Выбрать главу

— Widzę, że opowieści o waszym zaciągu dzikusek są prawdziwe — powiedziała Duhara. — Bardzo źle. Wy dwie, wynocha stąd. Chcę pomówić z Elayne na osobności. Jeżeli macie dość zdrowego rozsądku, wyjedziecie stąd dziś wieczór, kierując się w różne strony, i powiecie innym, takim jak wy, aby postąpiły identycznie. Biała Wieża źle patrzy na zebrania dzikusek. A kiedy Biała Wieża patrzy na coś złym okiem, trzęsą się trony. — Ani Sumeko, ani Alise nie drgnęły. Alise tylko uniosła brew.

— Mogą zostać — odparła Elayne chłodno. Kiedy Moc była w niej, kończyły się wahania emocji. Wszystkie zastępował lodowaty gniew. — Są tu mile widziane. Natomiast ty... Elaida usiłowała mnie porwać, Duhara. Porwać! Możesz odejść.

— Niemiłe powitanie, Elayne, zważywszy, że przyszłam do pałacu od razu po przybyciu. W dodatku po długiej podróży, którą opisać to taka sama tortura, jak ją przeżyć. Andor zawsze był w dobrych stosunkach z Wieżą. Zamiarem Wieży jest, aby to nie uległo zmianie. Jesteś pewna, że te dzikuski powinny słyszeć wszystko, co mam ci do powiedzenia? Dobrze zatem Skoro taka twoja wola. — Podeszła do jednego z rzeźbionych kredensów, zmarszczyła nos na widok srebrnego dzbanka z kozim mlekiem i nalała sobie kielich ciemnego wina, w końcu zajęła krzesło nieco z boku zajmowanego przez Elayne. Deni uczyniła taki ruch, jakby chciała ją wyrzucić, lecz Elayne pokręciła głową. Siostra Domani ignorowała Kuzynki, jakby nie istniały.

— Kobieta, która podała ci narkotyk, została ukarana, Elayne. Została wychłostana przed własnym sklepem, widowisko zaś oglądali wszyscy mieszkańcy wioski. — Duhara upiła łyczek wina, czekając, aż Elayne coś odpowie.

Nie powiedziała nic. Bardzo dobrze wiedziała, że Ronde Macura została wychłostana raczej za zaniedbania niż za to, że spoiła ją niegodziwą herbatą, jednak gdyby głośno sprawę ujawniła, Duhara zaczęłaby dociekać, skąd wie, to zaś mogłoby naprowadzić ją na trop rzeczy, które powinny pozostać ukryte.

Cisza się przedłużała, w końcu kobieta podjęła znowu:

— Musisz wiedzieć, że usilnym życzeniem Białej Wieży jest, byś zasiadła na Tronie Lwa. W tym celu Elaida wysłała mnie w roli twojej doradczyni.

Elayne, wbrew samej sobie, roześmiała się. Elaida przysyła jej doradczynię? To absurdalne!

— Dysponuję Aes Sedai, które służą mi radą, gdy jej potrzebuję, Duhara. Powinnaś wiedzieć, że jestem przeciwna Elaidzie. Nie przyjęłabym pary pończoch od tej kobiety.

— Twoje tak zwane doradczynie to buntowniczki, dziecko — skarciła ją Duhara, kładąc silny akcent niechęci na słowie „buntowniczki”. Gestykulowała, trzymając w dłoni srebrny puchar z winem. — Jak sądzisz, dlaczego tak wiele Domów występuje przeciw tobie i tak wiele trzyma się na uboczu? Z pewnością wiedzą, że tak naprawdę nie masz za sobą poparcia Wieży. Kiedy zostanę twoją doradczynią, to się zmieni. Jestem w stanie w niespełna tydzień założyć ci koronę na głowę. W najgorszym razie zajmie to nie więcej niż miesiąc, może dwa.

Spojrzenia Elayne i tamtej spotkały się. Jakby kierowane własną wolą, jej dłonie pragnęły zacisnąć się kurczowo, ale trzymała je nieruchomo na kolanach.

— Nawet gdyby tak było, odmówiłabym. Spodziewam się, że lada dzień usłyszę, iż Elaida została zdetronizowana. Biała Wieża znów stanie się jednością i wtedy nikt nie będzie miał prawa twierdzić, że nie cieszę się jej poparciem.

Duhara przez chwilę wbijała wzrok w puchar z winem, a jej twarz pozostawała maską spokoju Aes Sedai.

— Nie mogę obiecać, że pójdzie ci to gładko — odezwała się, jakby Elayne nie wymówiła ani słowa. — Dlatego właśnie sądziła, że tego, co mam do powiedzenia, nie zechcesz słuchać w obecności dzikusek. Ani wartowniczki. Czy jej się wydaje, że mam zamiar cię zaatakować? Nieważne zresztą. Skoro raz korona mocno osiądzie na twojej głowie, będziesz musiała mianować regentkę i powrócić do Wieży, aby dokończyć edukację i w końcu zostać poddana próbom na szal. Nie musisz się obawiać, że zostaniesz wychłostana za ucieczkę. I Elaida przyjęła do wiadomości, że opuściłaś Wieżę na rozkaz Siuan Sanche. Twoje pretensje do tego, że jesteś Aes Sedai, są odrębną kwestią. Za to zapłacisz łzami. — Sumeko i Alise drgnęły, a Duhara znów zauważyła ich istnienie. — Ach, nie wiedziałyście, że Elayne jest tak naprawdę tylko Przyjętą?

Elayne wstała i popatrzyła z góry na Duharę. Zazwyczaj było tak, że ten, kto siedział, miał przewagę nad tym, kto stał; ona spojrzała nieustępliwie, a głos jej stwardniał jeszcze bardziej. Miała ochotę uderzyć tę kobietę w twarz!

— Zostałam wyniesiona jako Aes Sedai przez Egwene al’Vere w tym samym dniu, gdy ona stała się Amyrlin. Wybrałam Zielone Ajah i zostałam przyjęta. Nigdy więcej nie mów, że nie jestem Aes Sedai, Duhara. Żebym sczezła, jeśli spokojnie to zniosę.

Usta Duhary ściągnęły się, aż jej wargi wyglądały niemal jak blizna.

— Pomyśl, a ujrzysz prawdę o własnej sytuacji — odezwała się na koniec. — Zastanów się głęboko, Elayne. Nawet ślepa kobieta potrafiłaby dostrzec, jak bardzo jestem ci potrzebna, a także błogosławieństwo Białej Wieży. Później jeszcze porozmawiamy. Przywołaj kogoś, aby zaprowadził mnie do moich komnat. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebuję teraz wypoczynku.

— Będziesz musiała wynająć sobie nocleg w gospodzie, Duhara. Na każdym łożu w pałacu śpi już troje lub czworo ludzi. — Nawet gdyby miała dziesiątki wolnych łóżek, nie udostępniłaby Duharze żadnego z nich. Odwróciła się plecami, podeszła do kominka i stała, ogrzewając ręce. Pozłacany zegar wahadłowy na rzeźbionym w woluty marmurowym obramowaniu kominka wybił trzy razy. Zapewne tyle godzin pozostało do wschodu słońca. — Deni, poproś kogoś, by odprowadził Duharę do bram.

— Nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo, dziecko. Jeszcze nikomu nie udało się bezproblemowo uwolnić od Białej Wieży, Pomyśl, a przekonasz się, że jestem twoją jedyną nadzieją. — Jedwabie zaszeleściły, gdy opuszczała pomieszczenie, po chwili drzwi zamknęły się za nią z trzaskiem. Wydawało się rzeczą wielce prawdopodobną, że Duhara, starając się pomóc przysporzy tylko kłopotów, niemniej w tej chwili nie ona stanowiła największy kłopot.

— Zasiała w waszych umysłach ziarno zwątpienia? — zapytała Elayne, odwracając się od ognia.

— Bynajmniej — odparła Sumeko. — Vandene i dwie pozostałe uznają fakt, że jesteś Aes Sedai, więc tak musi być. — W jej głosie słychać było przekonanie, z drugiej strony, miała powody, by wierzyć. Jeżeli Elayne kłamała, jej marzenia o powrocie do Wieży i przyłączeniu się do Żółtych Ajah pryskały niczym bańka mydlana.

— Jednak Duhara wierzy w to, co mówi. — Alise rozłożyła dłonie. — Nie chcę przez to powiedzieć, że wątpię w twoje słowa. Nie wątpię. Lecz ta kobieta wypowiedziała swe słowa z pełnym przekonaniem.

Elayne westchnęła.

— Sytuacja jest... skomplikowana. — Brzmiało to jak stwierdzenie, że woda jest mokra. — Jestem Aes Sedai, ale Duhara tak nie uważa. Nie może. Ponieważ byłoby to równoznaczne z uznaniem, iż Egwene al’Vere jest w istocie Zasiadającą na Tronie Amyrlin, a na to Duhara się nie zgodzi, póki Elaida nie zostanie obalona. — Miała nadzieję, że wtedy uwierzy. Przynajmniej pogodzi się z tą myślą. Wieża musiała stać się jednością. — Sumeko, poinstruujesz Kuzynki, by trzymały się razem? Zawsze?