— Świadek oskarżenia — powiedział do siebie na głos.
— Co?
— Nic takiego. Opowiedz mi o wszystkim. Nie zawahała się ani na moment.
— Odbitka siatkówkowa będzie pasowała do Stelli Bevington. Hawke musiał ją zrobić na przyjęciu na cześć Becka u twojej matki, wtedy, w nowym domu, kiedy wszyscy pili i nikt nie miał się na baczności. I tam też zdobył wisiorek Stelli. Przysłała jej go Jennifer, chciała mieć Stellę w Azylu i próbowała zmusić ją do dokonania wyboru. Stella nosiła wisiorek, ale zdjęła go na przyjęciu, bo wtedy po raz kolejny przekonała się, jak mili i tolerancyjni potrafią być Śpiący tacy jak twoja matka… — „Och, tato, Alice jest kimś wyjątkowym… żebyś wiedział jak bardzo wyjątkowym!” — … Hawke ukradł jej wisiorek z torebki. Zgłosiła zgubę Jennifer, ale bez podawania szczegółów — zrobiła to ze względu na mnie…
Leisha odwróciła głowę. Jordan nie mógł pozwolić sobie ani na krztynę współczucia. Myślał: Leisha nic nie traci. Mordercą jest Śpiący.
— Jennifer wiedziała, że i tak nikt nie odgadnie, do czego wisiorek służy, a jeśli ktoś będzie przy nim majstrował, urządzenie ulegnie autodestrukcji, więc nie zmartwiła się zbytnio, kiedy Stella go straciła. Jennifer dała się już wtedy złapać na przynętę Hawke’a z patentem. Jordanie, proces przemiany Śpiącego w Bezsennego nigdy nie był możliwy. Hawke wynajął Walcotta i Herlingera, żeby udawali, że jest inaczej, żeby fałszywy trop spreparowali tak, aby wyglądał wiarygodnie… Och, Boże, opracował każdy najdrobniejszy szczegół. Tak, żeby Azyl wdarł się do sieci rządowej i sfałszował dane w archiwum. Potem mógł wykorzystać Walcotta, żeby ten zgłosił kradzież, naszczuł prasę i nawet bez procesu Azyl zebrałby niezłe baty. Członkowie Śpi-My dotarliby na szczyty nienawiści.
I tak właśnie się stało — pomyślał Jordan. — Hawke to świetny strateg.
Mały samolot podchodził już do lądowania.
— Ale potem Herlinger się rozmyślił. Ruszyło go sumienie i miał zamiar wsypać Walcotta i Hawke’a. Więc Hawke kazał go zabić.
I to też typowe dla Leishy — pomyślał Jordan. — Nigdy nie pomyśli: Herlinger próbował szantażować wspólników, więc kazali go zabić. Albo: Herlinger zaczął walczyć z Hawke’em o władzę i Hawke kazał go zabić. Nie, jak zawsze zakładała, że ruszyło go sumienie, nawet w tej sytuacji. Zawsze zakładała przyzwoite powody. „Osiemnastowieczna wrażliwość” — powiedział kiedyś Hawke. Z ironią.
— Nie możesz być pewna, że masz rację. A jeśli to, co mówisz, jest prawdą i Hawke mnie inwigiluje, to przecież wie już, że jedziemy i zanim dotrzemy na miejsce, nie będzie żadnych dowodów.
Leisha obróciła na niego błyszczące spojrzenie.
— I tak by nie było. Nie byłoby nic, co moglibyśmy wykryć.
— No to po co tam jedziemy?
Nie odpowiedziała.
Brama prowadząca na teren fabryki stała otworem. Strażnik — nie Mayleen — machnął ręką, żeby przejeżdżali.
Hawke czekał w swoim biurze. Stał oparty niedbale o biurko, z dłońmi położonymi na blacie za sobą. Na biurku zgromadził całą wystawkę: obok irokeskiej laleczki kubek z Harvardu, model skutera Śpi-My, stertę listów z podziękowaniami od robotników, którzy po raz pierwszy od wielu lat dostali jakąś pracę, plakietki, podstawki do piór i statuetki z godłami innych firm Ruchu Śpi-My. Niektórych Jordan nie widział nigdy przedtem — Hawke musiał powyciągać je, jedno po drugim, i ułożyć starannie na biurku tak, żeby jego wielkie cielsko nie zasłaniało widoku wchodzącym. Wszystkie te bublowate wyrazy hołdu od ledwo dyszących firm, znaki problematycznych sukcesów. Omiótłszy je wzrokiem, Jordan poczuł nagły chłód. W takim razie to jest rzeczywistość. Nie tylko prawda — rzeczywistość. Zabił Hawke.
— Witam, pani Camden — odezwał się Hawke.
Leisha nie traciła czasu na zbędne słowa. Odezwała się opanowanym tonem, lecz niesamowite światło nie zniknęło z jej twarzy.
— To pan zabił Timothy’ego Herlingera.
— Nic podobnego — uśmiechnął się Hawke.
— Ależ tak — odparowała Leisha. — To pan wymyślił to oszustwo z badaniami Walcotta, żeby mocniej rozgorzała nienawiść przeciwko Bezsennym. A kiedy dojrzał pan szansę oskarżenia Bezsennych o morderstwo, natychmiast pan ją wykorzystał.
— Nie wiem, o czym pani mówi — odpowiedział Hawke uprzejmym tonem.
Leisha mówiła dalej, jakby wcale się nie odezwał.
— Zrobił pan to wszystko, żeby zwiększyć zyski Ruchu Śpi-My. Albo przynajmniej tak się panu zdaje. Ale przecież zyski i tak ciągle wzrastały. Tak naprawdę zrobił pan to dlatego, że sam nie może być Bezsennym i dlatego, że należy pan do tych zawistników, którzy zawsze dążą do zniszczenia tego, czego nie dane im mieć.
Skóra nad kołnierzykiem Hawke’a poczęła gwałtownie czerwienieć. Najwyraźniej nie spodziewał się, że usłyszy coś podobnego.
— Leisho… — zaczął Jordan.
— W porządku, Jordanie — odrzekła zdecydowanie. — Ci trzej ochroniarze są świetnie wyszkoleni, a instrumenty kontrolne samolotu są skorelowane z moim organizmem. Ja to wszystko nagrywam, a pan Hawke doskonale o tym wie. Nikomu nic nie grozi. — Odwróciła się w stronę Hawke’a. — Panu także, rzecz jasna. Nikomu nic nie da się udowodnić. Ani panu, ani Jennifer, bo odbitka siatkówkowa zostanie wkrótce zidentyfikowana jako należąca do Stelli Bevington, a ona wyjaśni nie tylko, w jaki sposób utraciła wisiorek, ale i gdzie znajdowała się owego poranka, kiedy zginął Herlinger. Była na zebraniu swojej korporacji w towarzystwie czternastu innych członków zarządu w Harrisburgu, w Pensylwanii. Wiedział pan, że to wszystko wypłynie, nieprawdaż, panie Hawke? Od chwili, kiedy wisiorek włączono do dowodów, a Stella zorientowała się, że należy do niej. Wiedział pan, że sprawa zostanie umorzona, że nie znajdą winnego. Ale nienawiść rozgorzeje jeszcze mocniej, a to dla pana liczy się najbardziej.
— Bzdury pani opowiada, pani Camden — odparł Hawke; znów doskonale nad sobą panował. Rozluźniony i potężny, stał oparty od niechcenia o biurko. — Mimo to odpowiem na pani ostatni zarzut. Powiem, co liczy się dla mniej najbardziej. Oto — tu przesunął dłonią przez leżącą za nim stertę listów — co się dla mnie liczy. Wdzięczność ludzi, którym nie dane było zaznać wcześniej godności pracy, a poznali ją tylko dzięki Ruchowi Śpi-My. To właśnie się liczy.
— Poznali godność? Opartą na oszustwie, kradzieży i morderstwie?
— Jedynej kradzieży, o jakiej mi wiadomo, dokonał Azyl, wykradając patenty Walcotta. Tak w każdym razie słyszałem w sieciach informacyjnych.
— Ach tak — odparła Leisha. — Zatem pozwoli pan, że uświadomię mu, iż zaszła jeszcze jedna kradzież. Jedynie po to, żeby lepiej pan pojął, panie Hawke. Ukradł pan coś innego, a okradł pan przy tym moją siostrę Alice i moją przyjaciółkę Susan Melling, i jeszcze wielu, wielu innych Śpiących, którzy uwierzyli, że mają szansę na długowieczność i wzmocnione siły witalne, jakie są wynikiem bezsenności. Przez krótką chwilę w to wierzyli. Łudzili się nadzieją w te długie nocne godziny, kiedy Śpiący leżą bezsennie i rozmyślają o życiu, śnie i śmierci. Zastanawia się pan pewnie, skąd ja to wszystko wiem. Powiem panu skąd. Wiem stąd, że Susan Melling umiera na nieuleczalną chorobę i wie o tym, a rozpaczliwie pragnie żyć. Wiem, bo moja siostra powiedziała mi w czasie procesu — w czasie tego procesu, który zaaranżował pan, żeby dodać sobie splendoru — powiedziała mi wtedy: „Najtrudniejsza rzecz, jakiej przyszło mi się w życiu nauczyć, Leisho, to nie jak wychowywać samotnie Jordana ani jak pogodzić się z tym, że tato mnie nie kochał. Najtrudniejsze było to, że choć obwiniałam o wszystko ciebie, zmagać się z tym musiałam sama. Najtrudniej było się przekonać, że nie ma innego wyjścia”. A pan obiecał jej inne wyjście, panie Hawke, a potem okradł ją pan z nadziei. Alice, Susan Melling i każdego innego Śpiącego, dla którego wyjściem nie jest nienawiść. Nie okradł pan nienawistników. Okradł pan tych drugich, zbyt przyzwoitych, by sycić się nienawiścią. Oto, co pan ukradł i komu.