Выбрать главу

«Tak» – mruknąłem.

Przyszła mi nagle do głowy jakaś nowa myśl, coś, co by odwróciło kierunek naszych poszukiwań, lecz zanim zdążyłem ją dobrze sprecyzować, Helen gwałtownie chwyciła mnie za ramię.

«0 co chodzi?» – zapytałem, ale dziewczyna nieoczekiwanie zamknęła się w sobie.

«0 nic» – odrzekła cicho, nie patrząc ani na mnie, ani na Ranowa.

Modliłem się w duchu, by nasz opiekun, znudzony naukowymi wywodami, wyszedł na papierosa. Wtedy Helen mogłaby swobodnie wyjawić nam swoją myśl. Stoiczew obrzucił ją czujnym spojrzeniem i rozpoczął nudnym głosem długi wykład o technikach powstawania średniowiecznych rękopisów oraz ich kopiowania – częstokroć mnisi byli analfabetami i popełniali błędy, które z kolei powtarzali automatycznie ich następcy – i w jaki sposób współcześni naukowcy rozpoznają poszczególne charaktery pisma w tych starodawnych manuskryptach. Dziwiłem się, dlaczego wdał się w tak długi i fachowy wykład, choć sam temat bardzo mnie interesował. Na szczęście nie odzywałem się słowem podczas jego wywodów, gdyż Ranow zaczął w końcu otwarcie ziewać. Ostatecznie dźwignął się z krzesła, wyciągnął z kieszeni marynarki paczkę papierosów i ruszył w stronę wyjścia. Kiedy tylko opuścił bibliotekę, Helen ponownie chwyciła mnie za rękę. Stoiczew nie spuszczał z niej wzroku.

«Paul – powiedziała z twarzą tak zmienioną, że objąłem dziewczynę ramieniem w obawie, iż za chwilę zemdleje. – Jego głowa! Nie rozumiesz? Dracula wrócił do Konstantynopola po swoją głowę!»

Stoiczew głośno chrząknął, ale było już za późno. Odwróciłem się i ujrzałem wychudzoną postać brata Rumena stojącego przy najbliższym regale. Podczas naszej rozmowy wszedł bezszelestnie do pomieszczenia, i choć stał do nas tyłem, jakby szukając jakiejś książki, nie mieliśmy wątpliwości, że nie uronił ani jednego słowa. Popatrzyliśmy na siebie bezradnie, podczas gdy mnich opuścił pomieszczenie. Niebawem już ktoś – zapewne Ranow – dowie się, co powiedziała Helen. Ale jaki użytek zrobi z tej informacji?"

62

«Podczas mych wieloletnich studiów, badań i rozmyślań niewiele było takich chwil nagłego oświecenia jak tamta, w rilskiej bibliotece, gdy Helen na głos wypowiedziała swoje przypuszczenie. Vlad Dracula wrócił do Konstantynopola po swoją głowę… a raczej opat ze Snagov wysłał tam jego ciało, by się z nią połączyło. Czy Dracula zażądał tego jeszcze za życia, wiedząc, że za jego głowę wyznaczono bardzo wysoką cenę i zdając sobie sprawę, jak bardzo sułtan lubuje się w wystawianiu obciętych głów nieprzyjaciół na widok publiczny? A może był to pomysł samego opata, który bał się trzymać w Snagov szczątki heretyckiego zapewne – i niebezpiecznego – protektora monasteru? Niewątpliwie wampir pozbawiony głowy nie stanowi żadnego zagrożenia – jest postacią wręcz komiczną – a jednak niepokój mnichów skłonił opata do podjęcia decyzji, by Draculę pochować po chrześcijańsku w jakimś innym miejscu. Zapewne opat nie odważył się na zniszczenie zwłok. Zresztą kto wie, jaką obietnicę złożył Draculi jeszcze za jego życia?

Nieoczekiwanie naszło mnie pewne wspomnienie: pałac Topkapi w Stambule. Przypomniałem sobie, jak włócząc się tam w pewien letni poranek, trafiłem na bramę, przed którą tureccy oprawcy wystawiali na pokaz głowy wrogów sułtana. Z całą pewnością głowę Draculi nabito na najwyższą tyczkę – pomyślałem z zadumą – w końcu Palownik sam został wbity na pal. Ilu ludzi przyszło oglądać ów ostateczny dowód triumfu sułtana? Kiedyś Helen powiedziała mi, że mieszkańcy Stambułu bali się, iż hospodar osobiście pojawi się w ich mieście. Teraz już obozy wojskowe Turków nie musiały obawiać się nagłego nadejścia księcia. Sułtan opanował zbuntowane rejony, a na wołoskim tronie osadził swego wasala. Po Palowniku pozostał tylko ów odrażający łup: zapadnięte oczy, zbryzgana krwią czupryna i wąsy.

Pogrążonych w milczeniu Helen, Soiczewa i Irinę musiały dręczyć podobne wizje. Kiedy już upewniliśmy się, że brat Rumen oddalił się na dobre, Stoiczew odezwał się niskim głosem:

«Tak, to bardzo możliwe. Ale w jaki sposób mnisi z Panachrantosu wydobyli głowę Draculi z sułtańskiego pałacu? To był naprawdę skarb, jak określił to Stefan w swej opowieści».

«A jak my załatwiliśmy bułgarskie wizy? – odparła pytaniem Helen, unosząc zabawnie brwi. – Bakszysz… i to duży. Monastery po podboju były bardzo ubogie, lecz niektóre z nich ukryły skarby – złote monety, klejnoty – które stanowiły smakowity kąsek nawet dla gwardzistów sułtana».

Przez chwilę rozważałem jej słowa.

«W przewodniku po Stambule wyczytaliśmy, że po wystawieniu głów wrogów sułtana na widok publiczny wrzucano je do Bosforu. Być może ktoś z Panachrantosu wykorzystał ten właśnie moment. Było to bezpieczniejsze niż kradzież głowy z tyczki wbitej u pałacowych wrót».

«Tego już po prostu nie wiemy – odparł Stoiczew. – Ale moim zdaniem domysł panny Rossi jest słuszny. Rzeczywiście mogli w Carogrodzie poszukiwać właśnie jego głowy. Wskazują na to nawet względy teologiczne. Zgodnie z wierzeniami kościoła wschodniego chowane ciało musi być w stanie kompletnym – dlatego nie tolerujemy kremacji zwłok – gdyż w Dniu Sądu Ostatecznego zostaniemy wskrzeszeni w naszych dawnych postaciach».

«A co z członkami świętych, które porozrzucano po całej ziemi? – zapytałem sceptycznie. – Czy oni też zostaną wskrzeszeni w całości? We Włoszech, przed kilku laty, sam widziałem co najmniej pięć relikwii rąk świętego Franciszka».

Stoiczew wybuchnął śmiechem.

«Święci mają szczególne przywileje. Ale Vlad Dracula, choć był słynnym zabójcą Turków, świętym z całą pewnością nie był. Tak naprawdę opat Eupraksius obawiał się o jego nieśmiertelną duszę. W każdym razie wedle relacji Stefana».

«Albo o jego nieśmiertelne ciało» – zauważyła Helen.

«Może mnisi z Panachrantosu, ryzykując życie, wykradli głowę, by sprawić jej godziwy pochówek, ale janczarowie odkryli kradzież i opat wysłał ją ze Stambułu, bojąc się grzebać jej w mieście. Może trafili się pielgrzymi podróżujący do Bułgarii… – popatrzyłem na Stoiczewa, szukając u niego poparcia dla mojej tezy -…i przekazano im głowę, aby ją pochowali… cóż, w Sveti Georgi lub jakimś innym bułgarskim monasterze, z którym mieli kontakty. Następnie pojawili się mnisi ze Snagov, lecz za późno, by połączyć głowę z ciałem. Opat Panachrantosu, dowiedziawszy się o ich misji, wyjaśnił sprawę i wędrowcy postanowili ruszyć z ciałem za głową. Musieli zresztą natychmiast wynosić się z miasta, gdyż zainteresowali się nimi janczarowie».

«Spekulacja bezbłędna – oświadczył Stoiczew, przesyłając mi promienny uśmiech. – Ale nie wiemy nic na pewno. O tych wydarzeniach nasze dokumenty mówią bardzo mgliście. Twoja wizja jest jednak bardzo przekonująca. Ostatecznie oderwaliśmy cię od twoich holenderskich kupców».

Zaczerwieniłem się trochę z zadowolenia, trochę z rozgoryczenia, ale uśmiech Stoiczewa był łagodny i serdeczny.

«Siatka szpiegowska Osmanów miała baczne oko na obecność w mieście mnichów ze Snagov, a następnie na ich wyjazd – ciągnęła swe przypuszczenia Helen. – Być może Turcy przeszukali monastery, odkrywając, że wędrowcy zatrzymali się w klasztorze Świętej Ireny i przesłali wiadomość o trasie ich wędrówki do Adrianopola i Chaskowa. Chaskowo było pierwszym większym miastem w Bułgarii na trasie mnichów i tam zostali… jak to powiedzieć?… zatrzymani».

«Właśnie – wtrącił Stoiczew. – Turcy torturowali dwóch dzielnych mnichów, którzy jednak niczego nie zdradzili. Przeszukali furgon, ale znaleźli jedynie worki z żywnością. Rodzi się jednak pytanie: dlaczego tureccy żołnierze nie znaleźli ciała?»