Выбрать главу
* * *

Potknąłem się i gwałtownie wróciłem myślami na pustynię.

Indianin opowiadał właśnie, ze wszelkie przemieszczanie się ziarenek piasku dookoła nas – na przykład ich osypywanie się po zboczu wydmy, a nawet kurz lecący w powietrzu – to nic innego jak migracje Dusz. Ich podróże, przeprowadzki, odwiedzin}' u znajomych, poszukiwanie wcześniej zmarłych członków rodziny, albo jakieś tajemnicze wzajemne konszachty.

Przypomniałem to sobie wieczorem wytrzepując garstkę „Duchów” z moich skarpetek: Ciekawe, czy zabłąkali się przypadkowo, czy może podróżują na gapę?

– A burza piaskowa to ich wojna plemienna czy raczej karnawał? – zażartowałem na głos.

Indianin nie chwycił żartu. Dla niego świat duchów był rzeczywistością wprawdzie nienamacalną, ale realną i moje pytanie miało głębszy sens.

– Kiedy wiatr wieje prosto – powiedział po chwili namysłu – i piasek naciera na jakąś wydmę, to jest wojna, a kiedy robi się trąba powietrzna to znaczy, że duchy świętują; tańczą dookoła niewidzialnych ognisk i śpiewają. Można nawet zrozumieć o czym. Trzeba tylko pamiętać, że duchy śpiewają gęściej niż ludzie, więc trzeba ich gęściej słuchać.

Nie pytałem, co miał na myśli mówiąc gęściej. Pewnie i tak nie potrafiłby mi tego wytłumaczyć – takie sformułowania albo się rozumie od razu, albo nigdy [Przypis: KOWADŁO!].

O tym, że w przestronnej pustce wokół nas tłoczą się duchy, przypominał mi po kilka razy na dzień. Powtarzał z powagą (ślizgającą się czasami niebezpiecznie blisko granicy groźby):

– Pamiętaj, idź dokładnie po moich śladach. Jak zboczysz ze szlaku, możesz zobaczyć coś, czego absolutnie nie chcesz oglądać. To się czasami przytrafia. Wy Biali mówicie wtedy, że człowiek dostał udaru. Boli głowa, ma się sny i brednie. A bywa i tak, że Duchy porywają ludzi do siebie. Tych, co widzieli zbyt wiele i mogliby wygadać jakieś Tajemnice. Wtedy ciało błąka się między żywymi, bo jeszcze nie nadszedł jego czas, a dusza błąka się już pośród Duchów i nie umie stamtąd wrócić. Wy Biali mówicie o takich ludziach „obłąkani”. Pamiętaj, idź dokładnie po moim śladzie, żebyś się nie zabłąknąl.

Szedłem.

Tuż za nim. Ze spuszczoną głową i wzrokiem utkwionym w jego pięty.

Coraz wolniej. I coraz bardziej suchy.

Miałem wrażenie, że przeceniłem swoje siły. On także. Ale teraz już nie było odwrotu – pozostał nam tylko powrót. Musieliśmy dotrzeć do gór! Tam była jego wioska. I nasz ratunek.

Wreszcie stanęliśmy nad brzegiem głębokiego kanionu, który Indianie uważają za koniec pustyni. Na jego dnie, pod rumowiskiem otoczaków, sączył się cienki strumyczek – w porze deszczów rwąca rzeka. Godzinę, może półtorej, a może było to tylko kilka chwil, za to bardzo długich, odgarnialiśmy kamienie, żeby zaczerpnąć pierwszy od dwóch dni łyk gorzkiej wody.

Wieczorem, już konno, dotarliśmy do wioski.

RAJSKA OPOWIEŚĆ

Indianin jak zwykle wisiał w hamaku. Patrzył w ognisko i od dłuższego czasu nic nie mówił. Rozmyślał? Raczej nie – po prostu cieszył się chwilą.

Ja, tuż obok, przycupnięty na ciepłym kamieniu, układałem opowieść o pustyni. Dałem jej tytuł „Tydzień w piekle”. Trochę pretensjonalny, przyznaję, ale wówczas najlepiej oddawał moje wrażenia.

W pewnej chwili zapytałem go, jak właściwie wygląda indiański raj? Indianin powisiał chwilę w ciszy, zupełnie jakby nie usłyszał pytania, a potem powiedział coś melodyjnie w swoim miękkim języku pełnym przydechów i głosek nosowych. Łatwo było poznać, że tofragment jakiejś Opowieści – wyuczone na pamięć słowa przekazywane z pokolenia na pokolenie; coś jak indiańskie wersety Koranu.

Potem mi to przełożył na hiszpański:

Raj to białe pustkowia rozpalone słońcem.

[pauza]

Są tam głębokie kaniony wyorane pazurami starych rzek. Rzek, które darły skały na drobne kawałki, a potem wynosiły je ziarnko po ziarnku, ku odległym oceanom.

[pauza]

W oceanach, z tych ziarenek unoszonych przez fale, urodziło się pierwsze życie Dlatego jedni mówią, ze człowiek został ulepiony z ziemi, inni, że wyszedł z wody - jedni i drudzy mają rację.

[pauza]

Raj jest pełen starych samotnych gór o wierzchołkach płaskich jak brzuchy dziewic.

Jest tez pełen światła, które zwykłego śmiertelnika oślepia i parzy.

Jest olśniewająco biały Czasem, kiedy człowiek staje na progu śmierci, widzi tę biel.

MORAŁ:

Uśmiechnąłem się w duchu – zdałem sobie sprawę, ze będę musiał zmienić tytuł mojej opowieści na „Tydzień w raju” Chociaż, właściwie po co? Przecież dwoje ludzi patrzących na to samo może widzieć coś zupełnie różnego.

PIEGOWATA MADONNA

Widział kto kiedy piegowatą Madonnę? Albo Maryję w zaawansowanej ciąży z bardzo wybrzuszoną sukienką? Albo scenę obrzezania Jezusa, przedstawioną z detalami?

Ja widziałem To tylko kwestia wyobraźni Przyznaję, trochę innej niż nasza, bo indiańskiej, ale kiedy się głębiej zastanowić, to właściwie dlaczego nie? Piegi – rzecz dość powszechna Ciąża – wiąże się zawsze z wybrzuszeniami sukienek A obrzezanie – z nożem.

Posłuchajcie…

Wiele lat temu w Meksyku pozwolono, by Indianie po raz pierwszy w historii namalowali obrazy do kościoła. Pewien biskup uznał, ze są już wystarczająco nawróceni, by im powierzyć to odpowiedzialne zadanie Ponadto chodziło o ściągnięcie większej liczby Indian na msze. W tym celu mieli sobie samodzielnie wystroić świątynię i zrobić to w taki sposób, żeby się w niej potem dobrze czuli. Instrukcja, którą otrzymali, była prosta namalujcie kolejne Tajemnice różańcowe – tylko tyle.

Indianie chwycili pędzelki i wykonali robotę z wielkim zapałem. Przy okazji bardzo starannie zadbali o szczegóły.

Kiedy „Maryja nawiedza św. Elżbietę” obie są ciężarne, prawda? No to namalowali im solidne brzuchy. Żeby każdy od razu wiedział, o którą scenę chodzi.

Przy obrzezaniu, sięgnęli najpierw do Pisma Świętego, potem zaś, dodatkowo, do naukowego komentarza, żeby sprawdzić o co właściwie chodziło. Znaleźli tam objaśnienie, mówiące ze obrzezanie odbywało się za pomocą noża, ze leciała przy tym krew, a dziecko rzecz jasna darło się wniebogłosy – i tak to namalowali.

A co im strzeliło do głowy, żeby Matce Boskiej robić piegi?

Jak to co? Wiedzieli od księży i z kościelnych obrazów, ze na pewno nie była Indianką, a wszystkie białe kobiety w słonecznym Meksyku natychmiast dostają piegów No to Matka Boska tez.

* * *

Indianie przedstawiają świat dokładnie, dosłownie, literalnie takim, jakim go widzą Kiedy ktoś ma piegi albo duży brzuch, to ma. Nigdy nic nie upiększają. Oni w ogóle nie rozumieją upiększeń – dla Indianina ciężarna Maryja bez brzucha jest bez sensu.

I jeszcze co ich niezwykle oko do szczegółów – kiedy ktoś ma choćby jednego piega, oni to zauważają i zapamiętują.

Indianin zatrudniony na przejściu granicznym, w zetknięciu z paszportem, w którym ktoś umieścił lekko podretuszowane zdjęcie, uzna, że paszport jest sfałszowany.