— Hej, Mare. Coś się stało? — spytał ją.
— Natychmiast! — ucięła. — W tej chwili!
Ponter odwrócił się w stronę dwóch neandertalczyków, choć Christine nie skończyła jeszcze tłumaczyć.
— Wybaczcie nam na chwilę…
Lonwis skinął głową i zażartował, że to musi być Ostatnie Pięć. Mary wymaszerowała z pokoju, a Ponter podążył za nią.
— Na zewnątrz! — zarządziła i nie oglądając się za siebie ruszyła głównym holem ku frontowym drzwiom. Po drodze wzięła z wieszaka płaszcz.
Ponter wyszedł bez wierzchniego okrycia. Mary przemierzyła zbrązowiały trawnik i przeszła przez ulicę. Zatrzymała się dopiero na promenadzie opustoszałej przystani. Gwałtownie obróciła się do Pontera.
— Jest tutaj Cornelius Ruskin — wypaliła.
— Niemożliwe — stwierdził. — Na pewno wyczułbym jego zapach, gdyby…
— Może zmienił się po tym, jak obciąłeś mu jaja — warknęła Mary.
— Och — wyrwało się Ponterowi.
— Tylko tyle? — spytała z irytacją. — Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
— No cóż…
— Dlaczego, do diabła, mnie nie uprzedziłeś?
— Bobyś się nie zgodziła — przyznał, wpatrując się w chodnik w połowie zasłany opadłymi liśćmi.
— Jasne, do cholery, że nie! Ponterze, jak mogłeś zrobić coś takiego? Chryste.
— Chryste — powtórzył cicho Ponter. — Chrystus nauczał, że przebaczenie jest najwspanialszą z cnót. Ale…
— Ale co? — warknęła Mary.
— Ale ja nie jestem Chrystusem — odparł głosem pełnym smutku. — Nie potrafiłem wybaczyć.
— Obiecałeś mi, że go nie skrzywdzisz.
Mewa zatoczyła krąg nad ich głowami.
— Obiecałem ci, że go nie zabiję — sprostował. — I nie zrobiłem tego… — Wzruszył potężnymi ramionami. — Miałem szczery zamiar tylko go ostrzec, że wiem, iż to on jest gwałcicielem, żeby już nigdy nie próbował popełnić kolejnej zbrodni. Ale kiedy go zobaczyłem, kiedy poczułem jego zapach… jego smród, ten sam, jaki zostawił na ubraniu swojej ostatniej ofiary, nie potrafiłem się powstrzymać…
— Jezu, Ponterze. Wiesz, co to znaczy? Teraz to on ma przewagę. Jeśli zechce, może w każdej chwili na ciebie donieść. Podejrzewam, że to, czy w ogóle był winny gwałtu, nawet nie wypłynęłoby podczas twojego procesu.
— Ale przecież jest winny! Nie mogłem znieść myśli o tym, że nie zapłaci za popełnioną zbrodnię — powiedział Ponter, a po chwili, tak jakby chciał się jeszcze bardziej usprawiedliwić, powtórzył ostatnie słowo w liczbie mnogiej: — zbrodnie — przypominając Mary, że nie była jedyną ofiarą Ruskina i że do drugiego gwałtu doszło, ponieważ nie zgłosiła się na policję.
— Jego rodzina! — Mary nagle coś sobie uświadomiła. — Jego rodzeństwo. Rodzice. Mój Boże, im chyba nic nie zrobiłeś?
Ponter spuścił głowę i Mary pomyślała, że za chwilę przyzna się do kolejnych ataków. Nie to jednak było powodem jego wstydu.
— Nie — powiedział. — Nic nie zrobiłem z innymi kopiami genów, które sprawiły, że się taki stał. Chciałem ukarać jego. Chciałem go zranić za to, że skrzywdził ciebie.
— A teraz on może zaszkodzić tobie — stwierdziła.
— Tym się nie przejmuj. On nigdy nikomu nie wyjawi, co mu zrobiłem.
— Skąd masz tę pewność?
— Oskarżenie mnie oznaczałoby, że wyszłyby na jaw zbrodnie, które sam popełnił. Może nie podczas mojego procesu, ale w osobnym dochodzeniu. Mam rację? Przecież tutejsi egzekutorzy nie mogliby tak po prostu zostawić tej sprawy.
— Może i tak — przyznała Mary, wciąż gotując się ze złości. — Ale sędzia być może stwierdziłby, że Ruskina spotkała już dostateczna kara, wymierzona przez ciebie. Przecież kanadyjskie prawo uważa kastrację za sankcję zbyt surową nawet gdy chodzi o gwałt. Dlatego sędzia mógłby uznać za bezsensowne skazywanie Ruskina na mniej drastyczną, dopuszczoną przez prawo karę więzienia. Gdyby tak się stało, Ruskin nie miałby nic do stracenia i na pewno dopilnowałby, abyś trafił za kratki za to, co zrobiłeś jemu.
— Ale jednak wszyscy dowiedzieliby się, że jest gwałcicielem. Na pewno miałoby to konsekwencje społeczne, na jakie wolałby się nie narażać.
— Powinieneś był najpierw ze mną porozmawiać!
— Przecież powiedziałem już, że nie miałem zamiaru…
— Zemścić się — stwierdziła Mary, ale powiedziała to zwykłym tonem, tak jakby zwyczajnie podpowiadała Ponterowi właściwe słowo. Powoli pokręciła głową. — Nie powinieneś był tego robić.
— Wiem.
— Ani, co gorsza, trzymać tego w tajemnicy przede mną! Do diaska, Ponterze, nie powinniśmy nic przed sobą ukrywać! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
Ponter spojrzał na przystań, na chłodną, szarą wodę.
— Jestem pewien, że na tym świecie nie spotkają mnie żadne reperkusje, bo jak powiedziałem, Ruskin nigdy nie wyjawi tego, co mu zrobiłem. Ale na moim świecie…
— Wykrztuś to wreszcie! — zdenerwowała się Mary.
— Nie rozumiesz? Gdyby na moim świecie dowiedziano się o czynie, jakiego się dopuściłem, zostałbym uznany za nadmiernie agresywnego.
— Ufasz, że Ruskin utrzyma wszystko w tajemnicy, ale nie wierzysz, że ja to zrobię?
— Nie o to chodzi. Zupełnie nie o to. Rzecz w tym, że wszystko jest rejestrowane. W moim archiwum alibi znalazłby się zapis tego, co ci powiedziałem, podobnie jak w twoim. Nawet gdyby żadne z nas nie puściło pary z ust, zawsze istniałoby ryzyko, że arbitrzy zażądają dostępu do mojego lub twojego archiwum, a wtedy…
— Co wtedy?
— Wtedy nie tylko ja zostałbym ukarany, ale także Mega i Jasmel.
„Chryste” — pomyślała Mary. — „I znowu wracamy do punktu wyjścia”.
— Przykro mi — zapewnił Ponter. — Naprawdę mi przykro z powodu tego, co zrobiłem Ruskinowi i z powodu tego, że ci nic nie powiedziałem. — Wzrokiem odszukał jej oczy. — Wierz mi, nie był to łatwy ciężar do dźwigania.
Nagle Mary wszystko zrozumiała.
— Rzeźbiarz osobowości!
— Tak, właśnie dlatego spotykałem się z Jurardem Selganem.
— Nie dlatego, że zostałam zgwałcona… — powiedziała wolno.
— Nie, nie bezpośrednio.
— … ale z powodu tego, co sam zrobiłeś po tym, co mnie spotkało.
— Właśnie.
Mary westchnęła przeciągle. Złość i wszystkie negatywne emocje opuściły ją zupełnie. Ponter nie uważał jej za gorszą z powodu gwałtu…
— Ponterze — powiedziała cicho. — Ponterze…
— Ja naprawdę cię kocham, Mare.
Powoli pokiwała głową, zastanawiając się, co dalej robić.
Rozdział 34
I to dążenie pcha nas coraz dalej…
Bristol Harbour Village wymarzył deweloper Fred Sarkis: pięć bloków z luksusowymi apartamentami na szczycie klifów nad brzegiem jeziora Canandaigua — jednego z Finger Lakes — długiej i głębokiej blizny w krajobrazie, wyżłobionej w przeszłości przez lodowiec.
Osiedle powstało na początku lat siedemdziesiątych, zanim gospodarka Rochester oraz wielu innych miast północnej części stanu Nowy Jork zmieniła się w szambo. Było dziwną pozostałością tamtych lat, podobnie jak Habitat z Expo’67. Kiedy Mary po raz pierwszy je odwiedziła za namową Louise Benoit, pomyślała, że powinni tu nakręcić kolejną część przygód Spidermana. Mnóstwo rozmaitych mostów łączyło wielopoziomowy parking z budynkami mieszkalnymi. Takie miejsce doskonale by się nadawało dla amatora pajęczynowych huśtawek.