Выбрать главу

— Sądzę, że nie byłabyś tam szczęśliwa.

— Dlaczego?

— Ponieważ imigranci spoza Vegi są tylko imigrantami spoza Vegi. Tutaj nie należysz do niskiej kasty. Wiem, że nie używacie tego terminu, ale do tego właśnie sprawa się sprowadza. Członkowie Personelu Biura wraz ze swoimi rodzinami tworzą najwyższą kastę na tej planecie. Po nich w kolejności następują: zamożni ludzie spoza Biura, z kolei ci, którzy pracują dla tych bogaczy, a potem ci, którzy żyją z uprawy ziemi; na końcu są nieszczęśnicy zamieszkujący Stare Miejsca. Tutaj jesteś na szczycie. Na Talerze byłabyś na dnie.

— Dlaczego musi tak być?

— Ponieważ widzisz biały kwiat. Nastąpiła długa chwila ciszy i powiał chłodny wietrzyk.

— W każdym razie jestem bardzo zadowolona, że tu przyjechałeś — powiedziała.

— To rzeczywiście interesujące miejsce.

— Cieszę się, że ci się podoba.

— Czy mężczyzna o imieniu Conrad naprawdę był twoim kochankiem?

Wzdrygnąłem się z powodu raptowności tego pytania.

— To nie twoja sprawa — odparła — ale odpowiedź brzmi: tak.

— Nawet rozumiem dlaczego — powiedział, a ja poczułem się nieswojo, jak intruz lub — ściślej mówiąc — intruz przyglądający się intruzowi, którego obserwuje.

— Dlaczego? — spytała.

— Ponieważ pragniesz tego, co dziwne, silne, egzoty-1 czne; ponieważ nigdy nie zadowala cię to, gdzie jesteś i to, kim jesteś.

— To nieprawda… A może i prawda! Tak, kiedyśf powiedział mi coś takiego. Być może to prawda.

W tej chwili zrobiło mi się jej bardzo żal. A poti chcąc ją w jakiś sposób pocieszyć, odruchowo wyciągnąłe rękę i chwyciłem jej dłoń. Tylko że to nie była moja ręka le Myshtiga, a on nie chciał jej wyciągnąć. To ja chciałem.

Nagle przestraszyłem się. Czułem, że on też.

Kiedy uświadomiłem sobie, że Yeganin odkrył, iż ktc ingeruje w jego myśli, poczułem się jak pijany, któremu świat wiruje przed oczami.

Zapragnąłem wtedy szybko się wycofać i znalazł‹ się z powrotem przy kamieniu, ale zdążyłem jeszcze dc strzec, jak Ellen upuszcza kwiat, i usłyszałem, jak mówi:

— Przytul mnie!

Niech diabli wezmą te pseudotelepatyczne spełnienia pragnień! — pomyślałem. Kiedyś przestanę wierzyć, że się za nimi nie kryje.

W tamtym kwiatku widziałem dwa kolory, których nie potrafię opisać…

Ruszyłem w kierunku obozu. Minąłem namioty i szedłem dalej. Dotarłem do przeciwległego krańca ogrodzenia, usiadłem na ziemi i zapaliłem papierosa. Noc by chłodna i czarna.

Po wypaleniu dwóch papierosów usłyszałem za sobą głos, ale nie odwróciłem się.

— W Wielkim Domu i w Domu Ognia, w Wieli Dniu, kiedy wszystkie dni i lata będą policzone, niech będzie mi przywrócone moje imię.

— Winszuję — powiedziałem cicho. — Poprawny i tat. Potrafię rozpoznać słowa Księgi Umarłych, kiedy szę, jak ktoś je cytuje na daremno.

— Nie cytowałam ich na daremno, tylko — jak pan powiedział — poprawnie.

— Winszuję.

— Jeżeli w tamtym wielkim dniu, kiedy wszystkie i lata będą policzone, przywrócą panu pańskie imię, to OSKAR ono będzie brzmiało?

— Nie przywrócą. Zamierzam się spóźnić. A poza tym, jakie znaczenie ma imię?

— To zależy od niego samego. Więc może wybierze pan „Karaghiosisa”?

— Może usiądziesz, żebym mógł cię widzieć. Nie lubię, kiedy ludzie stoją za moimi plecami.

— W porządku. A więc?

— A więc co?

— Może wybierze pan „Karaghiosisa”?

— A dlaczego akurat to imię?

— Bo coś znaczy. Przynajmniej kiedyś znaczyło.

— Karaghiosis to postać ze starogreckiego teatru cieni. Ktoś w rodzaju Puncha z europejskiego widowiska marionetkowego pod tytułem Punch i Judy. Był patałachem i błaznem.

— Był Grekiem i to sprytnym.

— Ha! Był półtchórzem i obłudnikiem.

— Był również półbohaterem. Przebiegłym. Trochę ordynarnym. Z poczuciem humoru. O n odważyłby się na zburzenie piramidy. Kiedy chciał, był także silny.

— Gdzie on teraz jest?

— Chciałabym to wiedzieć.

— Dlaczego pytasz właśnie mnie?

— Bo kiedy walczył pan z golemem, Hasan tak właśnie pana nazwał.

— Aha… Rozumiem. No cóż, to był tylko okrzyk bez znaczenia, termin ogólny, synonim głupca, przezwisko — tak jakbym mówił na ciebie „Ruda”. A propos, ciekaw jestem, jak wyglądasz w oczach Myshtiga? Czy wiesz, że Yeganie nie widzą koloru twoich włosów?

— Nic mnie to nie obchodzi, jak wyglądam w oczach Vegan. Jestem jednak ciekawa, jak pan wygląda. Wnioskuję, że Myshtigo całkiem sporo o panu wie. Ma jakieś informacje o tym, że ma pan kilkaset lat.

— To z pewnością przesada. Ale widzę, że ty sporo o nim wiesz. Dużo masz informacji na temat Myshtiga?

— Na razie niewiele.

— Chyba nienawidzisz go bardziej niż wszystkich innych. Czy to prawda?

— Tak.

— Dlaczego?

— Bo jest Yeganinem.

— Co z tego?

— Nienawidzę Yegan i to wszystko.

— Nie, jest coś jeszcze.

— To prawda. Czy wie pan, że jest pan bardzo silny?

— Wiem.

— Właściwie jest pan najsilniejszym człowiekiem, jakiego w życiu widziałam. Na tyle silnym, by przetrącić kark nietoperzowi pająkowatemu, a potem spaść do Zatoki Pireuskiej, dopłynąć do brzegu i zjeść śniadanie.

— Wybrałaś dziwny przykład.

— Wcale nie. Czy tak było?

— Dlaczego pytasz?

— Bo chcę wiedzieć, muszę wiedzieć.

— Przykro mi.

— „Przykro mi” to za mało. Proszę powiedzieć więcej.

— Powiedziałem już wszystko.

— Nie. My potrzebujemy Karaghiosisa.

— „My” to znaczy kto?

— Radpol. Ja.

— Dlaczego?

— Hasan jest stary jak Świat. Karaghiosis jest starszy. Hasan znał go, przypomniał sobie, nazwał pana „Ka-raghiosisem”. Pan jest Karaghiosisem, zabójcą, obrońcą Ziemi. A my teraz pana potrzebujemy. Bardzo. Nadszedł Armageddon — nie z hukiem, ale z książeczką czekową. Yeganin musi umrzeć. Proszę nam pomóc.

— Czego chcecie?

— Niech Hasan go zniszczy.

— Nie.

— Dlaczego nie? Kim on dla pana jest?

— Nikim. Właściwie nie znoszę go. Ale kim on jest dla was?

— Naszą zgubą.

— Wyjaśnij mi to, a być może dam ci lepszą odpowiedź.

— Nie mogę.

— Dlaczego?

— Bo nie wiem.

— A więc dobranoc. To wszystko.

— Chwileczkę. Ja naprawdę nie wiem. Ale od łącznika Radpolu na Talerze przyszła wiadomość: Myshtigo musi umrzeć. Jego książka to nie żadna książka, a on nie jest samym sobą, ale wieloma osobami. Nie wiem, co to znaczy, ale nasi agenci nigdy dotąd nie kłamali. Mieszkał pan na Talerze, mieszkał pan na Bakubie i kilkunastu innych światach. Jest pan Karaghiosisem. Pan wie, że nasi agenci nie kłamią, bo jest pan Karaghiosisem i sam pan stworzył siatkę szpiegów. Teraz słyszy pan ich meldunki i nie zwraca na nie uwagi. Powtarzam panu: oni mówią, że Yeganin musi umrzeć. On uosabia koniec wszystkiego, o co walczymy. Mówią, że Myshtigo jest inspektorem, któremu nie wolno pozwolić przeprowadzić inspekcji. Zna pan szyfr. Pieniądze przeciwko Ziemi. Dalszy vegański wyzysk. Nie mogli powiedzieć nic bardziej konkretnego.

— Przykro mi. Zobowiązałem się, że będę go bronić. Podaj mi lepszy powód, a może dam ci lepszą odpowiedź. Poza tym Hasan próbował mnie zabić.

— Dostał polecenie, żeby pana tylko powstrzymać, unieszkodliwić, abyśmy mogli zniszczyć Yeganina.