Выбрать главу

Wczesnym rankiem siódmego dnia niewoli znów nosiła wodę do wieży, tym razem do kwater Białych Ajah, gdy naraz zatrzymała się; poczuła, jakby ktoś uderzył ją pięścią w żołądek. W jej kierunku spiralnym korytarzem szły dwie kobiety w szalach z szarymi frędzlami, w ślad za nimi wędrowali dwaj Strażnicy. Jedną z sióstr była Melavaire Someinellin, tęga Cairhienianka, odziana w przepiękne szare wełny. Ciemne włosy znaczyły drobiny siwizny. Drugą, o błękitnych oczach i włosach koloru ciemnego miodu, była Beonin!

— Zatem to ty mnie zdradziłaś! — powiedziała Egwene ze złością. Przez głowę przemknęła jej myśl. Jak to możliwe, by Beonin zdradziła ją po złożeniu przysięgi na wierność? — Musisz być Czarną Ajah!

Melavaire wyprostowała się, jak mogła, a mogła nie bardzo, ponieważ była o parę cali niższa od Egwene, wsparła się pięściami o obfite biodra i otwarła usta, by ją zrugać. Egwene miała z nią jedną lekcję i choć zazwyczaj była kobietą łagodną w obejściu, w chwilach wściekłości potrafiła być przerażająca. Beonin oparła dłoń na pulchnym ramieniu drugiej siostry.

— Pozwól, Melavaire, porozmawiam z nią na

osobności.

— Mam nadzieję, że rozmowa będzie krótka i ostra — powiedziała Melavaire lodowatym głosem. — Na samą myśl o takich oskarżeniach...! Na samo wspomnienie o takich rzeczach...! — Potrząsając głową na znak obrzydzenia, cofnęła się odrobinę w głąb korytarza. Tuż za nią udał się jej Strażnik, przysadzisty i szerszy nawet od niej, istny niedźwiedź, nie człowiek, choć poruszał się z gracją przystającą Strażnikom.

Beonin dała znak dłonią i zaczekała, aż podszedł jej Strażnik, szczupły z długą blizną na twarzy. Kilka razy poprawiła szal na ramionach.

— Nikogo nie zdradziłam — rzekła ze spokojem. — Nie przysięgałabym tobie, gdyby nie fakt, że Komnata kazałaby mnie wychłostać, gdyby poznała tajemnice, o których ty wiesz. Pewnie nie raz. To chyba wystarczający powód, by przysięgać, czyż nie? Nigdy nie udawałam, że ciebie kocham, jednak dochowałam przysięgi do chwili, gdy dowiedziałam się, że cię pojmano. Ale nie jesteś już Amyrlin, nieprawdaż? Nie jesteś jeńcem i nie ma nadziei na uratowanie cię, ponieważ sama odmawiasz zgody na ratunek. Znowu jesteś nowicjuszką, a więc przysięga nie obowiązuje z dwóch przynajmniej powodów. Cała ta gadanina o buncie to były tylko wariackie pomysły. Rebelia się skończyła. Biała Wieża wkrótce znowu stanie się jednością, mnie zaś z tego powodu na pewno nie będzie przykro.

Egwene zsunęła koromysła z ramion, postawiła kubły z wodą na ziemi i splotła ramiona na piersiach. Od chwili, gdy została pojmana, próbowała zachować obojętność — wyjątkiem zapewne były chwile cierpienia podczas bicia — wszakże w takiej sytuacji nawet głaz by zapłakał.

— Nadzwyczaj wymownie się tłumaczysz — powiedziała oschle. — Samą siebie próbujesz przekonać? Wszystko to na nic, Beonin. Na nic. Powiadasz, że powstanie wygasło... Gdzie, zatem strumień sióstr, które przychodzą, by klęknąć przed Elaidą i przyjąć z jej rąk pokutę? Światłości, co jeszcze zdradziłaś? Wszystko? — Wydawało się to prawdopodobne. Zachodziła do gabinetu Elaidy kilkakrotnie w czasie Tel’aran’rhiod, ale skrzynka na listy Elaidy była zawsze pusta, Teraz wiedziała już dlaczego.

Na policzkach Beonin pojawiły się jaskrawe wypieki.

— Mówię ci, że nie zdradziłam n...! — Zakończyła zdławionym jękiem i schwyciła ręką gardło, przez które nie chciało przejść kłamstwo. To dowodziło, że nie jest Czarną Ajah; ale równocześnie dowodziło czegoś więcej.

— Zdradziłaś „cichociemne”. Czy wszystkie siedzą w celach piwnicznych?

Beonin rozejrzała się po korytarzu. Melavaire rozmawiała ze swoim Strażnikiem, który pochylał głowę. Choć przysadzisty, był od niej wyższy. Znajdowali się zbyt daleko, żeby cokolwiek usłyszeć, ale Beonin podeszła bliżej i zniżyła głos.

— Elaida kazała je obserwować, choć jestem przekonana, że Ajah nie donoszą jej o wszystkim, czego się dowiedzą. Niewiele sióstr z własnej woli informuje o czymkolwiek Elaidę. Zrozum, to było konieczne. Nie mogłam wrócić do Wieży i utrzymać rzeczy w sekrecie. W końcu i tak wszystko wyszłoby na jaw.

— W takim razie musisz je ostrzec. — Egwene nie udało się ukryć pogardy w głosie. Ta kobieta dzieliła włos na czworo! Posłużyła się najbardziej tandetną wymówką, aby uznać, iż przysięga jej dłużej już nie obowiązuje, a następnie zdradziła kobietę, którą sama pomagała wybrać. Krew i krwawe popioły!

Beonin przez dłuższą chwilę milczała, bawiąc się bezmyślnie szalem, w końcu — o dziwo — przemówiła.

— Ostrzegłam już Meidani i Jennet. — Były to dwie Szare spośród „cichociemnych”.

— Zrobiłam dla nich, co mogłam. Reszta musi utonąć albo na własną rękę nauczyć się pływać. Zdarzało się, że siostry zbierały cięgi za to tylko, że podeszły zbyt blisko kwater innych Ajah. Nie mam zamiaru wędrować do mych komnat odziana zaledwie w szal i siniaki.

— Uważaj to za pokutę — przerwała jej Egwene. Światłości! Napaść na siostry?! Sprawy przybrały gorszy obrót, niż przypuszczała. Musiała sobie przypomnieć, że w ziemi dobrze potraktowanej nawozem ziarna lepiej kiełkują.

Beonin znowu rozejrzała się po korytarzu, Tervail postąpił krok w jej kierunku, nim zatrzymała go ruchem głowy. Jej oblicze było nieporuszone, pomimo zaczerwienionych policzków, w środku jednak musiała się gotować.

— Wiesz, że mogę cię odesłać do Mistrzyni Nowicjuszek, czyż nie? — powiedziała podniesionym głosem. — Słyszałam, że przez połowę dnia piszczysz pod jej pantoflem. Masz chyba dość już tych wizyt. Nie mylę się, prawda?

Egwene uśmiechnęła się do Beonin. Niespełna dwie godziny wcześniej uśmiechnęła się, gdy Silviana odłożyła pas. Teraz przyszło jej to z większym trudem.

— A kto wie, co ja sobie piszczę? Może pisnęłam słówko o przysięgach?

Z twarzy drugiej kobiety uciekła cała krew, pozostawiając oblicze blade i bez rumieńców. Nie, stanowczo nie chciała, żeby to wyszło na jaw.

— Być może udało ci się przekonać samą siebie, że nie jestem już Amyrlin, Beonin, czas jednak zacząć przekonywać się, że nadal nią jestem. Udzielisz ostrzeżenia pozostałym, ilekolwiek będzie cię to kosztować. Powiedz, żeby trzymały się ode mnie z daleka, chyba, że zmienię decyzję. Ściągnęły już na siebie wystarczająco dużo uwagi. Od dziś jednak będziesz rozglądać się za mną każdego dnia, na wypadek gdybym miała dla nich jakieś polecenia. Już teraz mam ich kilka. — Sporządziła naprędce listę tematów, które powinny podjąć w rozmowach z innymi siostrami. Shemerin pozbawiona stuły, współudział Elaidy w katastrofie pod Czarną Wieżą i Studniami Dumai, wszystkie ziarna, które sama wcześniej siała. Teraz trafią w ręce nie tylko jednego siewcy, lecz całego zastępu.

— Nie mogę mówić za inne Ajah — stwierdziła, Beonin, gdy Egwene skończyła. — Ale wśród Szarych siostry często same rozmawiają na te tematy. Siatki szpiegowskie mają ostatnio dużo zajęć. Wychodzą na jaw tajemnice, które Elaida wolałaby ukryć. Jestem pewna, że tak samo jest w wypadku innych. Być może nie muszę...

— Musisz je ostrzec i przekazać moje instrukcje, Beonin, — Egwene z powrotem narzuciła koromysła na ramiona, starając się je w miarę wygodnie zrównoważyć. Jeżeli te dwie, trzy Białe czekające na wodę uznają, że szła wolno, gotowe połamać na jej grzbiecie szczotki do włosów czy pantofle, a na koniec dodatkowo wysłać do Silviany. Zgoda na ból, nawet uczynienie go częścią siebie, nie oznaczała, że trzeba go wywoływać niepotrzebnie.

— Pamiętaj. To pokuta, którą na ciebie nałożyłam.

— Zrobię, jak każesz — przyrzekła Beonin z jawną niechęcią. W jej oczach nagle pojawiły się stalowe błyski, ale to nie miało związku z Egwene. — Z jaką radością ujrzę obalenie Elaidy — dodała nieprzyjemnym głosem, a potem pośpieszyła w kierunku Melavaire.