Выбрать главу

— Jak więc mówiłem, panie kanclerzu, pomożemy wam w rozbudowie floty — podjął Courvosier normalnym tonem. — Naturalnie, macie również inne potrzeby, o których była i będzie mowa. Część z nich powinny zaspokoić urządzenia i informacje z rozładowywanych właśnie frachtowców, ale długofalowe rozwiązania będą skomplikowane i wymagają czasu oraz wysiłku. Zrównoważenie ich z potrzebami militarnymi niesie konieczność kompromisów i zmian w planach, a najlepszym sposobem ich rozpoczęcia będzie unowocześnienie waszego poziomu wiedzy i bazy technologicznej. Sądzę, że w tej sprawie pan Houseman zgodzi się ze mną bez zastrzeżeń. Sądzę także, że możemy przyjąć, iż głównym waszym partnerem handlowym będzie Manticore, nie Masada, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.

I uśmiechnął się lekko, na co delegaci gospodarzy odpowiedzieli spontaniczną falą pełnego ulgi śmiechu. Houseman miał żądzę mordu w oczach, ale już po chwili przybrał zawodowo obojętny wyraz twarzy.

— Sądzę, że jest to najrozsądniejsze z możliwych założeń — zgodził się Prestwick, gdy śmiech ucichł.

— W takim razie będzie stanowiło podstawę dalszych rozważań — oznajmił Courvosier i dodał tonem, w którym brzmiała staclass="underline" — Panie Houseman?

— Cóż, tak… naturalnie. Ja tylko… — Wywołany przełknął ślinę razem z resztą zdania i zmusił się do uśmiechu. — W takim razie, panie kanclerzu, sądzę, że powinniśmy na początek rozważyć kwestię rządowych gwarancji pożyczek dla konsorcjów działających na Graysonie. A później…

Yanakov oparł się wygodniej z westchnieniem ulgi, przestając słuchać ekonomicznego bełkotu, i spojrzał na siedzącego po przeciwnej stronie stołu Courvosiera. Obaj uśmiechnęli się lekko, za to z pełnym zrozumieniem.

Sześćdziesiąt pięć minut świetlnych od Yeltsina przestrzeń była pusta i ciemna, dopóki nie pojawiły się w niej dwie jednostki przez moment rozbłyskujące błękitem energii po wyjściu z nadprzestrzeni. Nie zauważył tego jednak żaden sensor, a w okolicy nie było nikogo, kto mógłby obserwować to gołym okiem. Obie jednostki przez chwilę pozostały w bezruchu, rekonfigurując napęd, po czym drgnęły, przyspieszając o zaledwie kilkanaście g i kładąc się szerokim łukiem na kurs, który prowadził do zewnętrznego skraju pasa asteroidów, gdzie mogły się bezpiecznie ukryć.

— Admirale Courvosier, jestem oburzony pańskim zachowaniem! Upokorzył mnie pan przed całą graysońską delegacją!

Raoul Courvosier odchylił się na oparcie fotela i zmierzył Reginalda Housemana lodowatym spojrzeniem, znanym pokoleniom zbłąkanych midszypmenów. Różnice były tylko dwie: biurko stało w ambasadzie Królestwa Manticore na planecie Grayson, nie zaś w budynku Akademii na wyspie Saganami, a Houseman na swoje nieszczęście nie był zbłąkanym midszypmenem.

— Nie musiał pan tak bezceremonialnie podważać mojej wiarygodności i podkreślać, że to pan tu rządzi. Każdy dyplomata wie, że należy zbadać wszystkie możliwości, a możliwości zredukowania istniejącego w tym rejonie konfliktu istnieją i przyniosłyby niewiarygodne wręcz korzyści, gdyby władze Graysona poważnie rozważyły zalety pokojowego handlu z Masadą.

— Mogę nie być dyplomatą — zgodził się Courvosier. — Ale wiem raczej sporo o podległości służbowej, obowiązującej tak w siłach zbrojnych, jak i w służbie cywilnej, do której zalicza się MSZ. Powiedziałem panu wyraźnie, żeby nie poruszał pan tego tematu. pan zaś dał mi słowo, że tego nie zrobi. Ujmując rzecz krótko: skłamał pan, a więc upokorzenie, jakiego pan zaznał, było konsekwencją pańskiego własnego wiarołomstwa i absolutnie mnie nie wzrusza.

Houseman wpierw pobladł, a potem poczerwieniał gwałtownie. Nie był przyzwyczajony do krytyki ze strony kogokolwiek, a pogardy w tak czystej postaci nie zaznał dotąd od nikogo, tym bardziej od jakiegoś prymitywa w mundurze. To on był mistrzem w swojej dziedzinie, na co miał dowody w postaci dorobku i stanowiska. Jak ten ignorant… ten kretyn ekonomiczny ośmielił się w ten sposób do niego odzywać?!

— Moim obowiązkiem było przedstawić prawdę, obojętne czy pan ją dostrzegał czy nie! — wybuchnął.

— Pańskim obowiązkiem było, jest i będzie wykonywanie moich poleceń i przytakiwanie temu, co mówię publicznie, albo powiedzenie mi uczciwie, że nie może pan tego zrobić, ponieważ uważa pan, że nie mam racji. Fakt, że przyleciał pan tu, mając w głowie wyłącznie własne bezsensowne teorie, i nie zadał sobie trudu, by znaleźć jakiekolwiek konkretne argumenty na ich poparcie lub podważenie, udowadnia jedynie, że jest pan równie głupi, jak nieuczciwy.

Housemanowi z wściekłości mowę odebrało i zamarł z rozdziawioną gębą, zaś nie wzruszony tym Courvosier kontynuował rzeczowym, stonowanym i podejrzanie spokojnym głosem:

— Powodem wzrostu populacji Graysona po stuleciach drakońskiej kontroli jej liczebności, jak też powodem, dla którego potrzebują tych farm orbitalnych, jest konieczność zapewnienia odpowiedniej liczby ludzi, ponieważ Masada przygotowuje się, by ich zniszczyć. Przybyłem tu przekonany, że ich wersja wydarzeń i obawy okażą się przesadzone, a po zapoznaniu się z danymi wywiadu i archiwum okazało się, że nie powiedzieli nam wcześniej wszystkiego. Owszem, mają lepiej rozwinięty przemysł i nowszą technikę, ale potrzebują tego przede wszystkim, by przeżyć na tej planecie. A Masada ma trzykrotnie więcej mieszkańców niż Grayson. Gdyby chciało się panu skorzystać z pierwszej z brzegu biblioteki czy choćby przeczytać opracowanie przygotowane przez naszą ambasadę, wiedziałby pan o tym, ale pan tego nie zrobił. I nie interesuje mnie, czy z głupoty, czy z lenistwa. Nie mam zamiaru pozwolić na to, by pańska ignorancja odbijała się negatywnie na oficjalnej pozycji tej delegacji.

— Niedorzeczność! — Houseman odzyskał głos. — Masada nie ma możliwości osiągnięcia takiej siły militarnej jak Grayson!

— Sądziłem, że kwestie militarne to moja specjalność.

— Nie trzeba być geniuszem, żeby to wiedzieć. Wystarczy porównać ich całościowe dochody roczne. Masada zrujnowałaby się, gdyby spróbowała im dorównać!

— Nawet zakładając, że to prawda, nie oznacza wcale, że nie próbuje. Problem, którego pan nie chce lub nie jest w stanie zrozumieć, polega na tym, że postępowaniem władz Masady nie kierował i nie kieruje zdrowy rozsądek. To są religijni fanatycy, którzy za wszelką cenę chcą podbić Grayson i wymusić na jego mieszkańcach swój styl życia, bo uważają to za swój święty obowiązek. Z wariatami religijnymi nie da się dyskutować, ponieważ logika dla nich nie istnieje: zastępuje ją wiara.

— Brednie! Nic mnie nie obchodzą ich mistyczne bzdury — prychnął pogardliwie Houseman. — Faktem, którego nic nie zmieni, jest to, że ich gospodarka nie wytrzyma takiego wysiłku jak „podbicie” planety o tak wrogim środowisku!

— Więc radzę panu powiedzieć to im, a nie ich ewentualnym przyszłym ofiarom. Masada ma o dwadzieścia procent silniejszą flotę niż Grayson, jeśli weźmie się pod uwagę tonaż całkowity, ale jest ona niewspółmiernie silniejsza, jeżeli porównać wyłącznie liczbę okrętów zdolnych do lotów w nadprzestrzeni. Masada ma pięć krążowników i osiem niszczycieli, a Grayson trzy krążowniki i cztery niszczyciele. Marynarka Masady nie jest więc przeznaczona do obrony, lecz do operowania w innym układzie planetarnym. Natomiast większość okrętów, jakimi dysponuje Grayson, to jednostki wewnątrzsystemowe, zdolne rozwijać jedynie prędkość podświetlną. A takie jednostki są znacznie słabsze, niż sugeruje to ich tonaż, ponieważ ich osłony burtowe są znacznie mniejszej mocy. Ich fortyfikacje stałe są bardziej nieruchomymi celami niż fortami bojowymi, gdyż nie potrafią generować sferycznych osłon, a więc pozbawione są głównej obrony antyrakietowej. Jak by tego jeszcze było mało, władze Masady nie dość, że w ostatniej wojnie zbombardowały cele na planecie pociskami nuklearnymi, to przez cały czas głoszą gotowość całkowitego zniszczenia „bezbożnych heretyków z Graysona”, jeżeli okazałoby się, że jest to jedyny sposób „wyzwolenia” i „oczyszczenia z diabelskiego pomiotu” planety — Courvosiera aż podniosło z fotela. — To wszystko znajduje się w dostępnej dla każdego publicznej bibliotece, a potwierdzają to raporty naszej własnej ambasady. Znajduje się w nich również potwierdzenie tego, że Masada przez ostatnie dwadzieścia lat przeznaczała jedną trzecią całego planetarnego produktu rocznego na zbrojenia! Rząd Graysona nie może sobie na to pozwolić, a utrzymuje jaką taką równowagę sił jedynie dlatego, że ma większy produkt, toteż poświęcając jego mniejszą część, zdołał przeznaczyć na cele militarne mniej niż połowę tego co przeciwnik, jeżeli weźmie się pod uwagę rzeczywiste kwoty, a nie procenty i żonglerkę cyframi. W tych warunkach jedynie idiota może sugerować, że powinni dostarczyć przeciwnikowi wytwory własnego przemysłu. Chyba jedynie po to, by mógł ich nimi wreszcie wybić do nogi.