Выбрать главу

Izolda znała Constanta zaledwie kilka tygodni, nawet nie miesiąc. Siniaki zeszły, połamane palce się zrosły, ale blizna do końca życia miała jej przypominać fatalną znajomość. Niestety, zmiany, jakie zaszły w jej duszy, także nie dały się odwrócić. Anatola bolało ponad wszystko, że Izolda, tak piękna, wdzięczna i elegancka, borykała się ze strachem i brakiem pewności siebie.

– Potrwa – oznajmił stanowczo. – Tak długo jak zechcemy. Do końca

świata. – Przesunął dłoń po znajomych, ukochanych kształtach, zatrzymał ją na smukłym udzie. – Wszystko się doskonale układa. Dostaliśmy licencję. Jutro spotykamy się z prawnikami Lascombe'a. Gdy tylko będziemy wiedzieli, jak wygląda twoja sytuacja względem posiadłości, dokonamy ostatnich ustaleń. – Strzelił palcami. – Ot tak! Facile.

Sięgnął po zapałki i papierośnicę, leżące na nocnym stoliku. Pod nagą skórą zagrały mięśnie. Przypalił dwa papierosy, jednego podał Izoldzie.

Nie wszyscy będą chcieli nas przyjmować – powiedziała. – Madame Bousquet, maitre Fromilhague…

Co zrobić… – Wzruszył ramionami. – A czy bardzo ci zależy na ich opinii?

Izolda nie odpowiedziała na pytanie bezpośrednio.

– Pani Bousquet ma prawo być niezadowolona. Gdyby Jules się nie

ożenił, ona odziedziczyłaby majątek. Może nawet podważyć testament.

Anatol pokręcił głową.

– Intuicja mi podpowiada, że gdyby miała takie zamiary, zrobiłaby to

zaraz po śmierci Lascombe'a i otwarciu testamentu. Zobaczymy, co zawarł w kodycylu, na razie nie ma sensu się zamartwiać. – Zaciągnął się głęboko. – Rzeczywiście, panu Fromilhague może się nie podobać pośpiech przy zawieraniu małżeństwa. Może mieć obiekcje, choć nie ma między nami więzów krwi, ale z drugiej strony, jaki by miał w tym interes? – Wzruszył ramionami. – Zachowa się jak należy. Cokolwiek by o nim mówić, jest pragmatykiem. Nie będzie chciał szkodzić majątkowi.

Izolda pokiwała głową, choć Anatol podejrzewał, że raczej chcąc mu sprawić przyjemność, a nie dlatego, by ją przekonał.

– Nadal uważasz, że powinniśmy mieszkać tutaj? – spytała. – Może jednak ukryć się w anonimowości Paryża?

A przecież powrót do miasta zawsze ją martwił. Zostawał z niej tylko cień prawdziwej Izoldy. Każdy zapach, każdy dźwięk, każdy widok sprawiał jej ból i przypominał o krótkiej znajomości z Constantem. Anatol stanowczo tego nie chciał. I ona też z pewnością za tym nie tęskniła.

Tak. Powinniśmy zamieszkać tutaj i tutaj stworzyć dom. – Położył rękę na jej brzuchu. – Zwłaszcza jeśli twoje domysły są prawdziwe. – Zajrzał jej w oczy, promieniejąc dumą. – Ciągle nie mogę uwierzyć, że zostanę ojcem.

Jeszcze za wcześnie, żeby mieć pewność – przypomniała mu łagodnie. – Ale wydaje mi się, że się nie mylę.

Położyła dłoń na jego ręku, czas jakiś milczeli. – Nie boisz się. że zostaniemy ukarani za to marcowe przedstawienie? szepnęła.

Anatol ściągnął brwi w zastanowieniu.

– O czym mówisz?

– O klinice. O udawaniu, że trzeba… przerwać ciążę.

– Nie, skądże – zaprzeczył stanowczo. Znowu zapadła cisza.

– Czy możesz dać mi słowo – odezwała się Izolda – że twoja decyzja, by nie wracać do Paryża, nie ma nic wspólnego z Victorem? Stolica jest twoim domem. Naprawdę chcesz ją opuścić na zawsze?

Anatol zgasił papierosa, przeczesał włosy palcami.

– Tyle razy o tym rozmawialiśmy – przypomniał. – Ale skoro chcesz usłyszeć to po raz kolejny, dobrze. Daję ci słowo, że naprawdę uważam Domaine de la Cade za najbardziej odpowiednie miejsce na nasz wspólny dom. – Uczynił znak krzyża na piersi. – Przysięgam, nie ma to nic wspólnego z Constantem. Ani z Paryżem. Tutaj możemy żyć spokojnie. To jest nasze miejsce. I Leonie?

– Mam nadzieję, że zechce zamieszkać z nami.

Izolda milczała dłuższą chwilę. Stężała, jakby gotowa do ucieczki.

– Nie pozwalaj mu się krzywdzić – powiedział cicho. – Wyrzuć go z pamięci.

Opuściła wzrok, a on natychmiast pożałował, że wypowiedział myśli na głos. Izolda doskonale wiedziała, jak go drażniło, że Constant tak często zajmował jej myśli. Już dawno powiedział ukochanej, jak przykry mu jest ten ciągły strach. Jakby za mało w nim samym było mężczyzny, by mógł przegnać widma przeszłości. Zdradził się ze swoją irytacją.

Izolda zatem postanowiła więcej nie poruszać drażliwego tematu. Nie dość, że wspomnienia cierpień wcale nie zblakły, to jeszcze nie chciała się nimi dzielić. A on zrozumiał wreszcie, że leczenie duszy trwa dużo dłużej niż przywracanie do zdrowia ciała. Nie pojmował tylko, dlaczego Izolda tak bardzo się wstydzi. Tłumaczyła mu niejeden raz, jak poniżyło ją zachowanie zazdrośnika. Jak ją splugawiły jego emocje, jak zbezcześciła świadomość, że pozwoliła się oszukać do tego stopnia, iż uwierzyła w miłość do takiego człowieka.

W najczarniejszej godzinie Anatola czasem ogarniał strach, że Izolda z powodu tej nieszczęsnej awantury, pomyłki w ocenie człowieka, uwierzyła, iż utraciła prawo do szczęścia w przyszłości. Smuciło go, że mimo jego zapewnień, mimo wyjątkowych kroków, jakie poczynili, by umknąć Con-stantowi, aż po pantomimę na Cimetiere de Montmartre – ciągle nie czuła się bezpieczna.

Gdyby Constant nas szukał, już byśmy o tym wiedzieli. Na początku roku nie ukrywał swoich zamiarów. – Zamilkł. Czy zna twoje nazwisko.

Nie, nie. Zostaliśmy sobie przedstawieni w gronie, gdzie wystarczały imiona.

– Wiedział, że byłaś mężatką?

Pokiwała głową.

– Wiedział, że mój mąż mieszka na wsi i pozostawia mi dużą swobodę.

pod warunkiem zachowania dyskrecji. Ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy

– Kiedy mu powiedziałam, że odchodzę, zasłoniłam się koniecznością powrotu do męża. – Zadrżała.

Anatol wiedział, że znowu przypomniała jej się noc, gdy omal nie padła ofiarą furiata.

– Constant nie znał Lascombe'a – powiedział. – Nie mylę się, prawda?

– Rzeczywiście, nie został Jules'owi przedstawiony.

– Nie znał też innego adresu oprócz rue Feydeau ani nie porobił innych znajomości poza tymi, które mu się tam przytrafiły.