Выбрать главу

— Z drugiej strony, ilu jest w Aegipcie teknitesów fauny zdolnych wyhodować takich sygemorfów człowieka i zwierzęcia? Trzech? Czterech? A Hypatia nigdy nie daruje ataku na dom swej krewnej.

— Nawet jeśli któryś teknites się przyzna, to co? Hodować mu wolno. A kto od niego kupował? Pośrednik pośrednika pośrednika. Któryś z nich już na pewno wyładował w brzuchach krokodyli — i ślad się urywa. Żeby Izydor miał jednego wroga, sprawa byłaby oczywista — ale jak słyszę, on ma tych wrogów tylu, że bez końca mogą zrzucać wzajem na siebie podejrzenia.

— Święta prawda, święta prawda, sam bym nie potrafił wymienić wszystkich gotowych zabić za otwarty dostęp do Krzywych Krain; muszą się spodziewać wielkich zysków, chociaż doprawdy nie wiem, na jakiej podstawie. Będą kolejne mordy, to pewne. Ale to zawsze tak jest, gdy pojawia się nowy rynek, nowy towar. No właśnie, esthlos, jak smakuje?

— Mhm, pewnie można się przyzwyczaić. Aneis, sądzę, że powinienem się rozglądnąć za bronią.

— Keraunetem?

— Nie, czymś niewielkim, na wszelki wypadek, ale że od jednego ciosu padłby nawet behemot. Sztylet, niech to będzie sztylet.

— Rozumiem, rozumiem — pokiwał głową Panatakis.

Po tygodniu wręczył go Hieronimowi na tym samym balkonie. Umowy podpisane z Kompanią Afrykańską obiecywały Panatakisowi zyski na tyle duże, że bezpieczeństwo pana Berbeleka stało się nagle dla starego faktora ważniejsze od bezpieczeństwa jego wnucząt: człowiek spogląda człowiekowi w twarz, człowiek ściska człowiekowi rękę, podczas gdy Dom Kupiecki nie posiada woli, honoru, morfy, po śmierci esthlosa Berbeleka trzeba by zaczynać z esthlosem Anudżabarem wszystko od nowa.

Co do pierwszej prośby Hieronima, to tu sprawy posuwały się znacznie wolniej. Panatakis posyłał panu Berbelekowi przez swoich ludzi listy z pozyskiwanymi sukcesywnie informacjami; nie było ich za wiele.

„Mieszkała w Alexandrii w latach 1174–1176, 1178–1181, 1184 i z przerwami od 1187. U esthle Laettii Lotte, u esthlosa Damiena Szarda, uważanego za jej kochanka (zaginiony na okeanosie w 1186) i w wynajmowanym przez siebie pałacu w Starej Kanopijskiej. Ponoć przyjmowana prywatnie przez poprzednia Hypatię. Listy kredytowe na duże sumy z banków w Byzanńonie i Ziemi Gaudata”.

„Uczestniczyła w co najmniej trzech dżurdżach, w 1192 i 1193”.

„W 1176, gdy odkopano katakumby Powstańców Pitagorejskich, wykupiła, wyprzedzając Bibliotekę, trzy najlepiej zachowane zwoje”.

„Widziana w Herdonie”.

„Kilkanaście lat temu krążyła plotka, że uczestniczyła w czarnej olimpiadzie; okazało się jednak, że malowidło, na które się powoływano, przedstawiało tryumfatorów XXV czarnej olimpiady, z roku 964 PUR”.

Pan Berbelek posłał pisemne zapytanie, w jakiej to dyscyplinie miałby startować sobowtór esthle Amitace.

„W Stu Bestiach”.

„Podobno odbyła Pielgrzymkę do Kamienia”.

„Nieznani żadni krewni. Wspominała o matce, która «rządzi na wschodzie». Nic nie wiadomo o mężach, dzieciach”.

„Skupowała prace Vaika Axumejczyka; została publicznie posądzona o zamiar odbudowania jego automatonu i wyzwała pomawiającego ją na pojedynek. Niejasne relacje świadków. Wyzwany (niski aristokrata z Drugiego Waset) zginął na miejscu”.

Sztylet był lekki, chłodny w dotyku, śmiertelnie piękny. Hieronim przypiął go sobie pod lewym przedramieniem, bliżej łokcia, rękaw kirouffy krył broń bez śladu. W nocy, w ciemności i ciszy swej sypialni w pałacu Lotte pan Berbelek ćwiczył ruch prawej dłoni — raz, palce w rękawie, dwa, kciuk pod rzemieniem, trzy, uścisk na rękojeści cztery, płynne wycofanie, pięć, pchnięcie bez zamachu, sześć koniec — aby ciało pamiętało, nawet jeśli umysł się podda.

* * *

Musiały zostać spełnione ściśle określone warunki czasu i miejsca. Żadnych świadków — a więc tylko oni dwoje w czterech ścianach lub na absolutnym pustkowiu. Nie dać jej czasu na obronę — a więc bez długich przygotowań, nie wdając się w rozmowę, poznałaby przecież. I samemu ujść z życiem — a więc uderzać wyłącznie ze stuprocentową pewnością, że nigdzie w pobliżu nie ma Zuei.

Ten trzeci warunek okazał się najtrudniejszy do spełnienia. Zueia i tak rzadko odstępowała swą panią dalej niż na kilka kroków, do sąsiedniego pomieszczenia; teraz, po zamachu na Izydora Woła, rozdzielić je było praktycznie niemożliwością. Pan Berbelek zaczął się nosić z myślą o uprzedzającym ataku na niewolnicęaresa czy nawet o skorzystaniu z pomocy Zajdara, nimroda przecież. Instynkt strategosa podpowiadał mu jednak, by nie komplikować planu.

Tymczasem zbliżał się aegipski Nowy Rok, w ludowych rytuałach i kultach starożytnych zapamiętany mimo ponad tysiąca lat panowania rzymskiego kalendarza. Astrologowie z Memphis zapowiadali początek wylewów Nilu na trzeci tydzień Juniusa. Urodziny Izydy wypadały dziewiątego Juniusa. Był to dzień początku nowego życia, nowych miłości, dzień nadzwyczajnych ozdrowień i niespodziewanych zapłodnień. O świcie w menoutyjskim sanktuarium Izydy zmartwychwstanie Ozyrys, w południe odbędzie się na Rynku Świata doroczne Zaślubienie Hypatii, o godzinie drugiej ukaże się w oknie swej wieży w Menout Nabuchodonozor Złoty, wieczorem kapłanki i kapłani Izydy pobiją się na ulicach z kapłankami i kapłanami Manat, a o zmierzchu na Nil na kanały, jeziora i dopływy wyroją się dziesiątki tysięcy „kołysek Ozyrysa”: smukłych łódek z zielonymi lampionami zawieszonymi u dziobu.

Pan Berbelek obudził się długo po świcie, pałac Lotte wypełniały już odgłosy krzątaniny, nadzwyczaj energicznej jak na dzień, w którym Laetitia nie urządza żadnego przyjęcia. W powietrzu unosił się zapach mirry i fulu. Ktoś śpiewał pod oknami sypialni Hieronima. Pan Berbelek wyjrzał. Nubijska niewolnica karmiąca gamparty nuciła poranną modlitwę do Bogini Tronu, słowa o zapomnianym znaczeniu: — Nehes, nehes, nehes, nehes em hotep, nehes en neferu, nebet hotepet! Weben em hotep, weben em neferu, nutjert em Ankh, nefer em Pet! Pet em hotep, ta em hotep, nutjert sat Nut, sat Geb, merit Auser, nutjert asharenu! Anetj hrak, anetj hrak, tua atu, tua atu, nebet aset! — Pan Berbelek mrużył oczy w porannym blasku. Widział doulosów rozstawiających donice z kwiatami amarantu i lilii, doulosów niosących ku jezioru smukłe łodzie z likotu, ozdobione erotycznymi malunkami, widział dwoje służących całujących się w cieniu hiewoi — i nagle równie wyraźnie ujrzał przed sobą niezawodny plan zabójstwa esthle Szulimy Amitace.

Dzisiaj w nocy.

Do tego czasu nie chciał się jej pokazywać na oczy. Przez Porte dopytał się o szczegóły zwyczajów domu Lotte: o której odbijają łodzie, czy musi wynająć własną i czy urnawiają się na znaki, a może na miejsce i czas. Według tradycji z Ery AIexandryjskiej spotkania powinny być przypadkowe ale oczywiście nie były, pary z góry się dogadywały, ciemność i rytuał pozwalały natomiast na śmiałość nie do pomyślenia w żadnej innej formie.

Porte zarezerwował łódź z fioletowymi ibisami wymalowanymi na dziobie. Pan Berbelek skreślił krótki list do Szulimy:

Jak Izyda pozwoli, z nurtem wody — kroczące ibisy, ukryty krokodyl. W drżeniu — e. H. B.

Porte zaniósł.

Pan Berbelek czekał. Minęło pół godziny, godzina, dwie. Spóźniłem się, pomyślał, nie mogła się przecież mnie spodziewać, już wymieniła z kimś znaki; winienem był wcześniej to zaplanować. Cisnął misą o ścianę. Zabrzęczała głośno. Przybiegł zdziwiony Porte. Pan Berbelek też się zdumiał: był to pierwszy przejaw jego szczerej wściekłości od — od — nie pamiętał, od kiedy.