Выбрать главу

— Babilon za poparcie dla strategosa. Esthle Amitace stanowi gwarancję do czasu zwycięstwa nad adynatosami. Ale to nie

— Czy on zdaje sobie sprawę, że bez udziału Aegiptu nie może tu ruszyć żadna ofensywa? W ostateczności będzie miał przeciwko sobie cały sojusz antyadynatosowy. Berbelek wziął Kolenicę, wyrwie Czarnoksiężnikowi dalsze ziemie, wojna toczyć się już będzie swoim torem, Czarnoksiężnik narobił sobie wystarczająco wielu śmiertelnych wrogów, którzy tylko czekają na stosowną formę, moment w historii.

— Do czego ty właściwie usiłujesz przekonać Złotego? — zirytowała się esthle Ignatia.

— Szulima jeszcze nie wysłała listu do matki. Jak wiesz, jestem tu jej najbliższą przyjaciółką — Alitea uśmiechnęła się słodko. — Nabuchodonozor ma jeszcze szansę — Illea może się o niczym nie dowiedzieć, nie było żadnego szantażu.

— Na Szeol, Szulima nie ma z tym nic wspólnego, Szulima nie jest przedmiotem targu! Musimy mieć jakąś gwarancję, gdy opuścimy Ziemię!

— Nie tak to wygląda dla Illei, zapewniam cię. Gdyby Nabuchodonozor przyłączył się bezwarunkowo… Ale przecież twierdzi, że nie opuści Ziemi, nie weźmie udziału w ataku na Skoliodoi — więc o jakiej gwarancji tu mówimy? Targuje się o głowę Panny Wieczornej za głowę Siedmiopalcego, taka jest prawda. Wspomnij Zajdara. Jak niewiele trzeba, by to wszystko obróciło się przeciwko Złotemu. Jeśli się wam wydawało, że strategos Berbelek nad tym panuje, to się wam źle wydawało. Nikt nie panuje nad gniewem Illei Okrutnej. Wspomnij los Oei.

Aurelia przypomniała sobie Pieśń o Oei, jedną ze strasznych bajek Labiryntu. Oea była fenickim miastem na afrykańskim brzegu Morza Śródziemnego. Za czasu władztwa Pani w Złotych Królestwach zdarzyło się jednemu z jej kochanków, wracając z Rzymu, zatrzymać na kilka dni w Oei. Wygrał tam wysoki zakład z miejscowym aristokrata (legendy różniły się co do natury zakładu); poniżony aristokrata otruł kochanka Pani. Illea przybyła o następnej pełni Księżyca. Wszyscy mieszkańcy Oei zostali ukrzyżowani, miasto spalone i zrównanie z ziemią, a sama ziemia zapadła się pod powierzchnię morza. Trzynastu nimrodów udało się na wszystkie strony świata w poszukiwaniu ocalałych krewnych i przyjaciół aristokratytruciciela. Jeszcze wiek i dwa później Pani wywierała swą zemstę na odnajdywanych potomkach owych nieszczęśników.

— Straszysz — mruknęła Aszakanidyjka. — Niby co takiego się dzisiaj stało, że nagle ona — wskazała głową Aurelię — zmienia pana, a ty dopuszczona zostajesz do sekretów Potęg?

Alitea wrzuciła do ust daktyla i mrugnęła filuternie do ejdolosa Nabuchodonozora.

— Pomyśl — szepnęła.

Pani Ignatia pokręciła głową.

— Kiedy Szulima wysyła ten list?

— Mam ci podać dzień i godzinę? Za mało szpiegów? Wkrótce, wkrótce. Pospiesz się.

Aszakanidyjka wstała.

— Esthle — ukłoniła się leżącej Alitei.

Esthle Latek pomachała jej przyjaźnie na pożegnanie. Zamknąwszy za nią drzwi, Aurelia podeszła do córki strategosa, uklękła przy poduszkach.

— Despoina, ja nie chciałabym, żeby —

Esthle Latek zgromiła ją wściekłym spojrzeniem, od którego aż przyspieszył aether hyppyresowego okółramiennika. Odsunąwszy misę z daktylami, esthle poderwała się na nogi, podbiegła do sekretarzyka, schyliła się, szarpnęła za coś pod jego blatem, rozległ się zgrzyt metalowych mekanizmów, poruszyły się szklane panele w ścianach i suficie — ale poruszyła się także ściana kamienna. Jej fragment za sekretarzykiem cofnął się w cień, obracając się na niewidocznych zawiasach, a z cienia wyszedł jeden z gości, długowłosy mężczyzna w brązowej tunice i czarnych szalwarach. Obrzuciwszy hyppyresa zdumionym spojrzeniem, ukłonił się esthle Latek, która tymczasem usiadła w fotelu i założyła nogę na nogę, odsłaniając kostkę i część łydki. Aurelia, zatrzymana ruchem dłoni Alitei, pozostała na miejscu. Nie uszło jej uwagi, że mężczyzna ma po sześć palców u rąk.

— Gauer, Gauer, Gauer — mruknęła esthle Latek, postukując złożoną kostką pitagorejską o poręcz fotela. — Sam słyszałeś. Co ja mam z tym począć?

— Esthle. — Gauer Babilończyk skłonił się po raz wtóry.

— Powiedz, szczurze.

— Czekam, aż wyjawisz mi powód, dla którego pozwoliłaś mi tego wysłuchać, esthle.

— Jak szybko dostaniesz heliografami odpowiedź z Nowego Babilonu?

— Siedmiopalcy nigdy nie sypia. Piętnaście godzin.

— Zaświadczysz o zamiarach Nabuchodonozora.

— Zaświadczę. — Uśmiechnął się pod nosem. — Taki mój los.

— Która jest godzina? Już dawno po północy.

Esthle przytknęła paznokieć do lewego nozdrza, spojrzała na Babilończyka przymrużonymi oczyma. Światło pyrokijne padało na jej lewy profil, na lewą pierś, klasyczną aleksandryjską krzywiznę, na jej lewe biodro i udo pod gładką tkaniną spódnicy; za sobą miała ciemny Mareot i łunę Alexandrii. Aurelia przez moment nie była pewna, czy widzi Aliteę, czy Pannę Wieczorną. Zamrugała, raz i drugi.

— Strategos Berbelek w tej chwili kontroluje już Amidę i Pergamon — stwierdziła esthle. — Mariusz Seleukidyta zostanie koronowany na króla Czwartego Pergamonu. Hieronim Berbelek otrzymał właśnie stosowny punkt oparcia, by poruszyć Ziemię. Póki nie zgromadzą się wojska — to jest właśnie ten krótki moment, Gauer — mam ofertę dla Siedmiopalcego: on albo Nabuchodonozor. Z kim ma się sprzymierzyć Seleukidyta i strategos Berbelek, a kto padnie ich ofiarą i czyj kraj zostanie rozszarpany przez Pergamon, Axum, efremowych izmaelitów — no i tego drugiego, swego wroga i sąsiada — Aegipt czy Babilon? Niech Siedmiopalcy wybiera.

Gauer pokręcił głową.

— Nigdy nie zaatakuje Czarnoksiężnika.

— Nie o to pytam. Pytam, czy da przysięgę neutralności wobec Berbeleka, czy uzna Królestwo Pergamonu i czy w razie potrzeby wyśle wojska do Aegiptu. Słyszałeś przecież, jaki jest warunek Złotego wobec aliantów: upadek Babilonu.

— Tak.

— Co: tak?

— Tak, Siedmiopalcy da tę przysięgę.

Esthle Latek pochyliła się w fotelu w przód, ku ejdolosowi kratistosa Babilonu.

— Jesteś pewien?

— Esthle — westchnął Gauer — ja, niestety, zawsze jestem pewien.

— A gdy padnie Czarnoksiężnik…

— Jeśli padnie Czarnoksiężnik, esthle, jeśli.

— Jeśli.

— Ba!

— Tak. Tak. Dobrze. Esthle opadła z powrotem na oparcie fotela.

— Jest tu wszakże pewien dodatkowy warunek — podjęła.

— Domyślam się.

— Doprawdy?

— Mów, esthle, muszę usłyszeć.

— Po upadku Nabuchodonozora kratistos Siedmiopalcy jako sojusznik, sąsiad i główny uczestnik aliansu, będzie posiadał decydujący głos w kwestii politycznej przyszłości Aegiptu; powinien z góry to sobie zastrzec w umowie ze strategosem.

— Słucham.

— Trzeba będzie osadzić na tronie nową Hypatię. A Babilon zachowa prawo veta przy jej wyborze.

— I tą nową Hypatią ma zostać — kto?

— Oj, Gauer, Gauer, Gauer, no przecież patrzysz na nią.

Babilończyk cmoknął głośno, wydął policzek.

— Czy to wszystko?

— Starczy! — zaśmiała się Alitea.

— Zatem piętnaście godzin, esthle.

— Idź.

Skłonił się po raz trzeci i wyszedł.

Aurelia czekała cierpliwie. Esthle Latek obracała w dłoni wypolerowaną dotykiem tysięcy palców likotową kostkę pitagorejską, srebrne symbole wytłoczone na jej bokach błyskały w świetle lamp pirokijnych. Kostki Pitagorasa pozostawały zakazane na Księżycu, Aurelia dopiero niedawno zapoznała się z tymi zabawkami. Lecz czy istotnie były to jedynie zabawki? Legenda głosiła, że pierwszą kostkę zaprojektował sam Pitagoras, ale prawdy oczywiście nie znał nikt. Kostki, zazwyczaj drewniane i wielkości dziecięcej piąstki, posiadały kształt regularnego wielościanu, składającego się z kilkunastu lub kilkudziesięciu mniejszych wielościanów. Każda ścianka każdego z nich (oraz, w konsekwencji, każda ścianka głównego wielościanu w dowolnej konfiguracji) posiadała przyporządkowaną liczbę, sumę liczb mniejszych, opisujących krawędzie. Ilość numerologicznych i geometrycznych kombinacji była w rezultacie niezwykle duża; dla każdej kombinacji istniały bogate interpretacje filozoficzne i religijne. Pitagorejczycy Ery Poalexandryjskiej używali kostki do ćwiczenia umysłów dzieci, szkolenia ich do rygoru mentalnego sekty. W zwulgaryzowanej wersji, pozbawionej oznaczeń symbolicznych, kostka rozpowszechniła się na Ziemi jako właśnie zabawka dla dzieci, popularna układanka. Nawet jednak w tym kształcie, gdy używana w systematycznych ćwiczeniach, wpływała na morfę umysłu. Aurelia wiedziała, że niektórzy ziemscy sofiści, zwłaszcza szkół orientalnych, utrzymują, iż przez wieloletnią gimnastykę umysłu na kostce Pitagorasa można osiągnąć Form? pozwalającą dostrzec najgłębszą strukturę rzeczywistości, ujrzeć Liczbę Boga.