Выбрать главу

Stąd sprzedaż wielu nieruchomości — a jedynym uczestnikiem przetargu był ród Shtigów.

Mądry stary Tatram dopilnował jednak, żeby ród Shtigów nie został właścicielem Ziemi. Całego zakupu dokonano na nazwisko jego wnuka, zmarłego Corta Myshtigo.

A w swoim rozporządzeniu dotyczącym rozdziału majątku, czyli w testamencie, napisanym w vegańskim stylu, Myshtigo…

…podał moje nazwisko.

W ten sposób odziedziczyłem planetę.

Ściślej mówiąc Ziemię.

No cóż…

Do diabła, wcale tego nie chcę. Na razie nie mam wyjścia, ale coś wymyślę.

Stary Tatram skorzystał z tamtej maszyny piekielnej z wpisaną Statystyką Ludnościową oraz czterech innych wielkich maszyn myślących. Szukał miejscowego administratora, aby dać Ziemię w lenno i utworzyć rząd przedstawicielski, a potem, kiedy wszystko ruszy z miejsca, zrzec się prawa własności na dość prostej zasadzie stałego pobytu przedstawicieli na Ziemi. Potrzebował więc kogoś, kto trochę doświadczył w swoim życiu, posiadał odpowiednie kwalifikacje na administratora i nie miał zamiaru zagarnąć planety na wyłączną własność.

Banki informacji podały mu, miedzy innymi, jedno z moich nazwisk, a potem następne, przy czym to drugie było opatrzone informacją „być może żyje”. Potem sprawdzono moje dossier, a także informacje na temat tego drugiego faceta i wkrótce maszyna podała kilka dalszych nazwisk — wszystkie były moje. Komputer zaczął wyodrębniać rozbieżności i zadziwiające podobieństwa, porównywał na bieżąco dane i podał jeszcze bardziej zagadkowe odpowiedzi.

Nie zwlekając zbyt długo, Tatram zdecydował, że lepiej będzie mnie „sprawdzić”.

Cort przyjechał napisać książkę.

W rzeczywistości chciał zobaczyć, czy jestem Dobry, Uczciwy, Szlachetny, Czysty, Lojalny, Wierny, Godny Zaufania, Bezinteresowny, Życzliwy, Wesoły, Niezawodny i Pozbawiony Ambicji Osobistej.

Był zezowatym szaleńcem, bo stwierdził:

— Tak, ma te wszystkie cechy charakteru.

Jak się więc okazało, wyprowadziłem go w pole.

Być może jednak nie mylił się co do braku osobistej ambicji. Jestem dość leniwy i za wszelką cenę chciałbym uniknąć kłopotów udręczonej Ziemi, które w moim przekonaniu będą wyrastać jak grzyby po deszczu i nękać mnie codziennie.

Jeżeli jednak chodzi o moją wygodę osobistą, chętnie pójdę na pewne ustępstwa. Prawdopodobnie ograniczę się do półrocznych wakacji.

Jeden z owych prawników (nie ten na wyciągu, lecz inny — z ręką na temblaku) dostarczył mi list od Niebieskiego. W skrócie jego treść była następująca:

„Szanowny Panie o nie wiadomo jakim nazwisku:

Bardzo niezręcznie jest rozpoczynać w ten sposób list, więc uszanuję Pańskie życzenie i będę zwracał się do Pana per Conradzie.

Conradzie, teraz Pan już zna prawdziwy cel mojej wizyty. Mam wrażenie, że dokonałem właściwego wyboru mianując Pana spadkobiercą majątku zwanego potocznie Ziemią. Pańskiego umiłowania tej planety nie da się zakwestionować: jako Karaghiosis inspirował pan ludzi do przelewania krwi w jej obronie; odnawia Pan jej zabytki, chroni jej dzieła sztuki (a propos, jednym z warunków mojego testamentu jest to, że odbuduje Pan Wielką Piramidę!), a Pańska pomysłowość, jak również wytrzymałość fizyczna i odporność psychiczna są zdumiewające.

Wydaje się Pan również najbliższym dostępnym odpowiednikiem nieśmiertelnego nadzorcy (wiele bym dał, aby poznać Pański prawdziwy wiek). To w połączeniu z wysokim stopniem Pańskiej potencjalnej sprawności w unikaniu śmierci naprawdę czyni z Pana jedynego kandydata. Jeżeli Pańska mutacja zacznie kiedykolwiek szwankować, zawsze można-zastosować kurację S-S, aby kontynuować łączenie ogniw wielkiego łańcucha Pańskich dni. (Mogłem powiedzieć „fabrykowanie”, ale nie byłoby to grzeczne, skoro wiem, że jest Pan znakomitym fałszerzem. Ach, te wszystkie stare dokumenty! Sprzeczne informacje na Pański temat doprowadziły maszynę ze Statystyką Ludnościową prawie do obłędu. Teraz zaprogramowano ją tak, aby nigdy nie uznawała metryki urodzenia Greka za dowód jego wieku!)

Oddaję Ziemię w ręce Kallikanzarosa. Zgodnie z legendą, byłby to poważny błąd. Ja jednak chętnie zaryzykuję nawet takie twierdzenie, że jest Pan kallikanzarosem jedynie z pozoru. Niszczy Pan tylko to, co zamierza zbudować na nowo. Prawdopodobnie jest Pan Wielkim Mitologicznym Panem, który tylko udawał, że umarł. Tak czy inaczej, dostanie Pan wystarczające fundusze oraz dostateczną ilość ciężkiego sprzętu, które zostaną przesłane w bieżącym roku — a także mnóstwo formularzy zapotrzebowania, które może Pan przekazywać Fundacji Shtigów. Tak więc do dzieła, niech Pan działa skutecznie i rozmnaża się, i powtórnie odziedziczy Ziemię. Ród Shtigów będzie się pilnie temu przyglądał. W razie potrzeby proszę zawołać, a pomoc szybko nadejdzie.

Nie mam już czasu, żeby napisać dla Pana książkę. Przepraszam. W każdym razie daję Panu swój autograf:

CORT MYSHTIGO

P.S. Nadal nie wiem, czy to sztuka. Niech pan sam idzie do diabła”.

Taka była kwintesencja jego listu.

Mitologiczny Pan?

Maszyny nie mówią w ten sposób, prawda?

W każdym razie mam nadzieję, że nie…

Ziemia jest dzikim światem. To niebezpieczne i zrujnowane miejsce. Trzeba będzie uprzątnąć gruzy, kawałek po kawałku, zanim przystąpi się do budowy.

A to oznacza pracę, wiele pracy.

A to oznacza, że na początku będę potrzebował wszystkich środków, jakimi dysponuje Biuro, jak również pomocy Radpolu.

W tej chwili zastanawiam się, czy zakazać organizowania wycieczek po ruinach, czy nie. Chyba pozwolę je dalej urządzać, bo po raz pierwszy będziemy mieli się czym pochwalić. W każdym człowieku drzemie pewna ciekawość, która zmusza, żeby zatrzymać się na drodze i zerknąć przez dziurę w każdym płocie, za którym postępują prace budowlane.

Teraz mamy pieniądze i znów jesteśmy właścicielami naszej planety, a to stanowi wiele. Może nawet Ruch Propagatorów Powrotu nie jest tak do końca przegrany. Jeżeli ułożymy śmiały program, być może ściągniemy z powrotem część byłej ludności, być może zwabimy nowych turystów.

A jeśli wszyscy oni zechcą pozostać Veganami, to też dobrze. Potrzebowaliśmy ich, ale nie są nam niezbędni. Mam wrażenie, że z chwilą kiedy ludzie zobaczą, iż mogą się tu rozwijać, liczba osób emigrujących z naszej planety będzie się zmniejszać; i liczba naszej ludności wzrośnie w postępie większym niż geometryczny, również wskutek przedłużonego okresu płodności dzięki kuracji S-S, która obecnie jest dość kosztowna. Zamierzam całkowicie uspołecznić S-S. Zrealizuję to poprzez postawienie Grorge'a na czele Programu Służby Zdrowia, który będzie obejmował kliniki na kontynencie i wszędzie oferował kurację S-S.

Damy sobie radę. Już mam dość pracy stróża cmentarnego i naprawdę nie chcę od chwili obecnej do Wielkanocy spędzać czasu na przepiłowywaniu Drzewa Świata, nawet jeśli jestem Dzieckiem Ciemności ze skłonnością do kłopotów. Kiedy odezwą się dzwony, chcę móc powiedzieć: Alethos aneste, Naprawdę Zmartwychwstały, a nie rzucać piłę i uciekać (bicie dzwonów, stukot kopyt i tak dalej). Teraz nadszedł czas dla wszystkich dobrych kalli-kanzarosów… Wiecie.

Tak więc…

Cassandra i ja mamy tę willę na Magicznej Wyspie. Jej się tu podoba. Mnie też. Już jej nie przeszkadza mój nie określony wiek. A to się świetnie składa.