— Tym się nie przejmuj, najpewniej w ogóle nie będziemy odbudowywać miasta. Z pewnością jednak —
— Co?
— Z pewnością jesteś w stanie wskazać mi człowieka —
— Co ty wyprawiasz?! Odsuń się!
To z kolei skierowane było nie do strategosa, lecz do Aurelii, która tymczasem oddaliła się od rozmawiających i krążąc między nierównymi barykadami z książek i zwojów (wynoszono tu także skrzynie z glinianymi tabliczkami oraz bębny zetlałych tkanin), natknęła się na oryginalne Pisma rzymskie Provegi i komplet komedii Ligajona w greckim wydaniu. Pochyliwszy się, zaczęła je kartkować. Musiała przeskoczyć z jej dłoni podświadoma iskra, bo zaczął się palić papier jednego z woluminów z sąsiedniego stosu.
Odstąpiła pośpiesznie. Podbiegł brodaty Babilończyk z mokrą szmatą w ręku, zgasił płomień.
— Co ty sobie właściwie wyobrażasz? — warczał z głębi skołtunionej, częściowo spalonej brody. — Żeby jeszcze po tym wszystkim przychodzić tu z ogniem! Wyrzuć tego tytońca!
Przed opuszczeniem pałacu Aurelia zgodnie z poleceniem esthlosa Berbeleka zdjęła była zbroję. Z pałacowej garderoby wybrała sobie natomiast kolorową induską spódnicę, przyzwoicie długą, acz wiązaną nisko na biodrach. Pamiętając o radach Alitei, znalazła także kilka tyleż bezużytecznych, co pięknych dodatków: naszyjnik jasno odbijający się błyszczącym srebrem od ciemnej skóry, luźne bransolety cygańskie, błękitne napalcówki ze skóry bazyliszka. Czyniąc do lustra głupie miny, na koniec obwiązała sobie jeszcze głowę ammejskim turbanem, czerwonym jak midajskie wino. Kim teraz była? Przebraniem czy tym, co przebrane? Jakie przebranie nosiła w swej nagości? Kim by pozostała po odjęciu ciała? Być może rację mieli, nazywając ją Panną Popielną, albowiem popiół będzie przecież jej Formą ostateczną. Tak naprawdę nie znamy własnej morfy, dopóki nie zderzymy jej z morfą obcą.
— Nie palę — mruknęła.
Brodacz zdawał się nie zwracać już na nią uwagi; wpółobrócony, wymieniał w nie znanym Aurelii języku gniewne okrzyki z innymi bibliotekarzami. Przyjrzała mu się lepiej. Był młodszy, niż oceniła na pierwszy rzut oka, brudna tunika, zmierzwione włosy i osmalona skóra maskowały go skutecznie. Sądząc wszakże po rubiowym sygnecie na szóstym palcu i gniewie w obecności strategosa Berbeleka, mógł być nawet aristokratą.
— A konkretnie Opowieść zimową Ludwiga Huna — objaśniał tymczasem Metonowi Mesycie esthlos Hieronim. — Część, w której zawarta jest relacja ze ślubu i wesela Maksyma Roga. Istnieje też traktujący o tym poemat Abaszy Mścisłowicza, niekiedy dołączany do Opowieści zimowej. Ponadto przedprovegową wersję podania o Izydorze Rodyjskim; wtedy jeszcze nie uważano tego za legendę, Tucydydes Drugi zdawał relację z zabójstwa kratistosa Piotra Akantyjczyka jako z faktu historycznego. Wiem, że oprócz Chwały Tucydydesa, jest o tym w Pamiętnikach Chersoneskich — ponoć posiadacie ich pełne wydanie.
— Esthlos…
— Wskaż człowieka.
— Nie dotarliśmy jeszcze do działów historii starożytnej. W tej chwili —
— Sam pójdę.
— Wywołasz pożar, esthlos, naprawdę —
— Już. Aurelia, zostań.
Strategos rzucił Księżycance pyryktę (złapała ją w powietrzu ponad ścianą książek, w ostatniej chwili powstrzymawszy się przed ognistym wymachem ramienia), chwycił Metona za łokieć i pociągnął go do wnętrza magazynów Biblioteki. Horrorni podążyli za nimi.
Brodacz zmierzył Aurelię przeciągłym spojrzeniem spod zmarszczonych brwi. Przyciskając gorącą ryktę do boku, wycofała się ostrożnie z labiryntu pergaminu i papieru, aż w końcu stanęła na pogruchotanych płytach Świętego Kręgu, za ruiną portyku Biblioteki. Babilończyk, wytarłszy ręce w szmatę i cisnąwszy ją w kałużę, postąpił za dziewczyną.
— Aurelia, tak? — Chyba się uśmiechnął, tak ułożyły się zmarszczki na osmalonej twarzy; bo broda kryła resztę, można się było tylko domyślać. — Nie bój się, my tylko tak krzyczymy.
Czy rzeczywiście sprawiła wrażenie zalęknionej dziewczyny? Uśmiechnęła się niemo w odpowiedzi.
Wyciągnął do niej rękę. Podała mu swoją. Wtedy zaskoczył ją, pochylając się i całując wnętrze jej nadgarstka.
— Esthlos Kykur Aszamader. To chyba nie gorączka? Słyszałem, że w mieście pojawiła się zaraza, zginęło zbyt wielu teknitesów ciała. Chodźmy może z tego pogorzeliska, nie mogę już wytrzymać smrodu; co miało spłonąć, spłonęło, pozostały starożytne kamienie. Esthle. Proszę.
— Powinnam czekać
— Zajmie im dłuższą chwilę. Proszę.
Usiedli na najwyższym stopniu schodów za ruiną świątyni Ateny.
— Proszę, herdońska mieszanka. — Tytońcówka Kykura była już w dwóch trzecich pusta. — Tu możemy zapalić, esthle.
— Nie palę — powtórzyła, zarazem dziecinnie podniecona i przestraszona faktem, iż on bierze ją za aristokratkę — a ona nie zaprzecza.
— Mhm, zdawało mi się, że właśnie wydmuchiwałaś dym.
— Ja —
— Popatrz, runął północny akwedukt. — Zapaliwszy sobie tytońca, wskazał nim w prawo, na dzielnice bogaczy. Stamtąd również wznosiły się w niebo czarne słupy, pożary szalały w całym Pergamonie.
Znajdowali się na szczycie wzgórza, prawie dwa stadiony ponad rzeką. Rozciągała się przed nimi ponura panorama: zrujnowane miasto, jak pole nagich kości, architektonicznych kikutów wystających z błota, z poharatanej ziemi, ze zgruchotanego bruku ulicznego. A za szczerbatym pierścieniem fortyfikacji — Równina Krwi, która nie była bynajmniej koloru krwi, lecz też właśnie popiołu. Nawet wody Kaikussu nie odcinały się jaśniejszą barwą.
Utrzymywał się wiatr z zachodu (morze nadal się nie uspokoiło po paroksyzmach aury Króla Burz), przynosząc nad wzgórze Ateny tłusty smród śmierci i spalenizny. Plotka o zarazie była prawdziwa, Aurelia wiedziała, że strategom rozkazał palić zwłoki na wschodnim zarzeczu. Były oczywiście ofiary wśród zwycięzców, Horror zapewne otworzy tu nowy nabór — ale bez porównania mocniej ucierpieli obrońcy i ludność cywilna. Zresztą w anthosie Czarnoksiężnika zazwyczaj trudno było w ogóle odróżnić cywili bliżej Uralu panował posłuch tak wielki, że na rozkaz hegemona wszyscy stawali pod broń przeciwko najeźdźcy, mężczyźni, kobiety i dzieci, starcy i szaleńcy. Przynajmniej nie sprawiało potem kłopotu zbrojne podziemie czy miejska partyzantka: po raz przesądzonej klęsce poddawali się z równą karnością.
Dymy owych stosów ginęły wszakże za dymami wciąż gorejących pożarów. Ciasna zabudowa Pergamonu, zwłaszcza biedniejszych jego dzielnic, gdzie główny materiał stanowiło drewno, uniemożliwiła szybkie powstrzymanie już rozpędzonego ognia. Między krzywymi filarami spalenizny Aurelia dostrzegła krążącą nad miastem „Urkaję”: Księżycanie w aetherycznym skorpionie obserwowali przesunięcia frontu płomieni i dostarczali aktualne informacje do sztabu Kolumny Medyjskiej, której strategos powierzył walkę z ogniem.
Ogień, ogień, ogień, nie powinnam bez przerwy o nim myśleć. Jestem piękną aristokratką ze świty Berbeleka Zdobywcy, jestem Ziemianką, nie znam ognia. Tfu!
— …że ma młodą córkę i
— Co mówiłeś?
— Lecz nie widzę podobieństwa, jednak inne morfy.
— Ach, nie, Alitea została w Alexandrii.
— Tak myślałem. Ale mówił ci chyba, co zamierza, prawda? Z tym zaniechaniem odbudowy miasta — to żart?