Выбрать главу

— Ma już dość — ostro oznajmiła Lini, a Breane natychmiast się zatrzymała. Lini twardą ręką rządziła służącymi Faile.

Aram mruknął przekleństwo i poderwał się na nogi, ciskając pucharek na kwiecisty dywan na podłodze.

— W każdej chwili mogę iść sobie tam, gdzie nie będzie staruch czepiających się mnie za każdym razem, gdy mam ochotę się napić. — Obrzucił Perrina ponurym spojrzeniem i wyszedł z namiotu. Bez wątpienia kierując się do obozu Masemy. Błagał, aby włączyć go w skład ekspedycji do Malden, ale nie można było zaufać jego trzeźwości.

— Możesz odejść, Lini — powiedziała Berelain. — Breane się nami zajmie. — Lini tylko parsknęła na znak, że zrozumiała, parsknęła zresztą cicho, nieomal czule i poszła do wyjścia, a sztywny karczek sukni ociekał dezaprobatą. I wciąż ani razu nie spojrzała na Perrina.

— Proszę o wybaczenie, mój panie — zaciągała Tylee, pieczołowicie dobierając słowa. — Ale swojemu otoczeniu pozwalasz na znacznie więcej... swobody... niż jest to przyjęte w moim kraju.

— Takie mamy zwyczaje, generale sztandaru — rzeki Perrin, podnosząc pucharek Arama. Po co kolejny miałby się pobrudzić? — Nikt spośród tu zgromadzonych nie jest moją własnością. — Jeśli słowa te mogły zabrzmieć ostro w jej uszach, trudno. W pewnym sensie zdążył już polubić Tylee, ale od tych seanchańskich zwyczajów koza mogłaby zwymiotować. Wziął dzbanek od Breane, która przez moment jakby nie chciała go wypuścić, jakby wahała się, czy pozwolić mu się napić, i nalał sobie, a potem oddał jej naczynie. Właściwie wyrwała mu je z rąk.

— Dobrze, co się stało? Co z tymi Białymi Płaszczami?

— Wysłałam rakeny na zwiady przed zmierzchem, a potem po wschodzie słońca. Jeden z awiatorów wrócił szybciej, niż oczekiwałam. Zobaczył siedmiotysięczny oddział Synów Światłości w marszu, niecałe pięćdziesiąt mil od mojego obozu.

— Celem marszruty był twój obóz? — Perrin spod zmarszczonych brwi zapatrzył się w powierzchnię wina, nie pil. — Siedem tysięcy to dość dokładny szacunek, jak na możliwości obserwacji w ciemnościach.

— Wychodzi na to, że to dezerterzy — wtrąciła Annoura. — Przynajmniej tak sądzi generał sztandaru. — Annoura odziana była w szary jedwab i wyglądała, jakby właśnie spędziła godziny na strojeniu się. Sterczący nos nadawał jej wygląd wrony we fryzurze z długich warkoczyków, ozdabianych paciorkami, zresztą na Tylee i generał sztandaru patrzyła niczym na dwa wyjątkowo smaczne kąski padliny. Trzymała w dłoni pucharek z winem, ale chyba nietknięty. — Słyszałam plotki, że Pedron Niall zginął w trakcie walk z Seanchanami, jednak później dotarło do mnie, że Eamon Valda, który go zastąpił, złożył hołd Imperatorowej Seanchan. — Tylee wymamrotała ledwie słyszalnie „oby żyła wiecznie”; Perrin wątpił, by ktokolwiek prócz niego usłyszał te słowa. Balwer również otworzył usta, choć nie wydobyło się z nich żadne słowo. Najwyraźniej kwestia Białych Płaszczy z jakiegoś powodu nie dawała mu spokoju.

— Wszelako miesiąc temu — ciągnęła dalej Szara siostra — Galad Damodred zabił Valdę i wraz z siedmioma tysiącami Białych Płaszczy opuścił sztandar Seanchan. I choć źle się stało, że w ogóle przystał do Białych Płaszczy, być może ostatecznie wyszło to na dobre. Tak czy siak, wygląda na to, że obowiązuje stały rozkaz, nakazujący natychmiastowe zabicie tych wszystkich ludzi. Właściwie rzecz streściłam, czyż nie, generale sztandaru?

Dłoń Tylee zadrgała, jakby odruchowo chciała wykonać jeden ze znaków odczyniających zło.

— Streszczenie jest zasadniczo wierne — stwierdziła. Zwracając się do Perrina, nie do Annoury. Seanchanka miała wyraźne kłopoty z adresowaniem słów bezpośrednio do Aes Sedai. — Oprócz kawałka, że „ostatecznie wyszło to na dobre”. Krzywoprzysięstwo i dezercja nigdy nie mogą być nazwane dobrymi.

— Rozumiem więc, że nie maszerują przeciwko tobie, w przeciwnym razie byś mi od razu powiedziała. — Perrin opatrzył ostatnie zdanie lekkim znakiem zapytania, choć w istocie nie miał wątpliwości.

— Północ — odrzekła Tylee. — Idą na północ. — Balwer znowu otworzył usta, ale zaraz zamknął je z cichym szczęknięciem zębów.

— Jeżeli chcesz mi udzielić jakiejś rady — zwrócił się do niego Perrin — to proszę bardzo. Ale mnie nie interesuje, ilu Białych Płaszczy opuściło Seanchan. Jedyną rzeczą, która mnie interesuje, jest Faile. I nie sądzę, żeby generał sztandaru zrezygnowała z szansy wzięcia na smycz trzystu, czterystu damane i zdecydowała się ścigać tamtych.

Berelain skrzywiła się. Twarz Annoury pozostawała pogodna, ale zdecydowanie za długo piła dotąd nietknięte wino, Żadnej Aes Sedai powyższy plan się nie podobał. Żadnej z Mądrych również.

— Nie zrezygnuję — zdecydowanie oznajmiła Tylee. — Jednak chyba mam ochotę napić się wina. — Breane wzięła głęboki oddech, nim pośpieszyła usłużyć, poza tym w jej woń wkradła się nuta strachu. Zdecydowanie czuła się onieśmielona w obecności wysokiej, smagłej Seanchanki.

— Nie przeczę, że chętnie skorzystałbym z okazji zadania ciosu Białym Płaszczom — zaczął Balwer tym swoim suchym jak pył głosem. — Po prawdzie, sądzę, iż mam dług Wdzięczności wobec Galada Damodreda. — Być może miał pretensje osobiście do Valdy. — W każdym razie moja rada na nic ci się nie przyda. Operacja w Malden weszła w fazę decydującą, a nawet gdyby tak nie było, wątpię, żebyś był zdolny bodaj jeszcze jeden dzień zwlekać z działaniem. Ani bym tego nie doradzał, mój panie. Jeśli pozwolisz mi na śmiałość, to sam też jestem bardzo przywiązany do lady Faile.

— Pozwalam — zapewnił go Perrin. — Generale sztandaru, mówiłaś o podwójnej informacji?

Seanchanka wzięła z rąk Breane zaproponowany pucharek wina i spojrzała na Perrina wzrokiem tak obojętnym, iż jasne było, że unika oczu wszystkich pozostałych w namiocie.

— Moglibyśmy porozmawiać na osobności? — zapytała cicho.

Berelain przeszła po dywanie, stanęła obok Perrina, położyła mu dłoń na ramieniu i uśmiechnęła się do niego.

— Annoura i ja chętnie się usuniemy — powiedziała. Światłości, jak ktoś mógł wierzyć, że między nim a nią coś jest? Była równie piękna, jak zawsze, prawda, jednak zapach przywodzący mu na myśl polującą kotkę dawno już zniknął z jej woni, tak dawno, że ledwie go pamiętał. Teraz pachniała zasadniczo cierpliwością i zdecydowaniem. Zaakceptowała fakt, że kocha Faile i żadnej prócz niej; wydawała się równie jak on zdecydowana ją uwolnić.

— Możesz zostać — odrzekł. — Cokolwiek masz do powiedzenia, generale sztandaru, możesz to powiedzieć w obecności wszystkich tu zgromadzonych.

Tylee wahała się, popatrując na Annourę.

— W kierunku Malden zmierzają dwa duże oddziały Aielów — powiedziała na koniec, niechętnie. — Jeden od południowego wschodu, drugi od południowego zachodu. Morat’raken oceniają, że dotrą tu za trzy dni.

Znienacka cały świat zadrżał przed oczyma Perrina i rozsypał się na kawałki. Zdało mu się, że drży sama jego istota. Breane krzyknęła i upuściła dzban. Świat zafalował znowu a Berelain schwyciła go za ramię. Dłoń Tylee wydawała się skrzepła w tym jej osobliwym geście: kciuk i palec wskazujący zaciśnięte opuszkami tak, że tworzyły kształt półokręgu. Wszystko zafalowało po raz trzeci i Perrin poczuł się, jakby był tylko zabłąkanym pasmem mgły, jakby świat cały spowijała mgła i nadciągał wicher. Berelain zadrżała, otoczył ją ramieniem, próbując dodać ducha. Przylgnęła do niego, trzęsąc się niepowstrzymanie. Namiot wypełniła cisza oraz woń strachu. Słyszał podnoszące się na zewnątrz głosy i w nich również brzmiał strach.