Westchnął cicho. Zamierzał poruszyć dwa ważne dla siebie tematy, a przeczuwał, że jego synowi to się nie spodoba. Wiedział o tym, ale nie mógł się powstrzymać. Po prostu chciał dla niego jak najlepiej.
– Wyobraź sobie, był dziś u mnie Tadek. Trochę spytać, za ile bym zrobił jego znajomemu kredens stylizowany na niemiecki, tylko taki bardziej art déco. Jak temu lekarzowi robiłem, pamiętasz.
Edmund spojrzał na niego badawczo.
– Znając Tadka, to przyszedł spytać, czybyś dla jego kumpla nie pracował trzy tygodnie po kosztach. Pewnie to jakiś radny z miasta albo sejmiku.
– Tadek prawie jak rodzina, wiesz przecież.
– Ale jego znajomy już nie. Tato, tłumaczyłem tyle razy, że nie możesz każdego klienta traktować jak najbliższego przyjaciela. Ludzie to wykorzystują.
Poruszył się. Nagle stary fotel wydał mu się niewygodny. Wojciech Falk nie chciał się tłumaczyć, ale uważał, że warto poznawać ludzi, zbliżać się do nich. W końcu robi meble, na które oni będą patrzyli przez lata albo i dekady.
– Jakoś tak wyszło w rozmowie, że ostatnio ci wlepili ten mandat, i Tadek mówi, że jakbyś chciał, to on to oczywiście anuluje. Żebyś nie miał na samym początku kłopotów.
Na te słowa Mundek zastygł i odłożył sztućce.
– Tato, tłumaczyłem ci przecież. Oni w straży muszą zawiadomić urząd i dostanę naganę.
– Tak mówisz, jakby ci zależało na tej naganie. Tadek po prostu nie wyśle i tyle.
– W pewien sposób mi zależy. Złamałem przepis i jak każdy powinienem za to zostać ukarany. Jako prokurator, powinienem dawać przykład. Inaczej to, co robię, nie ma żadnego sensu. Zgodzisz się chyba ze mną.
Zgodził się, co innego mu zostało. Lecz na drugiej sprawie zależało mu bardziej.
– Tadek mówił też, że Wandzia wróciła do Olsztyna. Podobno na stałe.
Starał się, by wypadło to naturalnie, ale Mundek oczywiście uśmiechnął się lodowato.
– Swatasz mnie?
Fotel zrobił się jeszcze bardziej niewygodny.
– Coś ty! Po prostu pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć. Tylko tyle.
Jedli w milczeniu. Długo nie wytrzymał.
– Przyznaję, chciałbym, żebyś był szczęśliwy. I spełniony. Nie tylko w pracy.
– Tato, tłumaczyłem. Dopóki nie zdam egzaminu i nie zostanę mianowanym prokuratorem, nie ma żadnego sensu, żebym nawet randkował, o związku nie wspominając. Może zostanę tutaj, a może rzuci mnie w inny koniec Polski, nie chcę dawać żadnych złudnych nadziei ani sobie, ani tym bardziej jakiejś dziewczynie.
Wojciech Falk spojrzał na swojego syna tak żałosnym wzrokiem, że ten musiał w nim wyczytać wszystkie nadzieje i lęki mężczyzny, który został ojcem w późnym wieku i marzy o tym, żeby jedynak obdarzył go fajną rodziną, której on sam nigdy nie miał. Dlatego postanowił się dodatkowo wytłumaczyć.
– To logiczny wybór – powiedział.
5
Prokurator Teodor Szacki wpatrywał się w pokazaną mu kość jak paleontolog w szczątki nieznanego dotąd nauce dinozaura. I słuchał wyjaśnień Alicji Jagiełło.
– Powtórzyłam ten eksperyment kilka razy, wynik jest za każdym razem ten sam. Trzeba było uważnie monitorować przebieg, bo jeśli proces trwa za krótko, zostają kawałki ścięgien i chrząstek, niewiele, ale zawsze. Jeśli trwa za długo, kości co prawda nie znikają, ale robią się kruche i łamliwe.
– Co to jest? Jakiś kwas?
– Zasada, konkretnie wodorotlenek sodu, potocznie ług. Żrąca jak kwas, tyle że po przeciwnej stronie skali pH. Prosty związek, znany od stuleci, bardzo dobrze rozpuszcza białka, ale przede wszystkim tłuszcze, dlatego używa się go przy produkcji mydła. Z kośćmi ma większy problem ze względu na zawarty w nich wapń. W końcu sobie poradzi, to naprawdę agresywny środek, ale łatwo zaobserwować moment, kiedy białek i tłuszczy już nie ma, a szkielet ciągle jest dobrze zachowany. Pokażę panu.
Obok stołu leżała foliowa torebka. Jagiełło wyjęła z niej butelkę udrażniacza do rur i styropianową tackę, na której pod folią ułożono równo kilka skrzydełek kurczaka. Wyciągnęła jedno skrzydełko i położyła na chirurgicznej nerce obok błyszczącego pojemnika ze stali nierdzewnej.
– Ług ma to do siebie, że wystarczy się przejść po kilkunastu sklepach, żeby zdobyć ilość wystarczającą do rozpuszczenia konia. Właściwie każdy preparat do przeczyszczania rur o szumnej nazwie i w bajeranckim opakowaniu to po prostu wodorotlenek sodu, najczęściej w formie granulatu. To dość bezpieczna forma przechowywania, trzeba rozpuścić go w wodzie, żeby stał się żrącą zasadą.
Wsypała całe opakowanie do kadzi i mieszała przez chwilę stalową szpatułką. Roztwór syczał i musował jak wrzucona do szklanki aspiryna, w końcu się uspokoił i zamienił w płyn o barwie mocno rozwodnionego mleka. Jagiełło podniosła szczypcami skrzydełko kurczaka i ostrożnie włożyła do roztworu. Szacki spodziewał się jakichś efektów specjalnych, ale nie, kurczak po prostu poszedł na dno.
– Nic się nie dzieje – powiedział.
– Proszę zaczekać kilka minut.
– Ostatnio nauczanie o wodorotlenku sodu też podlega pewnym ograniczeniom, może nie tyle prawnym, co etycznym – powiedział profesor, wygładzając idealnie gładki fartuch.
Powiedział to tonem, który niestety nie pozostawiał wątpliwości, że to początek jakiejś anegdoty. Szacki zajrzał tęsknie do kadzi, ale ciągle wszystko wyglądało dość zwyczajnie, jak tajska zupa z kawałkiem surowego kurczaka.
– Boimy się, żeby studentki nie zaczęły popijać swoich gotowanych na parze warzyw ługiem, dowiedziawszy się, że rozpuszcza on tłuszcze. Mogłoby to mieć, jak pan może sobie wyobrazić, opłakane skutki.
Szacki milczał. Frankenstein jednak nie potrzebował zachęty.
– W ogóle ciekawe zagadnienie, pigułka diety, najświętszy Graal przemysłu farmaceutycznego. Próby jego odnalezienia są bardzo interesujące. Dość szybko odkryto istnienie hormonu sytości, który uwalnia się, kiedy się najemy, żebyśmy przestali żreć. Cóż w takim razie prostszego, niż podać komuś taki hormon w pigułce. Idealna, naturalna metoda na głoda. Niestety, okazało się, że lista skutków ubocznych jest jak książka telefoniczna, z bezpłodnością na czele. Czy się poddano? Otóż nie. Ktoś zauważył, że nie ma grubych narkomanów. Ciekawe, prawda?
Cóż było robić, Szacki z zainteresowaniem pokiwał głową, w końcu był mu coś winien za te eksperymenty.
– Można by powiedzieć, cóż w tym dziwnego! Narkomani są biedni, śpią pod mostem, ukradzione pieniądze wydają na narkotyki, a nie na jedzenie bogate w składniki odżywcze. Ale przecież narkomania to nie margines społeczny. Wręcz przeciwnie, białe kołnierzyki nosem wciągają kreskę, a ustami półkilogramowego steka z frytkami.
Zerknął znów do kadzi. Skrzydełko kurczaka nie zmieniło się ani na jotę.
– Ten kret chyba przeterminowany – mruknął do Jagiełło.
– Nie sądzę – powiedziała i sięgnęła szczypcami po skrzydełko. Poruszyła kilka razy i otaczająca kawałek mięsa jasna skóra rozpłynęła się, zostało czerwone, poparzone jakby mięso na cienkich kościach.
– Skóra kurczaka to przede wszystkim tkanka tłuszczowa, rozpuszcza się najszybciej – wyjaśniła.
– Proszę sobie wyobrazić – kontynuował Frankenstein – że w badaniach, do których zapewne nie brakowało ochotników, wyodrębniono białko CART, Cocaine Amphetamine Regulated Transcript, które odpowiada za obniżenie stresu, podwyższenie euforii, a przede wszystkim obniżenie łaknienia. Rozumie pan, co by znaczyło podać komuś taką ambrozję bez efektu uzależnienia.