Alitea i Aurelia przemknęły wzdłuż ścian, raz tylko zatrzymawszy się na dłużej, gdy stary Kadiusz Ptolemeusz zagadnął esthle Latek o jej ojca i nie przyjął „Nie wiem” za odpowiedź. Aurelia istotnie nie mogła nigdzie dojrzeć ani strategosa Berbeleka, ani Panny Wieczornej.
Stojący w przejściu do głównego hallu seneszal szepnął coś Alitei do ucha; hyppyres nie zrozumiała pośpiesznego pahlavi. Esthle odparła w tym samym języku i wskazała wachlarzem w głąb domu. Seneszal skłonił się i skinął na jedną z oczekujących niewolnic. Odbiegła wykonać polecenie.
Esthle Latek poprowadziła Księżycankę do lewego skrzydła. Między płytami podłogi bocznego korytarza migotały w blasku pirokijnych lamp fale Jeziora Mareotejskiego. To już zapewne były prywatne komnaty esthle. Wyszła im naprzeciw negryjska służąca; esthle odprawiła ją niedostrzegalnym gestem.
Skręciły do narożnego gabinetu. Dwie z jego ścian oraz podłoga i sufit wykonane były z grubego vodenburskiego szkła, w które wtopiono czerwone żyły oroneigesu. Ściany uchylały się nadto w poziomie na osiach ukrytych mekanizmów, wpuszczając w ten sposób do wnętrza wilgotne powietrze. Ledwo wszedłszy, esthle uchyliła je jeszcze głębiej. Podkręciła płomienie w barwionych srebrnoróżowo kloszach lamp — pokój zapulsował kolorowym blaskiem.
Wzdłuż ścian kamiennych stały regały biblioteczne, sekretarzyk i wysoki, głęboki fotel; pod ścianami szklanymi rozrzucono natomiast sterty pstrokatych poduch, okrągłych i trójkątnych, wedle formy Złotych Królestw.
Alitea usiadła z westchnieniem w fotelu i przywołała gestem Księżycankę. Aurelia przysiadła u jej stóp (szkło było bardzo zimne). Uniósłszy głowę, dojrzała poruszenie w ciemności nad przezroczystym sufitem. Sufit również częściowo podlegał mekanicznym manipulacjom, można go było tu i ówdzie uchylić do wnętrza szklanych nadbudówek. W tej nad fotelem trzepotał lodowymi skrzydłami kakomorficzny ptak, jego trzy łapy rozcapierzały się w kolekcje zakrzywionych dziobów, teraz wszystkie one, wpółrozdziawione, drapały o szkło. Musiał wyczuć pyr w Jeźdźcu Ognia.
Esthle Latek ujęła Aurelię pod brodę, obracając jej oczy na siebie.
— Wysłuchałam cię, Aurelio — rzekła łagodnie. — Wierzę ci. Teraz możesz mi jeszcze wszystko wyznać, jeszcze nic się nie stało. Zaprzecz i zapomnę.
— Nie kłamałam, despoina.
— Bo za chwilę — będziesz musiała zapłacić. Czy ty mnie rozumiesz? Lubię cię.
— Nie kłamałam.
— Dobrze.
Esthle Latek uniosła wzrok. Złożyła wachlarz i wsunęła go za pas spódnicy. Aurelia zorientowała się, że esthle przygląda się swojemu odbiciu w szkle. Alitea odpięła z uszu kolczyki, z sutków pierśczyki, z szyi ciężką kolię, ściągnęła z przedramion bransolety, większość pierścionków z palców rzuciła całą tę biżuterię na sekretarzyk. Pośliniwszy chustę, starła barwionkę z twarzy i piersi. Na koniec odpięła od pasa broszę ze smoczej kości.
— Pójdziesz do siebie — mówiła do Aurelii. — Przebierzesz się. Zdejmiesz wszystkie ozdoby, założysz coś, co da im do myślenia. Masz jakiś efektowny księżycowy strój?
— Mam zbroję.
— A, rzeczywiście, pisał mi… Ale bez przesady. Może tylko jakąś część.
— Tak, despoina.
— Zwrócisz się do seneszala, żeby wskazał ci esthle Ignatię Aszakanidyjkę; nie mogła jeszcze wyjść. Poprosisz ją tu w moim imieniu. Publicznie, jeśli to możliwe. Nie odpowiadaj na żadne pytania. Będę czekać. Zostaniesz wewnątrz. Zrozumiałaś?
— Tak, despoina.
— Idź. Aurelia udała się do swojej komnaty prawie biegiem.
Nie była to bitwa, ale coś tak jej bliskiego, jak tylko to możliwe. Zrzuciła suknię, zdjęła perukę i biżuterię. Obmyła się szybko w przygotowanej misie z perfumowaną wodą. Z kufra sypialni wyjęła prostą, długą spódnicę aegipską, podobną do aliteowej. Zawiązała ją wysoko nad talią, na księżycową modłę. Z kufra wahadłowego wyjęła prawy okółramiennik i prawą wirkawicę; założyła je, dostroiła aether. Zacisnąwszy pięść, machnęła ręką. Ogniste epicykle rozświetliły komnatę niczym błysk pioruna.
Goście rozstępowali się przed nią, Forma milczącej konsternacji poprzedzała Aurelię powolną falą. Każdy kolejny krok rytera był bardziej energiczny — pochylając się nad seneszalem, roztaczała już migotliwą poświatę, napięcie mięśni uwalniało naskórkowy pyr.
Esthle Ignatia Aszakanidyjka tańczyła właśnie z jakimś aristokratą górnoaegipskiej morfy. Aurelia położyła lewą dłoń na barku aristokraty, zatrzymując go w pół kroku. Cisza na sali powinna była go ostrzec; widocznie nazbyt był skupiony na swej partnerce. Obrócił się w gniewie. Biała uranoiza rozpuchniętego okółramiennika rozcięła mu koszulę i skórę na piersi. Odskoczył z sykiem. Aurelia patrzyła na Aszakanidyjkę.
— Esthle Alitea Latek prosi cię o chwilę rozmowy, esthle. Pani Ignatia zlustrowała ją szybkim spojrzeniem, jeszcze lekko zadyszana od tańca.
Uspokoiła oddech i rozglądnęła się po sali.
— Laetitia, bądź tak miła. Skinęła na Aurelię.
Wyszły pośród szumu podnieconych szeptów. Teraz dopiero zaczną się plotki! O co zresztą bez wątpienia chodziło esthle Latek.
Zastały Aliteę wyciągniętą na poduszkach w szklanym kącie komnaty. Opierając głowę na łokciu, wyjadała ze srebrnej misy daktyle; w lewej dłoni obracała kostkę pitagorejską. Uśmiechnęła się i skinęła przyjaźnie na esthle Ignatię. Aurelia została przy drzwiach, zamknąwszy je z głośnym trzaskiem. Zauważyła, że fotel stał teraz po przeciwnej stronie sekretarzyka, zniknęła też rzucona na jego blat biżuteria.
Piękna Ignatia obejrzała się jeszcze na Księżycankę i ponownie na esthle Latek — chwila się przeciągała — wreszcie zawinęła spódnicę i spoczęła obok Alitei.
— Nie wiem, czy twój ojciec pochwali takie demonstracje — mruknęła.
— Zaufanie Księżyca do strategosa Berbeleka nie jest bezgraniczne — rzekła esthle Latek. — Zwłaszcza utrata córki nie musi się spodobać Illei Okrutnej.
— Mhmmm, nie rozumiem.
— Czyżby Złoty nie wiedział? Pani również postawiła strategosowi warunki.
— Nadal nie —
— A zamach nimroda Zajdara? Szpiedzy z pewnością donieśli o wszystkim Nabuchodonozorowi. Sądzisz, że kto tu przysłał Zajdara? — Alitea nadal się uśmiechała. Spoglądała na esthle Ignatię, obracając między palcami lewej dłoni otwarty mekanizm kostki. — Więc teraz wyobraź to sobie. Esthle Amitace umiera w niewoli Nabuchodonozora. Strategos wysyła na Księżyc swój raport; napisze w nim, co napisze. Jak reaguje Wiedźma?
Pani Ignatia, wyraźnie wstrząśnięta, obejrzała się na Aurelię. Aurelia stała nieporuszona, z beznamiętną miną patrząc przed siebie, w noc i odległe światła Alexandrii za grubym szkłem.
— Odsunięto go? — spytała esthle Ignatia, Aurelię lub Aliteę, obie. — Kto teraz wydaje rozkazy? Ty, esthle? Szulima?
— Jeszcze nie. Ale sytuacja nie jest już tak jednoznaczna, jak się wam najwyraźniej wydawało. Jak dokładnie Nabuchodonozor sformułował swoje żądania?