Выбрать главу

Ostrzegł ją, że nie można patrzeć wprost i nie zostać oślepionym — ale cóż oślepi rytera Ognia? Spojrzała. Światło wypełzało z nicości, z niewidocznego otworu w powietrzu — nieśmiała larwa, zwinięta w pięść dłoń anioła Słońca. Aurelia weszła w jej uścisk. Kykur krzyknął za nią. Otworzyła usta, wciągnęła Mgłę do płuc. Zbyt wielka ekstaza, by nazwać ją bólem. Odwróciła się do Aszamadera. Osłaniał przedramieniem oczy. Podeszła do niego, kobieta-fenix, objęła mocno, światło wyciekało wszystkimi porami jej skóry, pocałowała — blask złocisty buchał spomiędzy ich zetkniętych warg. Tam po raz pierwszy złączyli ciała, w wielkim świetle, w chmurze wilgotnego ognia.

Oczywiście każdy taki upust Mgły Jezebel z systemu kryształowej hydrauliki powodował nieodwracalny ubytek w światłobiegu Floreum. Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie przez samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.

Ile przetrwała wzajemna fascynacja Aurelii i Kykura? Tydzień może. Rozpad Formy zaczyna się od drobiazgów, na które poza Formą nie zwrócilibyśmy uwagi. Intonacja głosu przy błahych pytaniach. Szybkość podniesienia głowy, gdy ta druga osoba wchodzi do pokoju. Stanowczość artykulacji swych pragnień. Rytmika oddechu, pod jego, pod jej wzrokiem. Ostatnio Kykur wybuchł gwałtowną irytacją, obudziwszy się w środku nocy i ujrzawszy Aurelię siedzącą obok na łożu i przyglądającą mu się z ognistą intensywnością — dla niej był to przecież nadal dzień, mówiła mu, nie zaśnie teraz. Patrzyła więc, jak on śpi. Lub wychodziła na miasto.

Wyszedłszy teraz z Floreum, zmrużyła oczy przed ciemnością — tu, w świecie zewnętrznym, zapadł już zmierzch, nadciągała parna pergamońska noc. Uniosła głowę. Żółtoróżowy Księżyc wisiał na niebie nad wschodnim horyzontem, nad krzywą szczerbą ocalałego fragmentu muru obronnego. Zszedłszy po żelaznych schodach na ulicę, przeskoczyła na drugą jej stronę, by uciec spod kopyt chowołów. Doulosi i robotnicy pracowali nieprzerwanie, usuwając gruz i reperując fortyfikacje. Odbudowa domów mieszkalnych najwyraźniej nie stanowiła priorytetu dla wyznaczonego przez Króla Skałę bazyleusa Pergamonu.

Dziesięć dni po zakończeniu oblężenia miasto nadal sprawiało wrażenie zamkniętego pod formą wojny. Ostatnie pożary ugaszono dopiero przedwczoraj. Stosy krematoryjne wciąż płonęły na zarzeczu — choć już tylko nocami, by słupy złowrogiego dymu dodatkowo nie obniżały morale pergamończyków. Gdy teraz tam spojrzała, zobaczyła tylko plamy bezgwiezdnej ciemności. Strategos sprowadził szybką „Urkają” kilku teknitesów somy z Alexandrii, Rzymu i Byzantionu, by położyli kres rozprzestrzeniającej się zarazie; doszło bowiem do tego, że szaleńcy z dzielnic biedoty sami podkładali ogień pod swoje domy. Pozostałe aerostaty, w tym oroneiowy, zajęte były transportem wojska. Świniami powietrznymi i statkami morskimi, ładowanymi w kaikussowej przystani, horrorni opuszczali Twierdzę, setnia za setnią, sami nie wiedząc, dokąd zmierzają. Nie wie — działa i Aurelia.

Pałac namiestnikowski mieścił się w północnym kompleksie na Wzgórzu Ateny; Aurelia skręciła na zachód, odwracając się plecami do Wzgórza. W nocy i tak nie miałaby co robić w pałacu. Po wprowadzeniu się tam nowego bazyleusa zarządzono jeszcze ściślejszą ochronę, kilka nocnych przechadzek Aurelii skończyło się ogólnym alarmem. Natomiast, co charakterystyczne, nocne wizyty babilońskiego aristokraty nie dziwiły nikogo.

Zaszła do przystani kaikussowych. Tu, w tawernach i hospicjach nadrzecznych życie nie zamierało nigdy. Czynne były nawet tawerny spalone, podawano posiłki i alkohole na prowizorycznie zbitych stołach, na wolnym powietrzu, pod brudnymi lampionami i kopcącymi czarno pochodniami. Aurelia wiedziała, że wszystko to stanowi skutek wojny, a jednak nie mogła się powstrzymać od odruchowych skojarzeń: brud, chaos i degeneracja, na Księżycu nie znieślibyśmy podobnej dysharmonii. Usiadła pod drzewem solnym, przy stole z widokiem na dolną przystań, gdzie ładowano właśnie na wąski karożaglowiec tabor Horroru. Przyglądała się pracy marynarzy i robotników portowych. Jeśli strategom nie zamierzał utracić dopiero co zdobytych ziem, tak masowe wycofywanie wojsk z Pergamonu w obliczu spodziewanej kontrofensywy Czarnoksiężnika może oznaczać tylko jedno: siły Uralu zostaną związane gdzieś indziej.

Doulos przyniósł jej wino, ukłonił się nisko. Zapewne istotnie sprawiała wrażenie aristokratki, zwłaszcza w kontraście z innymi klientami, w większości zakutanymi w tanie szaty, ukrywające świeże kalectwa i niedoskonałości ciał niskiej Formy. Wstyd ciała nie ma dostępu do ludzi morfy najpodlejszej (ciało niewolnika nie jest jego własnością) ani najszlachetniejszej (doskonałość nie zna wstydu); wszyscy pozostali chcieliby być inni, lecz nie potrafią się zmienić. Odwracali wzrok, gdy na nich patrzyła. Kimkolwiek była, była obca, przybyła z armią Seleukidyty — a ich dusze wciąż w dużej części należały do Czarnoksiężnika. Zostali wyzwoleni, a teraz w ponurym milczeniu czekali wyzwolenia z tej wolności.

Jeden tylko żołnierz uśmiechnął się do niej otwarcie; odpowiedziała uśmiechem, bez zastanowienia obracając się ku niemu półprofilem i prostując plecy. Nieważne, jak ostatecznie zapamięta Kykura, pozostanie on w jej morfie na zawsze — rzecz błaha, lecz tym bardziej trwała. Zresztą przecież nie był złym człowiekiem, z pewnością nie złym Ziemianinem. Wspominała go z ironicznym rozczuleniem. Zgolił dla niej brodę, wbrew morfie babilońskiej. Godzinami szeptał jej do ucha żartobliwe sprośności, komplementy wulgarne. Jakże łatwo wywoływał jej śmiech swym bezczelnym śmiechem. Już tęskniła za zimnym dotykiem Aszamadera.

Żołnierz zaproponował jej gestem następny kubek wina. Odmówiła. Wstała i nie oglądając się za siebie, opuściła przystań.

Właściwie na czym polega moja służba? — myślała, wspinając się krętymi ulicami Pergamonu. Jakie są moje powinności? Czy mam pozostać u boku strategosa do końca, to znaczy do ostatecznej jego zdrady, ostatecznego zwycięstwa lub ostatecznej klęski? I niby jak dokonać osądu? Już nie jestem nawet pewna mego zakładu z Janną. Czy strategos kiedykolwiek powie otwarcie: „tego słowa nie dotrzymam”? A nawet jeśli powie — jest strategosem, skąd miałabym wiedzieć, co naprawdę to znaczy? Och, Pani, ja przecież chciałam tylko zobaczyć Ziemię…!

Minęły ją rozpędzone wozy hydorowe, gdzieś w mieście wybuchł nowy pożar. Podążyła ich śladem. Płonęła jedna z ocalałych faktur pergaminu. Aegipt od wieków już nie blokował eksportu papirusa, a i papier vistulski systematycznie spadał w cenie, pośród aristokracji nadal jednak panowała moda na oryginalny, cielęcy pergamin. Który teraz z pewnością mocno zdrożeje. Przyglądała się skazanej z góry na niepowodzenie akcji gaszenia pożaru. Może faktycznie nie ma sensu odbudowywać miasta na tej przeklętej równinie…

Wróciła do pałacu tuż przed świtem. Minęła kilku służących, których nie spodziewała się zastać na nogach o tej porze. W atrium spotkała Jannę-z-Gniezna, bezceremonialnie obmywającą żylaste stopy w impluvium.

— Myślałam, że siedzisz w Amidzie.

— Właśnie przylecieliśmy, strategos cię szukał, wyjeżdżamy na dobre, pakuj się. Coś ty się tak wystroiła, kolczyki, bransolety, pierśczyk, hę? Znowu dobrałaś się do domowej garderoby?

— A żeby cię trąd, durna starucho.

— Płoń, płoń, może ci się trochę we łbie przejaśni. Aurelia splunęła fioletowym płomieniem i skręciła do swoich komnat.