Выбрать главу

— Jak wam się podoba mój dom? — zapytał.

— Uroczy — odparłem.

— Mam współlokatora, ale w ciągu dnia śpi. Wkrótce go poznacie.

Dotarliśmy do wielkiego drzewa. Moreby pozostawił nas tam w otoczeniu strażników, a sam wyszedł na środek pola i zaczął przemawiać do Kouretów po grecku. Uzgodniliśmy, że zanim rzucimy się do ucieczki, zaczekamy, aż walka będzie bliska rozstrzygnięcia, obojętnie na czyją korzyść, a obserwatorzy podekscytowani i zaabsorbowani finałem. Wzięliśmy kobiety do środka naszej grupy, a mnie się udało ustawić po lewej stronie praworęcznego ludożercy z szablą, którego zamierzałem szybko zabić. Szkoda, że znajdowaliśmy się na drugim końcu pola. Aby dotrzeć do koni, musieliśmy przebić się przez obszar z rożnem.

— …i wtedy, tamtej nocy — przemawiał Moreby — Trup zmartwychwstał. Powalił tego potężnego wojownika, Hasana, połamał mu kości i rzucał nim na wszystkie strony, tu gdzie odbędzie się ucztowanie. W końcu zabił tego wielkiego wroga, napił się krwi z jego gardła i zjadł jego Wątrobę, surową i jeszcze dymiącą w nocnym powietrzu. Te rzeczy zrobił tamtej nocy. Ogromna jest jego siła.

— Ogromna, ogromna! — krzyknął tłum, a ktoś za-czął walić w bęben.

— Teraz znów przywrócimy go do życia…

Tłum wiwatował.

— Znów do życia!

— Znów do życia…

— Znów do życia!

— Witaj…

— Witaj!

— Ostre białe zęby…

— Ostre białe zęby!

— Biała, biała skóra… — Biała, biała skóra!

— Ręce, które łamią…

— Ręce, które łamią!

— Usta, które piją…

— Usta, które piją!

— Krew życia!

— Krew życia!

— Wielkie jest nasze plemię!

— Wielkie jest nasze plemię!

— Wielki jest Trup!

— Wielki jest Trup!

— Wielki jest Trup!

— WIELKI JEST TRUP!

W końcu powiedzieli to ryczącym głosem. Krótka litania wykrzyczana ludzkimi, półludzkimi i nieludzkimi gardłami przetoczyła się przez pole jak fala przyboju. Nasi strażnicy też wrzeszczeli. Myshtigo zatkał sobie wrażliwe uszy, a na jego twarzy pojawił się wyraz udręki. Mnie też huczało w głowie. Dos Santos przeżegnał się, a jeden ze strażników pokręcił głową i uniósł znacząco szablę w jego kierunku. Dos wzruszył ramionami i odwrócił się z powrotem w kierunku pola.

Moreby podszedł do chałupy i trzykrotnie uderzył ręką w drzwi.

Jeden ze strażników rozsunął je.

Wewnątrz stał ogromny, czarny katafalk otoczony czaszkami ludzi i zwierząt. Spoczywała na nim olbrzymia trumna wykonana z ciemnego drewna i ozdobiona jaskrawymi, krętymi szlaczkami.

Na polecenie Moreby'ego strażnicy unieśli wieko.

Przez następne dwadzieścia minut czarownik aplikował lokatorowi trumny podskórne zastrzyki. Jego ruchy były powolne i rytualne. Jeden ze strażników odłożył szablę na bok i pomagał mu. Dobosze wybijali miarowy, powolny rytm. Tłum zamilkł i znieruchomiał.

Moreby odwrócił się.

— Trup zaraz wstanie — oznajmił.

— Wstanie — odpowiedział tłum.

— Zaraz wyjdzie po ofiarę.

— Zaraz wyjdzie…

— Wyjdź, Trupie — zawołał Moreby odwracając się w kierunku katafalku. I Trup się przebudził.

Po dłuższej chwili.

Ponieważ był duży.

Olbrzymi, otyły.

Trup był rzeczywiście wielki.

Ważył ze sto sześćdziesiąt kilogramów.

Usiadł w trumnie i rozejrzał się dokoła. Rozmasował sobie klatkę piersiową, pachy, szyję i krocze. Wyszedł z wielkiej skrzyni i stanął obok katafalku. Moreby wyglą-dał przy nim jak karzeł.

Trup miał na sobie tylko przepaskę na biodrach i duże sandały z koźlej skóry.

Jego ciało było białe, trupio białe, księżycowe białe, białe jak brzuch ryby… trupio białe.

— Albinos — stwierdził George, a jego głos rozszedł się po całym polu, bo był to jedyny dźwięk, który zakłócił nocną ciszę.

Moreby spojrzał w naszym kierunku i uśmiechnął się. Chwycił Trupa za rękę o grubych paluchach i wyprowadził go z chałupy na pole. Trup spłoszył się na widok światła pochodni. Kiedy szedł naprzód, przyglądałem się jego twarzy.

— Na tej twarzy nie ma śladu inteligencji — stwierdziła Ruda Peruka.

— Czy widzisz jego oczy? — zapytał George mrużąc własne. Podczas walki jego okulary stłukły się.

— Tak, są różowawe.

— Czy ma skośne szpary powiekowe?

— Mmm… Tak.

— To mongoloid. Założę się, że idiota. Dlatego Moreby'emu tak łatwo było zrobić z nim to, co zrobił. I spójrzcie na jego zęby! Wyglądają na opiłowane. Spojrzałem na nie. Trup uśmiechał się szeroko, bo zobaczył kolorowe włosy na głowie Rudej Peruki. Widać było mnóstwo ładnych, ostrych zębów.

— Jego albinizm jest powodem nocnego trybu życia, który Moreby mu narzucił. Spójrzcie! Wzdraga się nawet przed światłem pochodni! Jest nadwrażliwy na wszelkiego rodzaju chemiczne działanie promieni świetlnych.

— A co z jego upodobaniami dietetycznymi?

— Nabył je w sposób wymuszony. Wiele prymitywnych ludów puszczało krew swojemu bydłu. Kazachowie i Todowie robili to aż do dwudziestego wieku. Widzieliście rany na koniach, kiedy mijaliśmy wybieg. Wiecie, krew naprawdę jest pożywna, jeżeli człowiek przystosuje odpowiednio swój organizm — a jestem pewien, że Moreby regulował dietę tego idioty od dzieciństwa. Tak więc oczywiście Trup jest wampirem — został wychowany w ten sposób.

— Trup wstał — oznajmił Moreby.

— Trup wstał — potwierdził tłum.

— Wielki jest Trup!

— Wielki jest Trup!

Następnie puścił trupio białą rękę i podszedł do nas. Jedyny prawdziwy wampir, jakiego znaliśmy, pozostał na środku pola i szczerzył zęby.

— Wielki jest Trup — powiedział Moreby i sam też się uśmiechał, kiedy do nas podszedł. — Wspaniały, prawda?

— Co zrobiłeś temu biedakowi? — zapytała Ruda Peruka.

— Niewiele — odrzekł Moreby. — Urodził się dość hojnie obdarzony przez naturę.

— Co mu wstrzyknąłeś? — spytał George.

— Przed walkami takimi jak ta znieczulam go nowo-kainą. Brak oznak bólu sprawia, że Trup jeszcze bardziej wydaje się niezwyciężony. Dałem mu również zastrzyk hormonalny. Ostatnio przybiera na wadze i zrobił się trochę niemrawy. Hormony kompensują tę ociężałość.

— Mówisz o nim i traktujesz go tak, jakby był mechaniczną zabawką — podsumowała Dianę.

— Bo nią jest. Niezwyciężoną zabawką. A także nieocenioną. Ty, Hasan, czy jesteś gotowy? — zapytał.

— Tak — odparł Arab zdejmując pelerynę oraz burnus i podając je Ellen.

Napiął dobrze rozwinięte mięśnie ramion, zgiął lekko palce i ruszył naprzód, wychodząc z kręgu szabli. Na lewym barku miał jedną pręgę, a na plecach jeszcze kilka innych. W blasku pochodni jego broda nabrała krwistoczerwonego koloru i mimowolnie przypomniałem sobie tamtą noc w hounforze, kiedy Hasan odegrał scenę duszenia, a Mama Julie powiedziała „Twój przyjaciel jest opętany przez Angelsou” i dodała: „Angelsou jest bogiem śmierci i przychodzi tylko do tych, którzy do niego należą”.

— Wielki jest ten wojownik Hasan — wykrzyknął Moreby, odwracając się od rias.

— Wielki jest ten wojownik Hasan — odpowiedział tłum.

— Ma siłę wielu ludzi.

— Ma siłę wielu ludzi — powtórzył tłum.

— Mimo to większy jest Trup.

— Mimo to większy jest Trup.

— Połamie mu kości i będzie nim rzucał na wszystkie strony, tu gdzie odbędzie się ucztowanie.