W drzwiach pojawili się dwaj żołnierze, których Bashere wysłał na przeszukanie domu. Młodzi szli rozkołysanym krokiem, wyraźnie bardziej przywykli do siodeł niż pieszych spacerów. Hamad miał obfitą czarną brodę, która wpływała mu pod krawędź hełmu i bliznę na szczęce. Aghan nosił grube wąsy jak Bashere. Aghan niósł pod pachą proste, drewniane pudełko bez wieczka. Ukłonili się przed Bashere, wolne dłonie odsunęły pochwy mieczy.
— Dom jest pusty, mój panie — powiedział Aghan. — Ale w kilku pokojach znaleźliśmy na dywanach zaschniętą krew. W rzeczy samej wygląda jak podwórze rzeźni, mój panie. Myślę, że wszyscy mieszkańcy domu zostali zabici. To stało obok drzwi frontowych. Wydawało mi się nie na miejscu, więc przyniosłem ze sobą — Wyciągnął przed siebie pudełko, żeby Bashere je obejrzał. Wewnątrz znajdowało się zwinięte a’dam i liczne pierścienie z czarnych, połączonych metalowych segmentów, jedne duże, inne małe.
Rand już sięgał lewą dłonią, gdy sobie przypomniał. Min zrozumiała, o co chodzi i uwolniła jego prawą rękę, żeby mógł Babrać garść metalu. Nynaeve jęknęła.
— Wiesz, co to jest? — zapytał.
— To są a’dam dla mężczyzn — rzekła gniewnie. — Egeanin powiedziała, że wrzuci je do oceanu! Zaufałyśmy jej, a ona dała to komuś do skopiowania!
Rand upuścił metal do wnętrza pudełka. Większych pierścieni było sześć, a srebrnych smyczy pięć. Semirhage przygotowała się na każdy wypadek, niezależnie kogo by ze sobą przyprowadził.
— Naprawdę sądziła, że nas wszystkich złapie. — Na tę myśl zadrżał. Zdało mu się, że czuje, jak drży Lews Therin. Nikt nie chciał wpaść w ręce Semirhage.
— Krzyczała, żeby nas oddzieliły tarczą — powiedziała Nynaeve. — Ale nie mogły, ponieważ już dzierżyłyśmy Moc. Gdyby było inaczej, gdybyśmy razem z Cadsuane nie miały naszych ter’angreali, nie wiem, co by się stało. — Ona również drżała w widoczny sposób.
Popatrzył na wysoką Przeklętą, a ta odpowiedziała mu spojrzeniem, absolutnie opanowana. Całkowicie zimna. Miała reputację kata tak silną, że łatwo można zapomnieć, jak niebezpieczna była pod każdym innym względem.
— Rozluźnijcie tarcze pozostałym, żeby mogły się w ciągu kilku godzin uwolnić, a potem odeślijcie je gdzieś w pobliże Ebou Dar. — Przez chwilę wyglądało, że Nynaeve znów zaprotestuje, ale zadowoliła się mocnym szarpnięciem za warkocz i odeszła.
— Kim jesteś, że domagasz się widzenia z Wysoką Lady? — zapytała Falendre. Z jakiegoś powodu tonem głosu podkreśliła tytuł.
— Nazywam się Rand al’Thor. Jestem Smokiem Odrodzonym. — Jeśli wcześniej płakały na dźwięk imienia Semirhage, teraz ich zawodzeniom nie było końca. Mat siedział na Oczku w panujących wśród drzew ciemnościach i z Ashandarei skroś siodła czekał; dookoła miał dwa tysiące konnych kuszników. Słońce zaszło niedawno, więc pewne wydarzenia już toczyły się własną koleją. Seanchanie otrzymają dzisiejszej nocy pół tuzina mocnych uderzeń. Kilka większych ataków, kilka mniejszych, ale wszystkie mocne. Księżycowa poświata przesączała się przez gałęzie nad głową, dość jasna, by mógł dostrzec kontury ocienionej twarzy Tuon, Upierała się, aby mu towarzyszyć, co oznaczało oczywiście Selucię na gniadoszu przy jej boku; teraz patrzyła na niego wzrokiem złym jak zwykle. Cieni rzucanych przez księżyc na nieszczęście nie było dość, by zamaskować wyraz twarzy. Tuon nie mogła być zadowolona z tego, co miało się zdarzyć dzisiejszej nocy, ale tych uczuć jakoś nie zdradzała. O czym ona myśli? Znowu nic, tylko ten surowy sędzia.
— Twoja taktyka opiera się w dużej części na łucie szczęścia — powiedziała Teslyn, nie pierwszy raz. Nawet spowita w cienie księżyca, jej twarz miała twardy wyraz. Poprawiła pozycję w siodle, otuliła się płaszczem. — Oczywiście jest już za późno, by zmienić całą strategię, ale tę część łatwo można sobie podarować. — Wolałby, żeby były z nim Bethamin czy Seta, których nie wiązały Trzy Przysięgi i które znały sploty, jakimi w walce posługiwały się damane, a które przerażały Aes Sedai. Nie same sploty, raczej fakt, że Bethamin i Seta je znały. Przynajmniej Mat uważał, że powinny je znać. Leilwin z miejsca odmówiła jakiejkolwiek walki z Seanchanami, wyjąwszy samoobronę. Bethamin i Seta mogły zareagować tak samo albo odkryć w ostatniej chwili, że nie potrafią wystąpić przeciwko ziomkom. W każdym razie Aes Sedai nie zgodziły się na udział żadnej z nich w bitwie, a kiedy decyzja zapadła, ani jedna nawet nie otworzyła ust, by zaprotestować. Zbyt onieśmielone były w obecności Aes Sedai, by bez ich zgody choćby odstraszyć gęś.
— Niech ci wszelka Światłość sprzyja, Teslyn Sedai, ale pozwolę sobie zauważyć, że lordowi Matowi szczęście dopisuje — powiedział kapitan Mandevwin. Krępy, jednooki, był z Legionem od pierwszych dni w Cairhien, po drodze zapracowawszy na siwe skronie, teraz skryte pod zielonym hełmem, a wcześniej, podczas innych wojen, z Łzą i Andorem, na hełm, który był otwartym hełmem piechoty. — Pamiętam przecież, juk stawaliśmy wobec liczebnej przewagi, oskrzydleni przez wrogów, a Legion tylko tańczył między nimi. Nie po to, by się wyślizgnąć z okrążenia, zwróć uwagę, ale żeby ich pobić. Piękne bitwy.
— Piękna bitwa to taka, której nie musisz toczyć — powiedział Mat ostrzej, niż zamierzał. Nie lubił bitew. Podczas bitwy można było zarobić dziurę w ciele. Po prostu jakoś tak się składało, że wciąż mu się przytrafiały, to wszystko. A większość tamtego tańca tak naprawdę sprowadzała się do prób wyślizgnięcia się z okrążenia. Dziś w nocy nie będzie żadnego odrywania się od przeciwnika, podobnie jak przez wiele następnych. — Nasza część strategii jest istotna, Teslyn. — Co zatrzymywało Aludrę, żeby sczezła? Atak na obóz zaopatrzeniowy musiał już się rozpocząć jakiś czas temu. Zamierzono, by był na tyle słaby, by obrońcy uznali, że mogą się utrzymać do czasu dotarcia odsieczy, i na tyle silny, by poczuli się zmuszeni do wezwania posiłków. Pozostałe od początku będą się rozwijać z pełną siłą, aby zdławić obronę, zanim tamci się zorientują, kogo mają przeciwko sobie. — Mam zamiar wykrwawiać Seanchan, wykrwawiać ich tak mocno, szybko i często, żeby mogli tylko reagować na nasze poczynania, zamiast układać własne plany. — Gdy tylko słowa wyszły mu z ust, pożałował, że nie ujął tego inaczej.
Tuon nachyliła się do Selucii, a wysoka kobieta zniżyła owiniętą szarfą głowę, żeby mogły bez przeszkód porozmawiać szeptem. Było zbyt ciemno na mowę dłoni, ale nie dosłyszał ani jednego ich słowa. Natomiast potrafił sobie wyobrazić, o czym mówiły. Obiecała, że go nie zdradzi, a to obejmowało zdradę jego planów, niemniej pewnie wolałaby odzyskać dane słowo. Powinien zostawić ją z Reimonem albo jednym z pozostałych. To byłoby dla niej znacznie bezpieczniejsze miejsce niż przy jego boku. Ale w tym celu najpierw musiałby ją związać, ją i Selucię, obie. I zapewne również Setalle. Ta przeklęta kobieta za każdym razem brała stronę Tuon.
Gniadosz Mandevwina zaczął grzebać kopytem w ziemi, jeździec poklepał zwierzę po karku urękawicznioną dłonią.
— Nie można zaprzeczyć, że istnieje szczęście w bitwie, jak na przykład wówczas, gdy znajdzie się słabość w szeregach wroga, której nie można było oczekiwać, której nie powinno w ogóle być, albo kiedy zastaniesz go przygotowanym do obrony z kierunku północnego, podczas gdy ty nadchodzisz z południa. Bitewne szczęście siedzi na twoim ramieniu, mój panie. Widziałem na własne oczy.