Выбрать главу

— Shein nie popełniła żadnego błędu — odparła Egwene z namysłem. — Niemniej masz rację. Zostało mi wiele do nauczenia się. — Pozostałych wojen, które wymieniłaś, nie znam nawet z nazw. — Wstała i nalała sobie herbaty ze srebrnego dzbanka, który stał obok na stoliku. Oprócz sporządzonej z srebrnej plecionki tacy, stolik dekorował wypchany ryś i czaszka węża. Była rozmiarów ludzkiej!

Bennae popatrzyła krzywo, ale nie z powodu herbaty. Na to właściwie nie zwróciła uwagi.

— Co miałaś na myśli, mówiąc, że Shein nie popełniła żadnego błędu, dziecko? Jak to? Zagmatwała sprawy tak jak nikomu przed nią się chyba nie udało.

— Otóż przed wybuchem Trzeciej Wojny o Mur Garen — odpowiedziała Egwene, sadowiąc się z powrotem na krześle — Shein wykonywała dokładnie polecenia Komnaty, nic więcej. — Na wielu obszarach wiedzy historycznej Egwene ziały poważne luki, lecz Siuan nauczyła jej dokładnie wszystkich błędów, które popełniły pozostałe Amyrlin. Natomiast to konkretnie pytanie stało się przesłanką do rozpoczęcia wykładu. I dzięki temu siadanie obeszło się bez normalnego wysiłku i bólu.

— O czym ty mówisz?

— Próbowała żelazną ręką utrzymać porządek w Wieży, nigdy nie przystała na żaden kompromis, natychmiast brała za łeb każdą opozycję. Komnata miała już tego dość, nie mogły wszak znaleźć nikogo na jej miejsce, zamiast więc ją usunąć, wybrały gorsze rozwiązanie. Pozostawiły Shein na stanowisku i nakazywały pokutę za każdym razem, kiedy próbowała wydać jakieś rozporządzenie. Nawet najdrobniejsze — ciągnąc swoją opowieść, Egwene zdawała sobie sprawę, że brzmi jak przemowa, musiała jednak wyrzucić z siebie to wszystko. I tak trudno było siedzieć nieruchomo na twardym drewnie, z którego wykonane zostało siedzenie krzesła. Weź w siebie ból. — Komnata decydowała o tym, co zrobi Shein i Wieża. Same jednak źle kierowały wieloma sprawami, przede wszystkim z tego powodu, że poszczególne Ajah miały własne cele i zabrakło przywódczej ręki, zdolnej tak nimi pokierować, aby stały się wspólnym celem Białej Wieży. Okres panowania Shein cechowały wojny, wybuchające we wszystkich miejscach widocznych na mapie. W końcu siostry dość już miały partactwa Komnaty. Podczas jednego z sześciu buntów, jakie zna historia Wieży, obalone zostały wspólne rządy Shein oraz Komnaty. Oficjalna wersja podaje, że zmarła w Wieży śmiercią naturalną, jednakże w rzeczywistości została uduszona pięćdziesiąt jeden lat później we własnym łóżku, na wygnaniu, gdy wykryto spisek, który miał na celu ponowne osadzenie jej na Tronie Amyrlin.

— Bunty? — zapytała Bennae z niedowierzaniem. — Aż sześć? Skazana na wygnanie i uduszona?

— Wszystko to zapisane zostało w sekretnych historiach, przechowywanych w Depozycie Trzynastym. Choć jak sądzę, nie powinnam ci o tym mówić. — Egwene upiła łyk herbaty i skrzywiła się. Herbata była prawie zwietrzała. Nic dziwnego, że Bennae nawet swojej nie tknęła.

— Sekretne historie? Depozyt Trzynasty? Gdyby taki istniał, zapewne bym o nim wiedziała. Dlaczego nie powinnaś mi o tym mówić?

— Ponieważ zgodnie z literą prawa o istnieniu sekretnych historii, jak również o tym, co stanowi ich treść, wiedzieć mogą tylko Amyrlin, Opiekunka oraz Zasiadające Komnaty. I z konieczności bibliotekarze, którzy przechowują dokumenty. Nawet samo to prawo stanowi w istocie część Depozytu Trzynastego, więc, jak mniemam, o nim również nie powinnam ci wspominać. Jeśli jakimś sposobem uzyskasz dostęp do tych źródeł lub znajdziesz kogoś, kto ci o tym opowie, przekonasz się, że mam rację. Sześć razy w dziejach Wieży, w momentach, gdy Amyrlin działały szczególnie rozłamowo albo wykazywały niebezpieczną niekompetencję, Komnacie zaś brakowało zdolności do działania, siostry wzniecały rebelie, których celem było ich usunięcie. — Na tym skończyła. Dalej nie mogła już siać ziarna zwątpienia. Ani głębiej zakopać kości niezgody.

Bennae popatrzyła na nią przez dłuższą chwilę, potem podniosła filiżankę do ust. Ledwie poczuła na języku smak herbaty, prysnęła śliną i zaczęła zbierać plamy z sukni za pomocą wykonanej z delikatnej tkaniny koronkowej chusteczki.

— Wielka Wojna Zimowa — powiedziała bezbarwnym głosem i postawiła filiżankę na posadzce obok krzesła — wybuchła pod koniec roku sześćset siedemdziesiątego pierwszego... — Nie wspominała już o tajnych dokumentach ani o buntach, lecz nie musiała. Więcej niż raz podczas tej lekcji odchylała się na krześle, spoglądała krzywo gdzieś ponad głową Egwene, ta zaś nie miała już wątpliwości.

Nieco później tegoż dnia Lirene Doirellin oświadczyła:

— Cóż, Elaida popełniła w tym miejscu poważny błąd. — Spacerowała w tę i z powrotem wzdłuż kominka w jej salonie. Cairhienianka była zaledwie o włos niższa od Egwene, jednak nerwowe spojrzenia, które ciskały jej oczy, nadawały jej wygląd zaszczutego stworzenia, wróbla, który boi się kotów i hołduje przeświadczeniu, że w okolicy jest ich bardzo wiele. Jej ciemnozielone szaty ozdobione były zaledwie czterema dyskretnymi, czerwonymi wycięciami, choć raz w życiu zdarzyło się jej piastować godność Zasiadającej Komnatę. — Nic chyba nie mogło się przyczynić bardziej do tego, by chłopak trzymał się tak daleko od Wieży, jak to tylko możliwe, niż ta proklamacja, której towarzyszyła następnie próba porwania al’Thora. O tak, Elaida popełniła błędy.

Egwene pragnęła zadać pytanie na temat Randa i próby porwania — porwania? — Lirene jednak bez żadnych dalszych wstępów wdała się w wymienianie licznych błędów Elaidy. Oczy jej biegały, nieświadomie wyłamywała palce i przez cały czas się przechadzała. Egwene nie była przekonana, czy bieżące spotkanie można zaliczyć do udanych, z drugiej strony nie była to też całkowita porażka. I czegoś się nauczyła.

Oczywiście, nie wszystkie jej intrygi miały równie pomyślny przebieg.

— Nie ma tu miejsca na żadne dyskusje —- ucięła Pritalle Nerbaijan. Ton jej głosu był całkowicie spokojny, jednak rzucone z ukosa spojrzenie zielonych oczu paliło. Jej komnaty wyglądem bardziej przypominały siedzibę Zielonej, nie zaś Żółtej. Na ścianach wisiało kilka obnażonych mieczy, a jedwabne gobeliny przedstawiały walkę ludzi z trollokami. Często ściskała rękojeść sztyletu za paskiem ze srebrnej plecionki. Nie był to zwykły podręczny nóż. Posiadał ostrze długie niemal na stopę, a rękojeść zdobiła szmaragdowa głowica. Dlaczego zgodziła się wygłosić Egwene wykład, pozostawało tajemnicą, zważywszy na to, jak bardzo nie lubiła nauczać. Być może dlatego, że chodziło o Egwene.

— Wysłuchasz teraz lekcji o granicach Mocy. To podstawowa lekcja, jak najbardziej właściwa dla nowicjuszki.

Egwene zapragnęła zmienić pozycję na trójnogu, na którym usadowiła ją Pritalle, zamiast tego skupiła się na piekącym bólu, poświęcając całą uwagę jego internalizacji. Uczynieniu go częścią siebie. Dzień ów był świadkiem trzech wizyt Egwene w gabinecie Silviany, przeczucie zaś dyktowało jej, że nadciąga następna, choć do południowego posiłku brakowało jeszcze całej godziny.

— Powiedziałam tylko, że jeśli można uczynić Shemerin Sedai zwykłą Przyjętą, znaczy to, że władza, Elaidy nie ma granic. Przynajmniej ona tak uważa. A jeśli wszystkie się z nią zgodzą, faktycznie tak się stanie.