Выбрать главу

– Tak. – Po chwili dorzuciła: – Ode mnie niczego nie usłyszał.

– Od pogrzebu minęło pół roku – rzekł Anatol, jakby przeprowadzał dowód matematyczny. – I nic nam nie zakłócało spokoju.

– Poza napaścią w Passage des Panoramas. Anatol ściągnął brwi.

To nie ma nic wspólnego z Constantem – powiedział szybko.

– Zabrali ci tylko zegarek po ojcu – zaprotestowała. – Jaki złodziej zo

stawiłby pełen portfel?

– Szczęście w nieszczęściu – uznał. -I tyle.

Nachylił się ku niej, pogładził ją po twarzy.

– Cały czas mam oczy i uszy otwarte. Odkąd jesteśmy w Domaine de la Cade, nie zdarzyło się nic alarmującego. Nikt o nas nie wypytywał w mieście. Nikt obcy nie kręcił się po okolicy ani tym bardziej w majątku.

Izolda westchnęła.

– Nie martwi cię brak wiadomości od Marguerite?

– Rzeczywiście – przyznał. – Nie bardzo chciałem pisać, skoro już zadaliśmy sobie tyle trudu, żeby zniknąć. Przyjmuję, że jest zajęta du Pontem.

Izolda uśmiechem skwitowała jego źle skrywaną antypatię.

– Jedyną jego zbrodnią jest miłość do twojej matki – upomniała go czule.

– Niechże więc się z nią ożeni! – rzucił ostrzej, niż zamierzał.

– Przecież wiesz, że tego zrobić nie może. Ona jest wdową po komu-nardzie, on człowiekiem nieskorym do łamania konwenansów.

Anatol pokiwał głową, westchnął ciężko.

– Prawdą jest, że się mamą opiekuje. Mimo całej mojej antypatii do tego człowieka, Bóg mi świadkiem, wolę, że ona przebywa w jego towarzystwie w Marne, niżby miała być sama w Paryżu.

Izolda sięgnęła po peignoir leżący na krześle obok łóżka, narzuciła go na ramiona.

– Zimno ci? – zatroskał się Anatol.

– Trochę.

– Przynieść ci coś? Powstrzymała go gestem.

– Dziękuję, nie trzeba.

– W odmiennym stanie powinnaś…

– Nic mi nie jest zaprotestowała z uśmiechem. – Nie jestem chora.

– Mój stan jest całkowicie naturalny. Nie ma powodu do zmartwienia. _ Uśmiech na jej ustach zbladł. – Ale skoro już mowa o rodzinie, chciałabym cię nakłonić do zmiany zdania. Uważam, że powinniśmy zdradzić Leonie prawdziwy powód wizyty w Carcassonne. Powiedzieć jej, co zamierzamy. Anatol przeciągnął ręką po włosach.

– A ja nadal uważam, że lepiej będzie, jeśli się dowie, kiedy będzie po

wszystkim.

Zapalił drugiego papierosa. Siwe smugi dymu wzniosły się w górę jak sekretne pismo.

– Anatolu, czy jesteś całkowicie przekonany, że Leonie wybaczy ci tę

tajemniczość? – Zamilkła na moment. – Czy wybaczy ją nam?

– Lubisz ją… – zauważył Anatol. – Bardzo mnie to cieszy.

Izolda pokiwała głową.

– Właśnie dlatego nie chcę jej dłużej zwodzić. Anatol zaciągnął się dymem.

– Zrozumie nas. Na pewno. Nie można jej mieszać w takie sprawy, to

zbyt wielki ciężar jak na jej młode barki.

Nie mogę się z tobą zgodzić. Moim zdaniem, Leonie zrobi dla ciebie wszystko, zgodzi się na każdy twój plan. Tymczasem jednak… – Leciutko wzruszyła ramionami. – Jeżeli poczuje się zlekceważona, jeśli, przecież nie bezpodstawnie, uzna, że jej nie ufasz, obawiam się… Gniew może doprowadzić ją do postępowania, którego ona sama i my także możemy bardzo żałować.

– Co masz na myśli?

Wzięła go za rękę.

– Anatolu, twoja siostra już nie jest dzieckiem.

– Ma dopiero siedemnaście lat! -zaprotestował.

– Jest zazdrosna o troskę, jaką mnie otaczasz – powiedziała spokojnie.

– Nonsens.

– Jak się będzie czuła, gdy odkryje, że ją oszukaliśmy?

– Nie ma mowy o żadnym oszustwie – zapewnił. – To dyskrecja. Im mniej osób będzie znało nasze plany, tym lepiej. Położył rękę na brzuchu Izoldy. Uznał temat za zamknięty. – Najmilsza moja, niedługo nasze kłopoty się skończą. – Pogładził ją po włosach, przyciągnął do siebie, pocałował. Potem wolno zsunął z jej ramion peniuar, odsłaniając pełne piersi.

Izolda zamknęła oczy.

– Już niedługo – szepnął w mleczną skórę – wszystko będzie tak. jak

być powinno. Zaczniemy nowe życie.

ROZDZIAŁ 56

Carcassonne

Czwartek, 22 października 1891

O wpół do piątej dwukółka ruszyła z Domaine de la Cade. Siedzieli w niej Anatol, Leonie oraz Izolda. Marieta z Pascalem jechali na koźle, osłonięci jedynie pledem rozłożonym na kolanach.

Powóz był zamknięty, lecz popękana skórzana buda nie chroniła przed zimnem poranka. Leonie, przytulona do brata i ciotki, owinęła się ciasno długim czarnym płaszczem. Z futrzanej narzuty, używanej po raz pierwszy w tym roku, unosił się zapach kulek przeciw molom.

Dla Leonie błękitne światło brzasku i poranny chłód natychmiast stały się synonimem przygody. Już samo wstanie przed świtem nosiło znamiona wielkiego wyczynu, a do tego dochodziła jeszcze perspektywa dwóch dni w Carcassonne, zwiedzania miasta oraz wyprawy na koncert i do restauracji. Dziewczyna nie mogła się doczekać.

Gdy zjechali na drogę do Sougraigne. lampy zastukały o kabinę. Dwa punkciki światła w niebieskoszarym, zamglonym poranku.

Izolda przyznała, że spała niezbyt dobrze, co za tym idzie, czuła się nie najlepiej, a kołysanie przyprawiało ją o mdłości. Poza tym niewiele się odzywała. Anatol też przeważnie milczał.

Leonie oddychała pełną piersią. Pierwszy raz w życiu czuła ciężki zapach wilgotnej ziemi, zmieszany z wonią cyklamenów, bukszpanów, morw i kasztanowców. Nawet gołębie jeszcze spały, natomiast słychać było pohukiwanie sów, powracających z nocnych łowów.

***

Z powodu niekorzystnej aury pociąg dotarł do Carcassonne spóźniony ponad godzinę.