Выбрать главу

Mój śliczny, ukochany Niebieski!

życie bez Ciebie kompletnie nie ma sensu. Nic mi się nie udaje, zmieniają mi teksty, Tosi prawie nie ma w domu, koty brudzą szyby, jestem ohydnie samotna i opuszczona – i wolałabym, żebyś był ze mną. Nawet mógłbyś się nie odzywać. Nie lubię już sama spać i jestem kompletnie emocjonalnie od ciebie uzależniona. Myślę tylko o tym, kiedy się zobaczymy, a Tosia wcale nie chce jechać i być może nie załatwię wizy, i nie mogę się dodzwonić do ambasady, i nie mam samochodu, bo w opelku poszła skrzynia biegów, i jestem strasznie biedna i nieszczęśliwa, i jest zimno, i nie lubię listopada najbardziej ze wszystkich miesięcy. Nienawidzę Cię, bo wyjechałeś, zamiast nie wyjeżdżać i mnie kochać nad życie, jako i ja czynię. Boję się, że poznasz jakąś Murzynkę albo Mulatkę, bo każdy facet marzy o Murzynce albo Mulatce, chociaż niektórzy się z tym marzeniem nie ujawniają, i zakochasz się w niej, i będziesz ją porównywał do mnie, i to porównanie, niestety, wypadnie na moją niekorzyść, i już nigdy nie wrócisz, bo ci spadnie bielmo z oczu, i zobaczysz mnie taką, jaka jestem, i to będzie koniec mojej szczęśliwej miłości. Kocham cię nad życie i tęsknię najbardziej na świecie…

Alt – D. Skasuj.

Kochany Adaśku,

Cieszę się, że Ci dobrze w tych Stanach, Borys smuci się od Twojego wyjazdu, ja może brałabym z niego przykład, ale samo dzwonienie do różnych urzędów stawia mnie na baczność na wiele godzin. Ojciec powiedział, że coś spróbuje przez swoich kolegów załatwić, ale nie wiem, czy nie za późno na to. Mam mnóstwo roboty, w poniedziałek przyjeżdża Piotruś i będzie tu mieszkał, moje komórki mózgowe zanikają z przerażenia. Czy taki Nieletni Facet robi tyle kłopotu co Letni? Czy on się już goli? Jaka szkoda, że Ciebie nie ma, bo ja nigdy nie miałam do czynienia na dłuższą metę z niedojrzałym chłopcem, nie licząc oczywiście Tego od Joli.

W pracy nie najlepiej, ale nie będę ci tym zawracać głowy. Obawiam się, że najbliższe dwa tygodnie będą mnie sporo zdrowia kosztować. Mam nadzieję, że zamykasz oczy, jak widzisz jakąś piękną kobietę, która jest młoda i mądra. Całuję Cię mocno, tęsknię. Judyta.

Lepiej. Dużo lepiej. Nie należy za bardzo okazywać mężczyźnie, że nie można bez niego żyć. To najgłupsze, co może zrobić kobieta. Ten list jest dobry, wyważony, dostatecznie długi, ale nie za długi, opowiadam, co się dzieje, ale nie zarzucam go zbędnymi szczegółami, tak. Może iść.

Oczywiście nie może, bo przecież niemożliwe jest połączenie się internetowe. Wiem, że podobno na świecie trwa to parę sekund. Ale świat jest zbyt daleko od mojej wsi i mojej niezmiennie niezainteresowanej w połączeniach Telekomunikacji Polskiej SA. Spróbuję wieczorem.

Nieletni odpoczynek

Tu zapalasz światła, tu otwierasz maskę, ale wlałem płyn zimowy, powinno ci starczyć na dwa tygodnie, tu masz przeciwmgielne. Tu masz numer serwisu, jakby coś się działo, tu jest ubezpieczenie, tu karta wozu. Wszystko trzymaj razem. Tu masz telefon do dentysty, gdyby Piotrka bolały zęby, tu telefon do szkoły, tu domowy do jego wychowawczyni, tu do rodziców Arka, bo oni się przyjaźnią z Arkiem. Tu do klubu, wtorki i piątki trening, ale wcześniej musisz zadzwonić, bo czasem odwołują. Piotruś nie je orzeszków ziemnych, bo jest uczulony, musisz uważać. Nie je szczypiorku ani koperku, bo się brzydzi, więc go nie zmuszaj. Nienawidzi szpinaku, to go nie namawiaj. W razie czego zamów pizzę, przez dwa tygodnie nie umrze z głodu. – Grzesiek stoi nad bagażnikiem swojego ślicznego nowego samochodu i wyjmuje torby Piotrka. – Zadzwonimy natychmiast po przylocie. Nie pozwól mu siedzieć za długo przed komputerem. Niech nie ogląda telewizji po dwudziestej, chyba że w piątek. Ma przeczytać W pustyni i w puszczy, masz? Bo chyba nie wziął ze sobą. Lepiej, żebyś prowadziła na lotnisko, siądę z przodu, to ci wszystko wytłumaczę, ale przecież masz prawo jazdy, prawda? Samochód jak samochód, wszystkie są takie same.

Chowam dokumenty i kartki z telefonami, Piotruś zarzuca sobie torbę na ramię i idzie w kierunku domu. Podążam za nim.

– Cześć Grzesiu! – krzyczy zza płotu Krzyś. – Cześć – odkrzykuje Grzesiek i podchodzi do płotu, bo przecież nigdy za dużo czasu na rozmowy z kumplem.

Wbiegam do domu, koty pryskają spod nóg, otwieram drzwi do sypialni.

– Piotruś, tu będzie twój pokój, twoje biurko, opróżniłam ci trzy półki w szafie na ubrania. Ręczniki duże czerwone są twoje. W łazience ta półeczka z prawej strony będzie twoja, OK?

– Spoko ciociu – mówi Nieletni i odwraca się do mnie tyłem. – Mogę sobie trochę pograć na komputerze?

Komputer. No cóż. Może.

– Kochanie, pocałuj mamę! – krzyczy Agnieszka. – Bujaj się – mówi Nieletni, zupełnie jak jego ojciec nieodrodny, i podchodzi do matki bez kurtki. Agnieszka całuję Nieletniego, a Nieletni ociera twarz rękawem, ale w dłoni już ściska jakieś dyskietki.

– To mogę ciociu?

– Możesz kochanie. Nikomu nie otwieraj, wracam za godzinę.

– Spoko ciociu – mówi Piotruś i wchodzi do domu, a ja z drżeniem serca wsiadam za kierownicę pięknego nowego samochodu.

I tak zaczyna się zupełnie nowy etap w moim życiu.

We wtorek zwlokłam się z łóżka o wpół do siódmej i próbowałam obudzić Piotrusia. Nie lubię spać na kanapie w salonie, bo jest niewygodna.

Wstawaj, już wpół do siódmej – powiedziałam najłagodniej, jak umiałam.

Już wstaję – odpowiedział Piotruś, a ja pomyślałam sobie, że nie będzie tak źle. Tosia w ogóle nie wstawała, posuwałam się do tego, że oblewałam ją wodą.

Wróciłam do kuchni i nastawiłam wodę na herbatę, wyjęłam masło z lodówki. Nasłuchiwałam, czy coś się rusza, nie mogę przecież wchodzić do pokoju jakiegoś mężczyzny, choćby miał dwanaście lat! Pokroiłam chleb, zrobiłam dwie porządne kanapki, zapakowałam w folię. Za drzwiami cisza. Zapukałam delikatnie, nic. Weszłam. Piotruś spał jak zabity. Potrząsnęłam go za ramię.

Wstawaj kochanie, jest za piętnaście siódma!

Już wstaję – powiedział Piotruś i spojrzał na mnie nieprzytomnie.

Spuść nogi z łóżka – powiedziałam jako wytrawny znawca dziatek wysyłanych do szkoły. Nie letni posłusznie wysunął nogi.

Już jestem obudzony.

Czekam ze śniadaniem. Idziesz do łazienki?

Idę – powiedział Piotruś.

Wypuściłam Borysa, który ze zdziwieniem przyglądał się otwartym drzwiom na ogród. Nigdy w nocy go nie wypuszczałam. Na wschodzie jaśniało. Koty nawet nie podniosły głów. Zrobiłam sobie i Nieletniemu herbatę i poszłam do łazienki. Tosi nie można wyrzucić rano z łazienki, ale chłopiec to chłopiec. Pewno szybko umył twarz, i to wszystko. Weszłam pod prysznic, wysuszyłam głowę, ubrałam się, było piętnaście po siódmej.

W kuchni nieruszone śniadanie i cisza w domu. Wpadłam, nie pukając, do pokoju Nieletniego. Spał jak zabity ze spuszczonymi na podłogę nogami.

– Piotrek! Jest wpół do ósmej – krzyknęłam rozpaczliwie.

Poderwał się i spojrzał na mnie z wyrzutem.

– Dlaczego mnie tak późno budzisz?