Выбрать главу

Zdumiewające spotkanie, które znienacka zaowocowało konkretnym triumfem, wprawiło Egwene w radosny nastrój, którego nie zatarło późniejsze spotkanie z Ferane ani fakt, że traktowała Egwene jak ociężałą na umyśle. Biała Zasiadająca Komnatę była pulchna, a rękę miała równie ciężką, jak Silviana.

Po kolacji powlokła się do otwartych cel, choć częścią swej istoty rozpaczliwie pragnęła znaleźć się w łóżku. Z przerwami na lekcje i wycie pod pasem Silviany — ostatnie spotkanie wypadło tuż przed kolacją — większość dnia spędziła na dźwiganiu wody. Bolały ją ramiona i nogi. Z trudem mogła ustać ze zmęczenia. Dziwne, ale od znalezienia się w niewoli przestały ją dręczyć przyprawiające o mdłości bóle głowy, ustały też ponure sny, które pozostawiały po sobie uczucie zagubienia, mimo iż nic z nich nie pamiętała. Dopiero dzisiaj zaczęło się zbierać na kolejną migrenę. A ta — jak zawsze — utrudni odróżnienie prawdziwych snów; ostatnio miała ich kilku, nadzwyczaj wyraźnych. Dotyczyły Randa, Mata, Perrina, a nawet Gawyna, choć większość snów na temat tego ostatniego była tylko sennymi marzeniami.

Leane pilnowały trzy siostry znane jej z widzenia: Nagora, szczupła kobieta o jasnych włosach, które wiązała w węzeł na karku (zawsze siadała wyprostowana, żeby nadrobić niedostatki figury); Norine, urocza, o ogromnych, wilgotnych oczach, często równie roztargnionych, co oczy Brązowych; oraz Miyasi, wysoka i pulchna o stalowosiwych włosach, kobieta zniszczona życiem, która nie mogła ścierpieć żadnych absurdów i dopatrywała się ich we wszystkim. Nagora, otoczona światłem saidara osłaniała Leane tarczą, wszystkie dyskutowały nad pewną logiczną kwestią, której Egwene nie potrafiła zrekonstruować z urywków, jakie usłyszała. Nie potrafiła nawet ocenić, czy są dwie strony w sporze, czy trzy. Żadna nie podnosiła głosu, żadna nie gestykulowała w najdrobniejszy nawet sposób, twarze wszystkich były niczym nieporuszona maska Aes Sedai, wszak chłodna nuta pobrzmiewająca w głosach nie pozostawiała wątpliwości, że gdyby nie były Aes Sedai, krzyczałyby, a może nawet wymierzały ciosy. Wnioskując z uwagi, jaką jej poświęciły, Egwene równie dobrze mogłaby nie istnieć.

Obserwując kątem oka całą trójkę, przysunęła się jak najbliżej żelaznej kraty i wsparła o nią obiema rękoma, żeby nie upaść, Światłości, jak bardzo była zmęczona!

— Widziałam dziś Beonin — zaczęła łagodnie. — Jest tu w Wieży. Twierdzi, że przysięga, którą mi składała, utraciła znaczenie, ponieważ nie jestem już Zasiadającą na Tronie Amyrlin.

Leane westchnęła i przysunęła się na tyle, blisko, iż ciałem dotykała żelaznych krat.

— Zdradziła nas?

— Immanentna niemożliwość struktur symulowanych jest rzeczą pewną — odparła z przekonaniem Nagora. Jej głos brzmiał jak uderzenie lodowatego młota. — Pewną.

— Zaprzecza temu, a ja jej wierzę — odrzekła szeptem Egwene. — Przyznała się wszak, iż zdradziła „cichociemne”. Elaida na razie tylko je obserwuje, w każdym razie kazałam Beonin je ostrzec; obiecała, że tak uczyni. Twierdziła, że Meidanll oraz Jennet już ostrzegła, z drugiej strony, dlaczego miałaby je zdradzać, a później o tym informować? Sprawiała wrażenie, jakby nie mogła się doczekać chwili obalenia Elaidy. Dlaczego miałaby przejść na stronę Elaidy, skoro w dalszym ciągu życzy jej upadku? Prawie przyznała, iż jak dotąd żadna nie zdradziła naszej sprawy. Czegoś mi tu brakuje, ale jestem zbyt zmęczona by dostrzec, co to jest. — Ziewnęła rozdzierająco, ledwo zdążywszy zasłonić usta dłonią.

— Struktury symulowane są konsekwencją czterech z pięciu aksjomatów racjonalności szóstego rzędu — powiedziała Miyasi z identyczną stanowczością. — Jest to silne wynikanie.

— Tak zwana racjonalność szóstego rzędu została zanegowana przez wszystkie, które miały, choć odrobinę intelektu, to zwykła aberracja — wtrąciła Norine, nieco zbyt ostrym głosem. — Lecz bez struktur symulowanych nie da się zrozumieć tego, co dzieje się, na co dzień w Wieży. Rzeczywistość deformuje się, zmienia każdego dnia.

Leane zerknęła na Białe siostry.

— Niektóre zawsze twierdziły, że są wśród nas agentki Elaidy. Jeżeli Beonin była jedną z nich, przysięga, którą tobie złożyła, obowiązywałaby do momentu, w którym zdołałaby przekonać siebie, iż nie jesteś już Amyrlin. Jeśli z kolei w Wieży spotkała się z innym przyjęciem, niż oczekiwała, być może obiekt jej lojalności znowu uległ zmianie. Beonin była zawsze ambitna. Skoro uznała, że nie oddano jej sprawiedliwości… — Rozłożyła ręce. — Zawsze oczekiwała, że otrzyma to, na co zasłużyła, albo więcej.

— Logika zawsze znajduje zastosowanie w rzeczywistym świecie — powiedziała Miyasi z niechęcią. — Jednak tylko nowicjuszka mogłaby wpaść na pomysł, iż rzeczywisty świat można przełożyć na logikę. Aksjomaty należy tworzyć na podstawie idealizacji. Nie zaś w oparciu o ziemskie prawa. — Nagora zgrzytnęła zębami i popatrzyła ponuro, jakby wypowiedziane przed momentem słowa siłą zostały wydarte z jej ust.

Z lekka zarumieniona Norine podniosła się z miejsca i zaczęła przeciskać między ławkami w kierunku Egwene. Dwie pozostałe odprowadzały ją wzrokiem. Chyba czuła na sobie ciężar ich spojrzeń, ponieważ wciąż poprawiała szal na ramionach.

— Dziecko, wyglądasz na skonaną. Idź natychmiast do łóżka.

Egwene o niczym innym nie marzyła, wpierw jednak pragnęła usłyszeć odpowiedź na swoje pytanie. Tylko, że teraz należy zachować najdalej posuniętą ostrożność. Uwaga trzech Białych sióstr była niepodzielnie skupiona na niej.

— Leane, czy siostry, które przychodzą do ciebie w odwiedziny, zadają ciągle te same pytania?

— Mówiłam ci, że masz się położyć — powtórzyła ostro Norine. Klasnęła w dłonie, jakby to mogło nakłonić Egwene do posłuszeństwa.

— Tak. — powiedziała Leane. — Już rozumiem, o co ci chodzi. Zapewne można mówić o ograniczonym zaufaniu.

— Bardzo ograniczonym — odparła Egwene.

Norine wsparła ręce na biodrach. W jej głosie oraz na twarzy pojawił się chłód, wszelkie roztargnienie rozwiało się bez śladu.

— Skoro odmawiasz pójścia do łóżka, możesz udać się do gabinetu Mistrzyni Nowicjuszek i powiedzieć, że nie chciałaś słuchać siostry.

— Oczywiście — odparła pospiesznie Egwene. Wykonała zwrot do tyłu. Uzyskała odpowiedź: Beonin nie zdradziła splotów Podróżowania, z czego należało wnosić, że najprawdopodobniej nie przekazała Wieży nic innego; niewykluczone, iż może zaryzykować ograniczone zaufanie do niej. Nagora oraz Miyasi szły w jej stronę. Na pewno nie chciała, by osobiście zawlokły ją do gabinetu Silviany, do czego przynajmniej Miyasi była zdolna. Miała nawet więcej siły niż Ferane.

Przed pierwszym brzaskiem dziewiątego dnia pobytu w Wieży Doesine weszła do niewielkiego pokoiku Egwene, by zaoferować jej poranną dawkę Uzdrawiania. Na zewnątrz tępo dudnił deszcz. Dwie Czerwone siostry, które czuwały nad snem Egwene, podały jej widłokorzeń, popatrzyły krzywo na Doesine i pośpiesznie opuściły pokój. Zasiadająca w imieniu Żółtych skwitowała to pogardliwym parsknięciem, gdy drzwi się zamknęły. Posłużyła się starą, klasyczną metodą Uzdrawiania, od której Egwene odebrało dech w piersiach, jakby zanurzyła się w lodowatym stawie, a potem strasznie zachciało się jeść. Niebolesność pośladków zdała się przeżyciem osobliwym. Naprawdę dziwne, ale człowiek z biegiem czasu przywykał do wszystkiego i nawet posiniaczone pośladki wydawały się sprawą normalną. Stara metoda, którą nieodmiennie posługiwały się tamte przy każdym dotychczasowym Uzdrawianiu, wskazywała wszakże, że Beonin zachowała kilka tajemnic, choć jak jej się to udało, wciąż stanowiło zagadkę. Sama Beonin twierdziła, że większość sióstr uważa opowieści o nowych splotach za zwykłe plotki.