Oaza Zazdrosnego Szkieletu znajdowała się na samej granicy dzikiej Sadary, na granicy anthosu Nabuchodonozora Złotego, 3000 stadionów na południowy zachód od Alexandrii. Strategos Berbelek wybrał ją na miejsce spotkania, ponieważ od czasu Wygnania Illei nie przechodziły tędy żadne szlaki handlowe i można się było nie obawiać przypadkowych świadków. W istocie Oaza Zazdrosnego Szkieletu to była jedna podpiaskowa studnia, jeden starożytny pylon, obalony, na wpół zagrzebany i oszlifowany przez wiatry i dżinny do kościanej gładkości, oraz skupisko kilkudziesięciu porowatych głazów. Za Illei rosły tu palmy, zieleniła się trawa, śpiewały ptaki — nie pozostał po tym ślad.
„Urkaja” przycumowała do szczytu pylonu, wbiła skorpioni ogon w ziemię. Z pyska łodzi spuszczono likotowe sieci. Aurelia schodziła przed strategosem. Zeskoczyła na gorący piasek, wbijając się weń po kostki. Ludzie stojący przed rozstawionymi między głazami namiotami przyglądali się w milczeniu, osłaniając oczy przed błękitnym światłem łodzi księżycowej, niektórzy czynili gesty oduroczne, inni pluli w piasek; Negrowie zaś, których w oddzielnym obozie za głazami było kilka tuzinów, przykucnęli, unosząc swoje skórzane tarcze.
Aurelia nie czekała, aż z „Podgwiezdnej” spuszczą bagaż, i podążyła za esthlosem Berbelekiem. Wysiadali tu tylko oni dwoje. Jannę, Hasera Obola z horrornymi, nawet Porte i służących, i doulosów, wszystkich ich strategos odesłał już wcześniej „Łamichmurem”. Porte wrócił do domu w Alexandrii, ale dokąd udali się żołnierze? Aurelia przypuszczała, iż strategos ugiął się jednak pod szantażem Nabuchodonozora i w rzeczy samej szykuje atak na Babilon.
— Esthlos.
— Królu.
Hieronim Berbelek uścisnął nadgarstek Mariusza Seleukidyty. Król Bez Korony pierwszy wyszedł był mu naprzeciw od namiotów; za nim postąpiła cała zbrojna świta, Aurelia rozpoznała barwy pergamońskiej diaspory. Nad namiotami powiewał sztandar Seleukidytów oraz drugi z Czwórmieczem, symbolem Czwartego Pergamonu, znanym dotąd tylko z bazgrołów na murach miejskich Aegiptu, Babilonu, Macedonii i Rzymu: trzy złamane miecze, czwarty, o złotej klindze, cały. To prawda, Oaza Zazdrosnego Szkieletu to nie Rynek Świata, niemniej wzniesienie tych sztandarów stanowiło znak nieomylny. Aurelii zabiło szybciej serce Amida od półwiecza znajdowała się pod anthosem Czarnoksiężnika, Pergamon — Siedmiopalcego. Wszystko albo nic; nie będzie można już się cofnąć.
Mariusz poprowadził strategosa do swojego namiotu. Aurelia nie odstępowała esthlosa. Otoczyli ją Amidańczycy w zapiaszczonych dżulbabach, abach i burnusach, brudnych turbanach i trouffach, z tłustymi brodami, z ciężkimi keraunetami w dłoniach i krzywymi kandżarami przy pasach. Sama, idąc za przykładem strategosa, wdziała białą kirouffę. Żadnej broni nigdy nie nosiła, zbyt łatwo niszczył ją ogień. Nie znali jej, była w ich oczach bezbronną kobietą obcej morfy.
Natomiast iganazi z pozoru nie różnił się od zwykłych ludzi. Gdyby nie wyjątkowo masywna budowa ciała, szerokie bary i gruby kark oraz gęste, sztywne włosy, nie różniłby się wcale. Aurelia szła tuż za nim i gdy opuściła wzrok, zobaczyła, że Mariusz jest boso i pomimo swego ciężaru, nie tylko nie zapada się w piasku, ale nie pozostawia na nim w ogóle śladów. Mógł — i musiał — się z tym kryć, lecz ludzie mu najbliżsi zawsze będą wiedzieć, iż jest, kim jest, Daimonem Ziemi, iganazi, gesomatą.
W namiocie paliły się już lampy oliwne i kadzidła. Niewolnice gotowały wodę. Seleukidyta uczynił gest żegnający wszystkich swych towarzyszy, lecz Aurelia, mimo ciężkiego spojrzenia strategosa, postanowiła tym razem nie dać się wyprosić i narzuciwszy na głowę kaptur kirouffy, usiadła szybko w kącie namiotu, w cieniu za masztem i przeciągniętym od niego perskim kobiercem. Na kobiercu siedziała zielononiebieska papuga; ona jedna całkowicie zignorowała Aurelię. Niewolnice, o ciałach pokrytych kolorowymi tatuażami i twarzach obwiązanych trouffami, obwieszone tanią biżuterią dzwoniącą przy każdym ruchu, podały Mariuszowi i esthlosowi Berbelekowi wodę do obmycia, haszisz, qahwę, placki cynamonowe i owoce. Klapę namiotu opuszczono, odtąd tylko migotliwy blask blaszanych lamp oświetlał duszne wnętrze. Od ciężkiej, tłustej woni kadzidła zbierało się Aurelii na wymioty, ale nie odezwała się i dopiero po jakimś czasie jedna z niewolnic z własnej inicjatywy podała jej czarę gorącej qahwy. Wówczas namiot wypełniał już słodki zapach przyprawowego hasziszu. Król i strategos wymienili pierwsze grzeczności i tak — od pustynnego milczenia do pustynnego szeptu — rozpoczęła się narada wojenna. Mówili po grecku, Aurelia rozumiała każde słowo.
Słowa były prozaiczne, zdania krótkie, ton beznamiętny. Najlepiej zapamięta właśnie ten ton. Zdawało się, iż wszystko zostało przesądzone: to już się dzieje lub stanie się wkrótce, dziać się zaczęło. Daty, miejsca, imiona, liczby. Z podsłuchiwanych strzępów informacji budowała sobie obraz rozpoczynającej się wojny. Nie będzie szturmu murów Amidy i oblężenia miasta — powstańcy wejdą do środka wraz z innymi podróżnymi, z karawanami kupieckimi i transportami niewolników. Zajmą garnizon, opanują mury, a bramy w nich utrzymają otwarte, póki nie przybędzie z zachodu, od Pergamonu i od Alexandretty, Horror Berbeleka. Trzy pełne Kolumny Horroru wylądują pod Pergamonem, na znak z „Łamichmura” przybijając do brzegu — czekają teraz na Morzu Śródziemnym na statkach Domu Kupieckiego Njute, Ikita te Berbelek, na statkach Aneisa Panatakisa i Kompanii Afrykańskiej. Amidę dzieli od Pergamonu ponad 4000 stadionów. Zatrzymując lub strącając wszystkie obce świnie powietrzne i ptaki pocztowe (tym zajmie się skorpion Ombcosa Żarnika), uzyskujemy co najmniej sześć dni przewagi; linia aegipskich heliografów nie przechodzi tamtędy. Czy więc oblegać do skutku potężny Pergamon, czy iść na Amidę, nie czekając, byle koronować Mariusza? Tu znowu zaczynały się różne warianty, przypuszczenia i plany. Czy Powstanie Amidańskie poderwie wystarczająco wielu ludzi, by zapewnić Mariuszowi armię zdolną przejąć kontrolę nad całym krajem? Czy po pięćdziesięciu ośmiu latach rozbioru i nieistnienia państwa jego Forma mimo wszystko pozostała na tyle mocna, by przezwyciężyć teraz anthosy Czarnoksiężnika i Siedmiopalcego, Formę ich państw? To, co prawda, jest sama granica ich aur — lecz kto zagwarantuje, że Król Bez Korony okaże się wystarczająco potężnym Królem W Koronie? Strategos rzucał na ten temat ironiczne komentarze. Mariusz tylko wydmuchiwał hasziszowy dym. Zdawało się Aurelii, że traktują rzecz obaj jako błahy żart; gdy powracał, kwitowali go niemymi spojrzeniami i wzruszeniami ramion. Co zrobi Maksym Rog? Co zrobi Siedmiopalcy? Jeśli Czwarty Pergamon nie otrzyma szybko wsparcia któregoś z sąsiadów — a między Babilonem, Imperium Uralskim, Macedonią i Aegiptem mogli przecież liczyć najwyżej na ten ostatni — zostanie zmiażdżony w ciągu miesięcy. Strategos wszakże sprawiał wrażenie pewnego, że Aegipt wsparcia udzieli. Wywiązał się długi dialog o politycznych konsekwencjach przewrotu. Zaczęły padać imiona córek Hypatii i sprośne żarty. Plan esthlosa Berbeleka obejmował także zmianę porządku dynastycznego w Afryce Alexandryjskiej.
Niemożliwe, żeby Janna miała rację — niewątpliwie jednak ona lepiej zna Hieronima Berbeleka. Aurelia pojęła, że to nie jest kwestia wyboru, wierności, nie kwestia prawdy lub kłamstwa. To zimna logika siły i słabości. Oto bowiem przed jakim paradoksem stała Księżycowa Wiedźma: ci, którzy są zbyt słabi, by sprzeciwić się jej Formie, są z pewnością także zbyt słabi, by stanąć naprzeciwko kratistosa adynatosów; ci zaś wystarczająco silni — są zbyt silni, nie potrzebują Illei, sami stanowią Potęgę. Kto więc pójdzie w niebiański bój i zabije Ojca Skrzywienia?