Выбрать главу

WIOSKA FOTSE

ZIEMIA FOTSE

BRYTYJSKA AFRYKA ZACHODNIA

Jonathan patrzy zakłopotany na przykucniętych mężczyzn, na ich obojętne twarze i podarowane przez rząd Jego Królewskiej Mości szorty. Więc to oni są obiektem badań profesora Chapela? Zawsze myślał o Fotse jak o czymś nieokreślonym. Stanowili zbiór pewnych cech, zwyczajów i przedmiotów oderwanych od rzeczywistych ciał. Jako tacy wydawali się nawet godni podziwu: strażnicy przeszłości, kultywujący starożytną mądrość. A tu nagle przerażająca czerń. Jeden z mężczyzn daje mu ręką znak (na pewno wbrew regulaminowi). Reszta odwraca się w jego stronę. Jonathan widzi zaczerwienione gałki oczne, zmatowiałą skórę, czarną jak sadza, mamroczące usta pełne żółtawych zębów, rysy twarzy ordynarne i odrażające. Wykręca się na pięcie i czym prędzej odchodzi, zadowolony z kołnierzyka pijącego w szyję i błysku wypolerowanych butów na chodniku. Jest zły na Star. To przez nią się tu znalazł. Plemiona i geneza człowieka? Kiepski żart. Dlaczego musi tyle czasu spędzać na myśleniu o dzikusach, żeby ją zadowolić? Zupełnie jakby po wypróżnieniu analizował zawartość muszli klozetowej.

W tym nastroju dołącza do ludzi zdążających na stadion, by obejrzeć Pochód Imperium. Na trybunach pustki. Jonathan siedzi sam, od najbliższego widza oddziela go długi betonowy łuk. Na arenie orkiestra wojskowa gra marsza, potem do mikrofonu podchodzi mężczyzna w czarnym krawacie. Jego zwielokrotniony echem głos niesie się po stadionie. „Oto rodzinne przyjęcie Imperium Brytyjskiego! – zaczyna. – Pierwsze rodzinne przyjęcie od czasów Wielkiej Wojny, kiedy to świat otwierał w zdumieniu oczy, że Imperium z setkami języków i ras ma jedno serce i duszę. Witajcie!” Odpowiadają mu skąpe oklaski.

Spiker schodzi z podium. Żołnierze i skauci przedstawiają narodziny Imperium, ciągnąc na środek areny ogromną platformę z postacią Britannii. Potem obrazują rozrost Imperium w asyście prawdziwych mieszkańców nowo zdobywanych terytoriów. Maoryscy wojownicy odprawiają rytualne haka, by za chwilę poddać się skautom przebranym za oficerów marynarki. Zulusi biegają wkoło z dzidami i tarczami, potem padają na ziemię, pokonani przez sławną kawalerię królowej Wiktorii. Kawaleria zatacza koła wokół stadionu i strzela ślepymi nabojami niczym uczestnicy rodeo na Dzikim Zachodzie.

Zbliża się finałowy numer pokazu. Parada obrazująca dzisiejsze oblicze Imperium. I nagle z bijącym sercem Jonathan dostrzega Star.

Siedzi w loży w pewnej odległości przed nim w towarzystwie szczupłego ciemnowłosego mężczyzny, który opiera rękę o tył jej krzesełka. Jonathan nie widzi ich twarzy Kiedy poddani Imperium defilują, pozdrawiając widzów (każda grupa niesie symbole umożliwiające jej zidentyfikowanie), przechodzą dokładnie u stóp obserwowanej pary. Jonathan ma wrażenie, jakby cały spektakl był przeznaczony wyłącznie dla tych dwojga, jakby składano im hołd, który mogą przyjąć lub odrzucić wedle uznania. Wyobraźnia Jonathana zmienia niewidoczną twarz Star w jedną olbrzymią gałkę oczną, chciwie pochłaniającą barwne obrazy. Kiedy pojawia się kontyngent indyjski, Jonathan opuszcza stadion.

Po powrocie do Oksfordu dręczą go wspomnienia wieśniaków Fotse. Chce się od nich uwolnić, broni im dostępu do własnego życia. Dlaczego nie dają mu spokoju? Nadal chodzi na wykłady profesora Chapela, ale teraz czuje się tam nieswojo. Kiedy profesor mówi o tabu i zwyczajach małżeńskich, Jonathan rozgląda się po sali w strachu, że napotka wzrok albo uśmiech kogoś, kto w i e, kto dobrze wie, że jego skażoną krew przywołuje czerń i dzikość. Star go nie odwiedza. Jedynym łącznikiem z nią jest ojciec. Stopniowo Chapel wprowadza Jonathana w krąg swoich najzagorzalszych wielbicieli. To młodzi zapaleńcy, którzy odwiedzają jego przestronny dom w północnym Oksfordzie, by w ogrodzie toczyć burzliwe dyskusje przy kieliszku sherry. Mimo uczestnictwa w antropologicznych dysputach Jonathan czuje, że powinien zrobić coś więcej. Udowodnić swoją lojalność.

W brytyjskiej polityce wrze. Kraj przeżywa pierwszy rok pod rządami socjalistów. Przyjaciele Jonathana są wstrząśnięci. Macdonald i jego szajka już podpisują traktaty z Sowietami. To jawne narzędzia w rękach bolszewików. Tylko patrzeć, jak obalą podstawy brytyjskiej demokracji. W najbliższych miesiącach rozwiążą armię, zmuszą przemysł do przyznania wysokich podwyżek, przeprowadzą czystkę wśród urzędników państwowych i doprowadzą do upadku Imperium. Prawomyślni Anglicy muszą położyć temu kres. Jonathan włącza się do walki. Gardłuje w świetlicy dla studentów pierwszych lat, bierze udział w głośnych wiecach w miejskim ratuszu. Związek Obywateli obwiesza salę flagami. Z gramofonu płyną dźwięki hymnu „Jeruzalem” * [przyp.: Hymn oparty na poemacie Williama Blake’a, często śpiewany przez Brytyjczyków przy okazji patriotycznych zgromadzeń (przyp. tłum.).], zagłuszając odgłosy bijatyki gospodarzy spotkania z wichrzycielami. Jonathan śpiewa na cały głos. Teraz nikt nie weźmie go za kogoś innego niż za Brytyjczyka z krwi i kości.

Pewnego ranka profesor mówi mu, że Star wyjechała do Paryża i że zastanawia się nad przeprowadzką do Francji na stałe. Jonathan popada w przygnębienie. Kiedy jeden ze znajomych z kręgów politycznych proponuje mu wspólny wyjazd do Londynu na mityng, Jonathan wyraża zgodę w nadziei, że to odwróci jego myśli od Star. Wsiada do pociągu z barwną grupą studentów, wiklinowym koszem z prowiantem i wielkim Union Jackiem, pożyczonym ze studium wojskowego w rodzimym college’u. Kiedy dojeżdżają do Paddington, prowiantu już nie ma, a po korytarzu przed ich przedziałem walają się puste butelki po szampanie. Część towarzystwa intonuje pieśni żeglarskie, co wyprowadza z równowagi konduktora, który grozi, że spisze ich nazwiska.

Ze stacji jadą taksówką na East End. Czynszowe kamienice przy Marylebone Road i Regent’s Park przechodzą w czarne od sadzy kamienice w Islington. Stopniowo domy stają się coraz nędzniejsze, a ulice coraz węższe. Wreszcie docierają do Whitechapel – dzielnicy żydowskiej. Naprzeciw szpitala przy Mile End Road zgromadził się tłum złożony z paruset osób. Wokół prowizorycznego podium wiszą flagi. Z podium przemawia kobieta z zadartym nosem. Trzyma w górze zdjęcie premiera i demaskuje go jako Szczurołapa* [przyp.: Aluzja do bohatera starej niemieckiej bajki, który uwolnił mieszkańców Hameln od inwazji szczurów. Oczarowane dźwiękami fletu gryzonie wyszły za nim z miasta, wskoczyły do rzeki i utopiły się (przyp. tłum.).] narzędzie żydowsko-bolszewickiego spisku. Przyjaciele Jonathana klaszczą i wiwatują. Jonathan też klaszcze i wiwatuje, a potem patrzy na nazwy sklepów za podium: „Silver – koszerne delikatesy”, „Piekarnia u Blooma”, i wyobraża sobie mędrców Syjonu spiskujących między kiełbasami i workami z mąką. Na podium wchodzi teraz starsza kobieta w takim samym mundurze jak jej poprzedniczka. Mówi o potrzebie odbudowania marynarki wojennej oraz konieczności solidarnego przeciwstawienia się wpływom międzynarodowej finansjery żydowskiej. Wygraża pięścią. W jednym z okien na piętrze pojawia się jakaś twarz i natychmiast znika. Aktywiści partii faszystowskiej rozdają ulotki reklamujące wieczornicę z tańcami, a członkowie ugrupowania o nazwie Liga Brytyjskich Robotników sprzedają książki na straganie. Na obrzeżach tłumu nieliczni policjanci bez przekonania próbują powstrzymać demonstrantów przed blokowaniem ulicy. Nim kobieta dochodzi do konkluzji, już ich nie widać.