Выбрать главу

Jak duży wyrok pan/pani dostał(a)? Nie byłem karany! Ile lat pan/pani odsiedział(a)? Nie! Byłem! Karany! Czy jest pan/pani na warunkowym zwolnieniu?

[- – - – - – -]!].

Meksykański konsul zupełnie nie rozumiał dlaczego nie uznano mojej wizy.

– Może el capitan miał zły dzień, albo dopraszał się łapówki? W ciągu kilku minut wstemplowano mi nową wizę z którą potem bez najmniejszego problemu przekroczyłem granicę. Tyle że innym przejściem. Tym razem pojechałem prosto – Panamericaną.

DO MEKSYKU

Szeroka droga i ogromny betonowy most na rzece granicznej – Rio Suchiate. Środek nocy i leje tropikalny deszcz, więc żołnierzom nawet nie chciało się wyjść z budki strażniczej. (Przepraszam, tym razem, to nie była budka,, lecz pałac, o architekturze przypominającej bunkry z czasów II wojny światowej.) Rzucili tylko okiem na autobus pełen ludzi uśpionych pod nasuniętymi na twarze kapeluszami, potem machnęli ręką przez szybę i – dalej w drogę.

Nikt nie był mi łaskaw powiedzieć, że jako cudzoziemiec z Europy MUSZĘ uzyskać stempelek wjazdowy, bo w przeciwnym razie moja nowa wiza nie będzie ważna.

Dowiedziałem się o tym wiele kilometrów dalej, na pierwszym punkcie kontroli drogowej. Szukano wprawdzie broni i narkotyków, ale z jakiegoś tajemniczego powodu poszukiwania odbywały się nie w bagażach pasażerów tylko w ich dokumentach.

Podaję paszport. Na twarzy i w sercu pełen spokój – teraz już absolutnie nic mi nie grozi – jestem przecież, bardzo legalnie, w zaprzyjaźnionym kraju, w którym bywałem wcześniej wielokrotnie, wizę mam świeżusieńką…

– Ta wiza jest nieważna – mówi żołnierz nad moją głową.

– Rozumiesz po hiszpańsku, gringo?

– Si - zatkało mnie do tego stopnia, że na nic więcej nie umiałem się zdobyć.

– To dobrze. Znajomość hiszpańskiego bardzo ci się przyda, kiedy będziesz mojemu kapitanowi tłumaczył, dlaczego nie ujawniłeś się władzom na granicy i nie poprosiłeś o potwierdzenie wjazdu.

– Spałem! Już jesteśmy za granicą!? O rany! Niemożliwe! – próbowałem w sposób desperacki ratować sytuację.

– Nie próbuj teraz ratować sytuacji, gringo. Obaj wiemy, że tej granicy nie da się przespać.

– Wszyscy inni spali! Ups… To znaczy wszyscyśmy spali, jak niewinni…

– Ty, gringo, n a p e w n o nie spałeś, bo nie masz kapelusza.

– E?

Zadałem to krótkie pytanie, ponieważ nagle mnie zainteresowało, po cokomu kapelusz do spania.

– Pamiętasz jakie tam są światła, gringo?

– Pamiętam. Takie przeraźliwie oślepiające, chyba łukowe. Czy to przypadkiem nie były lefle…

– Były! Owszem. Na pewno masz na myśli reflektory przeciwlotnicze, a jeśli tak, to masz słuszność. I nie wmówisz mi, że ktokolwiek śpiący bez kapelusza na twarzy się od nich nie obudzi.

– Ma pan rację, seńor. Te światła są ogłuszające – poddałem się. Nie miało sensu iść w zaparte. Dużo lepszą taktyką było poddać się i przekazać inicjatywę w jego ręce. Latynosi uwielbiają udowadniać innym, że mają władzę. A każda władza ma dwa końce – jeden ostry, ale drugi łagodny. Na ostro mógł mi bardzo szybko udowodnić, kto tu rządzi. Wolałem więc, żeby to zrobił inaczej – żeby mi udowodnił ile on tu m o ż e, a nie co ja muszę.

– No i co ja mam teraz z tobą zrobić, gringo? – westchnął ciężko.

– Eee? – starałem się w usłużny sposób podtrzymywać wątek.

– Muszę cię odesłać pod eskortą z powrotem na granicę. A tam, albo ci po prostu ostemplują paszport, albo, niestety, co jest o wiele bardziej prawdopodobne, anulują tę wizę i odeślą cię do Gwatemali.

W tym momencie zza jego pleców wysunęła się i pomachała w moim kierunku wielka, kosmata łapa.

O, panika! Znów tu jest. Jeżeli mnie dopadnie – wtedy koniec.

Wstałem gwałtownie. Pozbierałem się w sobie, na tyle na ile mogłem, i ruszyłem na wprost – to wszystko w przenośni, bo w świecie realnym jęknąłem tylko:

– Eee.

– Chciałeś coś powiedzieć, gringo? – jego uniesiona znacząco brew wskazywała wyraźnie, że chciałem.

Tylko co?Co konkretnie chciałem mu powiedzieć?

– Co… mógłbym… ewentualnie… zrobić… – mówiłem wolno studiując jego twarz w poszukiwaniu dalszych wskazówek.

Druga brew dołączyła do tej uniesionej. To sygnał, że jestem na dobrej drodze.

– Na pewno jest jakaś forma – położyłem na tym słowie znaczący nacisk - jakaś inna forma, załatwienia tej sprawy. Pan na pewno m o ż e, jeżeli oczywiście zechce, załatwić to jakoś inaczej. E?

– No cóż – powiedział robiąc z buzi dzióbek, a jego brwi zeszły się ku sobie udając głęboki namysł – mógłbym ewentualnie przymknąć oko na tę drobną nieformalność. Oczywiście pod warunkiem, że w najbliższej miejscowości, jutro, zaraz z samego rana, zgłosisz się na policję i poprosisz o zarejestrowanie twojego wjazdu, gringo. Oni to mogą zrobić. Jest tylko jeden szkopuł…

– E? – teraz kolaborowałem już na całego, a gdybym miał ogon to bym jeszcze merdał.

– Nasz capitan n i g d y nie przymyka oczu na takie rzeczy. To formalista.

– I?

– I uważa, że skoro na granicy pobierają opłatę wjazdową w wysokości dziesięciu dolarów, to nie można pozwolić na to, żeby turyści wjeżdżali sobie ot tak, za darmo. To byłoby wysoce nieetyczne.

– Jasne! Oczywiście. Ale wy, chłopaki, na pewno macie jakieś swoje kontakty i gdybym ja tu i teraz uiścił dziesięć dolarów gotówką, to moglibyście, w drodze absolutnego wyjątku, w moim imieniu posłać tę forsę gdzie trzeba, prawda? – trajkotałem mu wprost do ucha, tak żeby nikt inny nie usłyszał.

– E? – to pytanie znaczyło chyba, że się w tym wszystkim trochę zgubił.

– Masz – powiedziałem wciskając mu do łapy „banknot dla złodzieja”, który zawsze trzymam pod ręką.

– Gracias seńor - rzucił na odchodnym i jeszcze odruchowo stuknął obcasami.

Zaraz potem wydał swoim ludziom krótką komendę, a oni w kilka sekund wyskoczyli z autobusu. Widziałem potem przez szybę, jak mi macha na pożegnanie.

[Przypis: Pewien znany językoznawca zastanawiał się onegdaj, jak wygląda najkrótsze zdanie możliwe do ułożenia w języku polskim. Drugi, równie znany językoznawca, odpowiedział mu, że takie zdanie składałoby się z pojedynczej litery. Poparł tę opinię następującym przykładem: – Czy życzy pan sobie lody z bakaliami, czy bez? – pyta sprzedawca. – Z – odpowiada klient.

Przed chwilą rekord został pobity. Nasz Autor ułożył zdanie odrobinę krótsze. Litera „I” zajmuje przecież zdecydowanie mniej miejsca niż „Z”, [przyp. tłumacza]

* No tak, ale znak zapytania kończący zdanie Autora jest szerszy niż kropka kończąca moje. Proponuję remis. [przyp. drugiego językoznawcy]]

MORAŁ:

Obok niego w strugach deszczu stała, wielka kosmata panika. Wyglądała smętnie – cała mokra i trzęsąca się od nocnego chłodu. Patrzyłem na nią teraz z zupełnie innej perspektywy i wiecie co- uświadomiłem sobie, że ona nie jest już taka groźna jak kiedyś. Miała wyraźną nadwagę, jakieś pięćdziesiąt funtów więcej niż dopuszcza moda, a przede wszystkim zamiast działać z zaskoczenia, zaczęła popadać w rutynę. Wiedziałem, że w tym stanie nieprędko mnie dogoni.