Выбрать главу

«Wiedziałaś o tym wcześniej? Kim naprawdę jest?»

Skruszona skinęła głową.

«Powiem ci o tym później».

Tak naprawdę wcale nie chciałem tego wiedzieć, ale świadomość, że tropi nas ten wysportowany przystojniak, zaczęła działać mi na nerwy.

«A czego od nas chce?»

«Uważa, że sprowadziła cię do tego kraju nie tylko historia. Sądzi, że szukasz czegoś innego».

«I ma rację» – odrzekłem cicho.

«Ale on za wszelką cenę chce dowiedzieć się, o co ci dokładnie chodzi. Jestem przekonana, że wie, gdzie spędziliśmy dzisiejszy dzień… mam tylko nadzieję, że nie dobiorą się do matki. Ciotka zwodziła go jak mogła, ale wciąż się bok.

«Czy wie, czego… kogo… szukam?»

Helen długo milczała. Kiedy uniosła twarz, w jej oczach malował się wyraz winy.

«Tak. Myślałam, że mogłaby nam w czymś pomóc».

«Ico?»

«Oświadczyła, że koniecznie musimy jutro wyjechać. I przy odprawie na lotnisku nie rozmawiać z nikim obcym».

«Naturalnie – odrzekłem kpiąco. – Zapewne Geza będzie chciał podyskutować tam z nami o dokumentach dotyczących Draculi».

«Proszę, Paul, nie żartuj – szepnęła. – Sprawa jest bardzo poważna. Jeśli kiedykolwiek będę chciała tu wrócić…»

Zamilkłem. Nie miałem najmniejszego zamiaru stroić sobie żartów. Moje słowa świadczyły jedynie, że się zirytowałem. Kelner przyniósł deser – ciastka i kawę. Ciotka Eva z tak macierzyńską troską zachęcała nas do jedzenia, jakby tak ogromna ilość kalorii miała uchronić nas przed złem całego świata. Kiedy jedliśmy, Helen opowiedziała ciotce o listach Rossiego. Eva z powagą pokiwała głową, ale nic nie odrzekła. Gdy skończyliśmy kolację, pochyliła się w moją stronę, a Helen, ze spuszczonym wzrokiem, tłumaczyła jej słowa.

«Mój drogi, młody człowieku – mówiła, ściskając mi dłoń, tak samo jak uczyniła to wcześniej tego dnia jej siostra. – Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy, choć bardzo bym tego chciała. Lecz niezależnie od wszystkiego opiekuj się moją ukochaną siostrzenicą i pozwól, aby ona się o ciebie troszczyła. – Popatrzyła chytrze na Helen, ale dziewczyna udała, że nie dostrzega tego spojrzenia. – Musicie koniecznie bezpiecznie wrócić do swoich studiów. Helen opowiedziała mi o twej misji. Jest to bardzo szlachetne przedsięwzięcie, ale jeśli nawet zakończy się ono niepowodzeniem, odjedziesz do domu z przekonaniem, że zrobiłeś wszystko, co w ludzkiej mocy. Wrócisz do swych zajęć i obowiązków. Jesteś młody i masz przed sobą całe życie».

Wytarła usta papierową serwetką i wstała od stołu. W drzwiach hotelu w milczeniu mocno przytuliła do siebie Helen, a mnie pocałowała w oba policzki. Była poważna, ale w oczach nie błysnęła jej ani jedna łza. Dostrzegłem jednak głęboki smutek. Czekała już wytworna limuzyna. Ostatni raz zobaczyłem ją, jak macha do nas przez tylną szybę auta.

Odniosłem wrażenie, że Helen przez dłuższy czas nie potrafiła wykrztusić słowa. Popatrzyła na mnie, ale natychmiast odwróciła twarz. Po chwili jednak najwyraźniej zebrała się w sobie i powiedziała stanowczo:

«Chodźmy, Paul. To nasze ostatnie godziny w Budapeszcie. Jutro z rana musimy być już na lotnisku. Mam ochotę na spacer».

«Na spacer? A co z tajną policją, która się mną interesuje?»

«Oni chcą wiedzieć, co wiesz, a nie zamordować cię w ciemnej uliczce. Nie bądź taki zadufany – dodała z lekkim uśmiechem. – W takim samym stopniu jak tobą interesują się mną. Poza tym będziemy trzymać się głównych, jasno oświetlonych ulic. Chcę, byś jeszcze raz pochodził ze mną po tym mieście».

Wiedząc, że jestem w Budapeszcie zapewne po raz ostatni w życiu, również miałem na to wielką ochotę. Ruszyliśmy w balsamiczną noc. Skierowaliśmy się nad rzekę. Zgodnie z obietnicą Helen, spacerowaliśmy wzdłuż głównych ulic. Zatrzymała się na chwilę przy wielkim moście, a następnie skierowała kroki na drugą stronę Dunaju. Idąc, w zamyśleniu przeciągała dłonią po balustradzie. Pośrodku olbrzymiej rzeki ponownie przystanęliśmy, podziwiając majestatyczną panoramę Budapesztu rozłożonego po obu stronach Dunaju – miasta, którego o mało co kompletnie nie zniszczyła wojna. W ciemnej tafli wody odbijały się światła metropolii. Helen dłuższą chwilę stała oparta o balustradę, po czym, bardzo niechętnie, zawróciła z powrotem do Pesztu. Zdjęła żakiet i kiedy odwróciła się do mnie plecami, zauważyłem na jej bluzce jakiś postrzępiony kształt.

Był to olbrzymi pająk, który spokojnie tkał na jej plecach nić. Wyraźnie widziałem połyskliwe pasma przędzy. Przypomniałem sobie, że balustradę mostu, po której wodziła ręką, oplatało mnóstwo pajęczyn.

«Helen – szepnąłem. – Coś łazi ci po plecach».

«Co?» – spytała, zatrzymując się w pół kroku.

«To tylko pająk. Zaraz go zrzucę».

Przeszły ją ciarki, ale stała spokojnie, dopóki nie strąciłem stworzenia. Muszę przyznać, że i ja poczułem lodowaty dreszcz, gdyż tak wielkiego pająka nigdy jeszcze w życiu nie spotkałem. Był wielkości prawie połowy mojej dłoni. Kiedy spadł na kamienną balustradę mostu z głośnym trzaskiem, dziewczyna wydała głośny okrzyk przerażenia. Nigdy jeszcze nie okazała w mojej obecności oznak strachu.

«Już po wszystkim» – powiedziałem, biorąc ją uspokajająco za rękę.

Ale ona ku memu zdumieniu wydała jeszcze kilka zdławionych westchnięć, zanim nad sobą zapanowała. Dziwiło mnie, że kobietę gotową zabijać wampiry tak bardzo przeraził zwykły pająk. Ale ostatecznie miała za sobą długi i pełen wrażeń dzień. I znów mnie zadziwiła. Odwróciła się bowiem w stronę rzeki i oświadczyła cicho:

«Obiecałam opowiedzieć ci o Gezie».

«Nie musisz o niczym mówić» – odrzekłem, starając się ukryć rozdrażnienie.

«Chcę być w stosunku do ciebie całkiem szczera – powiedziała, oddalając się kilka kroków od miejsca, gdzie spadł pająk, który zapewne i tak znalazł się w Dunaju. – Na studiach przez jakiś czas się w nim podkochiwałam, tak w każdym razie sądziłam, a on w zamian pomógł ciotce załatwić stypendium i paszport, dzięki czemu udało mi się opuścić Węgry».

Nie spuszczając z niej wzroku, cofnąłem się odruchowo.

«Och, to nie było tak jak myślisz. Wcale nie powiedział mi: Prześpij się ze mną, a będziesz mogła wyjechać do Anglii. Był raczej miły i uprzejmy. A ja wcale mu nie dałam tego, czego oczekiwał. I zanim jeszcze jego osoba straciła w moich oczach całą atrakcyjność, miałam w ręku paszport. Był to mój bilet do wolności na Zachodzie i bynajmniej nie zamierzałam z niego rezygnować. Poza tym dzięki niemu mogłam odszukać ojca. Tak zatem chytrze pogrywałam z Gezą i dopiero gdy nadarzyła mi się sposobność ucieczki do Londynu, zostawiłam mu list, w którym definitywnie z nim zrywałam. Chciałam przynajmniej zachować się w stosunku do niego uczciwie. Musiał być wściekły, ale nigdy do mnie nie napisał».

«A skąd wiedziałaś, że należy do tajnej policji?»

«Był zbyt próżny, by się tym nie pochwalić. Chciał zrobić na mnie wrażenie. Ale ja mu nie wyjaśniłam, że bardziej mnie przeraził, niż wywarł wrażenie, a odraza, jaką do niego poczułam, była większa od strachu. Snuł opowieści o ludziach, których posyłał do więzienia, na tortury lub zgotowywał im jeszcze gorszy los. Znienawidziłam tego człowieka z całego serca».

«Nie podoba mi się to, że śledzi każdy mój krok – odparłem. – Cieszę się jednak, iż powiedziałaś mi, co do niego naprawdę czujesz».

«A co myślałeś? – spytała. – Od pierwszej chwili, kiedy się tu znaleźliśmy, starałam się unikać go jak morowego powietrza».

«Niemniej wyczułem w tobie bardzo mieszane uczucia, kiedy ujrzałaś go na konferencji – wyznałem. – Pomyślałem sobie, że bardzo go kochałaś lub wciąż jeszcze kochasz… Coś w tym rodzaju».