Выбрать главу

— Dziękuję.

Nadal patrzyłem w dół. Odczuwałem po kolei: smutek, złość, wściekłość, a potem przestałem czuć cokolwiek.

Kiedy po dłuższej nieobecności wracam do Aten, uderza mnie nagle swojski widok miasta. Czuję się wtedy zawsze pokrzepiony, często ożywiony, a czasem podekscytowany. Kiedyś Phil przeczytał mi kilka linijek wiersza napisanego przez jednego z ostatnich wielkich poetów greckich, i George'a Seferisa, utrzymując, że autor nawiązywał do mojej Grecji, kiedy pisał: „… Kraj, który już nie jest nasz, ani wasz” — z powodu Vegan. Kiedy zwróciłem uwagę że za życia Seferisa nie było tu jeszcze Yegan, Phil odciął się, że poezja jest niezależna od czasu i przestrzeni, i że mą j takie znaczenie, jakie przypisuje jej czytelnik. Oprócz tego, że nigdy nie wierzyłem, iż licencję poetycką można również j odnosić do podróży w czasie, miałem inne powody, aby› się nie zgodzić z tym poglądem, aby nie odczytywać tamtych słów jako ogólnego stwierdzenia.

Grecja jest naszym krajem. Goci, Hunowie, Bułgarzy, Serbowie, Frankowie, Turcy, a ostatnio Yeganiej nigdy go nam nie zabrali. Ludzie odeszli, ja przeżyłem. Ateny i ja razem trochę się zmieniliśmy. Grecja kontynentalna to jednak Grecja kontynentalna i dla mnie się nie zmienia. Kimkolwiek jesteście, spróbujcie tylko gadać; ó tym bez przerwy, a moi rozbójnicy zaczną grasować po, wzgórzach, jak dawni OSKARchłoniczni mściciele. Wy odejdziecie, lecz wzgórza Grecji pozostaną, niezmienione, z zapachem palących się kozich udźców, z mieszaniną krwi i wina, smakiem słodkich migdałów, chłodnym wiatrem w nocy i niebem jasnobłękitnym jak oczy boga za dnia. Tknijcie je, jeśli macie odwagę.

Dlatego po każdorazowym powrocie czuję się pokrzepiony, ponieważ teraz, kiedy mam za sobą tyle lat, patrzę w ten sposób na całą Ziemię. Dlatego walczyłem, zabijałem i bombardowałem, a także próbowałem wszystkich legalnych sztuczek, aby powstrzymać Yegan od wykupienia Ziemi. Organizowałem spisek po spisku, począwszy od zorganizowania pozaziemskiego rządu na Talerze. Dlatego pod innym, nowym nazwiskiem wkręciłem się w wielką machinę służby państwowej kierującą naszą planetą — i dlatego wybrałem właśnie Departament Sztuki, Zabytków i Archiwów. Tutaj mogłem walczyć o zachowanie tego, co jeszcze pozostało, a równocześnie obserwować rozwój wydarzeń.

Yendetta Radpolu przestraszyła zarówno emigrantów jak i Yegan. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że potomkowie tych, którzy przeżyli Trzy Dni, nie przekażą chętnie swoich najlepszych terenów przybrzeżnych na vegańskie kurorty, ani nie oddadzą swych synów i córek do pracy w tych kurortach; ani też nie zechcą oprowadzać Yegan po ruinach swoich miast, pokazując co bardziej interesujące miejsca dla vegańskiej rozrywki. Dlatego dla większej części Personelu Biuro stanowiło głównie placówkę służby zagranicznej.

Wezwaliśmy więc potomków Ziemian z kolonii marsjańskiej i tytańskiej do powrotu, ale nikt nie wracał. Znie-wieścieli tam, stali się słabi i wygodni od pasożytowania na kulturze, która miała przewagę nad naszą. Utracili swoją tożsamość. Opuścili nas.

Byli jednak Rządem Ziemi de iure — legalnie wybranym przez nieobecną większość — i być może de facto też, gdyby kiedykolwiek spróbowali objąć władzę. Prawdopodobnie tak. Miałem jednak nadzieję, że nie dojdzie do tego.

Od ponad pięćdziesięciu lat sytuacja przypominała szachowego pata. Nie tworzono kolejnych vegańskich kurortów, nie dochodziło do kolejnych aktów przemocy Radpolu. Nie było też Powrotu. Wiedziałem, że wkrótce jednak coś się wydarzy. To wisiało w powietrzu — jeżeli Myshtigo naprawdę przeprowadzał inspekcję.

Tak więc wróciłem do Aten. Dzień był posępny i mżył zimny deszcz. Miasto było częściowo zburzone i zmienione wskutek ostatnich wstrząsów ziemi. Nurtowało mnie istotne pytanie, ciało miałem posiniaczone, ale czułem się pokrzepiony. Muzeum Narodowe nadal stało na swoim miejscu, między ulicami Tosica i Wasileju Irakleju, Akropol był jeszcze bardziej zrujnowany niż dawniej, a zajazd „Garden Altar” — dawniej stary Pałac Królewski — w północno-zachodnim narożniku Ogrodu Nari rodowego, naprzeciwko Platia Sindagma, doznał pewnych j uszkodzeń, niemniej stał i normalnie funkcjonował.

Weszliśmy i zameldowaliśmy się.

Jako komisarz Departamentu Sztuki, Zabytków i Archiwów byłem traktowany ze specjalnymi względami. Dostałem apartament nr 19.

Nie zastałem go w takim stanie, w jakim opuściłem,! Teraz był czysty i schludny.

Na metalowej tabliczce na drzwiach widniał napis:

Ten apartament był kwaterą główną Konstantina Karaghiosisa podczas założenia Radpolu i w trakcie Rebelii^ Propagatorów Powrotu.

Wewnątrz, do ramy łóżka przytwierdzono tabliczkę j z napisem:

W tym łóżku spał Konstantin Karaghiosis.

W długim, wąskim pokoju frontowym dostrzegłem jeszcze jedną tabliczkę, na przeciwległej ścianie. Było na niej napisane:

Plama na tej ścianie powstała wskutek rozbicia pełnej butelki, którą Konstantin Karaghiosis cisnął przez pokój na cześć zbombardowania Madagaskaru.

Jeśli chcecie, możecie wierzyć jeszcze w to:

Na tym krześle siedział Konstantin Karaghiosis — napis na kolejnej plakietce.

Naprawdę bałem się wejść do łazienki.

Późnym wieczorem, kiedy spacerowałem mokrymi i zaśmieconymi gruzem chodnikami mojego prawie opuszczonego miasta, dawne wspomnienia i obecne myśli połączyły się ze sobą, jak dwie różne rzeki. Pozostali członkowie grupy chrapali w zajeździe, ja zaś zszedłem po szerokich schodach i zatrzymałem się, żeby przeczytać jeden z napisów ze słowami mowy pogrzebowej Peryklesa — Cała Ziemia to grobowiec wielkich ludzi — na ścianie Pomnika Nieznanego Żołnierza. Przez chwilę przyglądałem się badawczo silnie umięśnionym rękom tego archaicznego wojownika, przedstawionego z całą swoją bronią na marmurowym i pokrytym płaskorzeźbami sarkofagu. Za sprawą parnej ateńskiej nocy grób był prawie ciepły. Potem poszedłem dalej, przemierzając bulwar Leoforos Amalias.

Tego wieczora podczas obiadu, który był wyśmienity i składał się z uzo, giuweci, kokineli, jaurti, metaksy oraz mnóstwa czarnej kawy, Phil spierał się z George'em o ewolucję.

— Czy nie widzisz zbieżności życia i mitu, jaka zaistniała podczas ostatnich dni przed kataklizmem na tej planecie?

— Co przez to rozumiesz? — zapytał George, kończąc szybko porcję papkowatego naranci i poprawiając okulary na nosie.

— Chodzi mi o to, że kiedy ludzkość wyszła z ciemności, zabrała ze sobą legendy, mity i wspomnienia o bajkowych stworach. Teraz znów pogrążamy się w tej samej ciemności. Siła życia słabnie i staje się niepewna, i następuje nawrót do tamtych form pierwotnych, które tak długo istniały jedynie jako niejasne wspomnienia rasy ludzkiej…

— To bzdury, Phil. Siła życia? W którym stuleciu ty żyjesz? Mówisz, jakby wszystko, co żyje, było jednym, rozumnym bytem.

— Bo tak jest.

— Udowodnij to.

— W twoim muzeum są szkielety trzech satyrów oraz zdjęcia żywych okazów, które zamieszkują wzgórza tego kraju. Centaury też tu widziano. Są również kwiaty-wampiry i konie ze szczątkowymi skrzydłami. We wszystkich morzach pływają węże morskie. Przywiezione z innej planety nietoperze pająkowate fruwają po naszym niebie. Niektórzy ludzie nawet przysięgają, że widzieli Czarną Bestię z Tesalii, która pożera ludzi nie gardząc nawet ich kośćmi. Ożywają również najróżniejsze inne legendy.

George westchnął.

— Twoje przykłady udowadniają tylko to, że w całej nieskończoności możliwe jest pojawienie się dowolnej formy życia, jeżeli zaistnieją odpowiednie czynniki doprowadzające do jej powstania oraz wykształci się trwałe środowisko sprzyjające jej rozwojowi. Wymienione przez ciebie formy życia, które pochodzą z Ziemi, to mutacje, stworzenia powstające w pobliżu rozmaitych Napromieniowanych Miejsc na całym świecie. Jest jedno takie miejsce na wzgórzach Tesalii. Gdyby w tej chwili przez te drzwi wpadła! Czarna Bestia z satyrem na grzbiecie, to ani moje zdanie] nie uległoby zmianie, ani twoje twierdzenie nie zostałoby i dowiedzione.