Выбрать главу

Siedząca na krańcu jego kłody Setalle i tak zadbała, by nie uszło mu to płazem. Choć miał z byłą Aes Sedai coś w rodzaju porozumienia, nie mógł liczyć, że w czymkolwiek zmieni to jej stosunek do świata.

— Może powiedziała, że wszyscy mężczyźni to świnie — mruknęła, nie unosząc spojrzenia znad tamborka z haftem. — Albo, że ze wszystkich tylko ty jesteś świnią. — Mimo iż miała na sobie ciemną suknię do jazdy konnej z wysokim karczkiem, nie zdjęła pysznego srebrnego naszyjnika, z którego zwisał małżeński nóż. — Może powiedziała, że jesteś dla niej wiejskim burakiem z ubłoconymi stopami, brudnymi uszami i słomą we włosach. Może powiedziała.

— Chyba już się domyślam, do czego zmierzasz — poinformował ją przez zaciśnięte zęby. Tuon zachichotała, ale już po chwili jej oblicze przybrało maskę kata: zimną i surową.

Wyciągnął z kieszeni kaftana fajkę ze srebrną główką i kapciuch z koziej skóry, nabił tytoniu do pełna, podniósł pokrywkę pojemnika z zapałkami stojącego u stóp. Jak zawsze z fascynacją przyglądał się płomieniowi, który po potarciu czerwono-białą główką o chropowaty bok pudełka strzelał na wszystkie strony. Pozwolił mu się palić przez chwilę, potem przytknął do główki fajki. Na samym początku zdarzyło mu się wciągnąć w płuca ostry zapach i smak siarki, od tamtego razu bardziej uważał. Upuścił płonący patyczek na ziemię i przydeptał stopą. Ściółka wciąż była mokra po ostatnim deszczu, ale lepiej nie ryzykować pożaru lasu. Kiedy w Dwu Rzekach palił się las, w promieniu wielu mil następował ludzki exodus. Czasami paliły się nawet wielkie połacie bagien.

— Nie należy marnować zapałek — powiedziała Aludra, unosząc spojrzenie znad planszy do gry w kamienie, balansującej na pobliskiej kłodzie. Thom, gładząc długie siwe wąsy, i wciąż rozmyślał nad krzyżującymi się liniami szachownicy. Rzadko przegrywał w kamienie, ale jakimś sposobem od czasu rozstania z widowiskiem Aludra wygrała dwie partie. Dwie z kilkunastu co najmniej, ale Thom zupełnie inaczej traktował każdego, kto wygrał z nim choć raz. Kobieta ruchem głowy odrzuciła na ramię niezliczone cienkie warkoczyki z wplecionymi w nie paciorkami.

— Na zrobienie nowych potrzebuję przynajmniej dwudniowego postoju. Mężczyźni zawsze chętnie przysparzają kobietom pracy, tak?

Mat wydmuchnął dym, jeśli nawet nie z rozkoszą, to przynajmniej z odrobiną zadowolenia. Kobiety! Czysta rozkosz dla oka i rozkoszne towarzyszki. Póki nie znalazły sposobu, by się mężczyźnie dobrać do skóry. Tyle samo w nich dobrego, co złego. Zaprawdę.

Większość skończyła już się posilać — na rożnie nad ogniskiem zostały wprawdzie spore części dwóch głuszców i jeden królik, ale zawinięte w płótno staną się prowiantem na drogę; podczas porannej podróży polowanie udawało się znakomicie, trudno było wszak liczyć, że popołudnie okaże się równie szczęśliwe, a fasola i płaski chleb wypiekany bez drożdży składały się na kiepski posiłek. Ci, którzy skończyli, odpoczywali i tylko Czerwonoręcy sprawdzali, czy nie ochwaciły się juczne konie — a było ich ponad sześćdziesiąt, powiązanych w cztery kolumny. Wszystkie zakupione zostały w Maderin po niemałych kosztach, ale z pewnością kosztowałyby więcej, gdyby Luca nie popędził do miasta, by dopilnować targów, jak tylko usłyszał o śmierci kupca. Sam zresztą gotów był prawie — prawie, choć nie do końca — zaoferować im juczne konie widowiska, żeby tylko jak najszybciej pozbyć się Mata. Liczne zwierzęta niosły sprzęt i zapasy Aludry. A Luca skończył jako właściciel większej części złota Mata. Przy pożegnaniu Mat wsunął Clarine i Petrze grubą sakiewkę, wyłącznie jako wyraz przyjaźni i troski o to, by szybciej mogli nabyć swoją gospodę. W jukach zostało mu dość, aby wygodnie dotarli do Murandy, poza tym w każdej chwili mógł uzupełnić stan kasy — wystarczyło tylko znaleźć wspólną salę gospody, gdzie grają w kości.

Leilwin i Domon rozmawiali na pobliskiej kłodzie z Juilinem i Amatherą, z pierwszej dwójki ona miała zakrzywiony miecz przy szerokim pasie przepiętym skroś piersi, on zaś krótki miecz przy jednym boku, a wysadzaną mosiądzem maczugę przy drugim. Leilwin — Mat ostatecznie pogodził się, że innego imienia tamta nie przełknie — demonstracyjnie starała się dowodzić, że wcale nie unika Tuon czy Selucii tudzież nie unika wzrokiem ich oczu, lecz faktem pozostawało, iż wyraźnie się zmuszała. Mankiety czarnego kaftana Juilina były podwinięte — znak, że przebywa wśród przyjaciół, a przynajmniej w towarzystwie ludzi, którym może zaufać. Niegdysiejsza Panarch Tarabonu wciąż kurczowo ściskała ramię łowcy złodziei, jednak w stalowobłękitne oczy Leilwin potrafiła już patrzeć bez drżenia. Po prawdzie, często zerkała na nią z podziwem i zdumieniem.

Noal siedział ze skrzyżowanymi nogami na ziemi i nie dbając o wilgoć, grał w Węże i Lisy z Olverem, opowiadając niestworzone historie o świecie poza Pustkowiem Aieclass="underline" na przykład o wielkim nabrzeżnym mieście, z którego cudzoziemcom nie wolno było się wydostawać inaczej jak drogą morską którego mieszkańcy nie mieli prawa opuszczać w żaden sposób. Mat wolałby, żeby sobie znaleźli inną grę. Za każdym razem, gdy wyciągali ten fragment czerwonego płótna z pajęczyną czarnych linii, przypominała mu się obietnica, jaką złożył Thomowi, fakt, że przeklęci Eelfinn jakimś sposobem siedzą w jego głowie, a cholerni Aelfinn być może również. Aes Sedai wróciły znad strumyka, Joline zatrzymała się, by porozmawiać z Blaerikiem i Fenem. Wlokące się za nią Bethamin oraz Seta zawahały się, póki Zielona siostra gestem nie odesłała ich do kłody, na której — tak daleko od siebie, jak to tylko możliwe — przedzielone ściętymi gałęziami siedziały Teslyn i Edesina; tam zajęły się lekturą oprawnych w skórę notesów, wydobytych z sakiewek przy paskach. Bethamin, i Seta stanęły bliżej Edesiny.

Słomianowłosa była sul’dam dochodziła do siebie w spektakularny i bolesny sposób. Bolesny dla niej i dla sióstr. Kiedy podczas wczorajszej kolacji po raz pierwszy z wahaniem wyznała, że chciałaby się uczyć, z punktu odmówiły. Miały zamiar uczyć Bethamin tylko, dlatego, że już zaczęła przenosić. Seta natomiast była zbyt stara na nowicjuszkę, nie przenosiła... i tyle. A więc zdecydowała się powtórzyć to, co zrobiła Bethamin, i po chwili wszystkie trzy siostry skakały wokół ogniska w ulewie tańczących iskier, szaleństwo trwało, dopóki Seta była w stanie utrzymać Moc. Po tym zgodziły się ją uczyć. A przynajmniej Joline i Edesina się zgodziły. Teslyn wciąż nie chciała mieć nic do czynienia z żadną sul’dam, byłą czy aktualną, Przed chłostą natomiast nie wzbraniała się żadna z trzech, więc często poranki Sety upływały na daremnych próbach znalezienia wygodnej pozycji w siodle. Wciąż wyglądała na trochę przestraszoną — Jedyną Mocą, a może Aes Sedai, — ale na jej twarzy można było zobaczyć również... satysfakcję. Skąd się brała, to już było poza zasięgiem wyobraźni Mata.

Choć sam powinien czuć satysfakcję. Uniknął oskarżenia o morderstwo, uniknął pułapki Seanchan, w którą wjechałby zupełnie na ślepo i w której zginęłaby Tuon, wreszcie tym razem zostawił daleko za sobą gholam. Gholam z pewnością podąża teraz za widowiskiem Luki, a Luca został ostrzeżony — choć wątpliwe, by wiele mu z tego przyszło. A Mat w ciągu dwóch tygodni pokona góry i dotrze do Murandy. Konieczność wymyślenia, jak bezpiecznie odstawić Tuon do Ebou Dar oraz jak ustrzec ją przed zakusami Aes Sedai, sprawiała, iż zapewne dłużej przyjdzie mu oglądać jej buzię. I będzie miał więcej czasu, by rozszyfrować, co dzieje się za tymi wielkimi, pięknymi oczami. Powinien być szczęśliwy jak kozioł w spichrzu z kukurydzą. Nie był.