Выбрать главу

Wskoczyłem do samochodu i jak wariat pojechałem, sam o mało nie powodując po drodze wypadku. Wiem, niechętnie tego słuchasz, ale… leżała z obandażowaną głową, a oczy miała szeroko otwarte. Tak właśnie wyglądała. Teraz przebywa w specjalnym domu, gdzie ma wprawdzie świetną opiekę, ale nie mówi, nic nie rozumie, nie może też samodzielnie jeść. To coś okropnego… – Głos zaczął mu drżeć. – To straszne. Zawsze sądziłem, że był to zwykły wypadek, ale teraz, po wysłuchaniu twej opowieści… o przyjacielu Rossiego, Hedgesie… o twoim… o twoim kocie… sam już nie wiem, co myśleć».

Zaciągał się łapczywie nowym papierosem. Głośno odetchnąłem.

«Bardzo, bardzo mi przykro. Cóż mam powiedzieć. Ale chyba wiem, co czujesz».

«Dziękuję. – Robił wszystko, by wrócić do równowagi. – Minęło już kilka lat, a czas leczy rany. Ale po prostu tamto…»

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, lecz teraz już domyślam się, czego nie dopowiedział… czcze słowa, niewysłowiony smutek po stracie najbliższej osoby. Siedzieliśmy w milczeniu, a między nami zawisła przeszłość. Kelner postawił na naszym stoliku świecę w szklanej lampie. Do restauracji napływali goście, z zewnątrz dochodził gwar ludzkich głosów i śmiechu.

«Zdumiała mnie twoja relacja o Snagov – powiedziałem po dłuższej chwili. – Nie znałem tych szczegółów. Nie słyszałem ani o inskrypcji, ani o namalowanej twarzy, ani o braku krzyża. Zgodność inskrypcji ze słowami, które Rossi odkrył na mapach w stambulskim archiwum, jest niebywale ważna. Moim zdaniem stanowi dowód, że grobowiec Draculi rzeczywiście znajduje się nad Snagov. – Ścisnąłem palcami skronie. Dlaczego więc mapa – mapa ze smokiem w książkach i ta w archiwum nie odpowiada topografii Snagov, dlaczego nie ma tam jeziora, nie ma wyspy?»

«Sam chciałbym to wiedzieć».

«Czy po tamtym zdarzeniu prowadziłeś jeszcze jakieś badania nad Draculą?»

«Przez kilka lat nie ruszałem tej sprawy. – Hugh zgniótł kolejny niedopałek papierosa. – Nie miałem do tego serca. Ale mniej więcej przed dwoma laty znów zacząłem o nim rozmyślać, a kiedy przystąpiłem do pracy nad obecną książką, książką o Węgrzech, postanowiłem mieć oko również na Draculę».

Zapadła już ciemność i w falach Dunaju odbijały się światła latarni ustawionych na moście oraz budynków w Peszcie. Kelner zaproponował nam eszpresszó, którą przyjęliśmy z ogromnym zadowoleniem. Hugh upił łyk aromatycznego napoju i zapytał:

«Czy chcesz zobaczyć książkę?»

«Tę, nad którą właśnie pracujesz?»

«Nie, moją książkę ze smokiem».

«Masz ją ze sobą?»

«Zawsze ją mam przy sobie – odparł z powagą. – No, prawie zawsze. Na czas dzisiejszego wykładu zostawiłem ją w hotelu, sądząc, że tam będzie bezpieczna. Na myśl, że ktoś mógłby mi ją skraść… – Urwał. – Swojej nie trzymałeś w pokoju?»

«Nie – odparłem z uśmiechem. – Noszę ją zawsze ze sobą».

Odsunął ostrożnie filiżanki, otworzył teczkę, z której wyciągnął błyszczące, drewniane pudełko, a z niego pakuneczek zawinięty w kawałek materiału. Położył go na stole. W środku znajdowała się książka. Mniejsza od mojej, ale oprawiona w taki sam wytarty welin. Stronice miała bardziej brązowe i bardziej kruche niż moja, ale wizerunek smoka był ten sam. Bez słowa sięgnąłem po swoją teczkę, wyjąłem z niej wolumin i położyłem obie książki obok siebie otwarte na wizerunku smoka. Są identyczne – pomyślałem, pochylając się nisko nad nimi.

«Popatrz na te smugi – powiedział cicho Hugh. – Niczym się od siebie nie różnią. Obie ilustracje odbito z tej samej matrycy».

Miał rację. Sam to od razu zauważyłem.

«A wiesz, przypomina mi to pewną rzecz, o której zapomniałem ci powiedzieć. Po wykładzie, przed powrotem do hotelu, panna Rossi zaprowadziła mnie do uniwersyteckiej biblioteki, ponieważ chciała zerknąć na coś, co widziała jakiś czas temu. – Opisałem wolumin z rumuńskimi pieśniami ludowymi i osobliwe wiersze mówiące o mnichach wjeżdżających do wielkiego miasta. – Sądziła, że może mieć to jakiś związek z opowieścią zamieszczoną w stambulskim rękopisie, o czym już ci mówiłem. Wiersze były bardziej niż ogólne, ale na górnym marginesie widniał intrygujący drzeworyt przedstawiający gęsty las, malutki kościółek, smoka, a między nimi słowo».

«Dracula?» – zapytał Hugh, tak samo jak ja w bibliotece.

«Nie. Ivireanu».

Kiedy przeliterowałem to słowo, oczy mu się rozszerzyły.

«Ależ to zdumiewające!» – wykrzyknął.

«Co takiego?»

«Na to samo imię natknąłem się ostatnio w bibliotece».

«W tej samej bibliotece? Gdzie? W tej samej książce?»

Byłem zbyt wzburzony, by spokojnie czekać na odpowiedź.

«Tak, w bibliotece uniwersyteckiej, ale w innej książce. Przez tydzień myszkowałem w księgozbiorze, poszukując materiałów do mojej książki, a ponieważ cały czas myślałem o naszym przyjacielu, zacząłem też poszukiwać wszelkich odniesień do jego życia. Jak wiesz, Dracula i Hunyadi byli zaprzysięgłymi wrogami, a później zaciekłym przeciwnikiem Draculi stał się Maciej Korwin. Podczas lunchu mówiłem ci, że odkryłem rękopis napisany na zlecenie Korwina, dokument wspominający o duchu w amforze».

«I w nim natknąłeś się na słowo Ivireanu?» - spytałem z ożywieniem.

«Nie. Manuskrypt Korwina jest bardzo interesujący, ale z całkiem innych względów. Rękopis mówi… no dobrze, część z niego skopiowałem. Oryginał napisany jest po łacinie».

Otworzył notatnik i przeczytał mi kilka zdań:

«Roku Pańskiego tysiąc czterysta sześćdziesiątego trzeciego oddany sługa królewski przesłał mu te słowa pochodzące z wielkiej księgi, by przekazać Jego Wysokości wiadomości o klątwie wampira, oby sczezł na wieki w piekle. Wiadomości te przeznaczone są dla królewskiej kolekcji Jego Wysokości. Może pomogą Mu wyplenić to zło z naszego miasta, skończyć z wampirami i odegnać tę plagę od naszych siedzib.

I tak dalej, i tak dalej. Następnie wierny skryba, niezależnie od tego, kim był, przytacza listę zapisków i adnotacji, na które trafił w licznych, klasycznych pracach, w tym również opowieści o duchu w amforze. Manuskrypt powstał w rok po wzięciu Draculi w niewolę i uwięzieniu go w Budzie. Wiadomość o zaniepokojeniu tym samym problemem zarówno tureckiego sułtana, o czym wyczytałeś w dokumencie w Stambule, jak i Macieja Korwina, skłoniła mnie do mniemania, iż Dracula, gdziekolwiek tylko się pojawił, zawsze sprawiał wielkie kłopoty. Oba dokumenty wspominają o pladze i wszystkie wyrażają niepokój faktem pojawienia się wampirów. Pod tym względem są bardzo do siebie podobne, nieprawdaż?

W każdym razie owe analogie do plagi nie są wcale naciągane. W bibliotece British Museum wpadły mi w ręce pewne włoskie dokumenty mówiące o tym, iż Dracula zarazy używał jako broni przeciw Turkom. Tak naprawdę był zapewne pierwszym Europejczykiem, który zastosował broń bakteriologiczną. Zarażonych najgorszymi chorobami poddanych posyłał na terytoria wroga w tureckim przebraniu».