Nalała sobie kolejną czarę midajskiego.
— Nie otworzymy tam w Pergamonie drugiego frontu — ciągnął strategos — dopóki Siedmiopalcy i Jan Czarnobrody nie ogłoszą neutralności. Nawet pierwszy front w praktyce nie istnieje, jeżdżą od potyczki do potyczki i przesuwam po kilka setni tu i ówdzie, jak mi miejscowy królik pozwoli.
Esthle Anna złożyła głośno wachlarz.
— Przecież dobrze wiesz, esthlos, że to nie jest tak, iż kratistos wzywa do siebie króla i mówi mu: „A teraz będziesz słuchał Hieronima Berbeleka”. Oni z czasem wszyscy zaczną podzielać jego przekonania i zwycięży Forma nowej odwagi, sprzeciwu wobec Czarnoksiężnika i nadziei na tryumf; ale to potrwa, a najdłużej właśnie w przypadku aristokracji. Oczywiście, im więcej zwycięstw sam im przyniesiesz i im większą nadzieję dasz, tym szybciej to pójdzie. Ale w tym momencie powienieneś już zacząć pertraktować bezpośrednio z królami.
— Gdybyś oficjalnie najął się u kogoś jako strategos — mruknął Olaf — miałbyś od razu armię do dyspozycji.
— Gdybym się najął — sarknął Berbelek — natychmiast zaczęlibyście podejrzewać tego króla o ukryte ambicje. Ja będę miał tę armię, ale czas, czas, to wszystko zabiera tyle czasu! — Walnął pięścią w stół, rozdzierając pergalon.
— Cóż znaczy kilka lat więcej? — westchnął Jakub, przeczesując palcami długą, siwą brodę. — Maksym nigdzie ci nie ucieknie, esthlos.
— Nie rozumiesz — zaszydziła esthle Rabitia. — Niecierpliwość to jego najsilniejsza broń, jeśli nią ich nie zarazi, cała reszta na nic.
— Jak brzmi ów aforyzm Kommarcha? — Jakub podrapał się w nasadę garbatego nosa. — „Nie byliśmy już młodzi, przynajmniej więc byliśmy niecierpliwi”.
Strategos dźgnął palcem w jego kierunku.
— Ty! Ty, Efrem, on powinien wiedzieć najlepiej! Czyż nie słał setek szpiegów za Nil i Suchą, czyż nie wykupywał aegipskich i axumejskich karawan? Każdy rok więcej to silniejsze Skrzywienie, głębiej i dalej rozlane Skoliodoi, mocniejszy pomiot Czarnoksiężnika. W końcu wgryzą się tak głęboko, że nie będą potrzebować żadnego wsparcia Rogal nie musi już ich przyzywać, sami przyzywają sobie posiłki zza gwiazd. Słyszeliście, co Antidektes mówił o orbicie Saturna i Wenus? Mamy może czekać, aż niebo spadnie nam na głowy, co?!
— Może przyzywają, może nie przyzywają — policzył w śpiewnej grece Jakub. — To prawda, że Rog miał babkę Żydówkę i że babrał się w pitagoreizmie, to prawda, że od wieków wyrzuca z tych uralskich hodowli jakieś poronione kakomorfie, ale —
— Ale co? — warknął strategos. Obrócił się od stołu ku staremu Arabowi. Dzieliło ich co najmniej sześć pusów, lecz Berbelek był na tyle wysoki, że i tak zdawało się, iż nachyla się i napiera ciałem na Efremowego szczura. Jakub ibn Zaza skrzywił się, odwrócił wzrok, zapadł głębiej w fotel. — Ale co? — sierdził się Berbelek. — Wiecie, że to jego robota, ale wolicie nie włączać się bezpośrednio do wojny, na której nie zyskacie żadnych ziem, tak? Ty i Rabitia, tylko wy tutaj nie graniczycie z Czarnoksiężnikiem. Chcecie się wycofać, jak reszta? — Machnął ręką, obejmując gestem niewidoczne okręty innych szczurów. — Na bogów, trochę wyobraźni! Kiedyś on stanie na waszych granicach i wtedy co — co powiecie na przykład Anaxegirosowi? „Czekaj, nie twoja sprawa, jeszcze nie Krzywi ci Herdonu?” Kretyni! Tchórze! Kratistosi o sercach doulosów! A gnijcie w swoich twierdzach, czekajcie, aż adynatosi podejdą wam pod mury. Tfu!
Milczeli, zażenowani.
Strategos wyrwał Aurelii drugą czarę i wypił jednym haustem resztę midajskiego. Księżycowe pyrwino nie robiło już na nim wrażenia, Aurelia wiedziała, że jad Illei związał na stałe Ogień w jego ciele, w ciele i w duszy — od krzyku esthlosa Berbeleka drżały klosze lamp.
Wszystkie te tyrady, wyzwiska, miotanie się nad mapami, wszystko to jednakowoż przynosiło efekt. Uczestniczyła przecież także w poprzednich spotkaniach szczurów na okeanosie (na pierwsze wezwanie przybyło ich tylko troje). Wracali potem do swych panów zawsze odrobinę skręceni ku Formie Berbeleka, z odciskiem jego morfy w myślach, słowach i zachowaniu, zanosili to świadectwo kratistosom; odbita fala powracała spotęgowana. Oczywiście sami kratistosi nie ulegną Formie żadnego strategosa, jakkolwiek potężnego — ale biorą odtąd tę Formę pod uwagę, ujmują ją w swoich planach i zmieniają je podług niej. Oto jest nowe narzędzie do wykorzystania. Może istotnie da się go użyć do Wygnania Czarnoksiężnika? Może istotnie coś na tym zyskamy? Maksym rzeczywiście przesadził z tymi arretesowymi kakomorfami, nie powinien był Krzywić kerosu. Dajmy strategosowi szansę. Potem trochę większą. I jeszcze większą. Jeśli się mu powiedzie — tylko głupiec nie korzysta z Formy zwycięstwa.
Esthlos Berbelek nie może więc ponieść ani jednej klęski. Na ponowną odbudowę nie starczy mu już czasu. Musi iść od victorii do victorii, coraz efektowniejszej.
Na razie mu się to udawało, ale Aurelia wiedziała — wymieniła ze strategosem spojrzenia, uśmiechnął się porozumiewawczo, iskry zaszczypały ją w kącikach oczu — ale wiedziała, że nie może to trwać wiecznie, nawet kratistos nie zwycięża bez końca. Nawet kratista najpotężniejsza — wtedy bowiem wszyscy jednoczą się przeciwko niej.
Ostatecznym celem każdego Zwycięstwa jest Porażka — tak jak celem Życia jest Śmierć. Któż może być bardziej tego świadom od Hieronima Kolenickiego?
„Filip Apostoł” podskoczył na fali, zatrzeszczały wręgi, esthlos Berbelek potrząsnął głową i obrócił się do Lapidesa.
— Więc muszę mieć swoją armię — podjął cicho. — I będę miał. Pytanie: kiedy?
— To z konieczności idzie powoli — rzekł anioł. — Inaczej rynki się zapadną.