Выбрать главу

Mat ściągnął ostro wodze Oczka.

— Zakładam, że to ta sama przełęcz, o której mówił Vanin? Talmanes pokiwał głową a Vanin, który wciąż czekał, by dołączyć do ariergardy kolumny, rzekł:

— Cholerna racja, to ta. Przełęcze nie rosną na drzewach, zwłaszcza w takich górach jak Damonas. — Żadnego szacunku dla rangi ani pozycji społecznej.

— Wobec tego będziesz musiał znaleźć inną — poinformował go Mat. — Słyszałem, że potrafisz z zawiązanymi oczyma znaleźć drogę po nocy. Więc nie powinieneś mieć trudności. — Odrobina pochlebstwa nigdy nie zaszkodzi. Poza tym naprawdę ktoś mu tak o Vaninie mówił.

Ten wydał z siebie odgłos, jakby nagle połknął język.

— Znaleźć inną przełęcz? — mruknął. — Znaleźć inną przełęcz, powiadają. W młodych górach, takich jak Damonas, nie można po prostu pójść i znaleźć inną przełęcz. A dlaczego sądzisz, że znałem tę? — Musiał przeżyć nielichy szok, skoro praktycznie rzecz biorąc, się przyznał. Przedtem twierdził, że o rzeczonej przełęczy wyłącznie słyszał.

— O czym ty mówisz? — zapytał Mat, a Vanin wyjaśnił. Jak na niego, nadzwyczaj szczegółowo.

— Raz mi to jedna Aes Sedai tłumaczyła. Są młode góry i stare góry. Stare były już przed Pęknięciem, może znajdowały się na dnie morza czy gdzieś. Wszędzie w nich są przełęcze, szerokie i łagodne. Można przez nie jechać grzbietem, a byle tylko się nie zgubić, trzymać kierunek i mieć dość zapasów, wcześniej czy później wyjedzie się z drugiej strony. No i są jeszcze góry powstałe podczas Pęknięcia. — Grubas odwrócił głowę i splunął obfitą śliną. — Przełęcze są w nich wąskie, naprawdę kręte i czasami w ogóle nie przypominają normalnych przełęczy. Jeżeli wjedziesz w taką możesz się zgubić i umrzeć z głodu, zanim znajdziesz wyjście. Kiedy taką przełęcz zasypie lawina, może to bardzo zaboleć ludzi, którzy żyją z czegoś, co można określić jako transport towarów nieopodatkowanych. Gdyby nie znaleźli innego zajęcia, umarliby z głodu, zanim odkryliby nową przełęcz. Jeżeli na ślepo wjedziemy w Damonas, wiedząc, że tej przełęczy już nie ma, pewnie też umrzemy. Wielu, co nie zawrócili w porę i nie mieli szczęścia, nie znalazło drogi powrotnej.

Mat popatrzył po towarzyszach: Tuon, Aes Sedai, Olver. Ich los zależał od niego, od tego, czy uda mu się doprowadzić ich w bezpieczne miejsce, a tymczasem okazywało się, że bezpieczna droga z Altary zniknęła.

— Jedźmy — powiedział. — Muszę pomyśleć. — Tak, powinien się zastanowić i to naprawdę poważnie.

26

Jakby świat cały spowijała mgła

Zabaweczka narzucił szybkie tempo jazdy przez las, ale Tuon trzymała się blisko — Selucia, oczywiście, cały czas była przy jej boku, — więc mogła się przysłuchiwać jego rozmowie z Talmanesem. Ale nie potrafiła się skupić na podsłuchiwaniu, gdyż przeszkadzały jej własne myśli. A więc dorastał razem ze Smokiem Odrodzonym, tak? Ze Smokiem Odrodzonym! I zaprzeczał, by cokolwiek wiedział o tym człowieku. Jedno z jego kłamstw, którego nie wyłapała, choć była bardzo wyczulona na łgarstwa. W Seandarze nie wykryte kłamstwo mogło stać się przyczyną śmierci lub początkiem drogi na targ niewolników. Gdyby wiedziała, jaki jest fałszywy, raczej dałaby mu w twarz, niż pozwalała się całować. A to dopiero był wstrząs, po którym niewykluczone, że jeszcze nie doszła do siebie. Selucia opowiadała jej, jak to jest być całowaną przez mężczyznę, lecz wszelkie opisy bladły w porównaniu z rzeczywistością. Nie, lepiej słuchać.

— Powierzyłeś dowództwo Esteanowi? — wybuchnął Zabaweczka tak głośno, że z kryjówki w rzadkim poszyciu z żałobnym trzepotem poderwało się do ucieczki stadko szarych gołębi. — To głupiec!

— Nie jest aż tak głupi, żeby słuchać Daerida — spokojnie odparł Talmanes. Wyglądał na człowieka, który niełatwo poddaje się emocjom. Cały czas uważnie obserwował otoczenie. Od czasu do czasu zerkał nawet na niebo, prześwitujące przez grube gałęzie nad głowami. Tylko słyszał o rakenach, ale ich wypatrywał. Słowa wymawiał jeszcze szybciej i w sposób bardziej skrzypiący niż Zabaweczka, przez co był jeszcze trudniejszy do zrozumienia. Wszyscy ci ludzie mówili tak szybko!

— Carlomin i Reimon nie są głupi, Mat... a przynajmniej Reimon miewa właściwe pomysły... ale żaden z nich nie będzie słuchał rozkazów człowieka bez tytułu, niezależnie od tego, ile więcej wie o wojnie niż oni. Inaczej ma się rzecz z Edorionem, ale on był mi potrzebny.

Ten symbol czerwonej ręki, który nosił Talmanes, był intrygujący. Bardzo intrygujący. Wręcz nadzwyczaj. Pochodził ze starego i wielkiego Domu, tak? Ale to Zabaweczka był tym jedynym. Pamiętał oblicze Jastrzębiego Skrzydła. Z pozoru wydawało się to zupełnie niemożliwe, ale jego zaprzeczenie było widocznym kłamstwem, wyraźnym jak cętki na skórze lamparta. Czy Czerwona Ręka jest herbem Zabaweczki? Jeśli tak, co z pierścieniem? Omal nie zemdlała, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy. Cóż, przynajmniej znalazła się bliżej stanu omdlenia niż kiedykolwiek od czasów dzieciństwa.

— To się musi zmienić, Talmanes —• warknął Zabaweczka. — Zbyt długo nic w tej sprawie nie robiłem. Skoro Reimon i tamci są obecnie dowódcami chorągwi, to z nich czynił generałów sztandaru. A ty jesteś generałem porucznikiem. Reimon i inni będą słuchać rozkazów albo droga wolna. Nadchodzi Tarmon Gai’don i ja nie chcę stracić głowy, ponieważ on nagle, cholera, odmówią słuchania rozkazów kogoś bez ziemi.

Talmanes skręcił, żeby ominąć krzak dzikiej róży, a pozostali pojechali jego śladem. Splątane gałęzie miały szczególnie długie kolce, na dodatek zaopatrzone w haczyki.

— Nie spodoba im się to, Mat, ale odjechać, nie odjadą. Dobrze wiesz. Wpadłeś już na pomysł, jak się wydostaniemy z Altary?

— Myślę — odmruknął Zabaweczka. — Myślę o tym. Ci kusznicy... — Ciężko westchnął. — To nie było mądre, Talmanes. Po pierwsze, przywykli do maszerowania na własnych nogach. Kiedy pojedziemy szybko, a pojedziemy, połowa z nich będzie myślała tylko o tym, jak się utrzymać w siodle. Przydatni są na przykład w takim lesie i w ogóle w miejscu zapewniającym odpowiednią osłonę, jednak na otwartym terenie bez pikinierów zmiecie ich szarża, zanim zdążą wystrzelić drugą salwę.

W oddali zakaszlał lew. W sporej odległości, mimo to konie zarżały nerwowo i przetańczyły kilka kroków. Zabaweczka pochylił się nad karkiem swego wałacha i chyba szepnął coś zwierzęciu do ucha. Wierzchowiec uspokoił się natychmiast. A więc to nie była kolejna z jego fantastycznych opowieści. Zdumiewające.

— Wybrałem ludzi, którzy potrafią jeździć konno, Mat — zapewnił go Talmanes, gdy tylko jego koń przestał się płoszyć.— wszyscy mają no we kołowroty. — Teraz w jego słowach zabrzmiała nuta podniecenia. Nawet pełni całkowitej rezerwy mężczyźni nabierali rumieńców, mówiąc o broni. — Trzy obroty korby — jego ręce poruszyły się w powietrzu, demonstrując te trzy obroty — i kusza jest naciągnięta. Po krótkim szkoleniu żołnierz może wystrzelić siedem, osiem bełtów na minutę. Z ciężkiej kuszy.

Selucia cicho jęknęła. słusznie była zaskoczona. Jeżeli Talmanes mówił prawdę, a Tuon nie potrafiła dostrzec powodów, by miał kłamać, wówczas należało za wszelką cenę zdobyć ten cudowny kołowrót. Choć jeden egzemplarz — rzemieślnicy z łatwością go skopiują. Łucznicy strzelali szybciej niż kusznicy, ale wyszkolenie łucznika zajmowało znacznie więcej czasu. W każdej armii było więcej kuszników niż łuczników.