Выбрать главу

— Mój panie, Lamgwin i ja tak sobie myśleliśmy, że może się do czego przydamy. Lady Faile bardzo wiele dla nas znaczy, a Maighdin... Maighdin jest jedną z nas. Potrafię odróżnić jeden koniec miecza od drugiego, Lamgwin też sobie radzi. — Miał miecz przy pasie, którym spiął obfity korpus, ale jeśli trzymał go w ręku w ciągu ostatnich dwudziestu lat, to Perrin gotów był zjeść całą skórę tego pasa, a było jej niemało. Palce Breane zacisnęły się mocniej na ramieniu Lamgwina, wielkolud tylko poklepał ją po ręce, a drugą wsparł na rękojeści krótkiego miecza. W mgle ginęła jego pobliźniona twarz i obite kłykcie. To był tawerniany zabijaka, a mimo iż przy tym dobry człowiek, jednak szermierz żaden.

— Jesteś moim shambayanem, panie Gill — zdecydowanie oznajmił Perrin. — Twoim obowiązkiem jest zadbać, by woźnice, koniuszowie i służba znaleźli się w bezpiecznym miejscu. Twoim i Lamgwina. A więc zajmij się tym i szerokiej drogi.

Przysadzisty mężczyzna z niechęcią skinął głową. Breane cicho westchnęła z ulgą, a Lamgwin przyłożył pięść do czoła, znak podporządkowania się rozkazom. Perrin wątpił, by tamten usłyszał westchnienie, choć z drugiej strony, Lamgwin zaraz przytulił Breane i wyszeptał jakieś pocieszające słowa.

Lini nie miała zamiaru się podporządkować. Sztywna, jakby kij połknęła, znów odezwała się, kierując słowa w zamgloną przestrzeń:

— Nie ruszę się stąd, póki nie będę wiedziała...

Perrin klasnął głośno w dłonie, czym ją zaskoczył, i wreszcie spojrzała na niego zdziwiona.

— Tutaj nabawisz się tylko gorączki od wystawania w wilgoci. Albo umrzesz, jeżeli Shaido zdołają się przebić. Wydostanę Faile. Wydostanę Maighdin i pozostałe. — Tak się stanie albo zginie, próbując. Nie było sensu o tym wspominać, poza tym istniał wyraźny powód, żeby nie mówić. Musieli wierzyć, naprawdę wierzyć, że pojedzie za nimi razem z Faile i tamtymi! — A ty jedziesz na północ, Lini. Faile nie podobałoby się, gdyby przeze mnie coś ci się stało. Panie Gili, pan odpowiada za to żeby ona pojechała, w razie czego może ją pan związać i wrzucić na tył wozu.

Pan Gill drgnął, zaczął miąć kapelusz w dłoniach. Znienacka zapachniał gotowością, od Lini doleciała woń urazy. Lamgwin za to był wyraźnie rozbawiony, potarł nos, jakby ukrywał uśmiech, co dziwne wszakże, Breane również była urażona, Cóż, nigdy nie twierdził, że rozumie kobiety. Jeżeli nie potrafi zrozumieć kobiety, będącej jego żoną a połowy jej postępków nie pojmował, nigdy nie zrozumie reszty.

W końcu Lini z własnej woli wspięła się na kozioł obok woźnicy — naprawdę sama się wspięła i tylko pan Gill oberwał po łapie, próbując jej pomóc — a karawana wozów potoczył: się wśród mgły na północ. Za jednym z wozów, obciążonym namiotami i dobytkiem Mądrych, maszerowała gromadka; gai’shain, pokornych nawet teraz — mężczyźni i kobiety z naciągniętymi kapturami i spuszczonymi oczyma. To byli Shaido, obróceni w gai’shain w Cairhien, za kilka miesięcy będą mogli zrzucić biel i powrócić do swego klanu. Perrin kazał ich dyskretnie obserwować, choć Mądre zapewniały go, że pod tym względem zachowają ji’e’toh, nawet jeśli pod innymi zeń zrezygnowali; ostatecznie okazało się, iż najwyraźniej miały rację. Gai’shain wciąż było siedemnaścioro. Żaden nie spróbował ucieczki, żeby ostrzec Shaido po drugiej stronie grzbietu gór. Osie bryczek zostały obficie naoliwione, mimo to w jego uszach wciąż przeraźliwie skrzypiały i piszczały. Przy odrobinie szczęścia wraz z Faile dogoni ich dobrze przed górami. I Kiedy zaczęły go mijać szeregi zapasowych koni, prowadzone przez koniuszych w siodłach, we mgle pojawiła się sylwetka jakiejś Panny — szła przeciwnie do ruchu kolumny. Po dłuższej chwili okazało się, że to Sulin z shoufą wokół szyi, odsłaniającą krótko przycięte, siwe włosy i welonem zwisającym na piersi. Świeże cięcie przez lewy policzek z pewnością skończy się następną blizną, chyba, że ulegnie i pozwoli siostrom się Uzdrowić. Co wcale nie było oczywiste. Panny w dość dziwny sposób traktowały uczennice Mądrych, może zresztą chodziło o fakt, że tymi uczennicami były Aes Sedai. Nawet Annoura uchodziła w ich oczach za uczennicę, choć przecież oficjalnie nią nie była.

— Warty Shaido od północy już nie żyją, Perrinie Aybara rzekła. — Podobnie ludzie, którzy przyszli ich zmienić.

Jak na Shaido, tańczyli dobrze.

— Masz jakieś straty? — zapytał cicho.

— Elienda i Briain obudziły się ze snu. — Równie dobrze mogłaby rozmawiać o pogodzie, nie zaś o śmierci dwóch kobiet, które znała. — W końcu wszyscy musimy się obudzić. Przez ostatnie dwie mile musiałyśmy nieść Aviellin. Będzie potrzebowała Uzdrawiania. — Tak. Więc może i ona się zgodzi.

— Poślę za wami Aes Sedai — powiedział, wytężając wzrok wśród mgły. Oprócz mijającej go wciąż kolumny koni nie widział nic. — Jak tylko którąś znajdę.

Znalazły go, zanim skończył mówić. Annoura i Masuri wyszły z mgły, prowadząc konie, za nimi wędrowali Berelain i Masema; jego ogolona głowa lśniła wilgocią. Nawet we mgle nie sposób było przeoczyć niemiłosiernie wygniecionego brązowego kaftana, nieporządnych łat na ramionach. Ani odrobina złota złupionego przez jego wyznawców nie przylepiła się do rąk Masemy. Wszystko szło na biednych. To była jedyna dobra rzecz, jaką można było o nim powiedzieć. Z drugiej strony, wielu z tych biednych beneficjentów szczodrobliwości Masemy w biedę wpędzili ludzie tegoż Masemy, którzy ukradli im dobytek i spalili farmy. Z jakiegoś powodu Berelain miała na głowie tego ranka diadem Pierwszej z Mayene — nad jej czołem złoty jastrząb zrywał się do lotu — choć poza tym włożyła prostą szarą suknię do konnej jazdy i takiż płaszcz. Pod lekkimi, kwiatowymi perfumami pachniała cierpliwością i niepokojem, najdziwniejszą kombinacją woni, jaką Perrinowi kiedykolwiek przyszło wąchać. Sześć Mądrych szło w ślad za nimi, ramiona spowijały ciemne szale, spod chust zawiązanych wokół skroni spływały długie włosy. Przez te ich wszystkie naszyjniki i bransolety ze złota oraz kości słoniowej Berelain choć raz wydawała się ubrana skromnie. W końcu pojawił się i Aram, sterczącą znad ramienia kaftana w czerwone pasy rękojeść jego miecza wieńczył wilczy łeb, a mgła nie mogła skryć ponurego jak zwykle grymasu twarzy. Wyraźnie skłaniał się ku Masemie, wręcz kąpał w charyzmie, jaką Masema wokół siebie roztaczał. Perrin zastanawiał się, czy nie powinien odesłać chłopaka z karawaną. Ale gdyby tak zdecydował, pewne było, że gdy tylko Perrin zniknie Aramowi z oczu, ten zeskoczy z wozu i wróci.

Wyjaśnił obu Aes Sedai potrzebę Aviellin, ale ku jego zaskoczeniu, gdy tylko Masuri zgodziła się pomóc, jasnowłosa Edarra uniosła dłoń, żeby powstrzymać szczupłą Brązową siostrę. Annoura niespokojnie przestąpiła z nogi na nogę. Nie była żadną uczennicą, więc nie do końca rozumiała stosunki łączące Seonid i Masuri z Mądrymi. Te ostatnie ze swej strony próbowały traktować ją jak tamte i czasami nawet im się udawało.

— Janina się tym zajmie — powiedziała Edarra. — Jest w tym kierunku znacznie bardziej uzdolniona niż ty, Masuri Sokawa.

Usta Masuri zacisnęły się, ale nic nie powiedziała. Mądre bez większych ceregieli potrafiły wychłostać uczennicę, która odezwała się w nieodpowiednim momencie, choćby przypadkiem chodziło o Aes Sedai. Janina była kobietą o włosach koloru ciemny blond, poza tym z pozoru nic jej nie potrafiło wyprowadzić z równowagi; teraz ruszyła za Sulin we mgłę i mimo workowatych spódnic szła równie szybko jak tamta. A więc Mądre nauczyły się Uzdrawiania, tak? To może się później okazać przydatne. Światłości, spraw, byle nie za często.

Masema przyglądał się, jak tamte znikają w szarościach, w pewnym momencie mruknął coś gniewnie. Gęsta mgła skrywała żar nieustannie płonący w jego głęboko osadzonych oczach, jak też trójkątną białą bliznę na policzku, ale nic nie przeszkadzało, by woń z całą siłą biła w nozdrza Perrina: głęboka i ostra niczym świeżo naostrzona brzytwa, a równocześnie pełna gorączki. Wydawało mu się czasami, że od zapachu szaleństwa tamtego nos mu zacznie krwawić.