Выбрать главу

Virginia West miała ochotę zabić sędzinę Bovine. To oburzające, że szefowa i ona musiały tak długo czekać. Myśli o Brazilu nie dawały jej spokoju. Zastanawiała się, czy wrócił już do redakcji, i z każdą minutą ogarniały ją coraz gorsze przeczucia. Jeśli wkrótce stąd nie wyjdzie, może wywołać skandal. A co najdziwniejsze, jej przełożona wróciła do rzeczywistości i wydawała się interesować wszystkim, co działo się na sali, jakby pragnęła siedzieć tu cały dzień i rozmyślać o swoich prywatnych sprawach, o tym, kim była.

– Johnny Martino – znowu spróbował Pond.

– Sąd nie wysłucha teraz tej sprawy – warknęła sędzina, ostrożnie wstając z fotela.

No to mamy to z głowy przynajmniej na pół godziny, z wściekłością pomyślała Virginia. Przesiedzą obie ten czas na korytarzu. Wspaniale. I tak by się właśnie stało, gdyby pozwoliła na to matka Johnny’ego Martino. Podobnie jak porucznik West, pani Martino była już u kresu wytrzymałości. Doskonale wiedziała, co się dzieje. Zdawała sobie sprawę, że te dwie kobiety siedzące w pierwszym rzędzie to Batman i Robin i że sędzina musi iść do toalety. Szybko wstała z miejsca, zanim Wysoki Sąd zdążył zejść ze swojego podwyższenia.

– Chwileczkę – powiedziała głośno pani Martino, ubrana w elegancką sukienkę i pantofle, podchodząc do sędziny. – Siedzę tu cały czas i dokładnie wiem, co się dzieje.

– Proszę pani! – zaprotestowała sędzina, stojąc z zaciśniętymi nogami, podczas gdy na salę wślizgnął się już dziennikarz z radia New Country WTDR.

– Nie jestem żadną panią! – Pani Martino pokiwała palcem. – Ten chłopak, który obrabował wszystkich tamtych niewinnych ludzi, to mój syn. Mam więc prawo powiedzieć, co myślę. Wiem także, kim są te dwie panie. – Ukłoniła im się z szacunkiem. – Ryzykowały życie, aby pomóc biednym ludziom, gdy mój synalek, zepsuty do szpiku kości, wsiadł do autobusu z pistoletem, który zdobył od jakiegoś handlarza narkotyków. To właśnie chcę wam powiedzieć.

Virginia West, Judy Hammer, zastępca prokuratora okręgowego Pond i cała sala słuchali pani Martino z wielkim zainteresowaniem. Sędzina uznała, że najlepiej będzie, jeśli usiądzie i zachowa zimną krew. Pani Martino całe życie czekała na swój wielki dzień w sądzie i zaczęła chodzić po sali jak doświadczony prawnik procesowy. Tim Nicks, reporter z radia, zapisywał każde jej słowo, a w uszach radośnie huczała mu krew. To zbyt piękne, aby było prawdziwe.’

– Coś pani powiem, pani sędzino – mówiła dalej matka Johnny’ego Martino. – Od razu zorientowałam się w tej grze. Za każdym razem, gdy mogła pani pozwolić tym zapracowanym paniom opuścić salę sądową, nie robiła pani tego, mówiła pani, proszę dalej, nie mogę, nie teraz i tak dalej. – Pokręciła głową, unosząc ramiona. – Dlaczego robi to pani ludziom, którzy pomagają, ludziom, którym na czymś zależy? To hańba, tak właśnie uważam.

– Zechce pani usiąść. – Wysoki Sąd jeszcze raz spróbował zapanować nad sytuacją.

Johnny Martino ubrany był w pomarańczowy strój więzienny, typowy dla okręgu Mecklenburg. Podniósł w górę prawą rękę i po raz kolejny w życiu przysięgał, że będzie mówił prawdę. Judy siedziała wyprostowana, pełna podziwu dla pani Martino, która wcale nie zamierzała zamilknąć, wręcz przeciwnie, dopiero zaczynała mówić. Virginia zastanawiała się, jak sędzina Krowa zamierza wyjść z tej kompromitującej sytuacji. Opanowała śmiech, niemal na granicy histerii, który ogarnął ją razem z kolejną falą gorąca. Pond też się uśmiechał, a reporter radiowy gorączkowo robił notatki.

– Wysoki Sąd chce, abym usiadła? – Pani Martino podeszła bliżej stołu sędziny i oparła dłonie na biodrach. – No to coś pani powiem. Dobrze pani robi. Wysłucha pani sprawy Johnny’ego, wysłucha pani, jak ten łobuz przyznaje się do winy. A wtedy te dzielne kobiety będą mogły stąd wyjść, aby ratować życie innych, pomagać tym, którzy potrzebują pomocy, i oczyszczać nas od zła.

– Proszę pani, wysłucham tej sprawy – próbowała wyjaśnić sędzina Bovine. – To właśnie teraz robię…

Jednak pani Martino sama dobrze wiedziała, jak takie sprawy powinny przebiegać. Odwróciła się i popatrzyła na syna.

– Proszę mi powiedzieć – rozłożyła ramiona, jakby chciała objąć wszystkich na sali sądowej – czy jest tu ktoś, kto się nie zgadza, aby teraz rozpatrzyć sprawę, która dotyczy tych chrześcijańskich kobiet? – Rozejrzała się wokoło. Na sali panowała cisza, żadnej ręki w górze. – A zatem dobrze! Czy chcemy, aby te panie jak najszybciej mogły udać się do swoich obowiązków?

Na sali sądowej wybuchły oklaski i okrzyki, ludzie pozdrawiali Batmana i Robina, które siedziały nieruchomo, oniemiałe.

– Johnny Martino, czy przyznajesz się do popełnienia dziesięciu przestępstw rozboju z użyciem broni? – zapytał Pond.

Sędzina Bovine zacisnęła zęby, powstrzymując się od protestu i skupiając całą energię na utrzymaniu moczu.

– Przyznaję się – wymamrotał Johnny Martino.

– Co ma do powiedzenia stan? – wyszeptała z bólem sędzina.

– Jedenastego lipca o godzinie pierwszej jedenaście po południu Johnny Martino wsiadł do autobusu Greyhound – zaczął Pond. – Obrabował dziesięciu pasażerów, grożąc im bronią, zanim został obezwładniony przez komendant policji Judy Hammer i jej zastępczynię Virginię West…

– Niech żyje Batman! – zawołał ktoś z sali.

– I Robin!

Na sali znowu rozległy się okrzyki i spontaniczny aplauz. Sędzina Bovine nie była już w stanie dłużej tego wytrzymać. Mogła oczywiście wezwać szeryfa i poprosić go o interwencję, ale miała ważniejsze zmartwienia. Była kobietą uprzejmą, odpowiednio wychowaną, znającą dobre maniery i mimo to straciła panowanie nad salą sądową. To po pierwsze. Ktoś powinien za to zapłacić. Równie dobrze może to być ów skurczybyk, który sprowokował całą sytuację, gdy wszedł do jakiegoś cholernego autobusu.

– Stan zgadza się, aby wydać wyrok łączny za dziesięć przestępstw – oznajmiła nagle zupełnie opanowanym głosem. – Oskarżony jest recydywistą i zostanie skazany za każde z dziesięciu przestępstw na minimum siedemdziesiąt miesięcy lub maksimum na dziewięćdziesiąt trzy miesiące, co daje w sumie siedemset miesięcy minimum lub dziewięćset trzydzieści miesięcy maksimum. Sąd ogłasza przerwę do godziny pierwszej. – Zebrała w jedną rękę swoją togę i wyszła z sali, podczas gdy pani Martino zajęła się sprawdzaniem sądowej matematyki.

Reporter Nicks wrócił na South McDowell Street, skąd na częstotliwości 96,9 nadawano program „Najnowsza muzyka country i ulubione przeboje”. Jego stacja bardzo rzadko pierwsza podawała sensacyjne wiadomości lub ujawniała przecieki, zakładając z góry, że słuchacze muzyki country nie interesują się przestępstwami i nie dbają o to, czy handlarze narkotyków znajdą się w więzieniu. Z tego powodu, gdy działo się coś ważnego, władający miastem urzędnicy lub anonimowi informatorzy nigdy nie brali pod uwagę Nicksa. To był jego wielki dzień. Wyskoczył ze swojego chevelle rocznik 67 tak szybko, że musiał dwa razy wracać, aby zabrać notatki i zamknąć wóz.

22

Na falach radiowych podawano informację o zdumiewającym przedstawieniu w sądzie z udziałem dzielnych rycerzy, siedzących w pierwszym rzędzie, których sędzina przez długi czas całkowicie ignorowała. Wiadomość przekazywano z jednej stacji radiowej do drugiej w obu stanach Karolina. Don Imus podchwycił ją i ubarwił, jak tylko on potrafił, a Paul Harvey opowiedział resztę historii. Komendant Hammer wróciła do szpitala i natychmiast o wszystkim zapomniała, porucznik West natomiast jeździła po ulicach Charlotte, szukając Brazila, którego nikt nie widział od czwartku. A była niedziela rano.