Выбрать главу

Spojrzałem na morze i dostrzegłem maleńki punkcik na horyzoncie.

— Być może to statek z bohaterami — powiedziała Ellen — którzy wracają z jakimś nowym runem. I tak, co oni zrobią z tym całym runem?

— To nie runo jest ważne — wyjaśniła Ruda Peruka — ale zdobywanie go. Dawniej wieidzieli o tym wszyscy dobrzy gawędziarze. Kobiety zawsze mogą z niego zrobić szałowe ubranie. Przywykły do zbierania resztek po poszukiwaniach.

— Nie pasowałoby do koloru twoich włosów, skarbie.

— Do twoich też nie, dziecino.

— To można załatwić. Oczywiście nie tak łatwo jak w twoim przypadku…

— Po drugiej stronie — powiedziałem głośno — znajduje się zrujnowany kościół bizantyjski Episkopi. Zaplanowałem, że zostanie odrestaurowany za dwa lata. Jest to zgodnie z tradycją miejsce, w którym odbył się ślub Pe-leusa, również jednego z Argonautów, z boginką morską Tetydą. Może znacie historię tamtego wesela? Zaproszeni zostali wszyscy, z wyjątkiem bogini niezgody, która i tak przyszła, i rzuciła na stół złote jabłko z napisem: „Dla najpiękniejszej”. Parys przyznał je Afrodycie i los Troi został przypieczętowany. Kiedy po raz ostatni widziano Parysa, nie był zbyt szczęśliwy. Ach, te decyzje! Jak już wielokrotnie powtarzałem, ten kraj to skupisko mitów.

— Jak długo tu pozostaniemy? — zapytała Ellen.

— Chciałbym pobyć w Makrinicy jeszcze przez kilka dni — odparłem — a potem skierujemy się na północ. Powiedzmy — jeszcze jeden tydzień w Grecji, a potem wyruszymy do Rzymu.

— Nie — odezwał się Myshtigo, który siedział na skale i zapatrzony w morze dyktował uwagi swojej automatycznej sekretarce. — Nie, wycieczka dobiegła końca. To ostatni przystanek.

— Jak to?

— Jestem usatysfakcjonowany i teraz wracam do domu.

— A co z pańską książką?

— Mam opowieść.

— Jaką?

— Gdy skończę ją pisać, prześlę panu egzemplarz z autografem. Mój czas jest cenny, a mam już cały materiał, o który mi chodziło. W każdym razie cały, który będzie mi potrzebny. Dziś rano zadzwoniłem do Port i wieczorem przyślą po mnie ślizgowiec. Wy się nie krępujcie i róbcie, co chcecie, ale moja podróż jest już skończona.

— Czy coś się stało?

— Nie, nic się nie stało, ale nadeszła pora, żebym wyjechał. Mam wiele do zrobienia. Wstał i przeciągnął się.

— Muszę się jeszcze spakować, więc już pójdę. Pański kraj jest naprawdę piękny, Conradzie, pomimo… Do zobaczenia na obiedzie.

Odwrócił się i zaczął schodzić ze wzgórza.

Poszedłem za nim kawałek, obserwując, jak się oddala.

— Ciekaw jestem, co go do tego skłoniło? — zastanawiałem się głośno.

Usłyszałem odgłos kroków.

— Umiera — powiedział cicho George.

Mojego syna Jasona, który wyprzedził nas o kilka dni, już nie było. Sąsiedzi powiedzieli mi, że poprzedniego wieczora wybrał się w podróż do Hadesu. Patriarcha odjechał na grzbiecie psa piekielnego o ognistych oczach, który wyłamał drzwi jego sadyby i poniósł go przez noc. Wszyscy moi krewni chcieli, żebym przyszedł do nich na obiad. Dos Santos nadal odpoczywał; George opatrzył jego rany i uznał, że nie ma konieczności wysyłania go do szpitala w Atenach.

Powrót do domu to zawsze miłe przeżycie.

Poszedłem na Plac i spędziłem popołudnie na rozmowach z moimi potomkami. Czy miałem im opowiedzieć o Talerze, o Haiti, o Atenach? Tak, miałem i opowiedziałem. Czy mieli mi opowiedzieć o minionych latach w Makrinicy? Tak samo.

Potem zabrałem kilka kwiatów i udałem się na cmentarz. Pobyłem tam przez jakiś czas, a następnie poszedłem do domu Jasona i naprawiłem drzwi za pomocą narzędzi, które znalazłem w szopie. Natrafiłem na butelkę jego wina i wypiłem ją do dna. Zapaliłem cygaro. Zaparzyłem sobie pełen czajnik kawy i też wszystko wypiłem.

Nadal czułem się przygnębiony.

Nie wiedziałem, co się dzieje.

George jednak znał się na chorobach i powiedział, że u Veganina widać było jednoznaczne objawy neurologicznej dolegliwości typu pozaziemskiego. Nieuleczalnej. W każdym przypadku śmiertelnej.

I nawet nie można tego było przypisać Hasanowi. Diagnoza George'a brzmiała:

— Etiologia nieznana.

Tak więc wszystko ujrzałem w nowym świetle.

George wiedział o Myshtigu od chwili przyjęcia po przedstawieniu. W jaki sposób wpadł na trop?

Phil poprosił go, żeby zaobserwował, czy u Veganina nie występują symptomy śmiertelnej choroby.

Dlaczego?

Cóż, nie powiedział dlaczego, a teraz nie mogłem już go o to spytać.

Miałem problem.

Myshtigo albo doprowadził swoją pracę do końca, albo zabrakło mu na to czasu. Powiedział, że doprowadził do końca. Jeśli nie, to znaczy, ze przez cały czas ochraniałem martwego człowieka i to bez celu. Jeśli tak, to musiałem poznać wyniki, abym mógł podjąć szybką decyzję co do reszty jego już i tak przypieczętowanego życia.

Obiad nie przyniósł mi żadnej pomocnej wskazówki. Myshtigo mówił to, co mu się podobało, i ignorował lub odparowywał nasze pytania. Zaraz po kawie wyszedłem z Rudą Peruką na zewnątrz, żeby zapalić.

— Co się stało? — zapytała.

— Nie wiem. Myślałem, że może ty wiesz.

— Nie. Co teraz?

— To ty mi powiedz.

— Zabić go?

— Być może tak. Najpierw jednak trzeba odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

— Zakończył swoją misję.

— Jaką? Jaka była jego misja?

— Skąd mam wiedzieć.

— Do diabła! J a muszę wiedzieć. Lubię wiedzieć, dlaczego zabijam kogoś. Jestem zabawny pod tym względem.

— Zabawny? Bardzo. To oczywiste, nieprawdaż? Ve-ganie znów chcą wykupić trochę Ziemi. Myshtigo wraca, żeby złożyć im sprawozdanie na temat miejsc, którymi są zainteresowani.

— Więc dlaczego nie obejrzał ich wszystkich? Dlaczego przerwał wycieczkę po zwiedzeniu Egiptu i Grecji? Piasek, skały, dżungle i doborowe towarzystwo potworów — to wszystko, co zobaczył. Niewielka zachęta.

— A więc dlatego, że ma stracha, i że udało mu się przeżyć. Mógł zostać zjedzony przez boadyla albo Koure-tów. Po prostu ucieka.

— To dobrze. Niech zatem ucieka. Niech złoży zniechęcający raport.

— Nie może jednak tego zrobić. Jeżeli oni chcą się tu wepchnąć, to nie przyjmą pobieżnego sprawozdania. Po prostu przyślą kogoś innego — kogoś twardszego — żeby dokończył misję. Jeżeli zabijemy Myshtiga, to dowiedzą się, że nadal jesteśmy aktywni, nadal protestujemy, nadal sami też nie jesteśmy mięczakami.

— Poza tym nie obawia się o własne życie — dumałem.

— Nie? A więc o co tu chodzi? — Nie mam pojęcia. Ale muszę się dowiedzieć.

— W jaki sposób?

— Chyba go zapytam.

— Jesteś szaleńcem. Odwróciła się.

— Zrobimy po mojemu albo nic z tego — oświadczyłem.

— A więc rób, jak chcesz. To bez znaczenia. Już przegraliśmy.

Chwyciłem ją za ramię i pocałowałem w szyję.

— Jeszcze nie. Zobaczysz. Zesztywniała.

— Wracaj do siebie — powiedziała. — Już późno. Za późno.

I tak zrobiłem. Wróciłem do wielkiego, starego domu Iakova Koronesa, gdzie obaj z Myshtigiem byliśmy zakwaterowani i gdzie mieszkał Phil.

Zatrzymałem się w pokoju, gdzie Phil spędził swoją ostatnią noc. Prometeusz rozpętany nadal leżał na biurku obok pustej butelki. Phil mówił o swojej śmierci, kiedy zadzwonił do mnie do Egiptu, miał atak serca, wiele przeszedł. Wydawało się zatem, że taka poważna sprawa wymagała, aby zostawił jakąś wiadomość dla starego przyjaciela.