Ludzie w Polsce, w podobnej sytuacji, rzadko podają szczere powody. Amerykanie są inni, dlatego lubię, kiedy to oni mi odmawiają.
Pewnego dnia wydawca się znalazł. Jakby sam…
Moja książka leżała w „Bernardinum” (wydawca „Poznaj Świat”) chyba z pół roku. A potem, w pewien nudny sobotni wieczór, pan Zygmunt Skibicki zaczął ją czytać…
Zadzwonił wkrótce i we właściwy sobie sposób wydał mi gwałtowne polecenie:
– Niech Pan natychmiast idzie robić okładkę. Wydajemy to! Już ja przypilnuję! Na głowie stanę!!!
No i stanął. Potem go od tego trochę głowa bolała; ale.
Za okładkę jestem dłużny podziękowanie Łukaszowi Ciepłowskiemu. Powinien zmienić nazwisko na Cierpliwski – jak zawsze siedziałem mu nad głową, dyszałem w kark i wtrącałem się w różne szczegóły. (Normalny grafik mówi autorowi: WON do pisania, a ja tu sobie porysuję).
Mam więc gotowy tekst, jest okładka, ale nie ma zdjęć. To znaczy ja w domu mam ich kilkadziesiąt tysięcy, coz tego, kiedy nie bardzo potrafię je odpowiednio dobrać. I tu spotyka mnie niezasłużone szczęście: zgłasza się do mnie Wojciech Franus z agencji fotograficznej „Tago”, przegląda wszystkie moje zdjęcia, ze wszystkich wypraw, wybiera dobre, chwali, gani, poucza, dzieli się doświadczeniem fotoedytora, a w końcu godzi się wykonać oprawę fotograficzną „Gringo…”.
To, co zrobił z moimi zdjęciami, powaliło mnie na kolana. Was może nie powalać, ale ja widzę różnicę. Najlepsze nawet zdjęcie źle podane jest jak szampan w słoiku po ogórkach. Franus powlewał moje zdjęcia do kieliszków.
Książka prawie gotowa, tylko te błędy…
Od dziecka jestem ślepy na ortografię. Nawet kiedy komputer podkreśla mi cośwężykiem, nie potrafię wybrać poprawnej wersji. To, co napisałem, usiane było różnymi możliwymi pisowniami tych samych wyrazów: rużnymi, rórznymi, rurznymi…
Monika Lipińska siedziała nad tym jak Kopciuszek i wybierała kolejne chrzęszczące błędnie ziarenka piasku. A potem patrzyła na mnie czerwonymi z wysiłku oczami, w których kłębił sięobłęd dezorientacji – po kilkunastu stronach lektury (lek – tóry???) mojego tekstu człowiek zaczyna mieć wątpliwości, a… może wontpliwości… [Przypis: Pamiętam taki telefon od pani korektorki, która poprawiała którąś z poprzednich książek: Panie Wojtku, czy kiedy pan pisze słowo „ruże” na stronie piątej, to chodzi o hydraulikę czy ogrodnictwo, bo z kontekstu nie wynika?].
Książka poprawiona. Zdjęcia wsadzone. Tekst złamany. Okładka jest. Maszyny drukarskie w ruchu. Co z tego, kiedy nikt na świecie nie wie, że ona ma zostać wydana. PROMOCJA, INFORMACJA, MEDIA – oto klucz.
Nieocenioną pomocą w tej dziedzinie była i jest Małgorzata Raducha z Pierwszego Programu Polskiego Radia. Gdyby nie jej życzliwość, nie byłoby mnie na antenie „Lata z Radiem” – najbardziej słuchanej audycji radiowej w Polsce. I nikt by nie usłyszał o mojej książce.
Czy to wszyscy?
Jasne, że nie! Kiedy się człowiek uczciwie zastanowi, nic nie jest jego osobistym sukcesem. Mógłbym więc dziękować w nieskończoność, cofając się aż do dnia mego narodzenia. Dlatego zaprzestajęw tym miejscu, arbitralnie ograniczając listę do osób BEZPOŚREDNIO związanych z tą książką.
Nie wiem, jak się wam wszystkim wypłacę i kiedy. Na razie z całego serca dziękuję.
ADRESY AUTORA:
WWW.CEJROWSKI.COM
Wojciech Cejrowski
00 – 958 Warszawa – 66
skrytka pocztowa 35
POSŁOWIE DO WYDANIA TRZECIEGO
Składając „Gringo…” do druku, nie wiedziałem, że książka ta stanie się początkiem serii, a osoby zaangażowane przy jej opracowaniu stworzą redakcję, która dostanie „do obróbki” dzieła takich autorów jak Arkady Fiedler czy Tony Halik.
Byliśmy grupą przyjaciół, nie redakcją. Każdy z nas pracował nad „Gringo…”, żeby odetchnąć od roboty na etacie, żeby móc wreszcie rozwinąć artystyczne skrzydła. I był między nami ferment twórczy. W efekcie powstała książka, która wyglądała inaczej niż inne – lepiej.
Dwa i pół roku po premierze wyniki sprzedaży mówiły same za siebie – niesłabnące zainteresowanie czytelników przez 30 miesięcy!
Zadzwonił Wydawca – Pan Tadeusz Serocki - i mówi: Zrobicie mi z tego serię wydawniczą? Każdy tekst ma być literacko oszlifowany, do tego unikalna szata plastyczna, no i zdjęcia podane jak w „Gringo…”. Pan sobie dobiera ludzi i to mają być artyści! Aha} i pan za wszystko odpowiada wprost przede mną, zgoda?
Wieczorem zwołałem naradę trzech tenorów [Przypis: Łukasz Ciepłowski, Wojciech Franus, Wojciech Cejrowski – twórcy koncepcji plastycznej „Gringo…”, a potem serii „Biblioteka Poznaj Świat”] i zapadła decyzja: robimy! Potem jeszcze kilka telefonów i mieliśmy Drużynę. Dziś, Drużyna to tuzin osób. Prawie nikt z nas nie ostał się na etacie. Ferment trwa!!!
A oto efekt:
Poznań Świat
powstaje pod czułym okiem Wojciecha Cejrowskiego