Выбрать главу

Nie miałem czasu na dłuższe medytacje, gdyż upiorna postać zatoczyła się i cisnęła w nas książką, która przeleciała tuż obok mego lewego ucha, wyrżnęła w stolik i upadła na podłogę. Helen dała krok do przodu, wycelowała z niezawodnością, na której widok wprost odebrało mi dech, i ponownie strzeliła. Uderzyła mnie cudaczna reakcja stworzenia. Nigdy wcześniej nie widziałem na własne oczy zabijanego człowieka. W wieku jedenastu lat oglądałem tysiące Indian ginących w karabinowym ogniu, później gangsterów, rabusiów bankowych, bandziorów i oczywiście hitlerowców, strzelających radośnie na hollywoodzkich planach filmowych. Osobliwą rzeczą tej strzelaniny, tej prawdziwej, było to, że choć na ubraniu bibliotekarza, tuż pod mostkiem, wykwitła czerwona plama, człowiek nie chwycił się konwulsyjnie rozcapierzoną dłonią za ranę. Druga kula trafiła go w ramię, ale on już uciekał. Zniknął między regałami na tyłach sali.

«Drzwi! – wrzasnął Turgut. – Tam są drugie drzwi!»

Pobiegliśmy za nim, wywracając krzesła i obijając się o stoliki. Selim Aksoy, lekki i gibki niczym antylopa, pierwszy dotarł do regałów i zniknął za nimi. Do naszych uszu dotarł odgłos gwałtownej szamotaniny, a następnie donośny trzask zamykanych drzwi. Ujrzeliśmy Selima, jak niezdarnie dźwiga się ze stosu delikatnych, osmańskich rękopisów. Miał zakrwawioną twarz. Turgut podbiegł do drzwi i próbował je otworzyć, ale były zatrzaśnięte na głucho. Dołączyłem do niego i wspólnymi siłami udało się nam je otworzyć. Wybiegliśmy na opustoszałą aleję zastawioną drewnianymi skrzynkami. Sprawdziliśmy labirynt okolicznych uliczek i przejść, ale nigdzie nie dostrzegliśmy zbiega. Wypytywani przez Turguta nieliczni przechodnie również nikogo nie widzieli.

Niechętnie wróciliśmy do archiwum tylnymi drzwiami. Helen wycierała chusteczką policzek Aksoya. Nigdzie nie dostrzegłem pistoletu, a rękopisy znów spoczywały schludnie na półkach. Helen popatrzyła na nas i powiedziała cicho:

«Stracił na chwilę przytomność. Ale teraz już wrócił do siebie».

«Drogi Selimie, ale cię wyrżnął» – stwierdził Turgut, klękając obok przyjaciela.

«Ale jestem już pod dobrą opieką» – odparł słabym głosem ranny.

«Widzę – zgodził się Turgut. – Madame, gratuluję zimnej krwi. Ale trupa nie jest łatwo zabić».

«A skąd pan wiedział, że to trup?» – zapytała zdziwiona.

«0, dobrze wiem – odparł ponurym tonem. – Widziałem twarz tego stwora. Było to oblicze nieumarłego. Oblicze jedyne w swoim rodzaju. Widziałem już kiedyś takie». x-

«Strzelałam srebrną kulą – wyjaśniła Helen. Oparła delikatnie głowę Aksoya na swoim ramieniu i mocniej przycisnęła chusteczkę do jego policzka. – Ale sam pan widział, poruszył się i pocisk minął serce. Wiem, bardzo ryzykowałam… – przez chwilę intensywnie spoglądała na mnie, ale nie potrafiłem odczytać jej myśli – ale sam pan najlepiej wie, że moje kalkulacje były słuszne. Śmiertelnik nie podniósłby się już po takich kulach».

Ciężko westchnęła i poprawiła okład na twarzy młodego księgarza.

Kompletnie oszołomiony spoglądałem po zgromadzonym w bibliotece towarzystwie.

«Czy przez cały czas nosiłaś ze sobą broń?» – zapytałem ją w końcu.

«Oczywiście. – Przełożyła głowę Aksoya przez ramię i popatrzyła w moją stronę. – Proszę, pomóż mi go podnieść. – Wspólnie postawiliśmy księgarza na nogi (był lekki jak dziecko). Uśmiechnął się, skinął głową i wyswobodził się z naszych objęć. – Tak, zawsze mam przy sobie broń, zwłaszcza kiedy czuję… niepokój. A zdobycie jednej czy dwóch srebrnych kul to żaden problem».

«To prawda» – przyznał Turgut, lekko kiwając głową.

«Ale gdzie nauczyłaś się tak strzelać?» – Wciąż byłem pod wrażeniem chwili, kiedy błyskawicznie wyciągała z kieszeni broń.

«W moim kraju edukacja młodzieży jest zarówno głęboka, jak i wąska – odparła ze śmiechem. – Gdy miałam szesnaście lat, w naszej młodzieżowej brygadzie zbierałam wszystkie nagrody za strzelanie. Cieszę się, że nie zapomniałam tej umiejętności».

Nagle Turgut wydał głośny okrzyk i uderzył się dłonią w czoło. Popatrzyliśmy na niego jak na wariata.

«Mój przyjaciel! Mój przyjaciel… Erozan! Zupełnie o nim zapomnieliśmy!»

Po chwili dopiero dotarło do nas, o czym mówi. Selim Aksoy, który już całkowicie wrócił do siebie, pierwszy ruszył między regały, gdzie zaatakował go tamten potwór. Reszta z nas zaczęła systematycznie przeszukiwać wielkie pomieszczenia, zaglądając pod każdy stół i odsuwając krzesła. Po kilku minutach poszukiwania zakończyły się powodzeniem. Usłyszeliśmy głośny okrzyk Selima i gromadnie ruszyliśmy w jego stronę. Klęczał przy jednym z wysokich regałów zastawionych różnego rodzaju skrzynkami i pudełkami, torbami i zwojami starodawnych rękopisów. Skrzynka zawierająca dokumenty dotyczące Zakonu Smoka leżała na posadzce, jej zdobione wieko było otwarte, a zawartość poniewierała się po podłodze.

Pośród tych piśmienniczych zabytków leżał na plecach pan Erozan, blady i sztywny, głowę miał przekręconą na bok. Turgut uklęknął i przyłożył ucho do jego piersi.

«Dzięki Bogu, oddycha» – stwierdził po chwili z ulgą.

Zaczął go dokładnie oglądać i po chwili wskazał Selimowi szyję nieprzytomnego bibliotekarza. W obwisłej, bladej skórze, tuż nad kołnierzykiem koszuli, widniała okropna, poszarpana rana. Helen uklękła obok profesora. Zapadła grobowa cisza. Mimo opisu urzędnika, z którym przed laty miał do czynienia Rossi, mimo rany, jaką odniosła Helen w bibliotece naszego uniwersytetu w Stanach Zjednoczonych, widok ten nie mieścił mi się w głowie. Twarz Erozana była niesamowicie blada, prawie sina. Oddech miał płytki, ledwie słyszalny.

«Jest zakażony – odezwała się cicho Helen. – Sądzę, że stracił dużo krwi».

«Przeklęty dzień» – sapnął Turgut, ściskając w dużych dłoniach rękę przyjaciela.

«Zastanówmy się – odezwała się Helen, która szybko otrząsnęła się z szoku. – Zapewne został zaatakowany po raz pierwszy. – Popatrzyła na Turguta. – Wczoraj nie dostrzegł pan w nim żadnych oznak przemiany?»

«Był normalny» – odparł profesor, potrząsając głową.

«Zatem wszystko w porządku».

Sięgnęła do kieszeni żakietu. Odruchowo cofnąłem się, sądząc, że znów wyciągnie pistolet. Ale ona wyjęła tylko dwie główki czosnku i położyła je na piersi bibliotekarza. Mimo grozy całej sceny Turgut lekko się uśmiechnął, wyjął z kieszeni własny czosnek i położył go obok główek Helen. Nie miałem pojęcia, skąd go miała. Zapewne kupiła podczas naszej włóczęgi po souk, wykorzystując chwilę mojej nieuwagi.

«Myśli wybitnych ludzi zawsze biegną podobnym torem» – stwierdziła Helen.

Wyjęła papierowy pakiecik i rozwinęła go. W środku znajdował się mały, srebrny krzyżyk. Jeden z kupionych przez nas w katolickim kościele obok uniwersytetu, ten sam, którym zastraszyła odrażającego bibliotekarza, kiedy ten zaatakował ją między regałami w dziale historycznym.

Tym razem jednak Turgut powstrzymał ją, kładąc delikatnie dłoń na jej ramieniu.