Выбрать главу

Mat przyglądał się, jak pobliski kusznik pochyla się, żeby przymocować do cięciwy kuszy podwójne haki masywnego, pudełkowatego kołowrotu, zawieszonego na rzemieniu przy pasie od przodu. Kiedy się wyprostował, rzemień wyskoczył z kołowrotu, ale już wyprostowany oparł kołowrót o kolbę odwróconej kuszy, przełożył niewielką dźwignię z boku pudełka i zaczął kręcić korbą. Trzy szybkie obroty i ze zgrzytliwym świstem cięciwa zahaczyła o spust.

— Do drzew! — krzyknął głęboki głos. — Skróćcie dystans, zanim zdążą przeładować! Naprzód!

Niektórzy próbowali dosiąść koni, żeby zaatakować szybciej, inni odrzucali wodze oraz lance i wyciągali miecze. Żaden nie dotarł do drzew. Kolejne dwa tysiące bełtów wbiły się w nich, powalając ludzi, przebijając ludzi, żeby zabijać tych, co stali za nimi, powalając konie. Na zboczu żołnierze Legionu znów w szaleńczym tempie zaczęli kręcić kołowrotami, ale nie było już potrzeby. Tu i tam na drodze słabo wierzgał koń. Jedynymi, którzy się ruszali, byli ludzie próbujący rozpaczliwie wkładać zaimprowizowane opaski uciskowe, żeby się nie wykrwawić na śmierć. Wiatr przynosił tętent kopyt uciekających koni. Niektóre mogły nieść jeźdźców. Głęboki głos już nie wydawał rozkazów.

— Mandevwin — krzyknął Mat. — Tu już skończyliśmy. Każ ludziom wsiadać na konie. Musimy jeszcze dotrzeć w parę miejsc.

— Musisz zostać i pomóc pokonanym wrogom — zdecydowanie oznajmiła Teslyn. — Tego wymagają zasady prowadzenia wojny.

— To jest nowy rodzaj wojny — odparł ochrypłym głosem. Światłości, na drodze było już cicho, ale on wciąż słyszał te wrzaski. — Będą musieli zaczekać, aż pomoże im własna strona.

Tuon mruknęła coś pod nosem. Zdało mu się, że:

— Lew może sobie pozwolić, żeby nie okazywać miłosierdzia.

Ale przecież to byłoby zupełnie bez sensu.

Zgromadził swoich ludzi, potem poprowadził w dół północnego zbocza wzgórza. Nie trzeba zdradzać ocalałym stanu liczebnego oddziału. Za kilka godzin połączą się z oddziałem z drugiego wzgórza, a za następnych kilka godzin z Carlominem. Przed wschodem słońca znowu uderzą na Seanchan. Zmusi ich, by błyskawicznie wyciągnęli dla niego ten przeklęty korek.

28

W Malden

Kiedy tuż przed pierwszym brzaskiem Faile po raz ostatni zapinała w talii szeroki pasek ze złotych ogniw, do wnętrza małego, zatłoczonego namiotu, gdzie wszystkie spały, weszła Dairaine. Na zewnątrz niebo już pewnie robiło się szare wewnątrz równie dobrze wciąż mogłaby panować noc. Lecz oczy Faile zdążyły przywyknąć do ciemności. Szczupła, drobna kobieta z czarnymi lokami spływającymi do pasa marszczyła czoło, równocześnie rozpaczliwie ziewając. W Cairhien zajmowała pozycję ustępującą tylko Głowie jej Domu, ostatniej nocy została obudzona, ponieważ Sevanna nie mogła spać i chciała, żeby jej ktoś poczytał. Sevanna lubiła głos Dairaine, a zapewne również jej donosy o rzekomych wybrykach gai’shain Sevanny. Cairhienianka nigdy nie została napiętnowana jako jedna z tych, które nie potrafią zadowolić swej pani, Teraz jej dłonie powędrowały do złotej obroży i zawahały się, i na widok Faile, Alliandre oraz Maighdin już ubranych, na nogach.

— Zapomniałam odłożyć książkę na właściwie miejsce —, powiedziała głosem niczym kryształowe dzwoneczki, zawracając ku wyjściu z namiotu. — Sevanna każe mnie wychłostać, kiedy po obudzeniu przekona się, że książka nie leży na , miejscu.

— Ona kłamie — warknęła Maighdin, a Dairaine skoczyła do wyjścia.

Faile to wystarczyło. Schwyciła kaptur tamtej i zawlokła ją do namiotu. Dairaine otworzyła usta do krzyku, ale Alliandre zakryła je dłonią i wszystkie trzy powaliły kobietę na zasłaną kucami podłogę. A siły wszystkich trzech się przydały. Dairaine była drobna, lecz wiła się jak wąż, próbowała drapać, gryźć. Podczas gdy tamte ją trzymały, Faile dobyła drugi z ukradzionych noży, zresztą zupełnie niezły sztylet z karbowaną stalową rękojeścią i ostrzem dłuższym niż jej dłoń, i zaczęła ciąć pasy i koców.

— Skąd wiedziałaś? — zapytała Alliandre, trzymając Dairaine za jedną rękę, a dłonią zatykając jej usta i unikając równocześnie pogryzienia. Maighdin usiadła na nogach tamtej i wykręciła jej drugą rękę. Dairaine wciąż się wyrywała, choć musiała już pojąć daremność wszelkiego oporu.

— Wcześniej marszczyła brwi, ale kiedy się odezwała, jej twarz była zupełnie gładka. Reszty się domyśliłam. Gdyby naprawdę martwiła się chłostą, zmarszczyłaby czoło jeszcze bardziej. — Złotowłosa nie była szczególnie kompetentną pokojówką damy, za to dysponowała rozwiniętym zmysłem obserwacji.

— Ale co nasunęło jej podejrzenia?

Maighdin wzruszyła ramionami.

— Może jedna z nas wyglądała na winną lub sprawiała dziwne wrażenie. Choć nie jestem w stanie wyjaśnić, jak bez światła mogła się zorientować.

Wkrótce Dairaine była dokładnie skrępowana, kostki i nadgarstki miała związane za plecami. Już się tak nie wyrywała jak przedtem. Zwinięty w kłębek fragment oderwanej bielizny umocowany w ustach kolejnym pasem koca posłużył jako knebel, zza którego dobywały się tylko niewyraźne postękiwania. Zadarła do góry głowę, żeby wściekle na nie spojrzeć. Faile nie potrafiła dobrze dostrzec twarzy, ale nie oczekiwała innego wyrazu niż wściekłość lub błaganie, a Dairaine błagała tylko Shaido. Wykorzystywała swą pozycję gai’shain Sevanny, żeby znęcać się nad innymi gai’shain, a pozostałym gai’shain Sevanny naprzykrzała się, opowiadając o nich niestworzone historie. Kłopot polegał na tym, że nie mogły jej tu zostawić. W każdej chwili mógł ktoś wejść, wzywając je na służbę.

— Możemy ją zabić i ukryć ciało — zaproponowała Alliandre, przeczesując palcami włosy. Podczas walki jej fryzura znalazła się w nieładzie.

— Gdzie? — zapytała Maighdin, zajmując się w ten sam sposób swoimi złotymi jak słońce włosami. W tonie jej głosu nie było nic z uniżoności pokojówki zwracającej się do królowej. Więźniowie w niewoli musieli traktować się jak równi, w przeciwnym razie pomagali strażnikom. Trochę czasu zabrało, nim Alliandre to zrozumiała.

— Gdzieś, gdzie nie znajdą jej do jutra. Sevanna może wysłać ludzi za Galiną, aby sprowadzili nas z powrotem, jeśli uzna, że zabiliśmy jedną z jej niewolnic. — Wypowiedziała to słowo z ostateczną przyganą, na jaką było ją stać. — A ja nie ufam Galinie, że nie pozwoli im nas zabrać.

Dairaine znów zaczęła szarpać się w więzach i stękać jeszcze głośniej niż przedtem. Może mimo wszystko zdecydowała się błagać o litość.

— Nie zabijemy jej — postanowiła Faile. Nie chodziło o skrupuły czy litość. Po prostu nie miały gdzie ukryć ciała, by nie zostało zbyt szybko odkryte i gdzie mogłyby z nim dotrzeć niepostrzeżenie. — Obawiam się, że musimy zmienić plany. Zaczekajcie tutaj.

Wyjrzała z namiotu, zobaczyła niebo, które powoli przybierało perłową barwę oraz przyczynę podejrzliwości Dairaine. Na zewnątrz zgodnie z ustaleniami czekały Bain i Chiad w bieli, aby odprowadzić je na miejsce spotkania. Rolan i jego przyjaciele zapewne jeszcze nie zasiedli do śniadania — taką miała nadzieję, w przeciwnym razie mogliby zrobić coś głupiego i zniszczyć wszystko — a Bain i Chiad zgłosiły się, by zająć się mężczyznami, którzy chcieliby im przeszkodzić. Jakoś nie potrafiła zmusić się i poprosić ich o wyjaśnienie, jak mają zamiar się nimi zająć. Niektóre poświęcenia najlepiej czuły się pod osłoną tajemnicy. I cichej wdzięczności serca. Dwie gai’shain z wiklinowymi koszami z pewnością nie mogły wzbudzić podejrzeń w Cairhieniance, ale trzydzieścioro czy czterdzieścioro z pewnością tak, a właśnie tylu szło tłumnie w ich stronę po wąskich błotnistych przesmykach między namiotami. Spod białego kaptura zerkała pulchna, pospolita twarz Aravine, spod następnego piękna twarz Lusary. Alvon był tam ze swoim synem Therilem w szatach z ubłoconego płótna namiotowego, była Alainia, pulchna amadicjańska jubilerka w brudnych zgrzebnych lnach, Dormin, krępy cairhieniański szewc, wreszcie Corvila, szczupły tkacz, miejscowy, z Altary i... Nie stanowili nawet jednej dziesiątej tych, którzy jej przysięgli, ale tak liczne zgromadzenie gai’shain wzbudziłoby podejrzliwość nawet w kamieniu. Zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że wszystkie trzy były ubrane. Dairaine z pewnością słyszała, kogo na ten ranek wezwała Sevanna. Skąd się dowiedzieli, że dzisiaj jest dzień ucieczki? Za późno, żeby się tym martwić. Gdyby któryś z Shaido również wiedział, dawno wywleczono by je z namiotu.