Выбрать главу

Kiedy wszedł major Andersen i podał Enderowi hak, ten nie potrafił ukryć gniewu.

— Myślałem, że postawicie nas przeciw armii, która potrafi nam dorównać w uczciwej walce.

— Gratuluję zwycięstwa, dowódco.

— Groszek! — krzyknął Ender. — Co byś zrobił, gdybyś dowodził Armią Salamandry?

Groszek, unieruchomiony, choć nie do końca zamrożony, odpowiedział z miejsca, gdzie unosił się przed nieprzyjacielską bramą.

— Nakazałbym nieregularne, ale ciągłe przesunięcia wokół wrót. Nie można czekać nieruchomo, jeśli przeciwnik dokładnie wie, gdzie jesteś.

— Jeśli już oszukujecie — zwrócił się Ender do majora — to czemu nie nauczycie tej drugiej armii oszukiwać inteligentnie!

— Proponuję, żebyś uwolnił swoich żołnierzy — powiedział Ander-son.

Ender wcisnął klawisze, by odmrozić obie armie równocześnie.

— Armia Smoka! Rozejść się! — zawołał natychmiast. Nie miał zamiaru ustawiać szyku, by przyjąć kapitulację tamtych. Chociaż zwyciężyli, walka nie była uczciwa — nauczyciele planowali klęskę i ocaliła ich tylko głupota Bonza. Nie było się czym szczycić.

Dopiero wychodząc z sali bojowej, Ender zdał sobie sprawę, że Bonzo nie zrozumie, że był wściekły n nauczycieli. Hiszpański honor. Bonzo wie tylko, że został pokonany mimo pozycji lepszej pod każdym względem; że Ender nakazał najmłodszemu z całej armii głośno powiedzieć, co Bonzo powinien zrobić, by zwyciężyć; że Ender nie zaczekał nawet, by przyjąć jego honorową kapitulację. Gdyby nawet Bonzo nie nienawidził wcześniej Endera, to z pewnością zacząłby teraz. A że go nienawidził, jego wściekłość będzie mordercza. Bonzo był ostatnią osobą, która Endera uderzyła. Na pewno o tym pamiętał.

Sam także nie zapomniał krwawej bójki w sali treningowej, gdy starsi chłopcy chcieli przerwać ćwiczenia jego grupy. Inni także nie. Wtedy chcieli krwi; teraz Bonzo będzie jej pożądał. Ender rozważył możliwość zaawansowanego kursu walki wręcz. Jednak, gdy mógł się spodziewać bitew nie tylko codziennie, ale nawet dwóch jednego dnia, nie mógł tracić czasu. Musiał zaryzykować. Nauczyciele go w to wpakowali — teraz powinni pilnować, żeby nic mu się nie stało.

* * *

Groszek skoczył na posłanie. Był wykończony. Połowa chłopców już spała, choć do zgaszenia świateł pozostało jeszcze piętnaście minut. Westchnął, sięgnął do szafki, wyjął i włączył komputer. Jutro miał test z geometrii i był rozpaczliwie nie przygotowany. Zawsze mógłby coś wymyślić, gdyby miał dość czasu, Euklidesa czytał w wieku pięciu lat. Ale w teście obowiązywał limit czasowy, więc nie będzie się kiedy zastanowić. Musiał wiedzieć. A nie wiedział. I na pewno wypadnie marnie. Ale wygrali dzisiaj dwa razy, więc był w dobrym nastroju.

Jednak, gdy tylko włączył komputer, wszelkie myśli o geometrii ulotniły się natychmiast. Wokół ekranu płynęła wiadomość:

PRZYJDŹ DO MNIE NATYCHMIAST

— ENDER.

Była już 21.50, dziesięć minut do zgaszenia świateł. Kiedy Ender to nadał? Mimo wszystko lepiej było nie lekceważyć wezwania. Rano mogą mieć kolejną bitwę — na samą myśl o tym poczuł się bardziej zmęczony — i nie będzie czasu na to, co Ender ma mu do powiedzenia.

Groszek zsunął się z posłania i ciężkim krokiem przeszedł przez korytarz do pokoju dowódcy. Zapukał.

— Wejść — zawołał Ender.

— Właśnie przeczytałem twoją wiadomość.

— Dobrze.

— Zaraz gaszą.

— Pomogę ci wrócić po ciemku.

— Nie byłem pewien, czy wiesz, która jest godzina…

— Zawsze wiem, która jest godzina.

Groszek westchnął. Znowu to samo. Kiedy tylko zaczynał rozmawiać z Enderem, rozmowa zmieniała się w kłótnię. Groszek nie cierpiał tych kłótni. Uznawał geniusz Endera i szanował dowódcę. Czemu Ender nie chce w nim dostrzec żadnej pozytywnej cechy?

— Pamiętasz, Groszek, cztery tygodnie temu? Kiedy prosiłeś, żebym cię zrobił dowódcą plutonu?

— Yhm.

— Przez ten czas mianowałem pięciu dowódców i pięciu zastępców. I ty nie jesteś żadnym z nich — Ender uniósł brwi. — Miałem rację?

— Tak, sir.

— Więc powiedz, jak sobie radziłeś w tych ośmiu bitwach.

— Dzisiaj pierwszy raz mnie unieruchomili, ale komputer podał, że uzyskałem jedenaście trafień, zanim musiałem przerwać walkę. Nigdy nie miałem mniej niż pięć trafień w bitwie. Wypełniałem też wszystkie wyznaczone mi zadania.

— Dlaczego tak wcześnie zrobili cię żołnierzem, Groszek?

— Nie wcześniej niż ciebie.

— Ale dlaczego?

— Nie wiem.

— Owszem, wiesz. I ja też wiem.

— Myślałem o tym… ale to tylko domysły. Jesteś… bardzo dobry. Wiedzieli o tym i pchali cię naprzód…

— Powiedz czemu, Groszek.

— Bo nas potrzebują — Groszek usiadł na podłodze i spojrzał na stopy Endera. — Bo chcą mieć kogoś, kto pobije robali. To jedyna rzecz, jaka ich obchodzi.

— To ważne, że zrozumiałeś, Groszek. Większość chłopców w szkole uważa, że gra jest ważna sama w sobie, ale to nieprawda. Jest ważna, gdyż pomaga im wyszukać dzieci, które mogą wyrosnąć na prawdziwych dowódców w prawdziwej wojnie. A co do gry, pieprz ją. Oni właśnie to robią. Rozpieprzają grę.

— Zabawne. Myślałem, że chodzi tylko o nas.

— Bitwa dziewięć tygodni przed czasem. Bitwa codziennie. Dwie bitwy jednego dnia. Groszek, nie wiem, o co chodzi nauczycielom, ale moja armia jest zmęczona, ja jestem zmęczony, a oni się nie przejmują regułami gry. Wyciągnąłem z komputera stare tabele. W całej historii gry nikt jeszcze nie zniszczył tylu nieprzyjaciół przy tak małych stratach własnych.

— Jesteś najlepszy, Ender. Ender potrząsnął głową.

— Może. Ale nie przez przypadek przydzielili mi żołnierzy, jakich dostałem. Starterzy, odrzuceni z innych armii, ale wystarczy zebrać ich razem i mój najgorszy żołnierz mógłby gdzie indziej zostać dowódcą plutonu. Ułatwiali mi wszystko, a teraz robią trudności. Groszek, oni chcą nas złamać.

— Nie potrafią cię złamać.

— Zdziwisz się — Ender odetchnął głośno i szybko, jakby poczuł nagle ukłucie bólu, albo musiał złapać oddech na wietrze. Patrząc na niego Groszek zrozumiał, że zdarzyło się to, co było niemożliwe. Ender Wiggin nie nabijał się z niego, ale naprawdę mu się zwierzał. Niewiele. Ale zawsze. Ender okazał się człowiekiem, a Groszkowi dane było to zobaczyć.

— Może to ty się zdziwisz — odparł.

— Są pewne granice. Na ile świetnych pomysłów mogę wpadać każdego dnia? W końcu ktoś wymyśli na mnie coś takiego, o czym wcześniej nie pomyślałem, a ja nie będę gotowy.

— Co takiego strasznego się stanie? Przegrasz jedną bitwę.

— Tak. To właśnie będzie straszne. Nie mogę przegrać żadnej bitwy. Bo jeśli przegram choć jedną… Nie dokończył, a Groszek nie pytał.

— Chcę, żebyś był sprytny, Groszek. Chcę, żebyś wymyślał rozwiązania problemów, których jeszcze nikt nie dostrzega. Żebyś wy-próbowywał takie rzeczy, których jeszcze nikt nie próbował, ponieważ są absolutnie głupie.