— Panie Keller, jest pan członkiem Rady Azylu. Dlaczego nie wie pan, ile jest takich wisiorków?
— Bo nie chciałem wiedzieć.
Gdybym była adwokatem Richarda, pomyślała Leisha, nigdy nie pozwoliłabym mu powiedzieć czegoś takiego. Nagle zaczęła się zastanawiać, czy on też miał swój wisiorek. A mała Najla? A Ricky?
— Czy przyczyną tego, że nie chciał pan nic wiedzieć na temat tych wisiorków, nie było to, że przedsięwzięcia pańskiej żony budziły pański wewnętrzny sprzeciw?
— Zgłaszam sprzeciw! — porwał się wściekle Sandaleros. — Nie dość, że pan Hossack podsyca uprzedzenia świadka, to jeszcze linia przesłuchania, co przez cały czas bez skutku podkreślam, nie ma bezpośredniego związku ze sprawą i jest w rzeczy samej zupełnie dla nas nieistotna. Strona przeciwna wie, że co najmniej dwadzieścioro innych osób miało takie same wisiorki; pan Hossack sam zgodził się na to zastrzeżenie. Jeśli zatem teraz uważa, że może mieszać tutaj nieistotne fakty tylko dla ich walorów widowiskowych…
— Wysoki Sądzie — wtrącił Hossack — próbujemy właśnie dowieść, że związek między Azylem i uszkodzeniem skutera jest jasny i jednoznaczny…
— Sprzeciw! Sądzi pan, że jeśli nawet ten amulet należałby do któregoś z członków Azylu, to ktoś z Bezsennych byłby na tyle głupi, żeby go upuścić? Jasne jest, że cała sprawa została ukartowana i pani Sharifi…
— Sprzeciw!
— Proszę obie strony o podejście tutaj.
Sandaleros z widocznym wysiłkiem próbował się opanować. Hossack natomiast od razu pożeglował naprzód jak poważny, masywny korab. Deepford wychylił się ku nim z twarzą ściągniętą gniewem. Ale nie był nawet w połowie tak wściekły jak Sandaleros, kiedy chwilę później obaj prawnicy wracali na swoje miejsce. Leisha zamknęła oczy.
Teraz już wiedziała, czego ma się spodziewać, kiedy Sandaleros zacznie krzyżowy ogień pytań. Przedtem nie była pewna. Teraz nie miała żadnych wątpliwości.
I nie trzeba było długo na to czekać.
— Tak więc twierdzi pan, panie Keller — zaczął Sandaleros z wyrazistym niedowierzaniem w głosie — że jedynym motywem, że jedynym motywem tego, że zdradził pan swoją żonę, udając się akurat do Leishy Camden…
— Wnoszę o wykreślenie tego z protokołu — odezwał się ze znużeniem Hossack. — Słowo „zdrada” jest zbyt jednoznaczne.
— Podtrzymuję wniosek — powiedział sędzia.
— Więc twierdzi pan w obliczu sądu, że jedynym powodem, dla którego ujawnił pan przed Leisha Camden domniemaną inwigilację i kradzież dokonaną rzekomo przez pańską żonę, że jedynym pańskim motywem była troska o to, aby postępowała zgodnie z prawem — tym prawem, które nie uchroniło pańskiej firmy przed bankructwem spowodowanym uprzedzeniami Śpiących, nie uchroniło pańskiego przyjaciela, Anthony’ego Indivino przed śmiercią z rąk Śpiących, nie…
— Sprzeciw! — krzyknął Hossack.
— Oddalam sprzeciw — oświadczył Deepford. Jego twarz pociemniała.
— … nie uchroniła pańskich dzieci od niebezpiecznej napaści ze strony tłumu członków Śpi-My na lotnisku Stars and Stripes, nie uchroniło pańskiego statku do badań morskich od zatopienia przez nieznanych sprawców, przypuszczalnie Śpiących — i kiedy prawo tyle razy zawiodło, pan w tych okolicznościach donosi na swoją żonę, tylko dlatego, że chce pan, aby przestrzegała prawa?
— Tak — odpowiedział Richard ochrypłym głosem. — Nie było innego sposobu, żeby powstrzymać Jennifer. Mówiłem jej… błagałem… poszedłem do Leishy, zanim dowiedziałem się o Herlingerze… Nie miałem… Leisha nic mi nie powiedziała…
Nawet sędzia odwrócił wzrok. A Sandaleros powtórzył jadowicie:
— Zatem pańskie motywy wydania własnej żony przed panią Camden to małżeńska i obywatelska troska? Godne pochwały. A teraz proszę mi powiedzieć, panie Keller, czy pan i Leisha Camden byliście kiedyś kochankami?
— Sprzeciw! — Hossack prawie krzyczał. — To nie ma związku ze sprawą! Wysoki Sądzie…
Deepford studiował pilnie swój młotek. Leisha, choć odrętwiała, widziała wyraźnie, że oddali sprzeciw. Ze względu na sprawiedliwość wobec mniejszości, tych wiecznie prześladowanych i dyskryminowanych.
— Oddalam sprzeciw.
— Panie Keller — wycedził Sandaleros przez zaciśnięte zęby. Leisha obserwowała, jak z prawnika przeistacza się w anioła zemsty. Warstwa po warstwie, komórka za komórką. Gen za genem. Niemal nic nie zostało z poprzedniego Willa Sandalerosa. — Czy pan i Leisha Camden, kobieta, przed którą wydał pan własną żonę za jej rzekome zbrodnie, czy byliście kiedyś kochankami?
— Tak — odrzekł Richard.
— Po ślubie z Jennifer Sharifi?
— Tak.
— Kiedy to było? — zapytał cicho Kevin z ekranu wideotelefonu w pokoju hotelowym.
Leisha odparła ostrożnie:
— Zanim zaczęłam mieszkać z tobą. Jennifer miała obsesję na tle Tony’ego, a Richard czuł się… To nie ma znaczenia, Kevinie. — Kiedy tylko to powiedziała, zorientowała się, jakie to głupie. Oczywiście, że miało znaczenie. Dla procesu. Dla Richarda. I być może — nadal — dla Jennifer, choć skąd niby Leisha ma wiedzieć, co może mieć znaczenie dla Jennifer? Nie rozumiała jej zupełnie. Obsesja mieściła się jeszcze w obszarze pojmowania Leishy, ale obsesyjna tajemniczość, skłonność do spisków i unikanie otwartej walki już nie. — Jennifer o tym wie. Wiedziała przez cały czas. Czasem miałam wrażenie, że chce, abym zajęła się Richardem.
Kevin oznajmił jakby w odpowiedzi:
— Zamierzam złożyć Azylowi ślubowanie.
Minęła dłuższa chwila, zanim Leisha zdołała cokolwiek powiedzieć.
— Dlaczego?
— Bo inaczej moja firma przestanie funkcjonować. Baker Enterprises jest zbyt głęboko powiązana z firmą Dona Pospuli, z Aerodyne, z półtuzinem innych Bezsennych firm. Miałbym ogromne straty.
— Nie masz pojęcia o prawdziwych stratach!
— Leisho, to nie jest moja osobista decyzja. Proszę, spróbuj to zrozumieć. To czysto finansowe…
— Czy tylko finanse mają dla ciebie znaczenie?
— Oczywiście, że nie. Ale Azyl nie żąda ode mnie niczego niemoralnego, tylko grupowej solidarności, opartej zasadniczo na solidarności ekonomicznej. To przecież nic…
Leisha przerwała połączenie. Wierzyła Kevinowi: dla niego ta decyzja była natury czysto ekonomicznej i w tych granicach mógł sobie przedstawiać ją jako moralnie nienaganną. Obsesja emocjonalna, jak ta u Jennifer, nigdy nie zdołałaby nim poruszyć, nigdy nie naznaczyłaby tej gładkiej, jasnej twarzy ani tego schowanego za nią gładkiego, jasnego umysłu. Obsesja taka jak u Jennifer lub taka jak jej własna — obsesyjna potrzeba praworządności.
Wiele dni temu zastanawiała się, co jeszcze zostało jej do stracenia. Teraz już wiedziała.
Bezpieczeństwo zakodowane w sekretnych wisiorkach. Lennicze hołdy. Spreparowane dowody — bo Will Sandaleros miał absolutną rację mówiąc, że żaden Bezsenny nie zostawiłby wisiorka w takim miejscu. Wszyscy oni byli na to zbyt ostrożni. Ale to nie jest dowód. Uogólnienia — choćby nie wiem jak ważne i prawdziwe — nie są brane pod uwagę przez sąd.
Leisha przysiadła na brzeżku hotelowego łóżka, tak rozległego, że zdominowało cały pokój. Kiedy zameldowała się tu, w Conewango, przypuszczała z początku, że to dlatego, iż w hotelowym biznesie tak wielką rolę odgrywa seks. Ale to założenie było błędne. Wynikało z zawężonych doświadczeń.
Najważniejszy jest sen. Wszyscy tak zakładają.