— Wy… — Dotknął ostrożnie poparzonych warg. — Dianie!
— Już, już. Mówcie, co wiecie.
— Nis wam nie powem!
— Przysięgałeś, Garusza! Pani pyta!
Ministerialny służaszyj wziął głęboki oddech, przełknął ślinę. Wyprostowawszy się, poprawił na ramionach futro z biedźwiedzia.
— Tak. Łoskas. Dla Pani. Cisiaj o kocinie ciesiątej w Sali Porosznej, szwarte biętro Alsenału, pod Basztą Chana. Szyjmuje posestfa Szymatów i Szygitów.
Strategos wyjął z kieszeni zegarek, sprawdził godzinę.
— Jaka obsada?
— Jak szfykle. A Bułaszki Karła siecą w gałnizonach pod gremlem.
— Przywiózł ze sobą zaraźnice?
— Nie, poszednio pół Moszkwy chorowało.
— Gdzie
— Cicho!
Aurelia przykucnęła nad klapą. Krztyp, krztypp, krztkkkk! W momencie, gdy klapa zaczęła się unosić, szarpnęła za nią, odrzucając z trzaskiem.
Na schodach stał dziadek Bardionny z sękatą laską w ręku. Rozdziewając w zdumieniu bezzębne usta, mrugał panicznie, oślepiony przez Aurelię.
— Esthlos! — syknęła ponaglająco, nawet nie oglądając się na strategosa, okółramienniki już napęczniałe, rozpędzone do straszliwego ciosu.
Esthlos Berbelek zawahał się krótko.
— Niech idzie — rzekł. — Nie czekamy dłużej, i tak nie zdąży.
— Precz! — warknęła Aurelia na dziadka.
Słowa zapewne nie zrozumiał, lecz intencję z pewnością. Upuściwszy laskę, wrzeszcząc wniebogłosy, zbiegł ze schodów.
Strategos podniósł się ze skrzyni. Podszedł do okna, przeciągnął się, wyprostował — tylko tu mógł się swobodnie wyprostować.
Skinął na horrornych.
— Ptaszek.
Jeden z horrornych oddał swój keraunet koledze i odsunąwszy z drogi do reszty zdezorientowanego Babuczkina, zniknął za stosem gratów nagromadzonych pod boczną ścianą. Pojawił się z karambusową klatką w dłoni. Odrzucił przykrywającą ją szmatę i rozwiązał karambusową plecionkę; lżejsze od powietrza włókna uniosły się powoli i zebrały pod sufitem, w gęstwie starych pajęczyn.
Aurelia, nie mogąc spać w długie, zimowe noce moskiewskie, studiowała była strukturę pajęczyn. Strategos wskazywał jej cechy charakterystyczne. To między innymi właśnie po kształcie najnowszych robót pajęczych poznali, iż kratistos Maksym Rog istotnie przybył już do Moskwy, że to nie tylko plotka; że vistulska ofensywa osiągnęła swój cel. Pająki tkały bowiem swe sieci podług wzoru anthosowej pieczęci Czarnoksiężnika, w pentagramy, mandale, gwiazdy uralskie, regularne niczym astrologiczne konstrukty niebios.
Uwolniony z oroneiowej klatki jastrzębiec rozpostarł skrzydła. Horrorny podał go strategosowi. Ornitomorf był ciężki, esthlos Berbelek oparł łokieć na futrynie okna. Drugą dłonią pogłaskał łepek jastrzębca. Ptak wlepił czarne ślepia w strategosa.
— Na dół, na dół, na dół — powtarzał Berbelek. — Zabrać, zabrać, zabrać.
Jastrzębiec przekrzywił główkę w lewo, w prawo, w lewo.
— Nadółzabraćnadółzabraćnadółnadół — zaskrzeczał.
Strategos pchnął ramę okna — mroźne powietrze wdarło się do wnętrza strychu, z nich wszystkich zadrżał właśnie zakutany w brunatną szubę Babuczkin. Natomiast wokół ciała Aurelii poczęła się zbierać w aetherycznych epicyklach ciepła para, biała mgiełka zafalowała nad jej głową.
Strategos wystawił ramię przez okno i podrzucił jastrzębca ponad garbaty komin. Wielki ornitomorf jeszcze raz zaskrzeczał coś niezrozumiale, po czym odleciał, kilkoma machnięciami skrzydeł wzbijając się wyżej kalenicy i zaraz niknąc Aurelii z oczu w perspektywie labiryntu białych dachów.
Aurelia, Panna Mgielna, zwróciła się z powrotem do Babuczkina.
— Co z nim zrobimy?
Babuczkin pokazał jej Odwrócone Rogi. Strategos pokręcił głową.
— Niech ci to nie wejdzie w krew — rzekł, pochyliwszy się nad Księżycanką. — Siła jest w samej potencji, w możliwości wyboru, nie zaś w wyborze już dokonanym. Moglibyśmy go usunąć — ale po co? A poza tym to wierny sługa Pani. Prawda, Babuczkin?
— Mam szonę i cieci.
— To oferta czy groźba? Ale nie bój się, teraz już przesądzone, w niczym nie przeszkodzisz. No, uciekaj.
Skryba obejrzał się na schody, przestąpił z nogi na nogę, oblizał wargi — na ich oczach łamał się z jednej Formy w drugą — i koniec końców nie ruszył się z miejsca.
— Bójdę sfami.
— Masz żonę i dzieci.
— A bies je jebał. Śmiejąc się, strategos wzniósł ręce nad głowę.
— Niebo słyszało, ziemia słyszała. — Skinął na horrornych. — Zablokujcie wejście.
Przesunęli na klapę kilka skrzyń, na wierzch zwalili jeszcze zardzewiały kocioł.
— Widzisz — mruknęła Aurelia do esthlosa Berbeleka wskazując służaszyja — jest gotów zaryzykować własne życie. Liczy, że nowy reżim zrobi go, w nagrodę za poświęcenie i wierność, co najmniej ministrem. Tak szczery egoizm powinien rozwiać ostatnie twoje wątpliwości, esthlos.
Berbelek zapalił tytońca. Oparty o framugę okna, strzepywał popiół na zewnątrz, na ośnieżony dach.
— Strategos wie — rzekł powoli — iż najlepsze plany to te, które nie wymagają od wykorzystywanych w nich ludzi postępowania wbrew ich naturze, lecz właśnie w zgodzie z nią; tym bardziej wie to kratistos. Najtrudniej przejrzeć oszustwo zbudowane z tysiąca drobnych prawd, gdzie fałsz istnieje wyłącznie w sposobie ich złożenia, w umyśle strategosa. Zawsze lepiej użyć do osiągnięcia danego celu przedmiot po to właśnie istniejący, aniżeli inny, wbrew jego przeznaczeniu. Nóż, by przeciąć, powróz, by związać, Babuczkina, by zdradził.
— Nie rozumiem. Cóż Pani mogłaby zyskać, podsuwając ci agenta, o którym wie, że jest zdemaskowany i sterowany przez Czarnoskiężnika?
— Nie jesztem
— Zamknij się!
Berbelek strzepywał popiół za okno, żar wypalał w śniegu czarne ścieżki. Nad Moskwą odezwały się gongi świątynne. Z północy, zza kremla, poderwały się stada wron, hraków i kruków. Strategos śledził je wzrokiem przez zasłonę siwego dymu.
— Cóż by zyskała? Po pierwsze, niewiele by straciła, trochę wojska, jednego strategosa, po prostu poczekałaby kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat na następnego kratistobójcę. Po drugie… A weź pod uwagę, że to jest jedyna okazja, gdy może się mnie tak łatwo pozbyć, potem będzie musiała zaakceptować moje warunki sojuszu. Po drugie — może zyskać wszystko, może zyskać bezpośrednią władzę nad światem.
— O czym ty
— Któż by się oparł sojuszowi Uralu z Księżycem?
— Oszalałeś. Esthlos.
— Oho.
— Oni się nienawidzą. Pani i Czarnoksiężnik.
— Nie wierz w takie rzeczy, jak nienawiść i miłość między kratistosami. Są tylko różne ścieżki do potęgi: takie i takie, z tymi i przeciwko tamtym, i na odwrót. Pomyśclass="underline" któż by się oparł podobnemu sojuszowi? To jest najsilniejszy argument z możliwych.
— Ale jak… Nie pojmuję.
— Przypuszczam, że taki był jej pierwotny plan. Po to słała Lakatoię do Czarnoksiężnika. Toczyły się długie negocjacje, on już nawet przyjął Szulimę do swej świty, teraz wiem, że Ihmet Zajdar, niech mu Manat wynagrodzi, do jakiegokolwiek piekła czy raju trafił, że Zajdar widział wtedy w Chersonezie obraz prawdziwy. Być może sojusz zaczął już nawet funkcjonować, na małą skalę, w Afryce, próbowali razem zatrzymać Skoliodoi metodami pitagorejskiej numerologii, bezskutecznie. Coś się musiało wydarzyć, Illea powzięła wtedy zamiar osobistego przejęcia Aegiptu, posłała. Szulimę: córka za Tron Alexandra. Myśmy nie rozumieli, dlaczego Rog nagle runął na zachód, ta cała wojna, oblężenie Kolenicy, to był tylko odprysk znacznie głębszych zmagań. To oraz jego sojusze, z Janem Czarnobrodym, zacieśnienie więzów z Babilonem, on się zabezpieczał. Ale Pani wcale nie chciała wojny z Uralem, wydaje mi się, że nie była zadowolona z mojej strategii, zaskoczyłem ją i nie mogła odmówić. Teraz jednak ma okazję wrócić do pierwotnego planu. Wie, że uderzę, wie, gdzie i kiedy, wie, że mogę to zrobić tylko ja, osobiście, własną ręką. Wystarczy jej posłać krótkie ostrzeżenie do Maksyma: ot, opętany przez zemstę strategos, który wyrwał się spod kontroli. Wpadniemy prosto w pułapkę, będą tam już na nas czekać tysięczne zastępy wywleczone z najgłębszych mateczników Uralu. Illpa uratuje Czarnoksiężnikowi życie. Rozumiesz, co taki dług oznacza dla kratistosa? Omal jakby złożył jej hołd. I któż się potem oprze sojuszowi Uralu z Księżycem?