— Jak pan widzi, doktorat z genetyki robiłem w Oksfordzie. Pracowałem tam w Ancient Molecules Centre.
— Badał pan DNA neandertalczyków?
— Nie, niezupełnie. Zajmowałem się jednak wieloma zagadnieniami z późnego kenozoiku.
— Jak dowiedział się pan o nas?
— Pracowałem na York University, na którym wykładała także Mary Vaughan i…
— Zazwyczaj sami zajmujemy się rekrutacją specjalistów.
— No tak, rozumiem. Sądziłem jednak, że skoro Mary została na drugim świecie, być może będzie panu potrzebny genetyk.
Jock spojrzał na urządzenie stojące na jego biurku.
— Prawdę mówiąc, doktorze Ruskin, rzeczywiście przyda mi się specjalista w tej dziedzinie.
Rozdział 32
Ale marsjańskie róże będziemy wąchać tylko krótką chwilę — moment potrzebny, aby złapać oddech i przemyśleć wszystko, zanim znowu wyruszymy w podróż, docierając coraz dalej i dalej, ucząc się, odkrywając, poszukując i poszerzając nie tylko horyzonty znanego nam świata, ale także horyzonty naszych myśli…
Upłynęły niemal trzy tygodnie, odkąd delegacja Organizacji Narodów Zjednoczonych, wraz z Jockiem, wróciła do domu. Ponter i Adikor pracowali akurat w laboratorium kwantowym tysiąc długości ramion pod powierzchnią ziemi, kiedy przyszła przesyłka kurierska. Oficer Kanadyjskich Sił Zbrojnych przekazał ją tunelem Derkersa.
Ponter osobiście otworzył pakunek. Na wewnętrznej kopercie widniało przepołowione logo Synergii. Początkowo sądził, że przysłano ją Mare. Okazało się, że nie. Ze zdumieniem stwierdził, że zaadresowano ją do niego, zarówno angielskimi literami, jak i neandertalskimi symbolami.
Otworzył kopertę, czując, jak ukochany Adikor zagląda mu przez ramię. W środku znajdował się koralik pamięci. Ponter włożył go do odtwarzacza w konsoli i po chwili pojawił się przed nimi trójwymiarowy obraz Lonwisa Troba. Mechaniczne niebieskie oczy wynalazcy lśniły od wewnątrz. Obraz był w skali 1:3 i unosił się na wysokość dłoni nad konsolą.
— Zdrowego dnia, Uczony Boddicie — odezwał się Lonwis. — Potrzebny mi jesteś tutaj, w siedzibie Synergii na południowym brzegu jeziora Jorlant, które Gliksini wciąż nazywają Ontario, choć wielokrotnie już ich poprawiałem. Jak wiesz, pracuję z doktor Benoit nad kwestiami związanymi z informatyką kwantową. Wpadłem na pewien pomysł, który pozwoli skuteczniej zapobiegać dekoherencji nawet w systemach komputerowych na powierzchni ziemi, potrzebna jest mi jednak twoja ekspertyza w zakresie komputerów kwantowych. Proszę, zabierz ze sobą partnera, z którym prowadzisz badania, Uczonego Adikora Hulda. Jego ekspertyza również przyda się nam ogromnie. Bądźcie tu za trzy dni.
Obraz znieruchomiał, co oznaczało, że odtwarzanie zostało zakończone. Ponter spojrzał na Adikora.
— Chciałbyś tam ze mną pojechać?
— Jeszcze pytasz? Miałbym zrezygnować z szansy spotkania Lonwisa Troba? Pewnie, że jadę!
Ponter się uśmiechnął. Gliksini twierdzili, że Barastom brakuje chęci do poznawania nowych miejsc. Może mieli rację. Dotąd Adikor nie był zainteresowany podróżą do gliksińskiego świata, choć to dzięki jego sprzętowi został odkryty portal. Teraz jednak zapragnął przejść na drugą stronę, ponieważ miał szansę spotkać tam jednego ze swoich idoli.
— Trzy dni to dość czasu, żeby się spakować — stwierdził Ponter. — Stąd… to znaczy z tego miejsca, które jest tam… nie jest daleko do siedziby Synergii.
— Ciekawe, co Lonwis ma pod wałem?
— Kto to może wiedzieć? Na pewno jest geniuszem.
Ponter i Adikor byli w sterowni sami. W komorze komputera pracował neandertalski technik, a u wylotu portalu siedział egzekutor — tak na wszelki wypadek.
— Muszę zaprosić Mare, aby do nas dołączyła — powiedział Ponter.
Adikor zmrużył oczy.
— Jeszcze nie jest pora, aby Dwoje stało się Jednym.
— Wiem — przytaknął Ponter. — Ale ta zasada nie obowiązuje na jej świecie. Nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym wybrał się tam bez niej.
— Uczony Trob nie domagał się jej obecności — zauważył Adikor.
Ponter dotknął ramienia przyjaciela.
— Wiem, że to dla ciebie trudne. Ostatnio spędzałem za dużo czasu z Mare, a za mało z tobą. Ale wiesz, że bardzo cię kocham.
Adikor powoli skinął głową.
— Przepraszam. Bardzo się staram… Naprawdę nie chcę być małostkowy, jeśli chodzi o ciebie i Mare. Przecież chcę, abyś miał partnerkę. Nigdy jednak nie sądziłem, że znajdziesz sobie taką, która będzie zakłócała nasz wspólny czas.
— Przyznaję, że sytuacja jest… trudna — stwierdził Ponter. — I przepraszam cię za to. Wkrótce jednak zamieszka z nami twój syn Dab, a wtedy to ty będziesz miał mniej czasu dla mnie.
Ponter od razu pożałował swoich słów. Zranił przyjaciela.
— Daba będziemy wychowywali wspólnie — powiedział Adikor. — Tak każe zwyczaj i dobrze o tym wiesz.
— Tak. Przepraszam. Chodzi o to, że sytuacja…
— Że sytuacja jest zgnile skomplikowana — dokończył Adikor za partnera.
— Wkrótce wszystko wróci do normalności — zapewnił Ponter. — Obiecuję ci.
— Jak?
— Mare przeniesie się na drugą stronę portalu i zamieszka na swoim świecie. Będzie tu przyjeżdżała tylko na te dni, kiedy Dwoje będzie Jednym. Sprawy między tobą i mną się unormują.
— Kiedy?
— Już wkrótce. Obiecuję.
— Ale chcesz, żeby towarzyszyła nam w tej podróży… żeby pojechała z nami do Synergii i spotkała Lonwisa Troba.
— Hm, jej wkład polega na pracy dla Synergii. Powinna więc od czasu do czasu tam wracać.
Szerokie wargi Adikora były ściągnięte. Ponter wierzchem dłoni delikatnie pogładził policzek partnera. Pod palcami poczuł jego zarost.
— Naprawdę cię kocham, Adikorze. Nic nas nigdy nie rozdzieli.
Adikor powoli skinął głową, po czym, przejmując inicjatywę, odezwał się do swojego Kompana:
— Proszę, połącz mnie z Mare Vaughan.
Po chwili przez zewnętrzny głośnik Kompana odezwała się Christine, naśladując głos Mare i tłumacząc to, co Gliksinka mówiła w swoim języku.
— Zdrowego dnia.
— Zdrowego dnia, Mare. Mówi Adikor. Może chciałabyś się wybrać na wycieczkę ze mną i z Ponterem?
— Zdumiewające! — powiedział Adikor, gdy jechali przez Sudbury w kanadyjskiej prowincji Ontario. — Wszędzie są budynki! I ci wszyscy ludzie! Mężczyźni i kobiety razem!
— A to tylko niewielkie miasto — zauważył Ponter. — Zaczekaj, aż zobaczysz Toronto albo Manhattan.
— Niewiarygodne — przyznał Adikor. Ponter zajął miejsce z tyłu, aby przyjaciel mógł jechać z przodu. — Niewiarygodne!
Zanim wyruszyli w długą podróż do Rochester, wstąpili na Laurentian University, aby spytać o możliwość zatrudnienia Mary i Bandry. Okazało się, że Ponter miał rację. Najpierw spotkali się z nimi dziekani wydziałów genetyki i geologii, ale wkrótce dołączyli do nich rektor i prorektor uczelni. Uniwersytetowi bardzo zależało na zatrudnieniu obu pań i chętnie zgadzał się opracować taki plan zajęć, aby Mary miała co miesiąc cztery dni wolne z rzędu.
Skoro byli na uczelni, odwiedzili podziemną kryjówkę Veroniki Shannon. Tym razem to Adikor wszedł do „szafy Veroniki” w nowym kasku, który pasował na głowę neandertalczyka.
Mary miała nadzieję, że badany doświadczy czegoś pod Wpływem stymulacji części płata ciemieniowego znajdującej się w lewej półkuli, ale tak się nie stało. Na wszelki wypadek biorąc pod uwagę możliwość, że mózgi neandertalczyków są lustrzanym odbiciem mózgów Gliksinów (co było mało prawdopodobne, zważywszy na przewagę praworęczności wśród Barastów), Veronica powtórzyła test, stymulując tym razem część płatu ciemieniowego w prawej półkuli Adikora, ale i tym razem nie wywołało to żadnej reakcji.