Pan Berbelek wywija Skolioxyfosem młynka i uderza sponad ramienia w nadstrumienny głaz. Głaz roztapia się, spływa do wody, tam z sykiem rozszczepia się na tysiąc ogniowych ważek, które natychmiast wzlatują w niebo nad gajem Pani, przemykają czerwoną chmurą wskroś zielonej tarczy Ziemi.
— Tak.
— Wiem, że cię kusi. Lepiej już idź.
— Nic nie wiesz, kobieto. Możesz mieć tylko nadzieję.
— Odejdź.
— Sofistes Antidektes uważa, że z premedytacją ich sprowadziłaś, że tak się począł twój plan odzyskania władzy nad Ziemią bez konieczności opuszczania Księżyca. Pozostaniesz tutaj, lecz twoja morfa z równą nieuchronnością obejmie królestwa Dołu. Mieli rację, podejrzewając cię od samego początku. Twoja córka, moja córka, ty — jedna Pani. Dotąd skłaniałem się do sądu, iż po prostu wykorzystujesz sytuację, jak każdy kratistos by wykorzystał; nie mogłaś przecież wiedzieć o adynatosach, nie mogłaś zaplanować tego, co przychodzi spoza gwiazd stałych. Ale teraz zaczynam —
— Ta makina na niebie nad nami — jej perpetua mobilia obracają się dokoła osi mojego serca, nie zdążysz wznieść miecza, a aether zmieli cię na arche.
— Jeszcze nie dzisiaj, lecz kiedyś ujrzę strach na twoim obliczu.
— Odejdź.
— Możesz mieć tylko nadzieję, że nie przetrwam spotkania z arretesowym kratistosem. Ale ja je przetrwam, widziałem swój kismet i mówię ci, że przetrwam i wrócę, stanę wtedy przed tobą i
— Odejdź!
— Nie wiem, kiedy, ale któregoś dnia, twarzą w twarz
— Precz!
— Podziękuję ci za wszystko, co dla mnie uczyniłaś.
— Hierokharis!
— Do zobaczenia, Illeo.
Ma długie, czarne włosy, lekko skośne oczy, piersi ciężkie i krągłe, szerokie biodra, ciemne łono; podobna i niepodobna do swej córki. Ma długie, czarne włosy, lekko skośne oczy. Ma długie, czarne włosy. Długie, czarne. Czarne. Miała długie, czarne włosy, lekko skośne oczy, piersi ciężkie i krągłe — nie, przecież nie to widział, to tylko wspomnienie. Ogląda się za siebie, spojrzenie ginie w gąszczu krępych pyrdrzew, już za późno.
Ale jeszcze będzie miał okazję przyjrzeć się Pani, nie zdoła mu się wymknąć. Ściska mocniej Skolioxyfosa. Będzie miała długie, czarne włosy…
13 Sextilisa 1199 PUR flota stu trzydziestu pięciu łodzi aetheru w hegemonii Kratistobójcy opuściła sfery Ziemi i Księżyca. Na pokładach łodzi znajdowało się czternaścioro kratistosów i kratist, dwa tysiące stu osiemdziesięciu siedmiu Jeźdźców Ognia, dwudziestu dziewięciu najbieglejszych księżycowych astromekaników.
Powiadają, że zegary całego świata cofnęły się o trzy sekundy, gdy flota opuściła sferę Ziemi.
Powiadają, że Księżyc zmienił barwę — z różowej na prawie żółtą — gdy opuściła go Illea Okrutna.
Powiadają, że na Ziemi, po opuszczeniu jej przez trzynaście Potęg, długimi tygodniami szalały wściekłe burze, prądy okeanosowe zmieniały swój bieg, ławice ryb zmieniały żerowiska, dziesiątki tysięcy Ziemian popadło w obłęd, zapadło na trąd i raka, ludzie i zwierzęta przychodzili na świat z dodatkowymi kończynami, z rozszczepionymi kręgosłupami, bez najważniejszych organów, rośliny kwitły i owocowały za wcześnie lub za późno, a z błota, z ziemi, wody i ciepła poczęły się rodzić zapomniane od tysiącleci bestie. Co noc przez niebo ciągnęły roje spadających gwiazd.
„Mameruta”, czarniejsza od zbroi Horroru, największa z ciem księżycowych, w której pan Berbelek umieścił dowództwo floty, niosła na pokładzie także kilkunastu lunarnych astrologów. Z wnętrza segmentowego łba ćmy, przez skomplikowane makiny dymnego szkła, obserwowali oni nieustannie obroty sfer niebieskich i zaburzenia biegu planet. Następnie w likotowych astrolabiach, napędzanych aetherycznymi perpetua mobilia, przeliczali zakłócenia harmonii nieba, odnajdując astronomiczne punkty Skrzywienia. Tak wykreślano trajektorię Floty Arretesowej.
Kratistobójca i jego sztabowcy — hegemoni hyppyroi i kapitanowie łodzi gwiezdnych, szczury kratistosów i sofistesi Labiryntu — starali się na tej podstawie przewidzieć kierunek dalszej podróży adynatosów, aby móc wybrać najdogodniejsze miejsce bitwy. Astrologowie dysponowali dość precyzyjnymi zapisami wędrówek adynatosów z ostatnich kilkunastu lat. Nie byli wszakże w stanie wskazać w nich żadnych regularności, Skrzywienie zdawało się przemieszczać przez sfery aetheru całkowicie przypadkowo, to znaczy chaotycznie — nie dało się w tym dostrzec żadnej ludzkiej myśli.
Czego oczywiście należało się spodziewać, niemniej jednak wielce to utrudniało zorganizowanie skutecznej zasadzki na wroga. Kratistobójca zaplanował strategię ataku wykorzystującą do maksimum atuty Floty Księżycowej. Na onyxolustrzanych ścianach Ślepego Oka we wnętrzu łba Mameruty” rozrysowywał orbity, epicykle i kręte trajektorie. Gdy nie spała, często zachodziła doń Aurelia, przyglądała się, jak fenbcową ryktą przemieszcza po sztucznym niebie sztuczne planety, ceramiczne armady i zastępy filigranowych skrzydlatych Jeźdźców Ognia. Aurelia znalazła się na pokładzie „Mameruty”, jako że „Urkaja” rytera Omixosa Żarnika nie weszła w skład Księżycowej Floty, wydzielono ją do innego zadania. Wielokrotnie zapuszczawszy się w sfery ziemskie, spędziwszy tam w sumie setki godzin, „Podgwiezdna” wymagała generalnego przestrojenia. Ponieważ więc i tak trzeba ją było pozostawić na dłuższy czas na orbicie Księżyca, jawiła się naturalnym kandydatem do misji planowanej przez Akademeię Czwartego Labiryntu. Ktoś mianowicie powinien nareszcie przebić się poza sferę gwiazd stałych, wylecieć poza królestwo aetheru i zajrzeć do świata niewyobrażalnego dla człowieka, do tych otchłani demorficznych, skąd przybyli adynatosi.
Skoro poleci tam „Urkaja” — poleci jej hegemon, Omixos Żarnik. Skoro Żarnik — poleci Aurelia Krzos. Pani przydzieliła również do misji swego ejdolosa. Szybko też, za pośrednictwem akademei Labiryntu, zdobył miejsce na „Podgwiezdnej” sofistes Antidektes Alexandryjczyk, co z kolei niezbyt ucieszyło Aurelię. Tak czy owak, teraz wszystkie jej myśli zaprzątała nadciągająca wielka bitwa z adynatosami; nie ma wszak gwarancji, iż ją przeżyje, by wziąć udział w wyprawie „Urkai”. Nie ma gwarancji, iż bitwa zostanie wygrana i przeżyje ktokolwiek z ludzi.
Tymczasem „Podgwiezdna” musiała zostać przestrojona i częściowo przebudowana. Księżycowi sofistesi przygotowali plany rozmaitych mekanizmów i zabezpieczeń na spodziewane zaświatowe opresje. Skorpion Żarnika pozostanie na orbicie ponad Abazonem co najmniej cztery miesiące.
Aurelia miała dostęp do łba „Mameruty”, ponieważ ryter Ombcos Żarnik należał do sztabu Kratistobójcy, jego kajuta również mieściła się w głowie czarnoaetherycznej ćmy.
Każdorazowe wejście hyppyresa do Ślepego Oka odwracało uwagę strategosa od rozgrywanej na ścianach, suficie i podłodze bitwy, delikatna poświata nagiej skóry pyrowej rozpędzała po pomieszczeniu tysiące cieni. Mimo że Aurelia zawsze pamiętała, by wpierw uspokoić serce i oddech. Dopiero gdy Kratistobójca pozornie przestawał zwracać na nią uwagę, mogła z nim swobodnie rozmawiać. Starała się też nie patrzeć wprost na niego, nie podchodziła zbyt blisko i odsuwała się spod jego spojrzeń.
Kratistobójca wskazywał jej pyryktą aktualne położenie Skoliozy.
— Nie schodzą do sfer podsłonecznych, teraz ciągną po epicyklu Jowisza. Aether słoneczny poniesie nas tutaj, a tuż pod sferą Jowisza rozwiniemy Kwiat. Zamkniemy ich tam, jeśli tylko nagle nie zawrócą. Ale nawet jeśli — aether jowiszowy jest tak szybki… Mamy duże szanse.
Aurelia dobrze znała zasady gwiezdnej żeglugi, prawa budowane przez wieki przez Eudoxosa, Aristotla, Provegę, Orte Hassana, Boreliusza i innych. Wokół Ziemi obracają się sfery aetheru, zagęszczenia orbit uranoizy, układające się we w miarę harmonijną mekanikę nieba. Każda sfera niesie swoją gwiazdę — planetę lub Słońce — zbudowaną z cefer charakterystycznych dla danej sfery, wiążących uranoizę z arche innych żywiołów; w Słońcu na przykład związany jest głównie pyr. Sfery poruszają się z różną prędkością i pod różnymi kątami. Nie jest to ruch tak bosko doskonały, jak sobie wyobrażali pierwsi filozofowie i astrologowie, ponieważ aether nie trzyma się jednego środka, prawie zawsze wchodząc na deferenty, choćby minimalne, i przeskakując na orbity wokół jeszcze wyższych epicykli. Provega twierdził wręcz, że dla aetheru nie istnieje coś takiego jak „pierwszy deferent” — są tylko epicykle, o odchyleniu i mimośrodzie dostrzegalnym lub niedostrzegalnym dla ludzkiego oka.