Agnieszka przyjechała o wpół do dziesiątej, uściskała mnie serdecznie, ogarnęła wzrokiem moje niewielkie gospodarstwo i powędrowała za mną do łazienki – pranie się wyprało i musiałam je powiesić – powiedziała:
– Ja to cię podziwiam, że tak dobrze sobie ze wszystkim radzisz, i praca, i dom. No, ale cóż, jesteście we dwie, a ja mam cztery osoby do obrobienia!
Byłam o krok od sprostowania, ale machnęłam ręką, w myślach oczywiście machnęłam, bo właśnie wyjmowałam prześcieradła i machnąć w rzeczywistości nie miałam jak. Niech sobie mnie podziwia. W końcu należy mi się.
Powiesiłam pranie i przeszłyśmy do pokoju. Przewracałam się ze zmęczenia. Agnieszka siadła na fotelu, oznajmiła, że przewraca się ze zmęczenia, oraz zainteresowało ją, dlaczego pozwalam psu leżeć na kanapie.
A potem nagle i niespodziewanie przeszła do rzeczy, to znaczy zapytała, czy mój Nieletni Siostrzeniec może u mnie pomieszkać. Właśnie przełykałam i łyk herbaty stanął mi kością w gardle.
– Jedziemy do Anglii. On chodzi do szkoły – dodała Agnieszka wyjaśniająco, a mnie głos nie chciał wrócić.
Na myśl o Nieletnim ciarki mi przeszły po grzbiecie, wizja niebiańskiego spokoju, który miał być moim udziałem, ulotniła się, nie pozostawiając po sobie nawet wspomnienia.
Do Anglii? – zapytałam inteligentnie, żeby przy gotować się do podjęcia decyzji.
Zadzwoniła ciocia Hanka – Agnieszka zatopiła się w fotelu i podwinęła nogi pod siebie – bardzo prosi, żeby Grzesiek przyjechał. Likwiduje mieszkanie na Braganza Street, nie da sobie sama rady, przenosi się na Kensington, okazyjnie kupiła dom. A Grzesiek pojedzie, ale ze mną. Nie byłam w Anglii, więc chętnie pojadę. A Honorata uprosiła nas, żebyśmy ją wzięli. A Piotruś nie chce – dodała z wyraźnym żalem – bo byśmy pojechali całą rodziną. Dwa tygodnie przerwy w szkole dzieciom nie zaszkodzi, ale Piotruś się zaparł. No i chciałam cię prosić, żebyś się nim zajęła.
Przed oczami przemknęła mi sala gimnastyczna w ich domu, w której mieszkałam, jak się budował mój domek, Tosia, której łóżka użyczyła Nieletnia Siostrzenica, pies Kłopot i kot Kleofas, wiecznie poszarpany przez towarzyszy nocnych ksiutów, Agnieszka, która cierpliwie znosiła przez tygodnie mnie i Tosię, Grzesiek, który odwoził na moją budowę kolejnych specjalistów. Ich cierpliwość i troska.
Oraz Nieletni, niestety, też mi stanął przed oczyma. Że chce spać w ich łóżku, bo się boi. Że nie chce spać w ogóle, bo o dwudziestej drugiej jest Terminator i wszyscy koledzy widzieli, a on nie. Że nie chce iść do szkoły, bo go boli brzuch, ale chce iść grać w piłkę, bo go przestał boleć brzuch. Że pani w szkole go nie lubi, albo że on nie lubi pani. Przypomniałam sobie wszystkie jego propozycje, takie jak ta, żeby go oddali do domu dziecka, bo on nie lubi swojej rodziny, albo żeby sami poszli do domu starców, skoro go nie lubią, żebyśmy się bujali, wreszcie zasadnicze pytanie, które Nieletni zawsze zadaje po przyjściu ze szkoły – leczysz się?
Nie! – krzyknęłam – nie, nie, nie! Nieletni mnie wykończy! Gra w gry komputerowe, ma kolegów, zadaje milion pytań, chce jeść, pić, oglądać telewizję! Nie!!! Wyrosłam z małych dzieci, nie umiem postępować z jedenastolatkiem! Chętnie zajmę się jakimś trzydziestolatkiem, ale małym dzieckiem nie! Nie rób mi tego – jęczałam – poproś kogoś innego! Nawet Moją Matkę albo Mojego Ojca, albo swoją matkę, albo swojego ojca, ale nie mnie!
Otworzyłam oczy i spojrzałam w ufną twarz Agnieszki, która ciągnęła:
– No, to co będzie? Chciałam poprosić moją matkę, ale wyjeżdża z przyjaciółką do Buska. My byśmy wracali dziesiątego grudnia. Chcemy być na osiemnastkę Tosi z powrotem. A Piotruś… wiesz, nie będzie z nim kłopotu. Wtedy u nas mogłaby mieszkać pani Ola, ale pani Ola nie może się nim zająć, bo nie ma prawa jazdy. A my byśmy ci zostawili samochód…
Ja nie mam siły – krzyknęłam i zacisnęłam pięści – ja nie mam siły! Agnieszko, nie możesz mnie o to prosić, nigdy nie miałam syna, nie wiem, co się robi z blisko dwunastoletnim chłopcem! Będę musiała zwalniać się z pracy, wstawać rano, robić mu śniadanie i odwozić go do szkoły na ósmą! Nie!
Otworzyłam oczy i powiedziałam:
– Oczywiście. Nie ma sprawy. Jedźcie.
Agnieszka podniosła się i uściskała mnie serdecznie.
– Jesteś absolutnie kochana, wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć.
Po czym sięgnęła po słuchawkę i wykręciła numer. Głosem radosnym, jak za dawnych lat, krzyknęła:
– Zgodziła się! Zgodziła!
A mnie wydawało się, że mam zły sen.
Nasza wspólna, moja i Agnieszki, ciocia, nie jest wcale naszą ciocią. Jest siostrą cioteczną, kuzynki naszej babci, która mieszka w Krakowie. Ciocia Hanka ma ciekawe życie. Przed drugą wojną światową jako nastolatka skakała z mostu do Wisły, bo się założyła z kolegą, że skoczy. W nagrodę za to jej rodzice natychmiast przenieśli ją do bardzo surowej szkoły, którą prowadziły zakonnice. Szkoła próbowała wykończyć ciocię Hankę, ale nie dała rady. Tej szkoły dziś już nie ma, a ciocia Hanka ma się dobrze. Gdy wybuchła wojna, to zanim siostry zdecydowały, co robić, Hanki już w internacie nie było. Chciała zaciągnąć się do wojska jako siedemnastolatka, sprytnie ukrywając swój wiek – powiedziała, że ma lat dziewiętnaście.
– Przed wojną sobie dodawałam, po wojnie ujmowałam – powiedziała kiedyś.
Ponieważ do wojska jej nie przyjęto, uciekła z domu na granicę wschodnią, gdzie stacjonował pułk, w którym służył jej przyszywany kuzyn. „Sympatyzowaliśmy ze sobą” – mówiła o nim aktualnie ciocia Hanka. Chciała go pożegnać, zanim ów Zenobiusz, świeżo upieczony podporucznik, ruszy do boju, ale nie zdążyła, bo Zenobiusz ów ruszył na dalszy Wschód, ale już w transporcie z jeńcami, zanim ona znalazła się na jeszcze dalszym Wschodzie, na Sybirze.
Z armią Andersa wracała przez Afrykę do Polski. W Iraku poznała pewnego majora, któremu się natychmiast oświadczyła, bo uczucie do podporucznika było krótkotrwałe. Major nie mógł wrócić do Polski, bo byłby oskarżony o zdradę ojczyzny, albowiem w powietrzu wisiała już zapowiedź przyszłego ustroju. Razem wylądowali w Anglii i zostali tam na stałe.
Ciocia Hanka jest niezwykle żywotna. Nic dziwnego, że po osiemdziesiątce postanowiła sprzedać mieszkanie na Braganza i kupić dom na Kensington. Kiedy to zrobi, jak nie teraz? Szkoda tylko, że to nie ja jadę do Londynu, tylko zostaję z małolatem, który jest na dodatek chłopcem, ale cóż.
Ciocia Hanka w rodzinie słynie ze swoich złotych myśli, których zresztą w miarę upływu lat się wypiera. Na przykład ja pamiętam, jak dwadzieścia lat temu powiedziała mi:
– Pamiętaj Judytka, arytmetyka bardzo przyda ci się w związkach z mężczyznami. Po dwudziestce mężczyźni po czterdziestce, po trzydziestce, mężczyźni po dwudziestce, po czterdziestce, mężczyźni po trzydziestce.
Sama zresztą nigdy nie zastosowała się do tej rady.
Ciocia Hanka ma również jedną podstawową cechę – nie sposób jej odmówić niczego, więc się wcale nie dziwię, że Agnieszka, wcale nieskora do takich wybryków jak nagłe wyjazdy, podjęła decyzję o wyjeździe.
Agnieszka, Grzesiek i Nieletnia lecą w poniedziałek. Tosia przyjeżdża we wtorek wieczorem. Nieletniego wraz z nowym samochodem Grześków dowieziono w poniedziałek po szkole. On zostaje w domu, ja ich odwożę na lotnisko. Z czterech dni wolności, które miałam po wyjeździe Tosi do Pragi, zostaje mi sobota i niedziela. W niedzielę obiecałam Mojej Mamie, że przyjadę, no i oczywiście Mojemu Ojcu, bo „skoro będziesz u matki, to wpadnij do mnie”. Czyli zostaje sobota. Czyli nici z wypoczynku, bo muszę Nieletniemu przygotować nasz pokój, a sama przenieść się do tzw. salonu. I jakoś się urządzić – komputer, drukarka, miejsce do spania. Będę przez dwa tygodnie żyć w pomieszczeniu, gdzie stoi telewizor. Czarno widzę. Ale czego się nie robi dla rodziny, która parę lat temu uratowała mi życie, przechowując mnie i Tosię?