Zwalista kobieta wymruczała, że tak uczyni. W przeciwieństwie do Reanne, Sumeko nie miała żadnych umiejętności ani skłonności przywódczych. Wciąż żałowała, że pod ręką nie ma żadnej starszej Kuzynki, która uwolniłaby ją od ciężaru.
— Alise, upewnisz się, że posłuchają rozkazu? — spytała Elayne, a Alise wyraziła zgodę stanowczo i szybko. Byłaby idealną kandydatką, gdyby nie fakt, że Kuzynki sztywno przestrzegały hierarchii starszeństwa wiekiem. — Wtedy możemy powiedzieć, że uczyniłyśmy wszystko, co możliwe. Już dawno powinnyście być w łóżkach.
— Ty również — powiedziała Alise, podnosząc się. — Mogę posłać po Melfane.
— Nie ma powodu, by ona również się nie wyspała — rzekła Elayne z pośpiechem. I ze stanowczością. Melfane była niska, krępa, pogodna, zawsze gotowa się śmiać. Również pod innymi względami w niczym nie przypominała swej ciotki Niezależnie od pogodnego usposobienia, akuszerka była prawdziwym tyranem. Gdyby się dowiedziała, że Elayne nie przestrzega rygorów snu, ta miałaby się z pyszna. — Wyśpię się kiedy będę mogła — zapewniła.
Kiedy wyszły, wypuściła saidara i wybrała książkę z kilku stojących na drugim kredensie. Była to jeszcze jedna historia Andoru, ale jakoś nie mogła skupić na niej uwagi. Pozbawiona Mocy wpadła w zły humor. Choćby sczeznąć, była tak zmęczona, że czuła piach pod powiekami. Niemniej wiedziała, że jeśli się położy, będzie do wschodu słońca wpatrywać się w sufit, W każdym razie tylko przez kilka chwil udawała, że czyta, ponieważ Deni zaraz pojawiła się z powrotem.
— Przybył pan Norry, moja pani, z tym Harkiem. Mówi, że słyszał, iż nie śpisz i zastanawia się, czy możesz poświęcić mu parę minut.
Słyszał, że nie śpi? Jeśli kazał ją obserwować...! Wreszcie, mimo złego humoru, dotarło do niej znaczenie wizyty. Hark. Ani razu nie przyprowadził do niej Harka od czasu pierwszej wizyty, dziesięć dni temu. Nie, teraz to już jedenaście dni. Zły humor ustąpił miejsca wzburzeniu. Powiedziawszy Deni, by ich poprosiła, podążała za nią do przedpokoju, gdzie zdobiony w desenie dywan przykrywał większość czerwono-białych kafelków posadzki. Tutaj tak że paliła się zaledwie para lamp stojących, z których sączyło się przyćmione, migoczące światło i które rozsiewały wokół zapach róż.
Pan Norry bardziej niż kiedykolwiek przypominał brodzącego ptaka z białym grzebieniem — długie i kościste łydki kępki włosów wystające za uszami. Z tym, że teraz sprawiali wrażenie nieomal podnieconego. Ściśle rzecz biorąc, zacierał ręce. Dziś wieczorem nie przyniósł ze sobą oprawnej w skóry teczki. Nawet w przyćmionym świetle na szkarłatnym kaftanie widać było plamy atramentu. Kitka końca ogona Białego Lwa przybrała kolor czarny. Ukłonił się sztywno, a nie rzucają cy się w oczy Hark niezgrabnie poszedł za jego przykładem, następnie przez dobrą chwilę pocierał czoło kułakiem. Ubrany był w brązy o odcieniu ciemniejszym niż poprzednim razem, ale pasek i sprzączka były te same.
— Wybacz tak wczesną godzinę, pani — zaczął Norry głosem równie nijakim jak ukłon.
— Skąd wiedziałeś, że nie śpię? — domagała się wyjaśnień, znów podlegając wahaniom emocji.
Norry zamrugał, zaskoczony pytaniem.
— Kiedy poszedłem napić się mleka, kucharka wspomniała, że przed chwilą posłała tobie dzbanek ciepłego koziego, moja pani. Zawsze uważałem, że kozie mleko działa bardzo uspokajająco, kiedy nie można zasnąć. Ale mówiła też coś o winie, więc doszedłem do wniosku, że masz gości i jeszcze nie śpisz.
Elayne prychnęła z pogardą. Ciągle brakowało jej kogoś, na kogo można warknąć. Musiała zdobyć się na wysiłek, żeby emocje nie odbiły się w tonie jej głosu.
— Mniemam, że może się pan poszczycić jakimiś osiągnięciami, panie Hark?
— Szedłem w trop za nim, jak kazałaś, pani. Trzy noce z rzędu odwiedzał ten sam dom. Dzisiejsza noc jest jedną z tych trzech. Dom znajduje się na ulicy Pełni Księżyca w Nowym Mieście. Tam właśnie. To jedyne miejsce, które odwiedza, nie licząc tawern oraz wspólnych sal gospód. Trochę popija, tak. Dużo gra w kości. — Mężczyzna zawahał się, nerwowo zacierając suche dłonie. — Czy teraz mogę już iść, pani? Zdejmiesz ze mnie to, czymkolwiek było, co na mnie nałożyłaś?
— Jak wynika z zeznań podatkowych — zaczął Norry — dom należy do lady Shiaine Avarhin, pani. Wszystko wskazuje na to, że jest ostatnią dziedziczką swego Domu.
— Co jeszcze możesz mi opowiedzieć o tym miejscu, panie Hark? Kto jeszcze tam mieszka, nie licząc pani Shiaine?
Hark potarł nos w zakłopotaniu.
— Cóż, nie wiem dokładnie, jak oni mogą tam żyć, moja pani, ale tej nocy przebywają tam jeszcze dwie Aes Sedai. Widziałem, jak jedna wypuszczała Mellara, podczas gdy druga właśnie wchodziła do środka i ta właśnie powiedziała: „Jaka szkoda, że jesteśmy tylko dwie, Falion, ponieważ lady Shiaine obarcza nas taką ilością pracy”. Ale powiedziała „lady” w taki sposób, jakby wcale nie chciała się wyrazić o niej z szacunkiem. Śmieszne. Niosła pod pachą zabłąkanego kota, równie chudego jak ona sama. — Dygnął w nagłym, nerwowym ukłonie. — Błagam cię o wybaczenie, moja pani. Nie chciałem nikogo obrazić, gdy mówiłem o Aes Sedai w ten sposób, minęła ładna minuta, zanim zrozumiałem, że to była Aes Sedai, cała minuta. Z sieni padało dobre światło, zaiste, ale była taka chudła i zwyczajna, przy tym miała taki duży nos, że nikt, kto nie ma obeznania, nie potraktowałby jej jako Aes Sedai.
Elayne położyła rękę na jego ramieniu. Podniecenie drżało delikatnie w jej głosie, tym razem nie starała się go opanować.
— Jakim akcentem mówiły?
— Jak brzmiał akcent, pani? Cóż, ta z kotem wywodzi się powiedziałbym, wprost stąd, z Caemlyn. Druga zaś... Nie powiedziała nic ponad dwa zdania, ale jej rodowód szacowałbym na Kandori. Wołała na tę drugą Marillin, jeśli coś ci to mówi, pani.
Elayne ze śmiechem przetańczyła parę kroków. Teraz już wiedziała, kto nasłał na nią Mellara, a prawda była gorsza, niż przypuszczała. Marillin Gemalphin oraz Falion Bhoda, dwie Czarne siostry, które uciekły z Wieży po dokonaniu morderstwa. Miało im ułatwić kradzież, ale za morderstwo zostaną ujarzmione i ścięte. Właśnie po to, by je odnaleźć, a wraz z nimi ich wspólniczki w ciemnym dziele, ona, Egwene oraz Nynaeve zostały wysłane z Wieży. Czarne Ajah ulokowały Mellara w jej najbliższym otoczeniu, najprawdopodobniej na przeszpiegi, jednak lęk zmroził jej krew w żyłach. Było to gorsze niż wszystko, czego się obawiała, jednak odkrycie tych dwóch oznaczało obecnie jakby domknięcie kręgu.
Hark wpatrywał się w nią, zobaczyła, że rozdziawił usta. Pan Norry demonstracyjnie przyglądał się poplamionemu ogonowi lwa. Opanowała się, zaplotła dłonie. Głupi mężczyźni!
— Gdzie obecnie jest Mellar?
— W swoim pokoju, jak podejrzewam — powiedział Norry.
— Pani, czy teraz zdejmiesz to ze mnie? — wyrzekł Hark. — I czy mogę już iść? Zrobiłem, o co prosiłaś.
— Najpierw zaprowadzisz nas do tego domu — odparła, przebiegając obok niego ku podwójnym drzwiom. — Wtedy porozmawiamy. — Wystawiła głowę na korytarz i zobaczyła Doni wraz z siedmioma Gwardzistkami po obu stronach. — Doni, poślij kogoś, aby jak najszybciej przyprowadził tu lady Birgitte, a także kogoś, by obudził Aes Sedai i je również poprosił, żeby przyszły, razem ze swoimi Strażnikami, gotowe do wyprawy poza pałac. Potem możesz obudzić tyle Gwardzistek, ile uznasz, że ci potrzeba, aby aresztować Mellara. Nie musisz obchodzić się z nim nadmiernie delikatnie. Zarzuca mu się morderstwo oraz bycie Sprzymierzeńcem Ciemności. Zamknij go na klucz w jednym z magazynów w piwnicy i postaw u drzwi wzmocnioną straż.