Выбрать главу

W oczach Baillarda dojrzała psotny błysk.

– A więc wyobraźnię panienki rozbudzają powieści.

– Anatol, mój brat, zawsze powtarza, że mam pospolite gusta, i pewnie trudno się z nim sprzeczać. Najbardziej lubię „Zamczysko w Otranto" pana Horace'a Walpole'a, ale podobają mi się też opowieści o duchach pani Amelii Edwards. I uwielbiam wszystko, co stworzył pan Poe.

– Utalentowany pisarz. – Baillard zgodnie pokiwał głową. – Wiele w życiu wycierpiał, ale też posiadł niesłychaną zdolność oddawania ciemnej strony ludzkiej natury.

Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. Tak często nudziła się podczas koszmarnych wieczorków w Paryżu, gdy większość gości całkowicie ją ignorwała tylko dlatego, że ich zdaniem, jej opinia niewarta była nawet wysłuchania! Tymczasem pan Baillard najwyraźniej sądził inaczej.

– Tak, rzeczywiście – przyznała. – Najchętniej wracam do opowiadania „Serce oskarżycielem", o zabójcy doprowadzonym do szaleństwa

przez bicie serca człowieka, którego zamordował i ukrył pod podłogą.

Wyśmienite! Chociaż zawsze śnią mi się po nim koszmary.

– Poczucie winy jest bardzo silną emocją – rzekł cicho pan Baillard.

Leonie przyjrzała mu się uważniej. Sądziła, że usłyszy coś jeszcze, ale on zamilkł.

– Czy mogłabym panu zadać osobiste pytanie?

– Proszę bardzo.

– Jest pan ubrany… – przerwała, nie całkiem wiedząc, jak sformułować zdanie, by nie urazić rozmówcy.

– …niekonwencjonalnie? – Baillard się uśmiechnął. – Bo nie mam na sobie zwyczajowego uniformu?

– Uniformu? – powtórzyła zbita z pantałyku.

– Uniformu współczesnego dżentelmena na proszonej kolacji. W oczach mężczyzny zamigotało rozbawienie.

Leonie westchnęła.

– Tak. Cóż, rzeczywiście. Brat wspomniał, że wkłada pan żółte ubrania dla upamiętnienia poległych towarzyszy.

Baillard spochmurniał.

– Taka właśnie jest prawda – rzekł cicho.

– Walczył pan pod Sedanem? – Zawahała się. – Mój tatuś bił się za Komunę. Nigdy go nie widziałam. Został deportowany i…

Audric Baillard przykrył ręką dłoń dziewczyny. Dotyk miał lekki. Leonie nie potrafiła wyjaśnić, co ją właściwie naszło. Wiedziała jedynie, że czuła ogromną potrzebę wyrażenia udręki, której istnienia dotąd nawet nie podejrzewała.

– Czy warto walczyć za to, w co się wierzy? – spytała drżącym głosem.

Nawet jeśli trzeba zapłacić tak wielką cenę? Unieszczęśliwić swoich bliskich?

Lekko ścisnął jej palce. Zawsze – odparł cicho, lecz pewnie. -Zawsze warto. I trzeba pamiętać o tych, którzy odeszli.

Gwar panujący w jadalni gdzieś odpłynął. Głosy, pobrzękiwanie srebrnych sztućców, krystaliczne tony szkła. Leonie patrzyła w oczy rozmówcy i widziała w nich mądrość i doświadczenie.

Po chwili Audric Baillard się uśmiechnął i moment poufałości minął.

– Katarzy, nazywani inaczej,,dobrymi chrześcijanami", zmuszeni byli nosić żółty krzyż, przypięty do ubrania. – Trącił chusteczkę wystającą z kieszeni. – Zawsze o nich pamiętam.

Leonie przechyliła głowę.

– Jest pan z nimi mocno związany – rzekła z uśmiechem.

– Ci, którzy odeszli przed nami, madomaisela, nie muszą zostać zapomniani. – Położył rękę na piersi. – Żyją tutaj. – Powiedziałaś, panienko, że nigdy nie widziałaś ojca. A przecież on trwa w twoim sercu, prawda?

Pod powiekami zapiekły ją łzy. Nie powiedziała nic, bo nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Tylko kiwnęła głową.

Całe szczęście, że pan Gabignaud zadał jej jakieś pytanie, musiała wziąć się w garść i odzyskała opanowanie.

ROZDZIAŁ 43

Na stole pojawiały się kolejne dania. Świeży pstrąg, różowiutki i rozpływający się w ustach jak masło, po nim delikatne kotlety jagnięce, serwowane na późnych szparagach. Mężczyznom proponowano mocne corbieres, miejscowe czerwone wino z doskonałych piwnic Jules'a Lascom-be'a, paniom półsłodkie białe z Tarascon, ciężkie i ciemne, w kolorze łupinek cebuli.

Nad stołem krzyżowały się opinie i argumenty, dyskusje na temat wiary i polityki, północ przeciwstawiano południu, życie w mieście mieszkaniu na wsi. Leonie ukradkiem zerkała na brata. Anatol był w swoim żywiole. Oczy mu błyszczały, z zapałem czarował obie sąsiadki. Tylko dlaczego miał cienie pod oczami? I na dodatek w blasku świecy ożyła blizna nad okiem.

Dziewczyna potrzebowała trochę czasu, by opanować emocje, jakie wzbudziła w niej wymiana zdań z panem Baillardem. Zrobiło jej się wstyd. że tak bardzo się otworzyła; nie do końca rozumiała, jak właściwie do tego doszło. Odzyskawszy równowagę, ze zniecierpliwieniem wyczekiwała okazji, by powrócić do rozmowy, niestety, pan Baillard był pogrążony w dyskusji z proboszczem, a przy tym panu Gabignaud nie zamykały się usta. Dopiero przy deserze zyskała okazję, by ponownie zwrócić się do sąsiada po prawej.

– Ciotka Izolda mówi, że jest pan ekspertem w wielu sprawach. Nie tylko albigensów, ale też historii Wizygotów i egipskich hieroglifów. Zaraz po przyjeździe do majątku, dosłownie pierwszego wieczoru, czytałam monografię „Diables et Esprits Malefiques et Phantómes de la Montagne. W bibliotece jest egzemplarz.

Uśmiechnął się, nie kryjąc, że on również chętnie odnajduje w niej partnerkę do rozmowy.

– Sam go podarowałem Jules'owi.

– Pewnie długi czas pan zbierał te wszystkie historie.

– Nie tak długo, jakby się mogło wydawać – odparł lekko. Wystarczy umieć słuchać. Przyrody, ludzi, którzy mieszkają na tej ziemi. Najczęściej opowieści o demonach, duchach i upiorach są tak samo mocno wtopione w charakter regionu, jak skały, góry i jeziora w krajobraz.

– Rozumiem. A czy uważa pan, że istnieją legendy, których istnienia

nie sposób uzasadnić?

– Oc, madomaisela, ieu tanben. Tak sądzę. Leonie zamrugała zdziwiona.

– Pan mówi po oksytańsku?

– To mój ojczysty język.

– Nie jest pan Francuzem?