Выбрать главу

— Odpowiada mi ta sytuacja.

Słysząc to wciąż i wciąż, Alviarin zaczynała zgrzytać zębami, Czwartego dnia pobytu, kiedy Egwene znów na kolanach szorowała błękitno-białe kafelki posadzki, przed jej oczyma przedefilowały trzy pary męskich butów z cholewami. Mężczyznom towarzyszyła siostra odziana w szary jedwab z bogatym, czerwonym haftem. Po paru krokach tamci zatrzymali się.

— To musi być ona — powiedział męski głos o akcencie wskazującym pochodzenie z Illian. — Wskazano mi ją. Chciałbym z nią porozmawiać.

— To tylko zwykła nowicjuszka, Martinie Stepaneos — odrzekła siostra. — Chciałeś przejść się po ogrodzie.

Egwene zamoczyła szczotkę do szorowania w wiadrze z wodą mydlaną i przystąpiła do pracy nad kolejnym szeregiem płytek.

— Okalecz mnie, fortuno, Cariandre, może to i Biała Wieża, nie ja nadal pozostaję prawowitym królem Illian i jeżeli chcę z nią rozmawiać, to będę z nią rozmawiał, a ty możesz być przyzwoitką, żeby wszystko było jak należy i przyzwoicie. Słyszałem, że dorastała w tej samej wsi, co al’Thor. — Ponieważ Egwene nie unosiła już oczu, dostrzegła tylko buty wypastowane czarną pastą aż do połysku, które skierowały się w jej stronę.

Dopiero wówczas powstała, trzymając w jednej ręce ociekającą wodą szczotkę. Wierzchem drugiej ręki odgarnęła włosy z, twarzy. Musiała się powstrzymać, by nie potrzeć twarzy dłonią, na co miała olbrzymią ochotę.

Mattin Stepaneos był krępy i prawie całkiem łysy, miał siwą brodę, przystrzyżoną schludnie na modłę Illian. Twarz znaczyła sieć licznych zmarszczek. Oczy patrzyły bystro i gniewnie. Zbroja pasowałaby do niego lepiej niż płaszcz z zielonego jedwabiu, na którego rękawach i klapach przysiadły wyhaftowane złotą nicią pszczoły.

— Kolejna nowicjuszka? — wymruczał. — Myślę, że się mylisz, Cariandre.

Zażywna Czerwona siostra zacisnęła usta, zostawiła dwóch służących z Płomieniem Tar Valon na piersiach i przyłączyła się do łysiejącego mężczyzny. Przez chwilę mierzyła Egwene niechętnym spojrzeniem, zanim odezwała się do niego:

— To ta często karana nowicjuszka, która musi szorować podłogi. Chodź. W ogrodzie o poranku jest pięknie.

— Naprawdę pięknie byłoby — odparł — porozmawiać z kimś innym niż Aes Sedai. Z kimś innym niż Czerwone Ajah, jeśli już o tym mowa, ponieważ uniemożliwiacie mi kontakty z innymi. Nie licząc służących, którzy równie dobrze mogliby być niemi i Gwardii Wieży, którą — jak sądzę — poinformowano, żeby w mej obecności trzymała język za zębami.

Umilkł na widok zbliżających się dwóch Czerwonych sióstr. Nesita, zażywna, o niebieskich oczach i podła jak żmija, skinęła Cariandre przyjaźnie głową, Barasine wręczyła Egwene nazbyt jej już znajomy cynowy kubek. Wyglądało na to, że pilnowanie jej mimo wszystko zlecono Czerwonym — w każdym razie jej stróżki i dozorczynie wywodziły się zawsze z Czerwonych, — które rzadko pozwalały. Kubek naparu z widłokorzenia pojawiał się rzadziej, niż to nakazano. Egwene opróżniła zawartość kubka i oddała z powrotem. Zdawało się, iż Nesita jest rozczarowana, że Egwene nie protestuje i nie odmawia wypicia zawartości, ale ta rozumiała, że to bez sensu. Raz spróbowała protestów i Nesita dołożyła starań, aby wlać wstrętną zawartość kubka do jej gardła. Posłużyła się w tym celu lejkiem, który trzymała w pogotowiu w torbie u paska. Ładnie by to wyglądało w obecności Mattina Stepaneosa.

On przyglądał się tej milczącej scenie z pełnym niezrozumienia zainteresowaniem, mimo iż Cariandre ciągnęła go za rękaw, ponaglając do spaceru po ogrodach.

— Czy siostry przynoszą ci wodę, gdy jesteś spragniona? — zapytał, gdy Barasine i Nesita sobie poszły.

— Są przekonane, iż napar podniesie mnie na duchu — odpowiedziała. — Wyglądasz doskonale, Mattinie Stepaneosie. Jak na zakładnika Elaidy. — O tym również rozpowiadano w kwaterach nowicjuszek.

Cariandre syknęła i otwarła usta, lecz Mattin pierwszy przemówił, przez zaciśnięte szczęki.

— Elaida uratowała mnie od śmierci z rąk al’Thora — powiedział. Czerwona potakująco skinęła głową.

— Dlaczego sądzisz, że grozi ci z jego strony niebezpieczeństwo? — indagowała dalej Egwene.

Mężczyzna odkaszlnął.

— W Caemlyn zamordował Morgase, w Cairhien zabił Colavaere. Słyszałem, że mordując Colavaere, zniszczył połowę Pałacu Słońca. Słyszałem również o Wysokich Lordach Łzy, otrutych bądź zasztyletowanych w Cairhien. Kto wie, iłu jeszcze władców zamordował i pozbył się ciał? — Cariandre ponownie skinęła głową i uśmiechnęła się. Z powodzeniem uchodzić mógł za chłopca, który opowiada wyuczoną lekcję. Czy te kobiety zupełnie nie rozumieją mężczyzn? Z całą pewnością to spostrzegł. Jego szczęki zacisnęły się jeszcze silniej, ręce zaś na chwilę zwarły w pięści.

— Colavaere się powiesiła — powiedziała Egwene z cierpliwością. — Pałac Słońca zniszczył ktoś inny później. Ten ktoś próbował zabić Smoka Odrodzonego, być może był to Przeklęty, a według słów Elayne Trakand, jej matkę zamordował Rahvin. Rand poparł jej roszczenia zarówno względem Tronu Lwa, jak i Tronu Słońca. Nie zabił nikogo spośród szlachty Cairhien, która wznieciła przeciw niemu powstanie. Nie zabił też żadnego z Wysokich Lordów, którzy się zbuntowali. Po prawdzie, jednego z nich uczynił Zarządcą Łzy.

— Uważam, że to zupełnie... — zaczęła Cariandre, naciągając szal na ramiona, Egwene jednak kontynuowała opowieść, nie zwracając na nią uwagi:

— Każda siostra ci o tym opowie. Jeśli zechce. O ile dowiedziała się od innych. Dlatego spotykasz się wyłącznie z Czerwonymi. Czy widziałeś kiedyś, żeby rozmawiały z sobą siostry różnych Ajah? Porwano cię i uprowadzono na pokład tonącego okrętu.

— Dość już tego — warknęła Cariandre dokładnie w momencie, gdy Egwene kończyła ostatnie zdanie. — Kiedy skończysz z tą podłogą, udasz się do gabinetu Mistrzyni Nowicjuszek i poprosisz o karę za uchylanie się od pracy za brak szacunku okazywany Aes Sedai.

Egwene ze spokojem przyjęła wściekłe spojrzenie

tamtej.

— Kiedy uporam się ze sprzątaniem posadzki, zostanie mi niewiele czasu do rozpoczęcia lekcji z Kiyoshi. Czy nie mogę zajść do gabinetu Silviany po jej zakończeniu?

Cariandre poprawiła szal na ramionach, wyraźnie zdumiona jej opanowaniem.

— Odpowiedź na to pytanie musisz sama znaleźć — odparła nareszcie. — Chodź, Mattinie Stepaneosie. Dość długo już pomagałeś temu dzieciakowi uchylać się od pracy.

Po opuszczeniu gabinetu Silviany Egwene nie znalazła czasu, by zmienić przemoczone ubranie lub choćby przeczesać włosy, jeżeli miała zachować choć iskierkę nadziei, że zdąży na spotkanie z Kiyoshi, nie biegnąc, bo całkiem nie miała na to ochoty. Dlatego się spóźniła. Okazało się, że wysoka, szczupła Szara była wrażliwa na punkcie punktualności i porządku. W niecałą godzinę później z tego też powodu Egwene jęczała i wierzgała, otrzymując tęgie razy od Silviany. Nieoczekiwanie uratowało ją coś innego niż tylko umiejętność przyjmowania bólu. Było to wspomnienie zadumanego wyrazu twarzy Martina Stepaneosa, gdy Cariandre prowadziła go korytarzem, a także fakt, że dwukrotnie zerknął na nią przez ramię. Posiała następne ziarno. Posieje dość wiele, a może wzejdą i rozsadzą piedestał, na który wyniosła się Elaida. Odpowiednia liczba ziaren ją obali.