedźwiedziej czaszce przysiadła duża, brązowa jaszczurka (wyglądała jak wypchana, dopóki w pewnej chwili nie zamrugała oczami) — tego pierwszego popołudnia Brązowa Shienaranka poprosiła, aby wykonała wyczerpującą serię splotów, jeden za drugim. Bennae zasiadła na krześle z wysokim oparciem, po jednej stronie kominka z marmuru o brązowych żyłkach. Egwene wybrała niewygodę i usiadła z drugiej strony. Nikt nie prosił jej, by siadała, lecz przecież Bennae nie zaoponowała.

Egwene wykonała wszystkie sploty, o które została poproszona, aż wreszcie usłyszała, że ma sporządzić splot Podróży, na co tylko uśmiechnęła się i złożyła ręce w małdrzyk. Siostra odchyliła się do tyłu i poprawiła jedwabną spódnicę oraz włosy w tym samym odcieniu głębokiego brązu. Oczy Bennae były błękitne, o ostrym spojrzeniu, włosy zaś ujęte w srebrną siatkę i miejscami przetykane pasmami siwizny. Dwa palce poplamione były atramentem, atrament znaczył też nos po jednej stronie. Trzymała porcelanową filiżankę do herbaty, której nie zaproponowała Egwene.

— Uważam, dziecko, że niewiele pozostało ci jeszcze do nauczenia się o Mocy, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę twoje cudowne odkrycia.

Egwene skinęła głową, przyjmując komplement. Część z tych rzeczy były to faktycznie jej odkrycia, ale w tej sytuacji nie miało to żadnego znaczenia.

— W żadnym wypadku nie oznacza to, że obecnie nie pozostało ci już nic do nauczenia się. Odebrałaś kilka zaledwie lekcji nowicjatu, zanim... — Brązowa popatrzyła krzywo na białą suknię Egwene i odkaszlnęła. — I jeszcze mniej lekcji, jako... cóż, później o tym pomówimy. Może zechcesz mi powiedzieć, jakie błędy popełnione przez Shein Chunla doprowadziły do Trzeciej Wojny o Mur Garen? Z jakich powodów wybuchła Wielka Wojna Zimowa pomiędzy Andorem a Cairhien? Jakie przyczyny legły u podstaw Rebelii Weikina? I jak się skończyła? Historia jest zasadniczo nauką o wojnach, doniosłą zaś jej część zajmują pytania, jak i dlaczego wybuchły, a także jak się skończyły. Nie doszłoby do bardzo wielu wojen, gdyby ludzie potrafili uczyć się na błędach innych ludzi. Więc?