Выбрать главу

Aaa, więc o to mu chodzi: próbuje wyciągnąć ze mnie sekrety strategosa.

— Jesteś Babilończykiem, esthlos, nie mieszkasz tu długo, właściwie co robisz w Bibliotece Pergamońskiej?

Kykur wykonał skomplikowany gest dłonią z tytońcem.

— Rodzina mnie wysłała. Powikłania dynastyczne na dworze w Nowym Babilonie, a jako sofistes na emigracji nikomu nie wadzę. Wiesz, jak to jest. Prowadziliśmy w Pergamonie liczne interesy — i właśnie nie mam pojęcia, co teraz. Uciekać? Czarnoksiężnik upomni się o swoje. Może istotnie najrozsądniej

— Słyszałeś, o jakie teksty on pytał?

— Strategos? — Kykur obejrzał się na Aurelię. — Mhm, co sugerujesz?

Wzruszyła ramionami.

— Nie czytujesz gazet? A może pod Wdowcem o tym nie piszą. To nie jest wojna dla odzyskania ziem Seleukidytów; to element wielkiej kampanii przeciwko Czarnoksiężnikowi, powstał alians kratistosów i królów Europy, Azji i Afryki. Uciekaj, esthlos, w Babilonie powinieneś być bezpieczny.

— Siedmiopalcy przecież —

— Już nie. — Położyła sobie pyryktę na udach, rozżarzone ślepia ptaków popielnych łypnęły na nią spomiędzy kwietnych wzorów spódnicy. — O tym gazety napiszą jutro.

— Aha. — Zaciągnął się dymem, spojrzał na Aurelię uważniej. — Interesujesz się polityką, esthle?

— To znaczy czym? — prychnęła. — Interesuję się światem. Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka — im wszystko jedno, jak żyją.

— Chciałem powiedzieć… Właściwie skąd pochodzisz, nie mogę rozpoznać tego akcentu. Jeśli wybaczysz tę ciekawość, esthle.

Dotknęła błękitnym palcem dolnej wargi.

No proszę, prawdziwa zagadka, domyśl się, esthlos.

Zmrużył lewe oko.

— A co w nagrodę, gdy odgadnę?

— Ha, co dla mnie, gdy nie odgadniesz?

— Nigdy piękno bardziej bolesne niż w czasach wojny i zniszczenia. Odwiedziłaś już może Kryształowe Floreum esthle? Sprawdzałem, ocalało. Po zmierzchu ulatniają się Mgły Jezebel, nie widziałaś nigdy czegoś podobnego. Chyba nie opuścicie miasta przed wieczorem?

Wówczas Aurelia doznała olśnienia: on próbuje ją uwieść!

Wybuchnęła śmiechem.

Tytoniec wypadł Kykurowi spomiędzy palców. Szeroko otwartymi oczyma patrzył na gasnące na skórze Aurelii iskry, rozwiewający się sprzed jej twarzy dym.

Tłumiąc śmiech, nachyliła się ku niemu, ścisnęła za ramię. Drgnął.

— Przepraszam, nie powinnam była. Nie jestem aristokratką. Aurelia Krzos, Jeździec Ognia, ryter Illei Okrutnej. Tak, Księżycowej Wiedźmy. No, już, przepraszam, przepraszam.

— Ależ — wziął głębszy oddech i również się zaśmiał — ależ nie ma za co! Z Księżyca, tak? Wygrałaś, w życiu bym nie odgadł. Chociaż z drugiej strony, Elking rzeczywiście pisał… Ach, ale właściwie czego ty sobie życzyłaś w nagrodę, esthle?

— Mówię przecież, że nie jestem —

— A to ciekawe, bo dałbym sobie głowę uciąć, mhm, no powiedz, czy doulos potrafi udawać człowieka wolnego przed prawdziwie wolnymi? Nie byłby doulosem. Ale ja chciałem coś innego —

Obejrzeli się wraz na nagły odgłos splunięcia za plecami. Trzy stopnie wyżej przysiadł na piętach wysoki izmaelita w czarnym burnusie, jeden z owych wojowników pustynnych przyprowadzonych pod komendę Berbeleka przez Mariusza Seleukidytę. Twarz miał prawie całkowicie zakryta przez wielokrotnie zawiniętą, brudną trouffę, błyskały w szczelinie jedynie błękitne oczy. Czarny turban był przekrzywiony, wystawały spod niego przetłuszczone włosy. Na kolanach złożył izmaelita stary keraunet o bardzo długiej lufie, pokryty matowymi inkrustacjami, tu i tam układającymi się w arabskie słowa. Zza pazuchy wystawała rękojeść kandżara. Mężczyzna sięgał tam, by wyjąć i wcisnąć między zawoje trouffy do ust wysuszone liście jakiejś rośliny. Przeżuwszy je, spluwał głośno. Dłonie miał gęsto otatuowane, z paznokciami kciuków morfowanymi w rogowe szpony.

Esthlos Aszamader skinął w milczeniu na Aurelię. Wspięli się na powrót do Świętego Kręgu, omijając czarnego beduina.

Kykur ujął Aurelię pod ramię. Powstrzymała się przed odruchem uwolnienia ręki. Miał taką zimną skórę… Przesunęła palcami po jego przedramieniu, nacisnęła mięsień, wyczuwając kształt kości pod spodem — teraz to ona go prowadziła, do jej kroku dostosowywał swój. Byli jednakiego wzrostu.

— …ciągle niebezpiecznie na ulicach, ale nie chodzę sam, zabrałem tu ludzi, żeby pomogli w ratowaniu Biblioteki, i jeśli chcesz — Urcz! Zabachaj! — jeśli nie wyjeżdżasz dzisiaj, esthle, a nie wyjeżdżasz?

— Nie, chyba nie, nie sądzę.

— Nie masz pojęcia, co tu się działo podczas oblężenia, sprawiłoby mi wielką przyjemność twoje towarzystwo chociaż na ten jeden wieczór, zobaczysz, po kąpieli i w czystych szatach zacznę przypominać człowieka. Opowiesz mi wszystko o Księżycu, może nawet ci uwierzę, ha!

— Nie uwierzysz, ale to i lepiej.

— A więc dobrze! Selinusowe Hospicjum leży w gruzach, mieszkam w dworze przyjaciela, pod północnymi zbiornikami. Gdzie ty —

— W pałacu namiestnikowskim.

— Ach! No tak. — Zatrzymawszy się przy ruinach portyku Biblioteki, uniósł dłoń Aurelii do ust. Zadźwięczały bransolety. Przyciskając wargi do gorącego nadgarstka, nie opuszczał spojrzenia z oczu Księżycanki. — Ależ prędko bije ci serce.

— Nie pochlebiaj sobie, nasza krew zawsze jest szybsza.

— Przyśpieszy jeszcze bardziej.

Uśmiechali się już oboje. Im lżejszy ton i słowa bardziej żartobliwe, tym więcej prawdy w uśmiechu i morfie ciała. Teraz już decyduje krótkie mrugnięcie, półoddech, szelest jedwabiu i promień słoneczny drgający na krzywiźnie jej piersi.

— Nie będzie zazdrosny? — szepnął.

— Kto?

— Strategos.

— Może.

— Lubię, kiedy są zazdrośni.

— Wiesz co, lepiej jednak najpierw się umyj.

— Gdy tylko —

Wypadli zza ruiny, zadyszani: dwaj mężczyźni jednakiej żołnierskiej morfy, jednako usmoleni, nawet w dżibach podobnie podartych i ubłoconych.

— Wołałeś nas, esthlos?

Forma pękła jak bańka mydlana, Kykur i Aurelia odstąpili od siebie, zgasili uśmiechy, Aszamader puścił rękę Księżycanki, obrócił się do mężczyzn.

— Gdzieście się podziewali? — warknął.

— Zawalił się strop w —

— Nieważne. Wracamy do Szygedy. Marduku, jak wy wyglądacie!

— Esthlos, ty sam — Kykur zgromił ich wzrokiem.

— Teraz trudno dać wiarę — rzekł do Aurelii — ale jeszcze niedawno służyli w Szarej Gwardii Siedmiopalcego. Przyjechali tu kurować przyjaciela u pergamońskich teknitesów. Wiele zawdzięczają Aszamaderom.

Aurelia zastukała pyryktą o obaloną kolumnę.

— Ja jednak muszę wpierw pomówić ze strategosem. Wybacz, esthlos.

Kykur wyjrzał zza załomu gruzowiska na dziedziniec Biblioteki i machnął na Aurelię. Podążyli za nim.

Strategos Berbelek dyskutował tam o czymś z Metonem Mesytą. Dwaj z horrornych ściskali w objęciach związane powrozami grube paczki książek. Ujrzawszy Aurelię i esthlosa Aszamadera, Meton wskazał ich strategosowi.

Berbelek rzucił horrornym krótki rozkaz i podszedł do Aurelii. Zwróciła mu pyryktę. Berbelek przesunął wzrokiem od Księżycanki do Babilończyka i z powrotem. Uniósł brew. Czy Forma była aż tak oczywista? Aurelia uśmiechnęła się niepewnie i klasnęła dłonią o udo.

Kykur otworzył usta, lecz pod spojrzeniem strategosa zamilkł przed wypowiedzeniem pierwszego słowa. Berbelek trzasnął ryktą o cholewę jugra i odszedł. Odchodząc, obejrzał się jeszcze przez ramię na umorusanych ludzi Aszamadera, raz i drugi, i trzeci.