Выбрать главу

Pan Berbelek — potężny mężczyzna w drogim płaszczu, o twarzy ogorzałej i ciemnych oczach skrytych pod gęstymi brwiami — kartkował szeleszczące gazety. Wydania pochodziły z trzynastego, czternastego i piętnastego Octobrisa 1198 roku, specjalnie dla niego zostawiono prasę z poprzednich dni, gdy znajdował się poza miastem. W „Głosie Neurgii” pisano obszernie o ofercie złożonej księciu przez młodego kratistosa Eryka Helwetę: po odejściu Króla Burz, na skutek przesunięcia dziedzin K’Azury i Leo Vialle na południe, powstała w kerosie otaczającym Neurgię pustka, która prędzej czy później musi zostać wypełniona. Jeden z komentatorów spekulował nawet, iż przyjazd Hieronima Kratistobójcy („najbardziej znanego dzisiaj mieszkańca miasta książęcego Vodenburga”) może mieć z tym coś wspólnego. HIERONIM MEDIATOR. Na następnej stronie tabela cen żywności. Głód na wschodzie i coraz to nowe wojny domowe wybuchające na gruzach Imperium Uralskiego wpływają na rynek nawet tutaj, na drugim krańcu Europy. HERDON W LABIRYNCIE: Jak donoszą nasi korespondenci zza okeanosu, król Gustaw, za przyzwoleniem kratistosa Anaxegirosa, wysłał na Księżyc poselstwo dla ustanowienia stosunków dyplomatycznych z Labiryntem. Kratista Illea odpowiedziała przychylnie; na dworze w Nowym Rzymie oczekuje się poselstwa Księżycan. W.Jeźdźcu o Zmierzchu” tradycyjnie karykatura kanclerza Löke. Stoi na murach portowych Vodenburga i, zapłakany, macha na pożegnanie statkom pod banderami Czwórmiecza. Istotnie, nowy porządek w Afryce Alexandryjskiej spowodował odpływ z Neurgii sporej części południowych emigrantów, a także znaczny spadek opłacalności części handlu dotąd tradycyjnie przechodzącego przez port vodenburski. Następny artykuł podsumowywał to najdobitniej: JAN CZARNOBRODY PODPISUJE TRAKTAT SYCYLIJSKI! NOWA OŚ: RZYMMACEDONIAPERGAMON. Zniesiono Cła Alpejskie; tej zimy pergamin znowu potanieje.

Katlakkk-Malakk-talakk, katlakkk-talakkkk, konie szły w równym rytmie, zimna noc prowokowała wspomnienia o nocach ciepłych. W Herdonie otwarta zostanie ambasada Księżyca, lecz w Pergamonie już przecież zamieszkała ejdolos Pani, Lakatoia, Panna Wieczorna. Na ziemi Mariusza Gesomaty, pod anthosem Króla Burz, w sąsiedztwie garnizonów trzech Kolumn Horroru na żołdzie Labiryntu, tam po raz pierwszy może się ogłosić sobą, to znaczy córką swej matki, tam może odsłonić się przed światem. Kratistosem Czwartego Pergamonu jest Juliusz Kadecjusz, jemu, na mocy sekretnej umowy z Kratistobójcą, przypadł keros kraju Seleukidytów, od Morza Kaftorskiego po źródła Eufratu i Tygrysu. Oroneia spoczęła na gruzach Twierdzy, na przeklętej Równinie Krwi — anthos Króla Burz ją uzdrowi. Oszczędzono tylko Wzgórze Ateny, Bibliotekę i Kryształowe Floreum — ziemia Powietrza i Ognia osiadła na drugim brzegu Kaikussu. Pan Berbelek wspominał tę noc gorącą, gdy odwiedził esthle Szulimę Amitace w jej nowej siedzibie. Zewsząd zjechali się byli wyznawcy i agenci starego kultu, nie mógł już dostać się do Floreum nikt, kto nie otrzymał pozwolenia od wszystkich kolejnych strażników, w to miasto ruin wchodziło się zaiste jak w labirynt. Nawet Kratistobójcą słać musiał przodem herolda; dopiero o zmierzchu przyszło potwierdzenie. Wprowadziła pana Berbeleka bardzo młoda Heltyjka w labrysowym naszyjniku. Miast spiralną ścieżką piaskową szli przez tuziny nieskończonych słonecznych łąk, ze światła w światło; najwyraźniej Szulima zaczęła już manipulować architekturą Floreum. Po łąkach biegały dzieci najrozmaitszych morf, kilku — i kilkunastoletnie, pan Berbelek widział także mamki piastujące niemowlęta. — Skąd one pochodzą? — spytał Heltyjkę. — Ze wszystkich stron kerosu — odparła — spod Formy każdego kratistosa. — Wyszli na łąkę afrykańską. Zza akacjowego gaju wypływał srebrzysty strumień, między akacjami figlowały małpy, w sawannowej trawie migotały żółte grzbiety tapalop, przyglądały się temu leniwie wyciągnięte pod drzewami gepardy. Zza strumienia, z wielkiego błękitu, wylewały się powoli kłęby tłustego światła, płynęło białe mleko oślepiającego blasku. Wpierw wyfrunęły zeń dwa kolorowe ptaki, Heltyjka uklękła, ptaki zatoczyły koło nad panem Berbelekiem, uniósł głowę — nie spostrzegł, gdy z mgły Ognia wyszła Lakatoia. — Esthlos. — Esthle. — Uśmiechali się od pierwszego spojrzenia; ale nie spodobała mu się lekkość, banalność tego uśmiechu. Zamiast ucałować nadgarstek Szulimy, zagarnął ją w pasie, przyciągnął, pocałował łapczywie, drapieżnie. Nie opierała się, lecz gdy odsunął ją potem na długość ramion, napotkał ten sam zimny, jadeitowy wzrok esthle Amitace, którego miał nadzieję nie ujrzeć już nigdy po fatalnej dżurdży. Forma sytuacji stawała się boleśnie oczywista. Odstąpił o krok. Szulima przysiadła w trawie, zawijając lnianą spódnicę. Wskazała mu miejsce obok. Nie zareagował. Wygładzając fałdy koszuli, rozglądał się po świetlistej łące (motyle krążyły nad jego głową w regularnych okręgach). — Przebudowujesz Floreum? — I tak wymaga naprawy. — Niech zgadnę: Król Burz. — Owszem, składa mi często wizyty. — Tak. Oczywiście. Odwieczny sojusznik Labiryntu. — Nie znajdziesz na mych ustach ani śladu kłamstwa. Czy kiedykolwiek powiedziałam, że cię kocham? Jestem córką Księżycowej Wiedźmy, Illei Okrutnej, jakiej morfy się po mnie spodziewałeś? — Pan Berbelek mógł tylko mrużyć oczy. Bogowie, ona nadal była piękna, jeszcze piękniejsza, w milionie odbić, w tym świetle najbielszym.

Mgła gęstniała, lecz widział już przez okienka powozu wysokie cienie budynków należących do kompleksu książęcego, konie zwolniły, wspinając się na strome wzgórze; zbliżali się do pałacu Grzegorza Ponurego. Pan Berbelek wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza zaproszenie skreślone na cielęcym pergaminie własną ręką księcia. Wczoraj, przesłane z pocztą z majątku w Ostrogu, przyszło do Vodenburga inne zaproszenie: do Alexandrii, na uroczystość nadania imienia nowo narodzonej wnuczce esthlosa Hieronima Berbeleka — córce Hypatii XV i Namiestnika Górnego AegiptuPan Berbelek nie był obecny, gdy przyszła ona na świat (na ów dzień zwołał był w Czwartym Labiryncie radę astromekaników), odwiedził natomiast Alexandrię pół roku temu, w czas uroczystych zaślubin i wyniesienia Alitei. Nabuchodonozor Złoty, który osłabł już tak, że jego anthos sięgał zaledwie dwieście stadionów poza granice Alexandrii, nie mógł odmówić i po raz pierwszy od przeszło trzech wieków opuścił swą wieżę w Menout, by pobłogosławić nowej Hypatii. Było to dla niego ostateczne upokorzenie i symbol klęski: siedzieć przy jednym stole z Kratistobójcą, naprzeciw człowieka z krwią Potęgi na dłoniach. Ryciny z uroczystości ślubnej obiegły potem świat, pan Berbelek widział ów obraz w gazetach Europy, Herdonu, Ziemi Gaudata: kratistos i kratistobójcą, obaj wznoszący toast na cześć młodej pary, żaden z nich jednak nie patrzy na nowożeńców, wzrok mają utkwiony w sobie nawzajem. Alitea natomiast uśmiechała się promiennie, tym swoim dziecięcym uśmiechem, potrafiła, jeśli chciała, miała ten uśmiech w arsenale. Portretowano ją w czerwonej spódnicy aegipskiej, stojącą między pochyłymi pylonami, z bukietem zbożowym w lewej dłoni i kostką pitagorejską w prawej, nadal izydowo uśmiechniętą. Pan Berbelek pamiętał zupełnie inny wyraz jej twarzy, z jakim uklękła przed nim kilka miesięcy wcześniej, razem ze świeżo wykurowanym Dawidem. Zaszli Hieronima w najdalszym kącie perystylu alexandryjskiego pałacu, zjadł właśnie śniadanie w cieniu wodnej palmy, nad Mareotem wstawał purpurowy świt; odwrócił wzrok od zorzy poranka i oni już tu klęczeli, nie mógł umknąć spod tej Formy. Alitea wiedziała, w jakim nastroju wrócił właśnie z Pergamonu od Szulimy, pan Berbelek nie zdziwiłby się, gdyby Szulima wysłała zaraz do Alitei stosowny list. — Ojcze. — Wstańcież, no co wy wyprawiacie! — Prosimy cię o błogosławieństwo, kyrios. — Alitea, wiesz dobrze, że nie będę ci się sprzeciwiał, to twoje życie. — Sprzeciwiałeś się i sprzeciwiasz. Nie chcę, żeby coś mu się stało. Dasz mi słowo. — Wściekł się wtedy. — Precz! Precz mi z oczu! — Monszebe się poderwał, ale złapała go za ramię. Zostali na kolanach. — Ojcze. — Co ty sobie wyobrażasz, że kim ja jestem, że naślę morderców na męża własnej córki? — Nie oczywiście, że nie. Ale też czy Szulima namawiała nas ku sobie? Przecież wiesz. Co zeswatane przez Pannę Wieczorną, to spełnia się w miłości. A pod morfą strategosa spełniają się plany, których on sam nawet jeszcze do końca nie pomyślał. Ktoś dostrzeże grymas na twej twarzy i zechce ci się przypodobać… Dawid już raz ledwo uszedł śmierci z rąk twojego wasala. Pobłogosławisz nam, kyrios. Szczerze. Noszę jego dziecko. Muszę uwierzyć, że w głębi serca życzysz nam szczęścia. — Do dziś nie miał pojęcia, po czym mianowicie ona miała to poznać; sam nie wiedział, czy cieszył się z ich radości, czy pogardzał za przewrotność Szulimy. Wszystkie ryciny z wesela przedstawiały beznamiętną, surową twarz Kratistobójcy.